Lifestyle Związek

Dojrzała miłość to ta, która pyta jak chcesz spędzić kolejny dzień i jak chcesz spędzić resztę życia

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
25 stycznia 2021
Fot. iStock
 

Jest wieczór, leniwy, niespieszny wieczór niedzielny. Wchodzę do łazienki, zapalam światło i przez chwilę patrzę w swoje odbicie. Widzę kilka zmarszczek, ale nie wiem, czy są nowe, czy po prostu o nich zapomniałam. Zapomniałam, że czas płynie. Mam wrażenie, że kiedyś tym upływem czasu przejmowałam się bardziej. Tak, jak miłością.

Za moment położę się koło Ciebie do łóżka, zapalę nocną lampkę, chwilę poczytam. Potem pójdziemy spać. Pomyślałam sobie dzisiaj o tym, jak to dobrze mieć w życiu kogoś, przy kim możemy czuć się swobodnie. Mam znajome, które golą nogi każdego wieczora, żeby ich mąż albo partner czuł za każdym razem tę jedwabistą gładkość… Mam przyjaciółkę, która tuszuje rzęsy zanim położy się spać. Nie wiem, czy jej narzeczony kiedykolwiek widział ją bez tych wytuszowanych rzęs… Taką prawdziwą, potarganą, bez makijażu. Albo zapuchniętą od kataru, z gorączką. Albo pochrapującą przez sen z powodu tego kataru. Czy kochałby ją mniej?

Kiedyś też taka byłam: zestresowana, by wypaść przy NIM jak najlepiej. Trudno mi w to uwierzyć, ale wówczas myślałam, że tak właśnie dba się o relacje w związku. Boże, jak to dobrze, że nie muszę się już tak spinać. Że nie myję codziennie głowy, tylko czasem spinam włosy. Że ty wkładasz w domu te swoje rozciągnięte dresy i koszulkę, którą nosiłeś jeszcze na studiach. I że jest nam z tym dobrze. Tego uczy nas dojrzała miłość: akceptacji samych siebie. Świadomości, że jeśli on kocha, to kocha o wiele więcej niż seksowną piżamę  i podkreślone rzęsy.

Dojrzała miłość. Warto do niej… dojrzeć. Zobaczyć się oczami swojego partnera i zrozumieć, że to, co on kocha to nie idealnie dopracowany wygląd, ale ty sama. Twoje piegi na środku nosa i mała fałdka w kąciku ust. I to, że ciągle mówisz, że rzucasz czekoladę. Dobrze, dobrze – mówi on i podsuwa ci mały kwadracik twojej ulubionej, tej  z orzechami. Bo wie, że masz ciężki dzień.

Dojrzała miłość to ta, która mówi jego ustami: Zostaw już tę podłogę, usiądź na chwilę, poczytaj. Ja zaraz odkurzę, tylko skończę rozdział. Jest weekend, pamiętasz? Zasłużyliśmy na chwilę lenistwa.

Dojrzała miłość to ta, która prosi: Podrap mnie po plecach, dobrze? A potem zasypia cicho pomrukując wyrazy wdzięczności. Bo w tym drapaniu jesteś najlepsza.

Dojrzała miłość to ta, która mówi: Walcz o siebie w tej pracy, ale nie za wszelką cenę. Nie martw się, jesteśmy razem, razem damy radę.

Dojrzała miłość to ta, która pyta jak chcesz spędzić kolejny dzień i jak chcesz spędzić resztę życia.

Dojrzała miłość to ta, która cię zna z każdej strony: nie tylko piękną, olśniewającą, promieniującą szczęściem. Dojrzała miłość zna cię smutną, zmęczoną, bladą. Zapłakaną, zdenerwowaną. Niecierpliwą. I wie, że to tylko momenty, które mijają. Że najważniejsze jest to, co nas ciągle łączy.

Twarz potrafi opowiedzieć twoją historię, jeśli tylko umiesz uważnie patrzeć. Zmarszczki są od śmiechu i od płaczu. Dojrzała miłość nie patrzy na zmarszczki, tylko dumna ze wspólnej historii, kolekcjonuje doświadczenia i wspomnienia.

Zgasiłam światło. Wsuwam się po cichu pod kołdrę. Nie śpisz, czekasz na mnie. Zasypiając, powiemy sobie, że to był dobry dzień. Mimo wszytsko.


