Lifestyle

Droga przyjaciółko, sama już nie wiem, kim jesteś, miłość cię zmieniła

Listy do redakcji
Listy do redakcji
2 sierpnia 2016
Fot. iStock/DusanManic
 

Nie widziałyśmy się kilka lat, czasami tak bywa. Poprawka- widywałyśmy się przelotnie w rodzinnej miejscowości, w czasie świąt, długich weekendów czy wakacji. Ale co tam takie spotkanie, szybka kawa, parę zdań zamienionych w pośpiechu, bo każda z nas jedną nogą była z dawno niewidzianą rodziną, wśród bliskich, w domowym zamieszaniu. Ale to nic, bo podobno prawdziwej przyjaźni czas i odległość nie robi różnicy. Podobno.

Zaparłam się w tym roku i postanowiłam, że czas odświeżyć naszą relację i tak jak dawniej pobyć razem dłużej niż trwa wypicie kawy i zjedzenie ciastka. Sprawy nie ułatwiał fakt, że mieszkamy na dwóch rożnych końcach kraju – ja wyjechałam na studia i osiadłam setki kilometrów od domu, ty ruszyłaś za miłością w przeciwną stronę. Choć żadna z nas nie planowała opuszczenia rodzinnych stron, los miał wobec nas inne plany. Myślałaś, że kiedyś tak się stanie? Że będziemy mogły żyć bez codziennych spotkań, dzielenia się swoimi przemyśleniami i tajemnicami, ironicznych komentarzy dotyczących codzienności i żartów z gatunku czarnego humoru? A jednak to prawda, że człowiek do wszystkiego jest w stanie się przyzwyczaić.

Zakochałaś się całkiem niespodziewanie dla samej siebie i wszystkich, którzy cię znali. Ty, która zawsze mówiłaś, że miłość cię nie interesuje, że masz złe doświadczenia, że najpierw chcesz poznać świat i życie. Zakochałaś się w znanym od lat mężczyźnie, przyjacielu rodziny, starszym do ciebie o 15 lat. Przyznaję, że początkowo trudno było mi to zaakceptować – ty, młoda i piękna, wykształcona, z ambicjami i on – człowiek prosty, wyglądający co najmniej 10 lat starzej, żyjący prostym i nieskomplikowanym życiem. Nasi znajomi mówili początkowo, że to chwilowe zauroczenie, że nie potraw to długo. Po roku sami przestali w to wierzyć, po dwóch latach ty przestałaś się z nimi kontaktować. Bo ta miłość cię zmieniła, bardzo. Prawdę mówiąc, sama już nie wiem, kim jesteś.

Czekałam na nasze spotkanie z wielką niecierpliwością, ale też z wielkim strachem – jak to będzie po tylu latach znowu spędzić ze sobą całe dnie? Czy wystarczy nam tematów do rozmów? Czy istnieje jeszcze ta przyjacielska nić porozumienia, dzięki której rozmawiać można bez końca i bez skrępowania milczeć? Mimo wszystko cieszyłam się jak dziecko i odliczałam dni do urlopu, myśl o wizycie u ciebie była silniejsza od lęku i obaw.

Już podczas naszego powitania wyczułam, że moja radość znacznie przewyższa twoją. Byłaś taka grzeczna, spokojna i wyważona. Zrzuciłam to na karb minionego czasu, skrępowania spowodowanego długa rozłąką, onieśmielenia wywołanego osłabieniem naszych relacji. Po kilku dniach wiedziałam jednak, że to nie to, że jestem niejako intruzem w twoim życiu, a swoim przyjazdem zburzyłam ustalony rytm dnia. Dnia, który zawsze wyglądała niemal tak samo i który kręcił się wokół twojego partnera i waszej miłości.

Martwię się o ciebie, bo zawsze byłaś pełna ambicji i pasji, chciałaś więcej i dążyłaś do realizacji swoich celów. Prestiżowy uniwersytet, wymiany zagraniczne, staż w dobrej firmie – tak było kiedyś. Teraz twój świat to wspólne śniadanie, przygotowanie obiadu, popołudniowe zakupy i wspólne wieczory. Nie pracujesz, bo twierdzisz, że w okolicy nie ma nic odpowiedniego, bo godziny nie takie, bo w weekendy byście się mniej widywali, bo płaca za niska. Otwarcie przyznałaś też, że tak ci jest wygodnie, a On nie nalega, ma cię zawsze pod ręką. Zapytana o znajomych odpowiadasz, że On jest twoim znajomym. Zapytana o to, co robicie wieczorami, odpowiadasz, że oglądacie telewizję, wychodzicie tylko od święta. Dzieci? Może kiedyś, powiedziałaś, życie bez dzieci jest wygodniejsze.

