Lifestyle

Dobro wraca, nie tylko w Święta! Obejrzyj niesamowity bajkowy filmik

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
25 grudnia 2015
Fot. Screen z YouTube/Loterías y Apuestas del Estado
 

Wierzycie w mądrość bajkowych opowieści? Czasem warto się nimi zainspirować w prawdziwym życiu.

Justino to pracownik fabryki manekinów, ochroniarz z nocnej zmiany. Pewnego dnia wpada na pomysł, który ma na celu przynieść drobinę radości przychodzącym co rano do pracy kolegom. Przygotowuje zabawne scenki – ich głównymi bohaterami są właśnie manekiny.  Ten niesamowity gest zostanie w końcu wynagrodzony…

Obejrzycie bajkowy i napawający nadzieją spot reklamowy Hiszpańskiej Loterii Gwiazdkowej. Dobro wysłane w świat do nas wraca, nie tylko w święta!


Lifestyle

Nie oszukujcie się, że wy będziecie inni. Kłóćmy się, dyskutujmy, spierajmy, ale zawsze z happy endem – nic tak nie zbliża

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
25 grudnia 2015
Fot. iStock / CSA-Printstock
 

Nie ma par idealnych. Takich, gdzie brak konfliktów, kłótni, chowanych żali i pretensji. To niemożliwe, by przez kilkadziesiąt lat żyć ze sobą w wiecznej harmonii, pełnej zgodzie.

Tak, wiem – bardzo byśmy chcieli wierzyć, że takie związki istnieją, że do tego ideału my też podążamy. Ale może zamiast stawiać sobie tak wysoko poprzeczkę i dążąc do niemożliwego, lepiej pogodzić się z tym, że się różnimy. Że miewamy odmienne zdanie w przeróżnych kwestiach. Że to, co wkurza nas, może zupełnie nie przeszkadzać naszemu partnerowi.

Myślimy naiwnie – my się o te skarpetki kłócić nie będziemy. A później okazuje się, że skarpetki to pikuś, przy tym, o co kłócić się potrafimy. Więc może zamiast się frustrować, przyjąć, że kłócą się wszyscy, co prawda jedni mnie, drudzy więcej. Tamci bardziej ekspresyjnie, a inni spokojniej. Żyjemy razem, zmieniamy się przez lata, zmienia się nasze postrzeganie świata, stawiani jesteśmy wobec nowych, bywa, że trudnych sytuacjach i konflikt jest czymś zupełnie naturalnym.

O co kłócimy się najczęściej?

O pieniądze

O to, że ktoś wydaje za dużo, a ktoś inny za mało. O to, że nie ustalamy między sobą większych wydatków. Dla jednego pieniądze to poczucie bezpieczeństwa, pewnej stabilności, a dla drugiego narzędzie do zaspokajania swoich potrzeb. Kłócimy się to, że jedno z nas jest rozrzutne zbyt bardzo naszym zdaniem albo o to, że jest zbytnim skąpcem. Pieniądze mają dla każdego z nas różną wartość. Są tacy, którzy mówią: „jakoś to będzie”, a inni myślą o tym, by mieć choć małe oszczędności na czarną godzinę. Jeśli oboje jesteście rozrzutni, konflikt rodzi brak pieniędzy. Jeśli zbyt oszczędni – odczuwacie frustrację, bo ile można odkładać, oszczędzać. Tak źle i tak niedobrze. A jeśli jeszcze miewamy do siebie pretensje o to, że jedno zarabia więcej, inne mniej… Nie umiemy rozmawiać o pieniądzach. Okazuje się, ze bardzo rzadko ten temat poruszamy, a jak już zaczniemy, to kończy się wielką awanturą i pretensjami.

O dzieci

Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jakimi będziemy rodzicami. Możemy zakładać, chcieć być wyrozumiałymi, kochającymi, wspierającymi, cierpliwymi, ale rzeczywistość koryguje te nasze wyobrażenia o sobie i… niestety często o partnerze. Okazuje się, że jednak mamy odmienne wizje wychowania naszych dzieci. Ty jesteś tą łagodną, on stanowczy. Macie do siebie nawzajem pretensje, że na dużo/zbyt mało pozwalacie, że nagroda/kara to skuteczna metoda. Kłócicie się o pół godziny przez telewizorem, godzinę przed komputerem waszego dziecka. „Tak, ty wiesz wszystko najlepiej – matka idealna” – rzuca on, „W ogóle się nie angażujesz, a później chcesz zaistnieć jako ojciec w pięć minut” – krzyczy ona. Tylko, że w tym konflikcie jest ktoś jeszcze – dziecko. Które to bez wątpienia kochacie i chcecie dla niego jak najlepiej. Może zamiast udowadniać sobie, kto jest lepszym czy gorszym rodzicem, warto pamiętać o dziecku.

