Lifestyle

Czego to ludzie nie wymyślą, czyli najbardziej niewiarygodne sposoby dbania o urodę

Redakcja
Redakcja
30 marca 2017
Fot. iStock
 

– Ty wiesz co tej mojej durnej babie do łba strzeliło?! – nieśmiało nadstawiłam ucha i zaczęłam przysłuchiwać się rozmowie siedzących za mną dwóch panów w autobusie. – Naoglądała się tych internetów i celebrytów no i postanowiła zacząć dbać o urodę. Moja Baśka i dbanie o siebie, ha ha. Babie ze wsi się domowych zabiegów zachciało. „To chyba nie będzie nudna podróż” pomyślałam i wygodnie rozsiadłam się w fotelu.

– W sobotę, kiedy biłem kuraka na rosół, przyleciała do mnie zdyszana – kontynuuje przejęty. – I drze się, żebym tylko krwi nie wylewał. Bo ona dzisiaj sobie robi zabieg w domowym SPAA – aż podskoczyłam na dźwięk śmiechu jego towarzysza, który zachował się, jakby usłyszał najlepszy dowcip. – Bo widziała, jak ta jedna celebrytka z wielką dupą się wysmarowała krwią. To podobno najlepszy sposób na zachowanie urody i młodości – małżonek dziwnie podkreślił słowo „młodości”. – Zamknęła się wieczorem w łazience i ze 2 godziny tam siedziała. Nawet nie chcę myśleć, co ona z tą krwią wyprawiała. Ale jak wyszła, kazała mi podziwiać, jaką ma piękną twarz. A ja tam różnicy nie widziałem – dodał na koniec.

„Czego to ludzie nie wymyślą, żeby zachować młodość i urodę” pomyślałam i zaczęłam szperać w internecie w poszukiwaniu najciekawszych i najbardziej nieprawdopodobnych metod, które wykonują na sobie ludzie. Aż złapałam się za głowę z niedowierzaniem. To, co są w stanie zrobić, przekroczyło granice mojej wyobraźni.

Zaryzykowałabyś spaleniem swojej twarzy w celu zadbania o nią? Tak, wiem, brzmi to absurdalnie. Taka sama jest ta metoda, która niestety ma swoich zwolenników. „Trafiłam na taką oto metodę 'poprawiania urody’. Polega ona na nałożeniu maseczki, na maseczkę kładzie się ręcznik nasączony spirytusem i się go podpala” czytam na jednym z forum wypowiedź Nefrete. Wchodzę w zdjęcie i nie mogę uwierzyć, że ktoś kiedykolwiek się na to odważył. Przecież to czysty idiotyzm i dosłownie igranie z ogniem! „Twarzy bym sobie nie podpaliła, nie mam aż tak nawalone w głowie” uff, odetchnęłam z ulgą czytając komentarz SickAngel.

Kiedy już myślałam, że gorzej nie może być, trafiłam na wpis użytkowniczki Unbreakable. „Mam troszkę nietypowy problem. Chciałam zapytać, czy da się jakoś poprawić wygląd warg sromowych? Moje są czerwonawe i mnie osobiście się to bardzo nie podoba. Wiem, że taka prawdopodobnie moja natura, ale nie daje mi to spokoju… Czy gdybym użyła jakiejś maści, którą stosuje się np. na rozjaśnienie piegów, coś by to dało? Ktoś próbował czegoś podobnego?”. Na szczęście na pomyśle się skończyło dzięki pomocy i mądrym radom rozsądniejszych internautów.

Szperam dalej i trafiam na hasło „prostowanie włosów żelazkiem”. Matko, która dziewczyna się na to odważy?! Pojawia się w mojej głowie widok palących się kosmyków i czuję smród spalonego włosa. Przecieram oczy ze zdumienia. Niestety, zdjęcia nie kłamią. Dziewczyny robią to z pomocą przyjaciółki, która przejeżdża gorącym żelazkiem po ich włosach. Są i takie odważne, które decydują się robić to same! Po cichu je trochę podziwiam za odwagę, ale głośno wyzywam od idiotek.

Dobra, granica mojej tolerancji została przekroczona. Wracam do poważniejszych metod takich jak np. ceremonia kambo. Procedura polega na lekkim nadpaleniu naskórka rozżarzonym patyczkiem. Następnie po zdrapaniu naskórka z tego miejsca przylepia się kulki zrobione ze sproszkowanej wydzieliny żab rzekotek. Po takiej aplikacji pojawiają się wymioty trwające 20-40 minut. Wielu uczestników takiej imprezy podobno czuje się znacznie lepiej, ma wyostrzone zmysły i oczyszczony organizm z toksyn. Niestety, może ona skończyć się utratą życia. Jednak pomimo śmiertelnych przypadków nadal ma wielu zwolenników.

Kiedy myślę, że już nic mnie nie zaskoczy, trafiam na informację o śmierci 30-latki, która zmarła po kuracji kurkumą. Ha ha, dobre. Kurkuma może zabić? Tak, jeśli podajesz ją sobie dożylnie.

