Lifestyle

„Głupio mi, ale siedząc na kanapie obok mojego Krzyśka, rozmyślam jaki smak mają usta Twojego męża”

Poli Ann
Poli Ann
14 listopada 2022
fot. Unsplash
 

Droga Przyjaciółko!

Zacznę od razu prosto z mostu. Nie mam odwagi powiedzieć Ci tego w cztery oczy. Pewnie list ten zniszczę, by prawda nie wyszła na jaw. Kocham Twojego męża. Z wzajemnością…

To historia niczym z brazylijskiej opery mydlanej. Gdyby ktoś mi powiedział, że tak się skończy pomoc sąsiedzka pewnie nigdy bym Tomka o wsparcie nie prosiła. Ot, złapana guma jeszcze na naszym osiedlu i dobry sąsiad przypadkiem obok. Tomek wymienił mi oponę i po kumpelsku napisał sms z pytaniem czy dojechałam. Ot nic wielkiego. Ja mu odpisałam. Miło się gawędziło. Po jakimś czasie zorientowaliśmy się że piszemy niemal codziennie i że Wam, Tobie i Krzyśkowi, o tym nie mówimy.

Zauważyłam, że Tomek jest spokojny, wyważony, że nie krzyczy na mnie tak jak mój mąż. Krzysiek zawsze był furiatem. Ma krótki lont, szybko się podpala i wybucha. To opanowanie Tomka mnie zauroczyło. I jeszcze poczucie humoru. Nigdy z nikim się tak nie śmiałam. Gdy spotykaliśmy się we czwórkę zaczęłam czuć się niekomfortowo. Przyłapywałam się na tym, że chcę świetnie wyglądać dla…Tomka. Pamiętam, gdy kiedyś wpadliście, a on przyniósł do kuchni brudne talerze i wyszeptał, że w tej sukience wyglądam zjawiskowo. To wtedy pierwszy raz dostrzegłam żar w jego oczach i że patrzy na mnie jak na kobietę. Boże jak ja chciałam go wtedy pocałować.

Głupio mi było za to strasznie, że siedząc na kanapie obok mojego Krzyśka rozmyślam jaki smak mają usta Twojego męża.

Wyrzuty sumienia miałam codziennie. I wobec Ciebie i wobec Krzysztofa. Jednak chęć napisania do Tomka zawsze była silniejsza. Kilka razy nawet ukróciliśmy ten proceder. A chwilkę potem Ty zaprosiłaś nas, potem Krzysiek Was. Mijaliśmy się z Tomkiem w drzwiach, nasze spojrzenia się krzyżowały i wiedzieliśmy, że gdyby Was nie było to rzucilibyśmy się na siebie.

Okazji do tego nie szukaliśmy…Tylko, że ja wtedy się tak strasznie przeziębiłam, Ty byłaś u mamy, a Krzysztof na wyjeździe służbowym. Tomek przywiózł mi leki i ugotował rosół. Był miły, opiekuńczy i tak inny od mojego męża. To mnie ujęło. Nie planowaliśmy tego, co stało się dalej. Wstyd mi bardzo, a jednocześnie czuję taką tęsknotę za jego ciałem…

Miał klucze do mojego mieszkania  tak w razie czego, i gdy przyszedł znów sprawdzić jak się czuję, zastał mnie akurat po kąpieli, w mokrych włosach i szlafroku. – Jakaś ty piękna – wyszeptał i nie było odwrotu. To popołudnie i wieczór były nasze. Potem długo rozmawialiśmy. Uznaliśmy, że albo to kończymy albo bierzemy rozwody. Inaczej nie da się żyć. Mieliśmy przez noc wszystko przemyśleć i rano wysłać sobie odpowiedź. Nie spałam wtedy, kalkulowałam. Rankiem Tomek napisał, że się zakochał i że weźmie z Tobą rozwód. Ja też podjęłam decyzję o rozstaniu. Boże jaka byłam szczęśliwa i jak bardzo bałam się Waszej reakcji. Niestety to szczęście nie trwało długo. Następnego dnia najpierw Tomek, potem Ty podzieliliście się nowiną. Byłaś w dziesiątym tygodniu ciąży. Ziemia się pode mną rozstąpiła. Chciałam cieszyć się Twoim, Waszym szczęściem, a nie potrafiłam. Byłam zła na wszystkich. Tomek

przepraszał, kajał się, a ja wyłam po nocach. Nadal byłam podziębiona. Nie musiałam się z Wami spotykać. Czułam ulgę, a z drugiej strony tęsknotę za Tobą.