Lifestyle Związek

Dlaczego faceci zrywają związki przez SMS-y, czyli „jestem na to zbyt wrażliwy”

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
2 lutego 2021
Fot. iStock
 

Kasia nie podejrzewała niczego. Wstała, jak zwykle nieco później niż jej mąż. Na blacie w kuchni zostawił kawę, jeszcze ciepłą, ale tym razem nie postawił obok kubka dla Kasi. Pewnie zapomniał, ostatnio taki zmęczony, zabiegany… Wysłała mu wiadomość, chciała wiedzieć, czy bezpiecznie dotarł do pracy, bo pogoda tego dnia była naprawdę paskudna. Odpowiedz przyszła prawie natychmiast: Jestem, dotarłem. Nie wrócę do domu na noc. Myślę, że powinnismy się rozstać.

Zaraz, co? To chyba jakaś literówka. Kasia próbuje znaleźć słowo podobne, które mogłoby zastąpić ten dziwny wyraz. Rozstać??? Lekko zaniepokojona dzwoni do męża. Ale numer nie odpowiada. Coraz bardziej zdenerwowana pisze SMS: Chyba klawiatura poprawiła ci wiadomość. Napisałeś, że chcesz się rozstać. Kilka minut pózniej na ekranie wyskakuje zdanie, którego nie zapomni do końca życia: To nie jest pomyłka. Chcę rozwodu. W tygodniu napiszę maila i wpadnę po rzeczy.

Rozstania przez SMS-y. Bezpieczna alternatywa dla konfrontacji z trudnymi emocjami. Sprytny sposób, by uniknąć odpowiedzi na niewygodne pytania. Telefon przecież zawsze można wyłączyć, prawda? Wiadomości można nie zobaczyć, nie przeczytać… Nie widać w nich łez, nie słuchać wyrzutów, krzyków, wyzwisk. Nie widać wyrazu oczu, w którym przeczytałbyś żal, smutek, ból i zaskoczenie. Nie trzeba się tłumaczyć. Nie trzeba przejmować gwałtownymi reakcjami.

Kasia parzy sobie melisę, pisze kolejny SMS: To chyba jakiś żart. Chcesz się rozstać po tylu latach i wysyłasz wiadomość? Nie stać cię na odwagę, by ze mną szczerze porozmawiać? Chyba należą mi się jakieś wyjaśnienia. Nic nie mówiłeś o rozstaniu.

Potem wpada do sypialni i zagląda do kieszeni jego koszuli. Szuka też w kieszeniach spodni, kurtki, marynarki i w plecaku? Czego szuka? Jakiegoś wytłumaczenia, argumentu, przyczyny. Chce zrozumieć.

Kasia dzwoni do pracy i prosi o wolny dzień. Przeprasza, że płacze i mówi nieskładnie, ale właśnie zostawił ją mąż. Jednym SMS-em. Szefowa jest pełna współczucia, dodaje tylko: Ciesz się, że tak wyszło. Moja siostra o rozstaniu dowiedziała się w momencie, kiedy listonosz przyniósł jej polecony z pozwem rozwodowym. Mąż był akurat w domy, skurczybyk, ale natychmiast zwiał. Trzymaj się!

Ona

O ukochanej męża dowiaduje się od wspólnych znajomych. Wszyscy wiedzieli, ona nie. Na początku płacze, dużo. Umawia się z przyjaciółkami na kawę, potem na wino. Zostają do rana. Kasia próbuje ochłonąć, ma spokojnie skontaktować się z mężem. Niech powie jej prosto w oczy, dlaczego od od osiemnastu miesięcy prowadzi podwójne życie. I jak był w stanie to wszystko pogodzić: pracę, dom, kochankę, żonę. Wymiana SMS-ów kończy się kłótnią, on blokuje jej numer na dwa tygodnie. Pod jej nieobecność zabiera z domu swoje ubrania, kilka książek, komputer. Kasi nie udaje się spotkać z Krzysztofem aż do momentu, gdy konfrontują się na sali sądowej. Ale wtedy nie ma już w stosunku do niego żadnych pozytywnych uczuć. Przez miesiące walczyła, prosiła o spotkanie. Nie potrafi zrozumieć tego, co się stało. Dziś chce tylko zapomnieć.

