Lifestyle

Jak dobrać spódnicę do sylwetki?

Redakcja
Redakcja
29 października 2021
Fotomontaż/ iStock
Następny

Dziś Dzień Spódnicy! Lubicie, nosicie? Jeśli nie, bo nie możecie znaleźć tej idealnej, mamy dla Was fajny poradnik, jak dobrać spódnicę do swojej sylwetki. 🙂

Prawda jest taka, że na każdą z nas wymyślono już odpowiedni fason spódnicy. Na każdą! Niezależnie od typu sylwetki i rozmiaru. Jak dobrać spódnicę do sylwetki? To wcale nie takie trudne, jeśli będziesz trzymać się kilku banalnych wskazówek.

Spódnica to prawdziwa klasyka kobiecej garderoby, a w połączeniu z butami na obcasie jest kwintesencją kobiecości w modzie. Może nawet można się pokusić o stwierdzenie, że rozkłada na łopatki swoją kuzynkę sukienkę. Jest bardziej uniwersalna i pozwala na łączenie wielu elementów, dokonywanie nowych stylizacji. Dobra na każdą okazję, każdą porę roku i dla każdego typu figury.

Wśród spódnic jest tak ogromny wybór fasonów, że naprawdę nie sposób nie znaleźć czegoś, co odczaruje spódnicowe fatum!

Zobacz, jaki krój spódnicy będzie najbardziej korzystny dla twojej sylwetki.

Jak dobrać spódnicę do sylwetki?

Jak dobrać spódnicę do sylwetki?

Na podstawie: makeup-mania.net,

Lifestyle

Nasze dzieci w szpitalach psychiatrycznych leżą na materacach w korytarzach. Sytuacja jest dramatyczna – mówią psychiatrzy

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
29 października 2021
fot. SolStock/iStock
 

O dramatycznej sytuacji rozmawiamy z dwójką psychiatrów. 




Antoni i Anna Umeccy są lekarzami, specjalistami psychiatrii dzieci i młodzieży. Pracują w oddziale psychiatrycznym dla młodzieży w Józefowie Mazowieckiego Centrum Neuropsychiatrii. Antoni Umecki dodatkowo konsultuje dzieci w trybie nagłym na izbie przyjęć. Zgodzili się opowiedzieć nam, dlaczego szpitale psychiatryczne mają dziś coraz więcej pacjentów, dlaczego lekarze mówią: „Dość!” I dosłownie modlą się, żeby podczas ich dyżuru, nie zadzwonił kolejny rodzic w sprawie swojego dziecka, które targnęło się na swoje życie. Wtedy będą mieć dylemat, czy kłaść je na korytarzu na materacu, czy też odsyłać 300 km dalej do Sosnowca, gdzie jest jedno wolne miejsce. Ale wtedy wiedzą, że rodzice nie będą mogli dziecka odwiedzać. A to dla niego przecież ważne w procesie leczenia.







Jak teraz wygląda praca na oddziale dla młodzieży?




Antoni Umecki: – Jest dramatycznie! Praktycznie cały czas mamy więcej pacjentów niż „łóżek” zakontraktowanych z Narodowym Funduszem Zdrowia. Coraz częściej zdarzają się sytuacje, że w trakcie dyżuru brakuje dla dzieci łóżek i trzeba szukać innych rozwiązań np. układamy tymczasowo dla nich materace na podłodze. Nie umiem pani powiedzieć, ilu teraz mamy pacjentów na oddziale ponad podpisany ze szpitalem kontrakt, bo ta liczba codziennie się zmienia. Nie pamiętam już dnia, kiedy mieliśmy wolne miejsca. Kilka dni temu było na oddziale siedmioro dzieci na tzw. dostawkach. Aktualnie sytuacje dodatkowo komplikują procedury związane z pandemią.

Anna Umecka: – Najtrudniejsze jest to, że z jednej strony my lekarze wiemy, że oddział jest przepełniony, a przyjmowanie kolejnych pacjentów to dodatkowe obciążenie nie tylko dla personelu lekarskiego i pielęgniarskiego, ale też dla samych pacjentów! Bo im więcej dzieci w szpitalu, tym trudniej im zdrowieć. Psychiatra na izbie więc kalkuluje:”Czy mogę jeszcze przyjąć tego pacjenta? Gdzie go położyć? Czy jest prawdopodobne, że niedługo ktoś zostanie wypisany?” Ciągłe kombinowanie, jakim cudem znaleźć miejsce dla kolejnych chorych! Trudno z właściwym namysłem prowadzić diagnozę i leczenie, gdy najbardziej palącym problemem na oddziale jest brak miejsc dla kolejnych dzieci. Każdy z nas „modli się”, by na jego dyżurze nikt nie dzwonił i nikt nie przyjechał, bo gdzie ma położyć kolejną osobę?