Martwię się, bo z towarzyskiej, rozrywkowej dziewczyny zmieniłaś w odludka, przedwcześnie zgrzybiałą, pozbawioną energii i chęci kobietę. A przecież dopiero skończyłaś trzydziestkę, jesteś w najlepszym wieku, u szczytu swoich sił. A co jeśli On kiedyś odejdzie? Do innej kobiety, do innego życia, albo do innego świata? Jeśli zostaniesz sama, dni stracą swój rytm nieodwołalnie, zniknie centrum, wokół którego kręci się twoje życie? Co się stanie, gdy miłość nieco przyblaknie, namiętność się wypali, rutyna niepostrzeżenie wtargnie w wasz związek? Może nie mam racji, może wcale nie potrzeba do życia czegoś więcej, a jednak nie wyglądałaś na całkiem szczęśliwą. Wyblakłaś, stałaś się przezroczysta, inna, wygodna.

Jestem na ciebie zła. Z nas dwóch to zawsze ciebie uważałam za ładniejszą, inteligentniejszą, z większym potencjałem. Miałaś lepszy start, byłaś odważniejsza, bardziej przebojowa. Podświadomie zawsze czułam, że z naszego duetu to właśnie ty zajdziesz dalej, osiągniesz więcej, będziesz święcić tryumfy. Nie, nie przeszkadzało mi to, nie byłam zazdrosna – przeciwnie, cieszyłam się wizją twoich sukcesów i tym, że jestem częścią twojej osobistej ekipy wspierającej, mam swój udział w twoim życiu. Trzymałam kciuki, motywowałam, zachęcałam i podziwiałam. Tymczasem ty poświęciłaś się dla miłości, porzuciłaś wszystkich i wszystko. Myślę, że także i samą siebie.

Droga przyjaciółko, sama już nie wiem kim jesteś, miłość cię zmieniła…

Zapisz


Lifestyle

14 sygnałów, że jesteś emocjonalnie inteligentna

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
3 sierpnia 2016
14 sygnałów, że jesteś emocjonalnie inteligentna
Fot. iStock / Petar ChernaevPetar Chernaev
 

Inteligencja emocjonalna zrobiła się bardzo modna, każdy chce ją rozwijać – zupełnie jakby gwarantowało to przyjęcie do emocjonalnej Mensy. Ale czy naprawdę wiemy, czym jest i czy potrafimy ją u siebie odnaleźć? 

Inteligencja emocjonalna uważana jest przez niektórych za niezbędny składnik szeroko pojetego sukcesu – i jakbyśmy nie próbowali obalić tej tezy, jest w tym wiele prawdy, bo empatia, wrażliwość, umiejętność świadomego życia i funckjonowania w relacjach z innymi ludźmi, to właśnie najcenniejsze zdolności – i w życiu osobistym i zawodowym. Rzadko kiedy jednak uczymy się ich w pełni świadomie. A czy ty wiesz, jak znaleźć u siebie sygnały świadczące o słynnej EQ?

14 sygnałów, że jesteś emocjonalnie inteligentna

1. Stale starasz się zrozumieć ludzi

Patrzysz na swojego rozmówce i wiesz, wdzisz to: że się waha, że jest zawstydzony, zniecierpliwiony, że jego oczy zapalają się, gdy widzi kogoś, kogo kocha.

2. Jesteś ciekawa tego, jak żyją inni ludzie

Kochasz poznawać nowych ludzi, nowe kultury, zwyczaje. Jesteś uważnym obserwatorem. Ciekawi cię, jak żyją inni – i w przeciwieństwie do reszty świata – ciebie to obchodzi. Lubisz przypadkowe interakcje z innymi, często obcymi ludźmi – bo od nich możesz dowiedzieć bardzo wiele, o świecie, w którym żyjesz.

3. Jesteś świadoma swoich wad i zalet

Wiesz, że nie jesteś idealna i że świat też taki nie jest. Dlatego masz inne oczekiwania wobec innych. Jesteś gotowa weryfikować swoje przekonania, bo korzystasz ze swojej wiedzy. Dzięki temu łatwiej osiągasz cele i rzadziej wchodzisz w konflikty.