Zwracam się do wszystkich zwolenniczek cudownych metod – zamiast aplikować sobie nie wiadomo co, polecam lekarstwo mojej babci, które jej zdaniem „jest dobre na wszystko”. Wystarczy wymieszać pół litra spirytusu z pół litra wódki i kilkoma łyżkami miodu.

Babcia zaleca wypijać łyżeczkę dziennie.

Jakie w ogóle podejście do kwestii dbania o wygląd mają Polacy?

Według raportu GfK Beauty 2016 dobrze wyglądać chce 44 proc. Polaków. W naszym kraju nabywcy przeciętnie na kosmetyki wydają rocznie 341 zł. Najwięcej z tej kwoty przeznaczają na perfumy i na produkty do pielęgnacji twarzy – powyżej 120 zł.

Do najczęściej kupowanych produktów przez największą liczbę gospodarstw w Polsce należą kosmetyki do pielęgnacji ciała i rąk, które zostały kupione przez 77 proc. nabywców co najmniej raz w ciągu roku. Produkty do pielęgnacji twarzy, do stylizacji włosów i do makijażu osiągnęły wynik bliski 70 proc. 47 proc. osiągnęły kategorie, których nie stosuje się codziennie i tym samym kupuje rzadziej, np. produkty do farbowania włosów lub kategorie produktów bardzo wydajnych, kupowanych rzadziej – 37 proc.

Badanie dowiodło, że Polacy chętnie sięgają po specjalistyczne usługi kosmetyczne. Salony kosmetyczne, urody czy spa odwiedza 69 proc. kobiet i 39 proc. mężczyzn. Usługi, z których najczęściej korzystają kobiety, to zabiegi oczyszczające twarz (21 proc.), henna (20 proc.), manicure hybrydowy lub zwykły (odpowiednio 18 i 16 proc.) oraz masaż (11 proc.). Z kolei mężczyźni najczęściej korzystają z masażu (15 proc.) oraz różnych rodzajów zabiegów poprawiających skórę twarzy (7 proc.).

O badaniu:

Raport GfK Beauty 2016 bazuje na informacjach pozyskanych z trzech komplementarnych źródeł danych: wywiadów online z kobietami (N=500) i mężczyznami (N=200) pochodzącymi z Online Access panelu GfK, reprezentatywnej próby (N=8000) polskich gospodarstw domowych pochodzących z Panelu Gospodarstw Domowych GfK oraz raportów własnych GfK – Consumer Trends Report, Polska na Widelcu, Zwyczaje Żywieniowe Polaków.

Źródło: infowire.pl


Lifestyle

„Bardzo chciałbym, żebyś oddała mi życie”. A potem usiądę i będę czekał. Czekał, że przeczytasz i po mnie nie przyjdziesz

Anika Zadylak
Anika Zadylak
30 marca 2017
Fot. iStock/pick-uppath
 

Mam 17 lat i chciałem ci powiedzieć, że się ciebie boję i nie chcę, żebyś po mnie przychodziła. Ja wiem, że jesteś tą nieuniknioną, która pojawia się prędzej czy później, ale ty ze mną jesteś od zawsze. Od pierwszego dnia, gdy pojawiłem się po tej stronie świata, nieustannie trzymasz mnie za rękę i nie pozwalasz o sobie zapomnieć.

Byłaś, gdy miałem miesiąc i ledwo było mnie widać spod setek kabli i rurek podłączających mnie do aparatur. Przyszłaś z księdzem i zapytałaś moją mamę, jakim imieniem mają mnie ochrzcić w razie, gdybyś chciała mnie zabrać już wtedy. I potem, gdy na swoje piąte urodziny moja siostra życzyła sobie najbardziej, żebyś dała mi spokój. I kiedy kończyłem 9 lat, przypomniałaś mi, że ciągle jesteś obok, zabierając mojego o dwa lata starszego przyjaciela. I każdej nocy, kiedy swoją zimną dłonią zatykałaś moje usta i nie pozwalałaś oddychać. A wczoraj siedziałaś naprzeciwko mnie, miałaś zmartwione oczy lekarza, który tłumaczył mi, że moje życie się kończy. A ja się zastanawiałem, po co ludzie życzą sobie stu lat, jak ty i tak zapukasz, kiedy zechcesz. I nie można przed tobą zamknąć drzwi.