Dziś minęły dwa tygodnie od tamtego czasu. Zobaczymy się za chwilę. Nie wiem jak Ci spojrzę w oczy. Nie wiem czy będę potrafiła ukryć moje uczucia do Tomka. Czuję się jak w pułapce. Nie masz rodzeństwa o to ja obiecałam Ci kiedyś pomóc jeśli zostałabyś mamą. Czy będę umiała? Czy wybaczę sobie, że  Cię zdradziłam? Że pokochałam Twojego męża? Że byłam niewierną żoną? Nie wiem. I boję się tego cholernie.

Czy czuję się teraz lepiej, gdy wylałam to wszystko na papier? Nie. Czuję się okropnie. Tomek mi pisze, że też się boi, że chce być ojcem  i że nie może Ciebie teraz zostawić. Ja to rozumiem. Wspieram go w tym. Tak powinien zachować się odpowiedzialny mężczyzna. Ja jeszcze nie wiem co zrobię. Miotam się, waham.

Chciałabym zniknąć, przeprowadzić się, by więcej nie widzieć Was szczęśliwych, by móc się odkochać, by na chłodno podjąć dalsze decyzje. Póki co to nie możliwe, muszę ochłonąć, choć dla mnie to niemal awykonalne i zagrać w odwiedzinach u Ciebie moją najtrudniejszą rolę życia – rolę wspaniałej przyjaciółki…


Lifestyle

Najpierw grał rolę ofiary. Potem, obwiniać zaczął Agatę. Następnie uznał, że nic jej nie obiecywał

Poli Ann
Poli Ann
21 listopada 2022
fot. Pexels/Engin Akyurt
 

Poznała go na Tinderze. Jako jedyny z tych który ją zaczepił, miał normalny profil. Ot, kilka zdjęć widoków z gór, parę pięknie podanych potraw, które najprawdopodobniej skonsumował i swoich raptem trzy selfie. Proste zęby, ładne, niebieskie oczy i uroczy dołeczek w lewym poliku. Urzekł ją kulturą słowa, brakiem nachalności i żartem. Pisali często, ale nie na tyle, by czuć przesyt, ani by tęsknić. Ta znajomość rozwijała się spokojnie i Agata tego właśnie potrzebowała. Przeżyła ciężki rozwód, wychowała syna sprawiającego liczne problemy, właśnie wylizała rany.

Do założenia konta na Tinderze namówiła ją przyjaciółka. Agata po pierwszym dniu, kiedy to zaczęła dostawać ogrom propozycji, chciała zrezygnować. Przeraziła ją bezpośredniość niektórych mężczyzn. Ewa jednak odżegnała ją od tego pomysłu. Przekonywała  że wśród miliona zalotników, flirciarzy i seks maniaków na pewno znajdzie się kilku porządnych facetów. I miała rację. Robert właśnie taki był. Spotkali się po kilku tygodniach na kawie. Potem ma kolacji. Byli też w kinie, teatrze i pokazie dzieł sztuki.

Otwierał Agatę powoli. Był nią żywo zainteresowany. Czuła jego adorację i doceniała takt. Po kilku miesiącach nazwali siebie parą. Po roku zamieszkali razem. Było dobrze, swojsko. Agata bardzo za tym tęskniła. Byli zgranym duetem. Do szczęścia nie potrzebowali papierka.

I pewnie sielanka trwałaby dłużej, gdyby nie fakt, że pewnego dnia Robert zostawił telefon w domu. Agata nigdy nie ruszała rzeczy partnera. On sam, dzwoniąc z komórki znajomego, poprosił ją, by wysłała mu zdjęcie jakiegoś dokumentu, które właśnie na urządzeniu było zapisane. Zrobiła to, ale szukając tego zdjęcia natknęła się na dziwny folder w jego galerii.