4. Żyjesz dzisiaj – nie tkwisz ani w przeszłości ani w przyszłości

Dzięki temu potrafisz iść do przodu. Nie tracisz energii na rozstrząsnie przeszłości, nie tracisz czasu na marzenia o rzeczach, które może wcale nie są ci potrzebne. Wolisz skupić się na tym, by jak najlepiej żyć dzisiaj – bo wiesz, że to zawsze przybliża cię do celu. Teraźniejszości doświadczasz głęboko, intensywnie – i właśnie dlatego nie musisz potem „żałować”.

5. Starasz się rozumiec swoje nastroje – i gdy trzeba pracować nad nimi

Masz świadomość, że czasem działasz pod wpływem emocji, impulsu. Nie walczysz z tym za wszelką cenę, ale dzięki temu, że akceptujesz siebie jako istotę emocjonalną potrafisz racjonalnie swoimi emocjami zarządzać.

6. Gdy pojawia się problem dążysz do konfontracji i rozwiązania – zamiast jątrzyć

Rozwiązujesz swoje konflikty od razu, zamiast tracić czas i siły na eskalowanie problemu. Nie czekasz aż napięcie sprawi, że zrobisz przysłowiowe „widły z igły”.

7. Twoja motywacja do działania jest wewnętrzna

Nie działasz dla kogoś, bo ktoś tego oczekuje. Nie musisz szukać motywacji w pieniądzach czy uznaniu. Dla ciebie liczy się nie tylko efekt – ale i dążenie do celu. Już sama droga i praca są dla ciebie wartością, którą cenisz.

14 sygnałów, że jesteś emocjonalnie inteligentna

Fot. iStock / leolintang

8. Rzeczywiście słuchasz innych ludzi, żeby pomóc im rozwiązać problemy

Nie robisz tego, bo tak wypada, żeby coś ugrać. Nie pozujesz. Naprawdę słuchasz i na tym słuchaniu nie kończysz. Jesteś aktywny w relacjach, nie muisz w nich pozować.

9. Zawsze pracujesz nad rozwojem osobistym

Wiesz, że ten nigdy się nie kończy i jest największą wartością. Nie trzeba cię do tego przekonywać. Codziennie mijasz na ulicy dowody na to, jak wiele można zyskać nie osiadając na laurach – bo przecież widzisz doskonale emocje i drogi innych ludzi.

10. Jesteś z natury empatyczna dla wszystkich ludzi

Empatia jest dla ciebie oczywista. Nie musisz o niej pamiętać. Po prostu taka jesteś. Bez względu na to, czego ona dotyczy. Nie negujesz cudzych emocji, nawet gdy ich nie rozumiesz.

11. Jesteś społecznym kameleonem

Szybko sie adaptujesz, a twoje zachowanie w stosunku do ludzi jest plastyczne. I bynajmniej nie świadczy to o twojej fałszywości. Doskonale wyczuwasz ludzkie granice osobiste i ich nie przekraczasz. Wiesz, kiedy ktoś nie życzy sobie zbytnich poufałości, a kiedy możesz przestać być powściągliwa.

12. Słuchasz swojej intuicji i pozwalasz jej  przewodzić podczas podejmowania trudnych decyzji

Ufasz jej. Wiesz, że składa się na nią całe twoje doswiadczenie ze światem.

13. Nie masz problemu z powiedzeniem „nie dziękuję”

Jesteś asertywna. Oprócz tego, że dbasz o emocje innych – nie zapominasz o swoich.

14. Potrafisz dobrze czytać w ludziach

Są dla ciebie jak otwarta księga. Pomimo tego, że rzadko kiedy można coś przed tobą ukryć, nie korzystasz ze swoich zdolności przeciw innym ludziom. Cenisz swój dar, wiesz jaką ma wartość.

Każdy z nas ma te zdolności – jedni skutecznie je zagłuszają, byc może nie zdając sobie do końca sprawy z ich wartości. Jedno jest pewne. Widzieć i czuć śiat i ludzi, to znacznie więcej niż po prostu jakos żyć. Warto pozwolić swojej inteligencji emocjonalnej na większe pole do popisu.


