Go to content

Dlaczego tak wiele kobiet jest zmęczonych życiem? Czas przestać być idealną dla wszystkich

Zawsze można na nią liczyć. Wysłucha, pomoże, zorganizuje, zaopiekuje się, znajdzie rozwiązanie. Nie chce sprawiać kłopotów, nie lubi konfliktów, rzadko odmawia. Z pozoru ma wszystko pod kontrolą. Tylko coraz częściej czuje, że nie ma już siły. I nawet kiedy wreszcie może odpocząć, nie potrafi naprawdę odetchnąć. Co, jeśli kobiece wyczerpanie nie wynika wyłącznie z nadmiaru obowiązków, ale z wieloletniego przyzwyczajenia do bycia kimś, kogo oczekują inni?

Zmęczenie, którego nie naprawi weekend

Są kobiety, które potrafią zadbać o wszystkich. Pamiętają o wizytach lekarskich dzieci, urodzinach przyjaciół, potrzebach partnera, sprawach rodziców i terminach w pracy. Wiedzą, komu trzeba pomóc, kogo pocieszyć i kiedy lepiej przemilczeć własne zdanie, żeby niepotrzebnie nie komplikować sytuacji. Nawet kiedy same mają trudniejszy dzień, potrafią znaleźć w sobie siłę, by wesprzeć kogoś innego.

Często słyszą, że są niezastąpione. Że można na nich polegać. Że mają w sobie niezwykłą siłę. Tylko czy ktoś zastanawia się, ile kosztuje je bycie taką osobą?

Chcesz więcej takich treści?
Zapisz się do mojego newslettera i otrzymuj najnowsze artykuły z ohme.pl.

Emocjonalne wyczerpanie nie zawsze wygląda jak spektakularny kryzys. Czasem nie ma łez, dramatycznych decyzji ani widocznego załamania. Jest za to narastająca obojętność, rozdrażnienie, poczucie pustki i trudne do wyjaśnienia wrażenie, że życie, które powinno cieszyć, coraz mniej daje satysfakcji. Można kochać swoją rodzinę, lubić swoją pracę i mieć bliskich ludzi, a jednocześnie czuć, że gdzieś po drodze zgubiło się siebie.

Być może dlatego tak często próbujemy rozwiązywać problem, szukając kolejnych sposobów na odpoczynek. Planujemy wolny weekend, kupujemy coś dla siebie, zapisujemy się na masaż, próbujemy lepiej organizować dzień. To wszystko może przynieść chwilową ulgę. Nie odpowiada jednak na ważniejsze pytanie: dlaczego tak trudno jest nam po prostu żyć w zgodzie z własnymi potrzebami?

Pułapka bycia lubianą

Wiele kobiet nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo ich codzienne decyzje podporządkowane są potrzebie akceptacji. Nie chodzi wyłącznie o chęć podobania się innym. To znacznie głębszy mechanizm, związany z poczuciem bezpieczeństwa i przynależności.

Od najmłodszych lat uczymy się, jakie zachowania są nagradzane. Grzeczna dziewczynka jest miła, pomocna, cierpliwa i nie sprawia problemów. Nie jest zbyt wymagająca, nie protestuje bez powodu, potrafi ustąpić. Z czasem te oczekiwania stają się częścią naszego wewnętrznego systemu oceniania.

W dorosłym życiu może to wyglądać bardzo niewinnie. Zgadzamy się na spotkanie, choć jesteśmy zmęczone. Przejmujemy kolejne obowiązki, bo przecież ktoś musi to zrobić. Nie mówimy partnerowi, co naprawdę nas zdenerwowało, żeby nie wywoływać kłótni. Zmieniamy plany, dostosowujemy się, przepraszamy, nawet jeśli nie zrobiłyśmy nic złego. Wszystko po to, żeby utrzymać dobre relacje i nie ryzykować odrzucenia.

Problem zaczyna się wtedy, gdy bycie lubianą staje się ważniejsze niż bycie sobą. Kiedy zamiast zastanawiać się, czego chcemy, zaczynamy analizować, czego oczekują od nas inni. Kiedy cudze niezadowolenie wydaje nam się większym zagrożeniem niż własne niezadowolenie z życia.

Nancy Colier, psychoterapeutka i autorka książki „Emocjonalnie wyczerpana kobieta”, opisuje ten mechanizm jako klatkę akceptacji. To szczególnie trafna metafora, bo jej pręty nie zawsze są widoczne. Tworzą je drobne ustępstwa, przemilczane emocje, niewypowiedziane potrzeby i przekonanie, że aby zasługiwać na miłość, trzeba być wygodną dla innych.

Idealna kobieta nie ma zbyt wielu potrzeb

Przez lata podziwiano kobiety, które potrafiły wszystko pogodzić. Były dobrymi matkami, partnerkami, córkami, przyjaciółkami i pracownicami. Nie narzekały, nie prosiły o zbyt wiele, nie stawiały siebie na pierwszym miejscu. Ich siła miała polegać na tym, że potrafiły dawać, nawet kiedy same niewiele dostawały.

