Lifestyle

Dlaczego wybieramy partnerów podobnych do naszych rodziców? Może dlatego, żeby zatrzymać swój „dom” na dłużej?

Anika Zadylak
Anika Zadylak
23 listopada 2016
Fot. iStock / Todor Tsvetkov
 

Przeglądając album ze zdjęciami zaczęło mnie zastanawiać, jak bardzo mój mąż był podobny do moich rodziców! I nie tylko pod względem fizycznym, choć faktycznie był wysoki i szczupły jak mój tata. Przypomniało mi się, że też był taki punktualny i dokładny.  I zawsze – tak samo jak mój ojciec – wręcz obsesyjnie płacił wszystkie rachunki w terminie. Ale też jak moja mama, potrafił słuchać i podchodzić do trudnych spraw z ogromnym dystansem. I tak jak ona uwielbiał porządek.  Nie ukrywam, że te cechy sprawiały, że całe nasze małżeństwo czułam się rozumiana, szczęśliwa i bezpieczna. Może to właśnie dlatego, tak często zdarza się, że zupełnie nieświadomie wybieramy sobie na partnerów życiowych ludzi łudząco pod wieloma względami podobnych do naszych rodziców.

Jest wiele zdjęć przedstawiających zoologa Konrada Lorenza, kiedy już w słusznym wieku, z siwą brodą biega po łąkach lub pływa w jeziorze, a za nim podąża stadko gęsi. Naukowiec był zafascynowany ptakami, a one nim. Zdarzało się, że Lorenz był pierwszą istotą, którą gęsi widziały zaraz po urodzeniu. Wówczas fiksowały się na nim przez całe swoje życie – traktowały go jak matkę i ignorowały inne ptaki. Lorenz nazywał to zjawisko wpajaniem, wdrukowaniem.  (źródło)

Agnieszka wyszła za mąż trzy lata temu i dziś śmieje się sama z siebie. – Zawsze powtarzałam, że za nic w świecie nie mogłabym być z takim gościem, jak mój tata. Jako ojciec kochany i cudowny do dziś, ale partner – nigdy. Do szału mnie doprowadzało to gadanie, że zawsze musi być w domu czysto na wypadek niezapowiedzianych odwiedzin. Ojciec nas gonił, żeby łóżka były pościelone i wyniesione śmieci. Obiecałam sobie, że w moim domu będę mieszkać po swojemu, a już na pewno mój facet nie będzie miał w kwestii sprzątania nic do powiedzenia. Dziś słyszę to samo, przynajmniej trzy razy w tygodniu od własnego męża. I przyglądam mu się czasem, i widzę te same gesty, m podobnie krzywy nos, nawet swetry lubi takie jak mój tata. Chyba moja podświadomość tak zadziałała, zupełnie odwrotnie. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, poznałam Andrzeja na studiach. Podobał mi się, bo lubię, jak facet jest dobrze zbudowany. Nie mięśniak, ale wysportowany. Mój ojciec pływa i chodzi po górach.

Andrzejowi od razu zastrzegałam, że nie lubię sprzątać, ale mówił, że jakoś sobie z tym poradzimy. No i tak jest. Tata mawiał, że goście niezapowiedziani, a mój mężuś, że co gdyby trzeba było nagle pogotowie wezwać. A w domu nieład.  Ale słyszę też w drugą stronę, że ja podobno nie mam nic wspólnego z teściową. A przecież preferuję tę samą kuchnię co ona, ku zadowoleniu mojego Andrzeja. I też wolę lampkę wina i film, niż głośne kluby. Jest jeszcze kilka innych wspólnych cech łączących mnie z mamą męża. On się z tego śmieje, ale też to widzi.  I też pewnie nigdy się nad tym nie zastanawiał, nie szukał specjalnie. To na pewno tak działa, że jak w domu wynieśliśmy wzorce i poczucie bezpieczeństwa, to chcielibyśmy zachować to do końca życia. Może właśnie tym się kierujemy później w doborze partnerów, żeby ten swój „dom” zatrzymać na dłużej. Dlatego wybieramy tych, którzy kojarzą nam się z dobrym tatą i opiekuńczą mamą. Z czymś, co znamy, dzięki czemu się uśmiechaliśmy, rozwijaliśmy i żyliśmy szczęśliwie.