Źródło: thoughtcatalog


Lifestyle

Nie przepraszaj. To ja ci dziękuję, że od niego odeszłaś

Listy do redakcji
Listy do redakcji
2 sierpnia 2016
Nie przepraszaj. To ja ci dziękuję, że od niego odeszłaś
Fot. iStock/Klubovy

Miałam 10 lat. Przytuliłam cię skuloną na wersalce. Widziałam, że płaczesz. Chwilę wcześniej tata wyszedł. Trzask drzwi, nie wiem już który. Krzyczeliście znowu. Siedziałam w swoim pokoju na łóżku zatykając uszy. Do dziś, kiedy oglądam filmy, w których dzieci tak robią, płaczę… Wiem, ile jest w nich strachu i przerażenia i jak po cichu, szeptem proszą, żeby już przestali.

Też prosiłam: „Proszę Panie Boże, proszę, niech już się nie kłócą, niech nie krzyczą”. Chyba wtedy w Boga przestałam wierzyć, zwłaszcza, że w dniu mojej Pierwszej Komunii też krzyczeliście. Znowu wieczorem trzasnęły drzwi. Nie mogłam cieszyć się  z zegarka, który dostałam… z niczego nie mogłam się cieszyć. Pamiętam ciebie płaczącą, smutną. Ze spuszczoną głową. I to napięcie na twarzy, gdy słyszałaś klucz w drzwiach naszego mieszkania. Wiedziałaś, że jednak wrócił. Czasami przynosił kwiaty, dla mnie jakieś cukierki. Siadaliśmy razem na wersalce, wtedy się śmiałaś. Nie trwało to długo. Trzask, znowu drzwi.

Spakowałaś nas w dużą torbę. Pojechałyśmy do babci, choć to nie były wakacje. Znowu płakałaś, spałyśmy razem, wszystko słyszałam.

I nie, nie przepraszaj mnie. Proszę cię o to jedno Mamo – nie przepraszaj. Chciałabym ci powiedzieć, że jesteś dla mnie najsilniejszą, najmądrzejszą kobietą, jaką znam, chciałabym być taka jak ty.

„Kochanie, pomieszkamy teraz u babci” – powiedziałaś mi po kilku dniach. Nie pytałam o nic więcej, ucieszyłam się. Taka nieplanowana przerwa od szkoły, poza tym lubiłam, jak siadałaś ze mną i razem czytałyśmy kolejne czytanki w mojej książce, jak pisałaś mi zadania do rozwiązania. Znikało napięcie z twojej twarzy i uśmiechałaś się tak łagodnie, nigdy wcześniej nie widziałam, żebyś właśnie tak się uśmiechała.

Wyjechałaś, wróciłaś z jeszcze większą ilością naszych rzeczy. Moim tornistrem, twoimi książkami. Poszłam do nowej szkoły. Tak bardzo się bałam, ale ty trzymałaś mnie za rękę i mówiłaś, nie wiem, czy do mnie, czy jednak bardziej do siebie: „każdy z nas się czegoś boi, kochanie. Zobaczysz wszystko się ułoży”.

Tata przyjechał w pewną niedzielę. W garniturze, takim brązowym, z kwiatami dla ciebie i czekoladą dla mnie. Tak bardzo się bałam… Pamiętam, jak siedziałam przy stole, dłubałam w talerzu. „Jedz, kochanie” – mówiłaś, a ja nie mogłam jeść, przełykałam łzy, płakałam ze strachu…, że znowu przestaniesz się uśmiechać.

To wtedy wieczorem, jak pojechał, a my zostałyśmy same, powiedziałam ci, że nie chcę wracać, że chcę zostać u babci. „Przepraszam” – powiedziałaś. A ja nie wiedziałam, za co mnie przepraszasz, przecież zostałyśmy, nie wróciłyśmy z nim.

Przepraszałaś jeszcze wiele razy. Kiedy na Dzień Ojca nie przyjechał na piknik do szkoły, gdy nie zadzwonił na moje 14-te urodziny, gdy obiecał przyjechać, ale się nie pojawiał. Miałam z nim słaby kontakt, ale nie czułam się mniej kochana. Naprawdę. Kiedyś ci to nawet wykrzyczałam, żebyś przestała go usprawiedliwiać, przestała za niego przepraszać, bo wiem, że ma mnie w d*pie, i że może lepiej powiedzieć to sobie szczerze, niż udawać, że był idealnym ojcem przynoszącym mi cukierki i czekoladki. Dostałam od ciebie w twarz. Stałyśmy i patrzyłyśmy sobie w oczy. Ja z zaciśniętymi rękami i ty… „Przepraszam” – przytuliłaś mnie. Wiesz Mamo, do dziś pamiętam każde twoje słowo.