Antoni Umecki: – Pandemia jest dla nas szczególnie trudnym czasem: w sytuacji, kiedy z powodu covidu wstrzymywane są przyjęcia do jednego z oddziałów w mieście, to pozostałe muszą przejąć napływających pacjentów. Jesteśmy zmuszeni przekazywać tych wymagających hospitalizacji do placówek psychiatrycznych w innych województwach, a też i nie zawsze inne województwa dysponują wolnymi łóżkami. Jeśli się uda przekazać pacjenta, to wraz z rodzicem jedzie on karetką, jak dobrze pójdzie z Warszawy do Lublina. A jak źle, to na drugi koniec Polski, np. do Sosnowca.

Anna Umecka: – Proszę też sobie wyobrazić dziecko, które trafia do szpitala na drugi koniec Polski, jest tam z dala od miejsca zamieszkania, możliwości odwiedzania przez najbliższych są ograniczone. Ta sytuacja z jednej strony naraża dziecko na dodatkowy stres oraz komplikuje proces leczenia. A diagnostyka i terapia pacjenta psychiatrycznego w wieku rozwojowym wymaga współpracy z rodziną, jest nieodzownym elementem procesu zdrowienia.

Słyszałam od rodziców, że dziś zdarza się, że dzieci po próbach samobójczych są odsyłane do domów. To prawda?






Antoni Umecki: – Ja nigdy nie odesłałem do domu dziecka w bezpośrednim zagrożeniu życia. Jeżeli lekarz oceni, że pacjent nadal stanowi dla siebie zagrożenie, to wtedy trzeba szukać dla niego miejsca w szpitalu. Może się też zdążyć, że przyjedzie na izbę pacjent np. po przedawkowaniu leków, ale nie zawsze wymaga on zabezpieczenia szpitalnego. Kluczowa jest tu ocena sytuacji przez psychiatrę na izbie przyjęć. Proszę pamiętać, że dla nas to nigdy nie są łatwe decyzje. My oceniając, czy możemy puścić pacjenta do domu, musimy brać pod uwagę również to, że do psychiatry w poradni zdrowia psychicznego on dostanie się za pół roku. I to jak dobrze pójdzie! Jak już mówiłem zawsze więc przyjmujemy dzieci w stanie zagrożenia życia. Będzie to np. pacjent po udaremnionej czy nieskutecznej próbie samobójczej, w psychozie, który prezentuje niebezpieczne zachowania, ale też pacjent, który jest agresywny.

I teraz proszę sobie wyobrazić oddział dziecięcy, w którym jest 40 pacjentów w wieku od 5 do 13 lat, w tym takie dziecko, które ma problem z zachowaniami agresywnymi. To dla personelu medycznego jest bardzo trudna organizacyjnie sytuacja. Aktualnie niestety przy notorycznym przeciążeniu oddziałów praktycznie nie realizujemy przyjęć w trybie planowym dla tych, którzy wymagają leczenia w oddziale stacjonarnym, ale nie stanowią bezpośredniego zagrożenia dla siebie i innych.

Czy pandemia jest bezpośrednią przyczyną tej dramatycznej sytuacji?







Antoni Umecki: – Na początku pandemii pacjentów przyjeżdżało trochę mniej, bo młodzież odetchnęła od stresu związanego ze szkołą. Jednak to był stan przejściowy, bo bardzo szybko pojawiły się konsekwencje izolacji i ponownie oddziały zaczęły pękać w szwach. Aktualnie, odkąd dzieci wróciły do szkoły bijemy rekordy, jeżeli chodzi o ilość hospitalizowanych pacjentów!

Powrót do szkoły bardzo spotęgował problem?






Anna Umecka: – Jednym z czynników ryzyka zaburzeń psychicznych jest doświadczana w środowisku szkolnym i rówieśniczym cyberprzemoc i odczuwana presja na wyniki w nauce. Niestety w wyniku ostatnich przemian społeczno-gospodarczych instytucja rodziny uległa transformacji. Jesteśmy jednym z najbardziej zapracowanych narodów w Europie. To skutkuje tym, że rodzice mają mniej wolnego czasu, który mogą poświęcić na po prostu bycie ze swoim dzieckiem. Dzieci szukają więc wsparcia poza rodziną, często i jedynie w internecie. Nasz ośrodkowy układ nerwowy, psychika są tak skonstruowane, że znajomości z portalu społecznościowego nie zastąpią nam realnych relacji. Niestety dzieci są dziś bardzo samotne, a pandemia dodatkowo to spotęgowała. Uwydatniła też, że system opieki medycznej i psychiatrii dziecięco-młodzieżowej w Polsce jest po prostu niewydolny.