Chris Fraley, naukowiec z University of Illinois at Urbana – Champaign zajmuje się zjawiskiem przywiązania u dorosłych. „Gdy dwoje ludzi darzy się miłością, tworzy się między nimi silne przywiązanie, podobne do tego, które łączyło nas w dzieciństwie z rodzicami.” – wyjaśnia. Czy nie sugerowałoby to, że ludzie, podobnie jak gęsi, w swoim dorosłym życiu w poszukiwaniu przyszłego partnera kierują się tym, co znają z pierwszej bliskiej relacji, a więc z przywiązania między nimi a rodzicami? (źródło)

– Moja pierwsza i druga żona nie miały niczego z mojej mamy. Może dlatego obie są już byłymi żonami – śmieje się Witek. – Teraz jestem w związku już trzeci rok i nie zapowiada się na kataklizm. Ale owszem, przyznaję, że moja Monika to czysta Marysia – moja matka. I sam nie wiem, jak to się stało. Wcześniej, w poprzednich małżeństwach, miałem poczucie, że czegoś mi brakuję, że taki jestem niekompletny. To były skrajnie różne kobiety, twarde charaktery. Może na złość sobie i mamie mnie do nich ciągnęło, bo na siłę chciałem odejść od jej obrazu. A odkąd pojawiła się Monika, wszystko we mnie ucichło i jakby się uspokoiło. Dopiero z biegiem czasu dostrzegłem te podobieństwa. Ale z jej strony, też chyba tak było, bo jestem od niej sporo starszy. Jak mój przyszły teść od teściowej. Ale czuję się przy niej jak stuprocentowy facet, nie jak tatuś. Podejrzewam jednak, że podobieństwa jakie we mnie widzi, te same cechy co u swojego taty, sprawiają, że jest szczęśliwa. Gdyby nas o to nikt nigdy nie zapytał, to pewnie nawet byśmy na to nie wpadli. Że tak bardzo chcemy z tego domu wyfrunąć, czekamy na to, odgrażamy się, że jak tylko osiągniemy pełnoletność to tyle nas widzieli. A potem wracamy z partnerami żywcem wyjętymi z rodzinnego fotela. I stwarzamy związek na podobieństwo tego, jaki wynieśliśmy z domu, który nas wychował.

 


Lifestyle

Znaleźć czas na bycie ze sobą „sam na sam”, to najlepszy prezent. Dlaczego? Jest przynajmniej 8 powodów

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
23 listopada 2016
Fot. iStock / Grandfailure
Następny

Ile czasu spędzasz sam na sam ze sobą? Dziennie albo w tygodniu…  Bez rodziny, przyjaciół, kolegów z pracy. Nic, zero, ani chwili? Uwierz mi, nie jestem zaskoczona, ale najwyższa pora to zmienić.

Przyznajcie, że przywiązani do komórek, tego naszego całego „Fejsa”, od lat nie doświadczyliśmy prawdziwego czasu dla siebie, tego na refleksję, na usłyszenie ciszy, na rozmyślanie o niebieskich migdałach i tych całkiem przyziemnych sprawach. No bo kiedy u licha mielibyśmy to robić? Dziś, to najlepszy dzień, żeby coś zmienić i znaleźć siebie na nowo!

Tak, tego czasu można się bać, uparcie twierdzić, że wcale nie jest nam potrzebny, ale to tylko dlatego, że nikt nas tego nie nauczył. Nikt nie pokazał nam, jak słuchać siebie – i usłyszeć.

Jest przynajmniej 8 powodów, żeby mieć dla siebie czas!

Lifestyle

Seks bez uczuć to ściema? Kilka rzeczy, które nas jednak w życiu zaskakują

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
23 listopada 2016
Fot. iStock/Skathi

Uwielbiam, jak mnie życie zaskakuje. Oczywiście tylko wtedy, gdy zaskakuje mnie czymś miłym i przyjemnym, jednak niespodzianki rzadko noszą znamiona przyjemności. Najczęściej to jednak jedno wielkie UPSss, które lepiej, gdyby się nie zdarzyło.

Ale co tam, zdarza się. Ile życiowych prawd słyszałyście, w ile z nich wierzyłyście, ile sprawdzonych sposobów na tysiące kłopotów skrzętnie notowałyście w głowie, by koniec końców przekonać się, że to wszystko o kant kościstego tyłka rozbić. I że życie zaskakuje, nawet w tych najgłośniej powtarzanych prawdach, w które – a co tam – my też chcemy wierzyć, albo nie – zależy jak nam wygodniej.

Popytałam, pogadałam i zebrałam, to co w życiu nas dotychczas jednak zaskoczyło:

Seks bez uczuć to ściema

że zawsze jedna strona pęknie i tą stroną najczęściej jest kobieta, która szybciej zaangażuje się emocjonalnie, choć nie wiadomo jak bardzo by się przed zarzekała.

Naprawdę nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki

że to niby tylko takie gadanie na wyrost i jasne, że każdy zasługuje na drugą szansę – otóż nie każdy i nie zawsze.

Kocha się tylko raz naprawdę

jasne, i na tę miłość całe życie czekać będziemy. Nieprawda, kochać można wiele razy piękną miłością, a nie czekać tylko na tę jedyną.

Poród naprawdę boli

i zaskakujące jest jak bardzo, choć przecież mówiono nam, że to masakra piłą mechaniczną, to jakoś nam się wydawało, że nasz próg bólu wszystko zniesie, bez przesady, no nie.