„Kociaki”. Było tam kilkadziesiąt zdjęć kobiet w różnym wieku. Kotów żadnych. Zdecydowanie były to zdjęcia profilowe. Zerknęła w szczegóły fotek. Zapisały się z Tindera. Robert cały czas miał tam konto. Sprawdziła. Nadal był aktywny. Nawiązywał znajomości, pisał i jak się okazało randkował. Agacie w całość ułożyły się późniejsze powroty Roberta do domu. Dodała dwa do dwóch. Sprawdziła historię wiadomości. Obecnie pisał z trzema kobietami. Agata, choć cała się trzęsła, jedyne co zrobiła to screeny czatów. Wieczorem gdy Robert wrócił z pracy przygotowała kolację z czerwonym winem. Ubrała się elegancko i słuchała komplementów na swój temat. Brzmiały znajomo. Takie same słowa wyczytała w jego czatach. Gdy Robert oznajmił, że musi jeszcze wyskoczyć do biura, potulnie zapytała, czy dziś projekt ma z Agnieszką,  Edytą czy Anią. Zgłupiał wtedy, jąkając się próbował nieudolnie wytłumaczyć swoje przygody. Nie udało mu się.

„Jeden okazuje się żonatym narcyzem, drugi udaje miłość, trzeci nażera się za twoją kasę”. Tinder – pole minowe dla kobiet

Najpierw grał rolę ofiary. Nie chciał, ale te kobiety były takie namolne. Potem, obwiniać zaczął Agatę. Bo chodzi w dżinsach, a on woli sukienki, bo się mało maluje, a jego kręcą długie rzęsy i czerwone usta. Następnie uznał, że przecież nic jej nie obiecywał i że wolne związki są modne, a ona taka staroświecka.

Agatę dużo ta huśtawka emocji kosztowała. Na szczęście to ona zamieszkała u Roberta, a swoje mieszkanie wynajmowała, więc miała gdzie wrócić. Mimo to nie obyło się bez wylanych łez, nieprzespanych nocy i tabletek na uspokojenie. Doszła do tego, że Robert nigdy konta na Tinderze nie usunął. Oszukiwał ją przez cały czas,  a następnie próbował ją obwinić za swoje randki. To chyba było najgorsze.

Dziś Agata mieszka sama. Pracuje. Dużo dzierga na drutach i haftuje. To ją uspokaja. Na randki póki co nie ma ochoty. Koleżanki namawiają ją, by zaczęła sprzedawać rzeczy, które tworzy. Najpierw kategorycznie zaprzeczała. Dziś coraz częściej o tym myśli. Niewykluczone, że się odważy. Założyła już konto na Instagramie i wstawiła pierwsze zdjęcia. Ma coraz więcej obserwujących. Zaczyna wierzyć, że się jej uda. W końcu co jej nie zabiło, to ją wzmocniło.


Lifestyle

Wiem, że nie będzie kolorowo. Ale to moje życie, mój wybór, mój luksus

Poli Ann
Poli Ann
16 października 2022
Fot. iStock/MStudioImages

Mam na imię Helena, skończyłam właśnie czterdzieści siedem lat i jestem w siódmym miesiącu ciąży. Pierwszej ciąży. I jest mi z tym dobrze. To była świadoma decyzja. Zaraz po studiach nie byłam gotowa na ślub i dziecko jak moje koleżanki. Moim celem życia nie było znalezienie męża.

Chciałam się rozwijać, uczyć, zdobywać świat. I to robiłam. Awansowałam, podróżowałam, zdobywałam wiedzę. I ani przez moment tego nie żałowałam.