On

Zakochał się w koleżance z pracy półtora roku temu. Od tego czasu nie ma odwagi powiedzieć żonie, że chce, że musi odejść. Miota się między dwiema kobietami, między poczuciem obowiązku, a  nowym uczuciem. W końcu decyduje się zniknąć.  Jak najmniej konfrontacji, jak najmniej bezpośredniego kontaktu. Przecież ona w końcu się otrząśnie, znajdzie sobie kogoś. Przecież chyba nie będzie aż tak bardzo cierpieć z jego powodu. Jasne, przeżyli razem 10 lat, ale oboje są jeszcze młodzi, wszystko przed nimi. I nie mają dzieci. Ale nie mógłby jej tego powiedzieć wprost, nie mógłby na nią patrzeć. Nie lubi łez, histerii. To go rozkłada na łopatki, wszystko komplikuje. On nie lubi komplikacji.

Rozwód wzięli po roku od pamiętnego SMS-a. Nie było to łatwe przeżycie, tym bardziej, że w sądzie trzeba pojawić się osobiście. Krzysztof szlochał w chusteczkę, tłumacząc, że swoją decyzję przekazał żonie w taki, a nie inny sposób, bo „jest bardzo wrażliwy”. Rozstali się za porozumieniem stron. Niedługo potem nowa partnerka zniknęła z jego życia. Jeszcze się z tym nie pogodził, odeszła bez słowa wyjaśnienia.

 

 


Lifestyle Związek

7 rzeczy, które się na pewno wydarzą, kiedy pracujesz zdalnie, a twoje dzieci mają zajęcia online

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
13 listopada 2020
Fot. iStock

Na początku myślisz: nie będzie tak źle, to przecież tylko kwestia organizacji. Wstaniesz, zjecie razem śniadanie, dzieci umyją zęby, a potem spokojnie rozejdziecie się do swoich zajęć. Młodszemu dziecku wystarczy włączyć komputer, zalogować się do aplikacji… A resztę przejmą nauczyciele. Sami prosili, żeby rodzice nie uczestniczyli w zajęciach. Jesteś pełna optymizmu.

Zaczynamy. Zęby umyte, pierwsze uśmiechnięte buzie pojawiają się ekranach. Pani wita dzieci, a ty z optymizmem uruchamiasz ekspres. To będzie piękny dzień.

Ledwo zdążysz zaparzyć sobie kawę, ledwo włączysz swój komputer i spróbujesz wdzwonić się na pierwszy call, któreś drzwi otworzą się z hukiem. A więc, zaczynamy:

1. Mamo, nie działa mi kamerka! (starsze i młodsze)

W efekcie wychowawczyni twojego syna (oraz nadgorliwi rodzice jego kolegów – ci, którzy non stop siedzą obok i podpowiadają swoim pociechom) widzi cię w rozciągniętym dole od piżamy i niedbale zawiązanym czymś na głowie, której nie myłaś już trzeci dzień. A pan od fizyki twojej córki, ten, który kochał z tobą dyskutować na zebraniach i robił maślane oczy, od dziś będzie na ciebie patrzył inaczej. Nieważne, udało ci się uruchomić wideo. Dyskretnie wycofujesz się na kolanach z pokoju. Punkt dla ciebie.

2. Mamo, coś wyłączyłem

Minęło może 10 minut od poprzedniej interwencji. Nieco zdenerwowana wchodzisz do pokoju syna, który nic nie wyłączył, tylko uruchomił jednocześnie kalendarz Google i przeglądarkę internetową z ostatnią otwartą grą: Super Mario…. Przypadek? Nie sądzę. Zamykasz wszystkie okienka, kolejny raz robisz głupią minę widząc swoje dresy na ekranie komputera. Tym razem wychodzisz z pokoju z godnością. Plama z kawy (oplułaś się, kiedy syn zaskoczył cię wołając MAMA!!!!) wygląda prawie jak gustowny wzorek.