Tylko świnia nie zmienia swoich poglądów

otóż są ludzie, którzy także ich nie zmieniają, a co więcej oni sami nie chcą się zmienić, uważając, że przecież blisko im do ideału.

Jak ślub, to do końca życia

no cóż, nie do końca i nie zawsze, o czym boleśnie się przekonujemy, jeśli nie my sami, to patrząc na przyjaciół, czy znajomych. Małżeństwo nie jest gwarantem, że żyli długo i szczęśliwie razem.

Macierzyństwo i praca – żaden problem

jeśli ktokolwiek, kiedykolwiek będzie chciał wam wmówić, że tak jest – zatkajcie uszy. Nie da się pogodzić macierzyństwa z karierą zawodową bez straty dla którejś ze stron. Dla której… cóż, nie będę nas dobijać.

Małe dzieci mały kłopot, duże dzieci – duży

wydaje się to niemożliwe na początku, bo gdzie więcej kłopotu, niż z takim maluchem zależnym całkowicie od nas… A jednak. Kiedy dzieci stają się nastolatkami, boleśnie nas ta prawda zaskakuje.

Wieczorne jedzenie nie idzie jednak w cycki

jak bardzo byśmy tego nie chciały, no nie. Choćbyśmy chciały być tym wyjątkiem, który potwierdzi regułę – nijak się nie da, choć nie raz próbowałyśmy sobie udowodnić, że jest inaczej. Obżeranie się wieczorem idzie nam w tyłek i w boczki i w uda, cycki są na ostatnim zupełnie miejscu.

Dieta cud nie istnieje

samo się nie odchudzi nasze ciało, choćbyśmy nie wiem, jakaś dietę zastosowały. Do znudzenia powtarzane: zmiana nawyków żywieniowych, okazuje się być kluczem do sukcesu. Tylko, czy chcemy z niego skorzystać… To już inna sprawa.

Nie miesza się szampana z innym alkoholem

tak, to lepiej wbić sobie do głowy raz na zawsze. Byleby nie do tej głowy na kacu, która pęka z bólu… po szampanie i nie tylko.

Wygląd nie jest ważny, ważne co masz w środku

jasne, już się pod tym podpisuję obiema rękami. Choć w dzieciństwie dorośli próbują nam to wmówić – nijeka nie przekłada się na realne życie. I lepiej od razu o tym pamiętać, niż myśleć, że ty po dwóch fakuletach, masz „na oko” większe szanse od długonogiej blondynki siedzącej obok.

Pięknie się różnimy

otóż różnimy się, ale czy zawsze pięknie? Tu bym polemizowała, zwłaszcza z tymi o skrajnych i pełnych agresji poglądach. Takie różnice nie są piękne i wolałabym ich nigdy nie poznawać.

Blondynki mają łatwiej

no mają. Każdy sposób „na blondynkę (i wiadomo, że właściwie nie o kolor włosów tu chodzi) zdaje egzamin, zwłaszcza, gdy w tę rolę wchodzimy rozmawiając z policją, która zatrzymała nas za przekroczenie prędkości na drodze.

Okazja czyni złodzieja

a gdzie tam, myślałaś. Jesteśmy dorośli, mamy swoje rozumy, przecież nie działamy pod wpływem impulsu. A jednak – faceci skuszeni okazją – zdradzają, kobiety również. Kłamiemy, bo nadarza się okazja, wybielamy się, oszukujemy.

Życie zaczyna się po 40-tce

wcześniej myślisz: dlaczego po 40-tce, teraz też jest fajnie, ale im bliżej tym bardziej do ciebie dociera co autor miał na myśli. I tak jak po 18t-tce zmienia się niewiele, tak po 40-tce twoje życie potrafi się zmienić diametralnie.

Co nas nie zabije, to nas wzmocni

przekonujesz się o tym pewnego dnia, kiedy po doświadczeniu, po którym nie miałaś siły wstać z łóżka, podnosisz się, podnosisz głowę i idziesz dalej silniejsza. Ta prawda, która wtedy do ciebie dociera, choć tak dobrze znana, zaskakuje.

Wszystko zależy od ciebie

uświadomienie sobie, że to naprawdę prawda – bywa szokiem. Bo często zdajemy się na innych, szukamy tysiąca wymówek, byleby nie wziąć odpowiedzialności za własne życie. A pewnego dnia dociera, że wszystko zależy tylko i wyłącznie od nas.

A wy? Co byście dodały?

 


Zobacz także

Zmęczenie, zmarszczki, szara cera – można temu zaradzić

Sprawdź, jakich witamin brakuje organizmowi jesienią najbardziej (i jak je uzupełnić)

Siadać na desce sedesowej w publicznej toalecie czy nie? Czas rozwiać zakorzenione mity