O teściów

O teściową, która uwielbia wrzucać swoje trzy gorsze w wasze małżeństwo. O to, że on biega na każde jej zawołanie, a ty nie masz ochoty iść na kolejny niedzielny obiad u teściowej. O to, że za mało/za dużo pomagają, że są interesowni, że więcej dają siostrze/bratu niż wam. Partnera bierzmy w całym jego rodzinnym zestawem… Wiem, teściów się nie wybiera. Tylko po co się o nich kłócić?

O seks

O to, że go za mało – to on najczęściej, że za szybko – to ona. Nad seksem, jak i nad związkiem trzeba pracować, żeby nie popaść w rutynę, w nudę, w niechęć. Myślimy: „Gdzie te czasy, kiedy było mi z nim tak dobrze”. No właśnie one już były, minęły. Jest tu i teraz. Z seksem lepszym i gorszym, z seksem dla świętego spokoju, bez seksu, bo zmęczenie, ból głowy. A rano wstajemy, jak gdyby nigdy nic nie chcemy wracać do tego, co wieczorem. On ma pretensje, że go nie pragniesz, nie wykazujesz inicjatywy. Ona – że traktujesz ją przedmiotowo, nie okazujesz czułości, nie zdobywasz jej codziennie. A przecież seks jest tak ważny w związku. Nie umiemy o nim rozmawiać, często nie potrafimy, nie chcemy urazić. Czasami słyszę: „Daj spokój, ja mu tłumaczę, a on i tak swoje”.

O pracę

A raczej o czas, jaki pracy poświęcamy z pretensją, że nic poza pracą nie jest dla nas ważne. Boli, gdy druga osoba mówi: „Tak, praca dla ciebie jest najważniejsza”, a ty wiesz, że inaczej na razie nie możesz, że musisz się zaangażować bardziej. Brak zrozumienia. Poczucie niesprawiedliwości, że ona pracuje tak mało, a ja muszę tyrać po kilkanaście godzin dziennie i gdybym nie ja (facet), to byśmy nie mieli kaso na to (pod TO kryje się mieszkanie, wakacje, nowe buty, itp.) wszystko. A jak już jedno z was pracuje mnie, to drugie wymaga od niego, żeby bardziej zaangażował się w funkcjonowanie domu, wychowanie dzieci. Ma być po równo, każdy ma dawać tyle samo. Ja pracuję, ty zajmujesz się domem. Ja wychowuję dzieci, ty zarabiaj więcej na wakacje, żebyś mógł być z nami. I tak w kółko.

Terapeutka od par małżeńskich powiedziała mi kiedyś, że „komunikacja ważna jak miłość”. A ja pod jej słowami podpisuję się obiema rękami. Rozmawiajcie ze sobą. Do niczego nie prowadzi udawanie, że wszystko jest w porządku, niekończące się ustępowanie partnerowi. Kłótnia nie jest zła, gdy prowadzi do konstruktywnych rozwiązań, kiedy uczy, jak wypracować kompromis.

Wypiszcie sobie na kartce rzeczy, które was wkurzają, o które najczęściej się kłócicie, albo chcielibyście się kłócić. I zacznijcie od góry listy, choćby dzisiaj wieczorem. Usiądźcie i rozmawiajcie. To może być bardzo trudne na początku, ale uwierzcie, że warto. Może krzykiem, może żalem, może usłyszycie rzeczy, których słyszeć byście nie chcieli. Ale poczujecie moc. Na koniec. Rozwiązywanie konfliktów wzmacnia miłość, zbliża. Proszę, kłócicie się i rozwiązujcie wasze problemy. Mówcie o pretensjach, żalach. Znajdujcie wspólne rozwiązania i szukajcie kompromisów. Powodzenia.


Lifestyle

Z rodziną najlepiej na zdjęciu? Jesteście o tym przekonani?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
25 grudnia 2015
Screen/ Youtube

W przeprowadzanych co jakiś czas badaniach Polacy podkreślają, że jedną z najważniejszych wartości jest dla nich szczęście rodzinne. Tymczasem rozwodzimy się na potęgę, często bliżej jest nam do przyjaciół niż członków rodzin. W coraz późniejszym wieku decydujemy się na dzieci, żyjemy w związkach nieformalnych.

To, że deklarujemy jakieś wartości, nie jest równoznaczne z tym, że będziemy im hołdować

– Na przykład wartością dla nas może być miłość romantyczna, przytulamy się przy dźwiękach Bayer Full, tymczasem po ślubie ta miłość może w ogóle się nie przejawiać, zachowujemy się patriarchalnie. Ona zmywa naczynia, on ogląda telewizję – tłumaczy kulturoznawca Jacek Wasilewski i jednocześnie podkreśla, że ważne jest przede wszystkim to, w jaki sposób wyznawane przez nas wartości się przejawiają.