3. Mamo, kot wszedł mi na klawiaturę

A przy okazji:

a. napisał na czacie wiadomość o treści rrrrrrrrrrrrrr888826534a i jakimś cudem wysłał ją do wychowawcy

b. rozłączył połączenie, a Teams jest przeciążony, więc przez następne pół godziny próbujesz zalogować się na lekcję

c. rozlał kakao, które twój syn postawił sobie na biurku zaraz obok komputera, żeby popijać słodki napój, kiedy pani nie patrzy

d. pogryzł flagę, którą wczoraj do późnej nocy szykowałaś na zajęcia z edukacji polonistycznej, bo dzień wcześniej pani zdziwiła się, że dzieci nie wiedzą, jakie święto obchodzimy 11 listopada.

Nawiązujesz połączenie, zabierasz kota, zamykasz drzwi. Lekko poirytowana oddychasz głęboko dziesięć razy i wracasz na fotel. Właściwie to wracasz na dywan tuż obok, bo fotel zajęty przez kota. No niech już tam sobie śpi, tak słodko wygląda. Byle nie przeszkadzał.

4. Mamo, jestem głodny/a (oboje)

Jak to możliwe? Przecież dopiero jedliście wspólne śniadanie. A no tak, niespodziewanie minęły dwie godziny. Lecisz przygotowywać drugie śniadanie i coś do picia. Sama przełykasz w locie kawałek bułki z serem. Przecież prawidłowe żywienie jest teraz szczególnie ważne… I jeszcze witaminy, zapomniałaś o witaminach. Robisz rundkę po domu, wrzucasz każdemu do dzioba po magicznej pastylce. Zapominasz o sobie.

5. Mamo, uderzyłem się w głowę na WF-ie

Od drugiego akapitu twojego artykułu odrywa cię krzyk, jęcz i płacz. Twój syn uderzył się w głowę wykonując ćwiczenia fizyczne za zajęciach z WF-u. Dziwne, wydawałoby się, że to prawie niemożliwe. Usunęliście przecież wspólnie wszystkie przeszkody, o które mógłby się potknąć, przykleiliście dywan, żeby się nie ślizgał… Ale twoje dziecko po prostu chciało lepiej zobaczyć jak pani ćwiczy i… uderzyło się w głowę o kant biurka, zaglądając w ekran komputera… Cóż, nie pierwszy raz. Uspokajasz, naklejasz plasterek, wyciszasz mikrofon. Jeszcze tylko angielski…

6. Mamo, ja już nie chcę

Mózg siedmiolatka ma swoją pojemność, a jego cierpliwość swoje (bardzo cienkie) granice. Nie potrzeba dużo czasu, żeby pojawił się kryzys. Półtorej godziny zajęć z Edukacji Wczesnoszkolnej to naprawdę za dużo. Drzwi się otwierają, syn oznajmia ci buntowniczo, że jest już zmęczony i że nie ma ochoty, a w ogóle to jest nudno. Przez chwilę tylko zastanawiasz się nad włączeniem telewizora.

7. Mamo, nie umiem zrobić tego zadania

Jeśli myślisz, że z końcem zajęć zdalnych twoich dzieci możesz w końcu (po podgrzaniu i podaniu obiadu) spokojnie popracować, to muszę cię rozczarować. Bo teraz trzeba odrobić lekcje. Pani od chemii zadała prezentację o kwaśnych deszczach. Pan od angielskiego przygotowanie pacynek  z papieru. I jeszcze ta przeklęta literka b, którą trzeba napisać w sześciu linijkach w zeszycie. I test z historii, do którego powinnaś przepytać córkę…

Powoli zbliża się wieczór. Dom stoi na głowie, dzieciaki szaleją, zmęczone, kot razem z nimi. Nerwowo stukasz w klawiaturę już tylko udając, że cokolwiek robisz. Cierpliwości, za chwilę wróci z pracy twój mąż, czy partner. Usiądzie na kanapie i rzuci: ale miałem ciężki dzień. Spojrzysz na niego ze szczerą (chwilową) nienawiścią i niekłamaną zazdrością. Może nawet wycedzisz przez zęby propozycję zamiany: to ty jutro pójdziesz do biura, a on zostanie tutaj, na zdalnym. Odpuszczasz, bo nie chcesz jeszcze bardziej zepsuć sobie tego dnia.

Za chwilę padniesz wykończona, z nosem w poduszce i świadomością, że nie zrobiłaś nawet połowy tego, co miałaś zaplanowane. Spokojnie, jutro też jest dzień. Ciekawe, co nowego przyniesie? Eh, najważniejsze, że mamy siebie. I kota.