Antoni Umecki: – Niewydolny między innymi dlatego, że nie mamy sensownego połączenia pomiędzy opieką psychologiczną w szkole a opieką psychologiczno-psychiatryczną w Środowiskowych Centrach Opieki. Obserwujemy sytuacje, w których dzieci niewymagające natychmiastowej opieki psychiatrycznej, trafiają do nas po wskazaniu naszej placówki przez pedagoga szkolnego, jako miejsca, gdzie otrzymają szybką pomoc. To liczne sytuacje, w których rodzice, pedagodzy, psycholodzy nie mają do zaoferowaniu młodemu pacjentowi adekwatnego zaplecza poza szpitalem.





 Teraz powstają Środowiskowe Centra Opieki, ale tu też jest problem, bo brakuje lekarzy psychiatrów, którzy mogliby tam pracować. Jest nas za mało!

Jakie są emocjonalne i behawioralne zmiany nastolatka z depresją?

Czy wy, psychiatrzy, pracujecie coraz więcej?


Antoni Umecki: – Lekarze często zostają po godzinach, za co nikt nam dodatkowo nie płaci. Kłopot polega raczej na tym, że jak lekarz ma pięciu pacjentów, to może faktycznie zebrać wywiad z dzieckiem i jego rodzicami, omówić wszystko w zespole, zrobić konsultację rodzinną, badania neuropsychologiczne i mnóstwo czynności, będących standardem diagnostyki i terapii. W sytuacji, gdy ma dziesięciu pacjentów, to każdemu z nich poświęci już mniej czasu.

Czy mamy obawiać się, że niedługo nie wytrzymacie i wszyscy odejdziecie z pracy? W warszawskim szpitalu przy ulicy Sobieskiego wszyscy lekarze z oddziału dziecięcego złożyli wymówienia.

Antoni Umecki: – Codziennie spotykamy się z koniecznością podejmowania trudnych decyzji. W mojej ocenie wszyscy powinniśmy złożyć wypowiedzenia. To jedyna realna szansa na zmianę.

Czy pamiętacie taki czas, żeby na oddziałach było spokojniej, kiedy była proporcjonalna liczba pacjentów do liczby łóżek?


Anna Umecka: – Kiedy zaczynałam pracę na oddziale dziecięcym w 2012 roku, pacjentów było dużo mniej. Mam wrażenie, że mniej dzieci się samookaleczało i było mniej prób samobójczych. Częściej przyjmowaliśmy do szpitala pacjentów chorych psychicznie. Teraz mamy o wiele więcej młodych ludzi, którzy gdyby w porę otrzymali wsparcie psychologiczne w środowisku, to nie trafiliby do szpitala na oddział ostry. W Polsce nie ma sensownej profilaktyki ani ochrony zdrowia psychicznego dzieci. Jeszcze raz to powtórzę: gdyby rodzic, nauczyciel, pedagog lub pielęgniarka szkolna zauważyli problem na wcześniejszym etapie, to dziecko nie trafiłoby na oddział psychiatryczny. My jako społeczeństwo nie jesteśmy edukowani w obszarze zdrowia psychicznego, taką wiedzę powinniśmy zdobywać od wczesnych lat szkolnych. I tu pojawia się kolejne zagadnienie: młodzi ludzie mają tendencję do wracania do szpitala, bo tu otrzymują pomoc, wsparcie i na chwilę zostają uwolnieni od zewnętrznych obciążających sytuacji. Przy braku oddziaływań pozaszpitalnych, pacjenci wracają do dysfunkcjonalnego środowiska, w którym czynniki ryzyka pogorszenia przeważają nad czynnikami ochronnymi, gdzie dochodzi do kolejnego kryzysu i ponownej hospitalizacji.




Antoni Umecki: – Kiedyś była taka zasada, że w mediach nie mówiło się o samobójstwach, bo to powodowało tzw. efekt Wertera. Teraz w dobie mediów społecznościowych wszędzie mamy zalew treści o samobójstwach, samookaleczeniach, anoreksji. W umysłach młodych ludzi w kryzysie częściej pojawia się myśl, że samobójstwo jest więc jakimś rozwiązaniem. Młodzi ludzie dziś wskazują sobie nawzajem pewne destrukcyjne sposoby rozładowywania emocji, radzenia sobie w trudnych sytuacjach, bo niczego lepszego, zdrowszego nie oferuje im środowisko.