Przykładowo – zarzucamy swojemu partnerowi, że zbyt dużo czasu poświęca pracy. Tymczasem dla niego zarabianie pieniędzy bywa równoznaczne z utrzymaniem rodziny. On właśnie w ten sposób hołduje rodzinnym wartościom. Chodzi do pracy, której nie lubi, ale rodzina jest dla niego najważniejsza, za nią w ten sposób bierze odpowiedzialność. – Przecież mógłby grać w jakimś trzecioligowym zespole, kopać piłkę i twierdzić, że to właśnie piłka nożna jest dla niego najważniejsza – mówi Jacek Wasilewski.

W zupełnie inny sposób wartości rodzinne okazują kobiety. Dla nas często postać Matki Polki, troska o rodzinę, wychowywanie dzieci, dbanie o najbliższych to realizowanie najważniejszych dla nas wartości. – Dla tak zwanej klasy średniej czas spędzany z dziećmi, zajęcia dodatkowe, pozytywna komunikacja to dowód, jak ważna jest rodzina. Z drugiej jednak strony, kiedy ojciec krzyczy na syna, bo ten przynosi dwóję ze szkoły, to przecież także się o niego troszczy. Tyle tylko, że być może nie umie wyrazić tego w taki sposób, jakby sobie życzyli nowocześni liberałowie, którzy uważają, że dziecko powinno być wychowywane tak, by nie niszczyć jego wrażliwej, umysłowej tkanki – tłumaczy kulturoznawca.

Wartości rodzinne można rozumieć na różne sposoby. Może to być na przykład coś, za czym tęsknimy. Jacek Wasilewski jako przykład przywołuje Święta, które często są tęsknotą za tym, by usiąść wspólnie, rodzinnie do stołu. W tym czasie, podczas kolacji chcemy, by było idealnie. Niestety tęsknota za taką rodzinną atmosferą powoduje często frustrację. Bo przecież tyle trzeba jeszcze zrobić, żeby dobrze wszystko przygotować, by było idealnie, żeby te Święta się udały. Myślimy: „mam dość”, „za rok wyjadę i nic nie będę robić”, „w nosie z tymi rodzinnymi bzdurami”. Kłócimy się, przygotowania do Świąt powodują takie napięcie, że kiedy już siadamy do tego stołu, to dziękujemy w duchu za ten czas, kiedy najbliższym się wszystko wybacza…

– Popatrzmy, jak spędzamy czas wolny. Na działce, z rodziną, grillującym szwagrem. Daleki jestem od tezy, że wartości rodzinne nie są dla nas już ważne. Poza tym ciągle jeszcze rodzina jest tą instytucją, od której oczekujemy najwięcej wsparcia, zwłaszcza w sprawach bytowych. Pewna słabość i brak zaufania do instytucji państwowych oraz ogólna nieufność społeczna do władzy powoduje, że to rodzina jest głównym oparciem, a nie jak na przykład w Szwecji – państwo.

Współcześnie trudno określić jeden wzorzec rodziny

Kiedyś była to rodzina – model najczęściej 2+2, w której dzieci rodziły się po ślubie, gdzie mąż pracował, żona szła do pracy, kiedy dzieci były w wieku przedszkolnym. Obecnie, rozglądając się wokół, widzimy znajomych – bez ślubu, z jednym dzieckiem, albo rodzinę, w której on ma dzieci z poprzedniego małżeństwa, a wspólnie w obecnym związku mają dwoje. Są rodziny, w których wychowywane są dzieci z poprzednich związków. I takie, gdzie dzieci nie ma. – Tradycyjny wzorzec rodziny zależny jest od uwarunkowań materialno – lokalowych. Najczęściej jeszcze możemy go obserwować na wsi, gdzie żona wchodzi do domu męża i gdzie razem z teściami młodzi gospodarzą. Wszyscy żyją razem, starsi pomagają dzieciom. Ten model jest nadal na tyle popularny, że kobiety nie chcą dłużej pracować, tylko zająć się wnukami i tym uzasadniają chęć wcześniejszej emerytury. Nie chcą być potrzebne społecznie, a rodzinnie.

Tymczasem nowoczesna klasa średnia odzwierciedla chyba najczęściej spotykany współcześnie model rodziny. To rodzina, która się przeprowadza, przemieszcza w poszukiwaniu pracy i odpowiednich warunków życia. Musi liczyć na pomoc opiekunki, przyjaciół w trudnych czy wymagających sytuacjach, gdyż rodzina jest daleko.