To wtedy mi, 15-latce, powiedziałaś, że to była najtrudniejsza decyzja w twoim życiu, że bycie z kimś, kto cię unieszczęśliwia nie jest dobrym wyborem, że warto zawalczyć o swój spokój, swoje szczęście, że to ja dawałam ci siłę, to dzięki mnie miałaś odwagę wtedy nas spakować i odejść. Bo nie chciałaś mi pokazać życia, którym ja też za kilkanaście lat mogłabym żyć nie widząc w tym nic złego.

O nim nie mówiłaś wcale, mówiłaś o sobie, o mnie. O tym, że każdy ma prawo do własnych decyzji, obojętnie jak trudne by nie były, że nieważne, co mówią inni, co oni zrobiliby na twoim miejscu, bo nigdy na nim nie byli.

Wiele lat później dowiedziałam się, że wtedy, krótko przed odejściem, straciłaś ciążę po kolejnej jego awanturze. Lubił kobiety bardziej niż życie z tobą, a ty nie umiałaś i nie chciałaś dzielić się nim z innymi. Nie wiem, czy przestałaś go kochać. Ja nie wiem, czy go kiedyś kochałam. Dzisiaj spotykam się z nim dwa, czasami trzy razy w roku. Dzwoni w urodziny swoich wnuków, złożyć im życzenia. Na moim ślubie tak pięknie wyglądałaś, widziałam, jak na ciebie patrzył. A ty – taka byłam z ciebie dumna, z twojego uśmiechu, z energii, jaka wokół ciebie się roztaczała. Rozmawiałaś z nim lekko, choć wiem, że dużo cię to kosztowało. „To twój ojciec, powinien być w tym ważnym dla ciebie dniu” – powiedziałaś, gdy zastanawiałam się, czy go zaprosić.

Mamo, chciałabym, żebyś wiedziała, że nie musisz mnie przepraszać, że nigdy nie musiałaś. To ja chciałabym ci podziękować:

– za to, że pokazałaś mi, że trzeba podążać za swoim szczęściem

– za to, że na przekór wszystkiemu i wszystkim swój spokój i swoje potrzeby warto stawiać na pierwszym miejscu (słyszałam, jak babcia ci mówiła: „to twój mąż, co ludzie powiedzą”)

– za to, że strach powinien nas motywować do działania, a nie odwrotnie, że warto go przezwyciężać

– za to, że pokazałaś mi, że można wybaczyć, i że krzywd nie można w sobie pielęgnować

– za to, że ludzie składają się ze słabości, że popełniają błędy, że nikt i ani ty, ani ja nie jest idealny

– za to, że miłość nie zawsze wszystko co złe zwycięża, że czasami trzeba pozwolić jej odejść, albo odejść samemu

– za to, że mamy prawo wyboru, gdzie chcemy iść, co robić, do nikogo oprócz siebie samych nie należymy

– za to, że dziś rozumiem, że to my sami dajemy sobie prawo do szczęścia.

Patrzę na ciebie, jak przychodzi z nim na obiad. Poznałaś go już po swojej 40-tce, pamiętam, jak się z tym ukrywałaś przede mną, a ja widziałam, że się zmieniłaś, że ten twój piękny uśmiech ma jakiś inny, dodatkowy blask. Tak, wiem, że się bałaś… Ale nie uciekłaś, nie zamknęłaś się, pozwoliłaś sobie na nowo się zakochać, na to, by ktoś pokochał ciebie, choć twoja przyjaciółka mówiła: „W tym wieku zwariowałaś?”, ale ty chciałaś zwariować na jego punkcie.

Zobacz Mamo, jak wiele mi dałaś. Dziękuję ci za tę lekcję, za to wszystko, co dzięki tobie zrozumiałam, zobaczyłam, czego mnie nauczyłaś, za to, jaką dzisiaj jestem kobietą. Kocham cię, Mamo.


Zobacz także

30 drobiazgów, które pomogą ci zgubić oponkę na brzuchu. Akcja „Polka na diecie”, dzień #3

10 nawyków żywieniowych, które odmienią twoje życie

Jak dobrać naszyjnik do stroju? Jaką długość wybrać?