Z mężczyznami różnie mi się układało. Niektórym odpowiadał fakt, że nie chcę ich zaciągnąć do ołtarza. Dwóch partnerów mi się oświadczyło chcąc mieć typowe rodzinne życie, którego ja wcale nie pragnęłam. Moim życiem był rozwój osobisty, nauka języków. Mieszkałam w różnych ciekawych miejscach,  poznałam wielu ludzi.  Poniosłam mnóstwo porażek i odniosłam trochę zwycięstw. Życie mnie nie oszczędzało. Niejednokrotnie wyłam w poduszkę, nie wiedząc co zrobić. Jednak wiem, że to wszystko było po coś. To mnie zahartowało i ukształtowało.

Stałam się niezależna finansowo. Dbam o siebie. Wiedziałam, że dojrzeję do macierzyństwa później niż inne kobiety. Chciałam czuć się bezpiecznie i związać się z miłości, kiedy będę na nią gotowa i będę chciała się jej oddać do utraty tchu.

Romana poznałam kilka lat temu. Pracowaliśmy przy wspólnym projekcie. Zaprzyjaźniliśmy się. Spodobał mi się od razu, ale nie chciałam go sobą osaczać. Po jakimś czasie okazało się, że on czuł to samo. Uczucie między nami wybuchło. Unosiliśmy się nad ziemią, ale jednocześnie mając doświadczenie, sparzeni przeszłością, wiedzieliśmy jak tego nie zepsuć. Romek jest rok starszy ode mnie. Jest po rozwodzie, nie ma dzieci. Życiowo jest ustawiony, nie pnie się po szczeblach kariery za wszelką cenę. Sporo osiągnął, ma swoje priorytety. Kieruje się w życiu podobną filozofią co i ja. Ślubu brać nie chcemy, ale planujemy wspólną długodystansową przyszłość. Decyzję o dziecku podjęliśmy wspólnie. Oboje jesteśmy zdrowi, przygotowaliśmy się do tej ciąży i, o dziwo, szybko w nią zaszliśmy. Znajomi pukają się w czoło, mają już odchowane dzieci, mówią, że pchamy się na starość w pieluchy, że będą nazywać babcią i dziadkiem. My się tylko śmiejemy i robimy zakłady, które z nas pierwsze to usłyszy.

Mamy swoje zdanie. Ja czuję się świetnie, wyglądam młodziej niż mówi mój pesel i jestem świadoma mojej decyzji. Nie będę żyła w rozkroku jak inne młode matki. Nie będę wybierała między pracą a byciem dla dziecka. Ja po prostu oddam mu się całkowicie bez wyrzutów sumienia i żalu, że coś mnie omija, że coś tracę, że nie jestem dość dobrą matką.

Wiem, że dziecku zapewnimy dobre życie. Będziemy uważnymi rodzicami, którzy nie kłócą się o to, kto teraz siedzi z dzieckiem w domu. Mamy niezłą sytuację finansową,  nie drżę o to, czy zapłacę rachunki. Ciężko pracowałam na taki komfort. Jestem tu, gdzie chcę być. Robię to, co pragnę i szczerze mówiąc każdej kobiecie życzę takiego spokoju w głowie, jaki ja mam teraz. I gdybym miała przeżyć swoje życie ponownie, niczego bym nie zmieniała. Czuję, że wszystko dzieje się wtedy, kiedy powinno.

Za dwa miesiące zostanę mamą dziewczynki. Czeka nas piękny rozdział w naszym życiu. Wiem, że nie będzie lukrowy, bo bycie rodzicem to praca na cały etat  bez możliwości wzięcia urlopu, dożywotnio. Nie boję się.  Wiem, że damy radę. Dojrzałe macierzyństwo nie jest karą ani zachcianką. Dla mnie jest uwieńczeniem wszystkiego, co do tej pory w życiu osiągnęłam. Mam dom, mam wspaniałego mężczyznę obok siebie, pozycję zawodową i kruszynkę we mnie, którą już kocham bezwarunkowo i której będę chciała pokazać jak być szczęśliwą. Nic więcej w życiu mi już nie potrzeba. Niczego już nie oczekuję. Cieszę się moim stanem świadomie, radośnie i bezgranicznie. Mam gdzieś, co myślą inni. Moje życie, mój wybór, mój luksus.