Ten ideał wciąż jest zaskakująco żywy. Współczesna kobieta może być ambitna, niezależna i zawodowo spełniona, ale nadal odczuwać presję, by nikogo nie zawieść. Ma rozwijać karierę, dbać o relacje, wyglądać dobrze, być emocjonalnym wsparciem dla bliskich i jeszcze znajdować czas na własny rozwój. A kiedy nie daje rady, często obwinia siebie.

Zamiast zapytać, czy oczekiwania wobec niej nie są zbyt duże, zastanawia się, co robi nie tak. Może jest za mało zorganizowana? Może powinna lepiej planować? Może musi bardziej się postarać?

Tymczasem problem nie zawsze polega na braku umiejętności zarządzania własnym życiem. Czasami polega na tym, że kobieta od dawna nie traktuje siebie jako osoby, której potrzeby są równie ważne jak potrzeby innych.

Co więcej, może nawet nie wiedzieć, czego właściwie chce. Przez lata skupiania się na otoczeniu własne pragnienia stają się coraz cichsze. Łatwiej odpowiedzieć na pytanie, co na obiad lubią dzieci, jaki prezent ucieszy partnera albo czego potrzebuje szef, niż zastanowić się, na co sama ma się ochotę.

Najtrudniej powiedzieć: nie chcę

Jednym z najbardziej kosztownych nawyków jest milczenie. Nie zawsze dlatego, że nie mamy nic do powiedzenia. Często dlatego, że doskonale wiemy, co mogłoby się wydarzyć, gdybyśmy powiedziały to na głos.

Ktoś mógłby się obrazić. Partner mógłby uznać nas za wymagające. Przyjaciółka mogłaby poczuć się zawiedziona. W pracy mogłybyśmy zostać odebrane jako mało elastyczne. Dlatego łagodzimy komunikaty, wycofujemy się z własnego zdania i tłumaczymy innych, zanim jeszcze zdążą się wytłumaczyć. Zdarza się, że przepraszamy za swoje emocje, a własne potrzeby przedstawiamy tak, jakby były czymś, na co trzeba uzyskać zgodę.

Z czasem tracimy zaufanie do własnego osądu. Zamiast pytać siebie, co jest dla nas dobre, szukamy potwierdzenia na zewnątrz. Cudze opinie zaczynają ważyć więcej niż nasze doświadczenia.

To szczególnie bolesny paradoks: tak bardzo staramy się utrzymać dobre relacje z innymi, że stopniowo tracimy dobrą relację z samą sobą.

A jeśli troska o siebie zaczyna się od odmowy?

Nie chodzi o to, by nagle przestać pomagać, stać się obojętną na potrzeby bliskich czy odrzucić wszystkie dotychczasowe role. Można być kochającą matką, wspierającą partnerką, dobrą przyjaciółką i zaangażowaną pracownicą, nie rezygnując przy tym z własnej tożsamości.

Warto jednak zacząć od prostego, choć nie zawsze łatwego pytania: czy to, co robię, wynika z mojej potrzeby i wyboru, czy z lęku przed tym, że ktoś przestanie mnie lubić?

To zasadnicza różnica. Pomaganie może dawać radość i budować bliskość. Ale jeśli za każdym razem oznacza rezygnację z siebie, przestaje być wyrazem troski, a staje się kolejnym obowiązkiem. Może więc czas zaakceptować, że nie zawsze będziemy dostępne, cierpliwe, uśmiechnięte i gotowe do pomocy. Że mamy prawo mieć gorszy dzień, inne zdanie, własne plany i potrzeby, których nie musimy usprawiedliwiać.

Właśnie do takiej zmiany zachęca Nancy Colier w książce „Emocjonalnie wyczerpana kobieta”. Autorka pomaga przyjrzeć się mechanizmom, przez które potrzeba akceptacji, dopasowywanie się i nieustanne stawianie innych na pierwszym miejscu mogą prowadzić do emocjonalnego wyczerpania. Pokazuje też, jak ważne jest odzyskanie zaufania do siebie i potraktowanie własnych potrzeb jako czegoś naturalnego, a nie egoistycznego kaprysu.

To lektura dla kobiet, które mają wrażenie, że wszystkim wokół potrafią dać niemal wszystko, ale dla siebie zostawiają resztki. Dla tych, które chcą zrozumieć, dlaczego tak trudno im odmawiać, prosić o pomoc i mówić własnym głosem.

Bo może wcale nie potrzebujesz stać się jeszcze lepszą wersją siebie. Może potrzebujesz przestać być wersją siebie, której wszyscy oczekują.

Nie musisz zasługiwać na akceptację, rezygnując z siebie. I nie musisz być idealna dla wszystkich, żeby wreszcie poczuć się dobrze we własnym życiu.

Udostępnij