Natomiast rodziny patchworkowe są możliwe, bo ludzie wiążą się ze sobą mając na uwadze wspólne zainteresowania, poglądy, nie mają tu znaczenia warunki ekonomiczne. – Proszę zobaczyć, gdybyśmy pracowali w polu, zbierali od rana chmiel, a później dawali jeść krowom, to nie w głowach byłyby nam romanse, rozwody i łączenie rodzin, wspólne wychowywania dzieci – mówi Jacek Wasilewski jednocześnie przywołując jeszcze jeden wzorzec rodziny. – Jest jeszcze jeden typ. Dotyczy on człowieka, dla którego ważny jest on sam, inwestuje w siebie, wyjeżdża do pracy za granicę. Wydłuża tym samym okres młodzieńczy nawet do 30-go roku życia. I kiedy już ma mieszkanie, mebelki, to zaczyna mu w życiu kogoś brakować, z kim może stworzyć rodzinę i wpasować go w to pudełeczko.

Tradycja daje rodzinie mocne podstawy

Przeciw tej tradycji często buntują się młodzi ludzie. Nie podoba im się chodzenie pierwszego listopada na cmentarz, czy siadanie przy wspólnym wigilijnym stole. – Młodzi ludzie są bardziej wrażliwi na autentyzm, mniej na rytualizm. I kiedy przez cały rok nikt nie chodzi na cmentarz, to dla nich pójście w ten jeden dzień jest nieautentyczne, nienaturalne. Podobnie, gdy nagle rodzice, którzy nie mają czasu z nimi porozmawiać dłużej niż przez 5 minut dziennie, chcą usiąść wspólnie przy stole i rozmawiać. Na szczęście to mija, trzeba przeczekać ten okres buntu, kiedy wszystko, co proponują rodzice, jest złe – uspokaja kulturoznawca. – W końcu ten autentyzm, który jest wymogiem młodych, zamienia się w potrzebę pewnego rytuału.

Trzeba jedna pamiętać, że jeśli nie będziemy dbać o rodzinne relacje, tworzyć więzi, kiedy większość czasu spędzamy jednak oddzielnie, a nasze rozmowy ograniczają się do: „co w szkole”, „z czego masz sprawdzian”, to trudno będzie odbudować bliskość, nawet gdy ten młodzieńczy bunt minie.

Warty podkreślenia jest natomiast fakt, że wcześniej czy później młody człowiek sięgnie do tradycji, przyjrzy się rodzinnym wartościom. Nabiorą one dla niego szczególnego znaczenia. – Jako młodzi potrzebujemy otwarcia na świat, wyrwania się z domu. Przychodzi jednak moment, kiedy ważny staje się dla nas punkt odniesienia, poczucie przynależności. Może to dotyczyć różnych wymiarów – przynależności religijnej, politycznej, itp. Jednak najczęściej jest to potrzeba znalezienia własnej historii, kontynuowania tradycji, włączenia się w jakąś większą strukturę. Daje nam to poczucie bezpieczeństwa i sensu, zwłaszcza, gdy zaczynamy zdawać sobie sprawę z nieuchronnej przemijalności. Nawet gdy my, rodzice, nie przekażemy, nie zaszczepimy w naszych dzieciach tradycji, to sięgną oni do dziadków, stamtąd będą czerpać, to co dla nich ważne. A ważna będzie rodzina.

Zdawałoby się, że z rodziną najlepiej tylko na zdjęciu. Jednak pomimo zmieniających się definicji rodziny, przemian, różnorodności, okazuje się, że nadal jest ona dla nas jedną z największych wartości. Jakbyśmy nie narzekali, odrzucali tę teorię, to jednak rodzina daje nam wielkie poczucie bezpieczeństwa i to w niej szukamy oparcia w trudnych momentach.

Może warto przyjrzeć się swoim rodzinnym relacjom?


dr Jacek Wasilewski – kulturoznawca, zajmuje się konstruowaniem przekazów społecznych i strukturami komunikacji społecznej, a także kreacją znaczeń w popkulturze. Jego zainteresowania koncentrują się wokół retoryki, struktury komunikacji i komunikatów perswazyjnych (od orędzia do plotki) oraz zagadnień kategorii gender w języku i poprawności politycznej.


Zobacz także

Ile człowiek może znieść zła, cierpienia, ciężaru? Życie nie zawsze toczy nam się z górki, czasem musimy biec pod prąd

Dzika róża – ozdabia ogrody, jest pyszna i chroni zdrowie. Brioszka z konfiturą z owoców dzikiej róży [PRZEPIS]

Minimalizm z ludzką twarzą, czyli jak mieć mniej kłopotów. Akcja „Uporządkuj swoje życie”