Czy macie na koniec jakiś apel do nas rodziców?




Anna Umecka: – Być z dziećmi w relacji, interesować się nimi.
Antoni Umecki: – Trochę mniej pracować. Lepiej wolny czas spędzić z synem czy córką na spacerze w lesie niż poświęcić go na zarabianie pieniędzy na nowego smartfona.


Lifestyle

Dlaczego mężczyźni tak to lubią w łóżku? Większość o to prosi, tylko nieliczni tego unikają!

Redakcja
Redakcja
29 października 2021
fot/ Aaltazar/iStock

Amerykańskie badanie przeprowadzone na grupie kobiet w wieku od 18 do 60 lat wykazało, że około 30% respondentek przynajmniej raz w życiu uprawiało seks analny. Wśród najmłodszych (od 20 do 24 lat) było to nawet 40%, a wiele z nich deklarowało, że jest to dla nich alternatywa wobec stosunku waginalnego. Roberta Rossi zamieściła w internecie ankietę, w której zadała kobietom bardzo intymne pytania. Spodziewała się najwyżej tysiąca odpowiedzi, a dostała ich szesnaście tysięcy. Doświadczenia kobiet i swoje porady opisała w najnowszej książce „Dochodzę. Odkryj, co sprawia ci przyjemność”, wydanej przez Znak.


Co opowiedziały kobiety sławnej włoskiej seksuolożce na temat seksu analnego?

Podczas waginalnego stosunku z moim byłym chłopakiem on nagle, siłą i bez pozwolenia spenetrował mnie analnie. Powiedział, że się pomylił. Krwawiłam przez wiele dni. Trzy miesiące później znowu się „pomylił”. Domyślacie się pewnie, czemu już z nim nie jestem. W innych sytuacjach (i z innymi partnerami) doświadczenie było przyjemne. Dlaczego? Bo odbyło się za obopólną zgodą.

Niestety, wiele kobiet napisało, że partnerzy (w tym wypadku chodzi o mężczyzn) zmusili was do seksu analnego albo kłamali, że „dziurki im się pomyliły”, i dopuścili się penetracji, nie pytając, czy się na nią zgadzacie. Nie tak to powinno wyglądać. Zmuszanie do seksu analnego (jak i oczywiście każdego innego) jest nie tylko aktem przemocy, ale może mieć negatywny wpływ na wasze podejście do tego rodzaju penetracji, która musi być konsensualna – jak zresztą wszystko, co dotyczy seksu – i wymaga od obojga partnerów świadomości, przekonania, zaangażowania, uwagi i współpracy.

Nigdy nie byłam z facetem, który by o to nie prosił: dlaczego oni tak bardzo to lubią? Dlaczego penetracja analna jest męską fantazją? Co jest w tym tak ekscytujące?

Wiele z was zadaje sobie pytanie, czemu mężczyźni wydają się tak zainteresowani seksem analnym. Pierwszy powód – ten fizyczny – to rodzaj stymulacji, jakiej mężczyzna doświadcza podczas stosunku tego typu. Jak już wspominałyśmy, kanał odbytu jest ciaśniejszy niż pochwa i chociaż rozszerza się dzięki opisanym sztuczkom, wciąż przylega do penisa, co wywołuje bardzo intensywną stymulację. Istnieje również przyczyna kulturowa: „branie kobiety od tyłu” – jak się czasem mówi – potwierdza pewną formę męskiej dominacji nad kobietą, zarówno w męskim imaginarium erotycznym, jak i w rzeczywistych relacjach pomiędzy płciami. Dziś sytuacja się jednak zmienia i zdarza się również, że to kobiety proponują swoim partnerom włączenie penetracji analnej do ich erotycznego repertuaru, sugerując także inne pozycje. Męskie reakcje na tę propozycję – jak opowiedziało nam wiele z was – są dwie, i wyraźnie ze sobą kontrastują. Niektórzy mężczyźni reagują bardzo pozytywnie i cieszą się na to doświadczenie. Inni natomiast wycofują się i wydają się zagubieni.

Dlaczego niektórzy mężczyźni nie mają w sobie dość pewności, by nauczyć się seksu analnego? Głupio mi zbyt długo nalegać. To delikatny temat, ponieważ ja chciałabym to od czasu do czasu zrobić, ale mój mąż czuje się z tym niezręcznie, więc przestałam prosić.

Negatywna reakcja wynika z faktu, że seks analny budzi czasem w heteroseksualnych mężczyznach lęk, że będą postrzegani jako osoby homoseksualne. To lęk, który opiera się na pewnym uprzedzeniu, opartym zresztą na błędnej informacji. Jeszcze dziś bowiem wiele osób sądzi, że seksualność homoseksualnych mężczyzn opiera się wyłącznie na seksie analnym, a dobrze wiemy, że tak nie jest, mają oni szeroki repertuar zachowań erotycznych, wśród nich seks analny nie musi być wcale dominujący. Innym powodem, dla którego reputacja seksu analnego jest skomplikowana, może być fakt, że jeszcze do niedawna był wybierany jako alternatywa dla penetracji, by uniknąć niepożądanej ciąży. Dzisiaj jednak, kiedy mamy do dyspozycji skuteczne środki antykoncepcyjne, powód ten stracił na znaczeniu.

Czy przyjemność jest zależna od tego, kiedy ostatnio oddawałyśmy stolec?

Z fizycznego punktu widzenia nie ma to znaczenia, jednak niektórym kobietom myśl o tym, że nie były wcześniej w toalecie, nie pozwala w pełni się rozluźnić, co czyni penetrację mniej przyjemną. Jest to jednak bardzo subiektywne: inne wcale się tym nie martwią.

Czy jeśli nie jestem zainteresowana seksem analnym, powinnam uważać się za kobietę seksualnie niekompletną? Mój mąż też nigdy mnie o to nie prosił.

Nie, absolutnie nie, w seksie należy robić to, na co ma się ochotę, nie ma więc żadnego obowiązku. Jeśli kiedyś najdzie cię ochota, by spróbować seksu analnego, ocenisz, czy ci się on podoba, ale jeśli cię nie interesuje, nie ma potrzeby się zmuszać.

Stosunek analny to coś takiego, czego czasem pragnę, a czasem (najczęściej) nie mogę znieść. Dlaczego tak jest?

Prawdopodobnie jest tak, ponieważ w seksie analnym trudniej improwizować niż podczas pozostałych praktyk seksualnych. Wymaga ekscytacji, a jednocześnie rozluźnienia, pożądania, ale też chęci – no właśnie – by odebrać taki rodzaj penetracji. Łatwo więc wyobrazić sobie chwile, kiedy nie masz na to ochoty, jeśli jesteś zmęczona, zestresowana, wolisz „łatwiejszą” aktywność seksualną albo po prostu nie chcesz.

Czy penis może utknąć?

Może się to zdarzyć, ale dzieje się bardzo, bardzo, bardzo rzadko. Ochroni przed tym dobre przygotowanie się do penetracji.

Czy zbyt częsty seks analny może prowadzić do wypadania odbytu?

Nie, ale powtórzmy, że przygotowanie do stosunków analnych jest fundamentalne. Seks analny to delikatna sprawa. Nie próbuj go uprawiać, jeśli nie masz za sobą stopniowego przygotowania, bo penetracja analna przeprowadzona na siłę, niepożądana i nieprzygotowana może spowodować inne szkody: na przykład skaleczenia. Jedynie z czasem kanał odbytu staje się bardziej elastyczny i reaktywny, a więc także łatwiejszy do rozluźnienia.

Niektóre moje koleżanki twierdzą, że przez kilka dni po stosunku miały zatwardzenie. Czy istnieje tu korelacja? Mnie się to nie zdarzyło.

Nie, z fizjologicznego punktu widzenia nie ma żadnego związku, prawdopodobnie ta reakcja jest powiązana ze sferą psychologiczną. Możliwe, że koleżanki nie są w pełni przekonane do seksu analnego i to niezdecydowanie połączone z wrażeniami, które odnosi się w obszarze odbytu po penetracji, przez jakiś czas po stosunku tego rodzaju blokuje impuls wypróżnienia.

Czy to prawda, że traci się czucie w odbycie i napięcie mięśni zwieracza?

Nie: nie ma konsekwencji dla czucia w odbycie. Co więcej, penetracja analna wymaga naprężania i rozluźniania mięśni, tak więc nie traci się tej zdolności, wręcz przeciwnie.

 


Zobacz także

Regulamin konkursu „Podróż za jeden uśmiech”

Kilogramy na szczęście. Mężowie pulchniejszych kobiet są szczęśliwsi i żyją dłużej

„Miałam wypadek samochodowy, a mój eyeliner pozostał nietknięty”. Lepszej rekomendacji nie wymyśliłby najlepszy marketingowiec