Nie będę się z tobą targował, bo wiem kim jesteś od dnia, gdy usiadłem z koleżanką na schodach kliniki. To ona milcząc wskazała mi dłonią ciemny budynek i powiedziała, że tam nas zawiozą, kiedy serce nie zechce już bić. A po tygodniu widziałem, jak znika za tymi drzwiami ubrana w czarny worek z metalowym zamkiem. I zrozumiałem, że przegoniłaś moje życie i zajęłaś jego miejsce, a jedyne, co możesz mi dać to trochę czasu. Tę chwilę, gdy pozwalałaś o sobie zapomnieć i mogłem wychodzić o własnych chwilach, zakochać się i zaprzyjaźnić, chodzić do szkoły i już nocą czekać na kolejny świt. Myślałem wtedy, że odpuściłaś, że zrozumiałaś, że tak nie można. Nękać i męczyć, straszyć i odbierać nadzieję. Śmiać się z moich marzeń i patrzeć chłodno, gdy na pytanie kim będę, kiedy dorosnę, odpowiadałem, że nikim, bo do tej pory umrę. Myślałem, że postanowiłaś mi odpuścić, żebym mógł poznać kogoś, kogo przez tyle lat prawie nie spotykam – życie. Ale gorzko się rozczarowałem, gdy wróciłaś ze zdwojoną siłą szarpiąc moje ciało długą reanimacją, kiedy pstryknięciem palców zatrzymałaś moje serce. A potem patrzyłaś, jak moja matka krzyczy i upada w drzwiach widząc długą, ciągłą linię na ekranie monitora. I postanowiłaś sobie zakpić, pozwolić mi wrócić, ale tylko po to, żeby mi pokazać, kto tu rządzi i decyduje, ile jeszcze będzie mi dane.

Piszę do ciebie, choć wiem, że to już pewnie na nic, już postawiłaś znaczek przy jednej z dat i włączyłaś odliczanie. Ale może pozwoliłabyś mi jeszcze choć raz pojechać nad morze i zobaczyć, jak wiatr gania falę. I jak gorący sierpień sprawia, że z utęsknieniem czeka się na zmierzch. I jeszcze też siostrze chciałbym powiedzieć, ile dla mnie znaczy i jak wiele jej zawdzięczam. I mamie, żeby już nie płakała, żeby się nie bała, tylko przy mnie była, zanim spuszczę głowę i za tobą pójdę. I z przyjaciółmi chciałbym wyjechać i cieszyć tym, co jeszcze mi zostawiłaś, czego nie zdążyłaś do końca odebrać. I choć raz w życiu przespać spokojnie noc i nie czuć, że siedzisz obok mnie. I na kocu latem chciałem poleżeć gdzieś nad rzeką i na gwiazdy popatrzeć. I koleżance z klasy powiedzieć, żeby się częściej uśmiechała, bo nie widziałem piękniejszego zjawiska. I zobaczyć, jak rodzi się synek mojego wujka i na weselu u cioci zatańczyć.  Ale najbardziej, chciałem cię prosić, o moje 18-te urodziny. Pójdę wtedy na łąkę i puszczę lampion prosto do nieba, taki z życzeniem. Napiszę na kartce to najważniejsze : „Bardzo chciałbym, żebyś oddała mi życie”. A potem usiądę i będę czekał. Czekał, że przeczytasz i po mnie nie przyjdziesz.


Lifestyle

Choroby, których nie wyleczysz pigułką! Rozpoznaj objawy, nim będzie za późno

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
30 marca 2017
Fot. iStock/Martin Dimitrov

Na apetyt i na jego brak, na ból głowy, zęba, zatok, poprawę trawienia, bujne włosy, mocne paznokcie, zdenerwowanie czy nadmierny stres. W dzisiejszych czasach tabletki w sklepach i aptekach można znaleźć na każdą niemal dolegliwość. Są jednak „choroby”, którym żadne farmaceutyki nie straszne i o których na próżno szukać informacji u specjalistów i w księgach medycznych – jedynym lekarstwem na nie jest zmiana w nas samych. Sprawdźcie, czy nie dolega wam któraś ze współczesnych przypadłości.

Pośpiech

Choroba ta znana jest także jako syndrom „nie mam teraz czasu, później” lub „nie mogę, zarobiona jestem”. Charakterystyczne objawy w tej przypadłości to zaczerwienione od biegu policzki, rozwiany włos, nerwowe zerkanie na zegarek i długa lista rzeczy do zrobienia, na której wciąż za mało podpunktów zostało odhaczonych.  Choroba ta rozprzestrzenia się w zawrotnym tempie i bardzo łatwo przenosi na inne osobniki ludzkie. Specjaliści alarmują, że nie umiemy już wyłączyć trzeciego biegu i gnamy przez życie w każdej jego dziedzinie – chcemy mieć fast food, fast love, fast work, co kończy się zbyt późnym stwierdzeniem, że oto mamy fast life. To fast.

Perfekcja

Gwałtowny rozwój tej choroby nastąpił wraz z pojawieniem się mediów społecznościowych i bakterii typu „insta-life” oraz „fake reality”. Objawy nasilają się szczególnie po zbyt dużej dawce idealnie wykreowanych zdjęć i nie mających nic wspólnego z prawdą wpisów na Facebooku. Dodatek hasztagów, często zamieszczanych jedynie na pokaz, może dodatkowo pogłębić dolegliwości pacjenta i jego obsesję na punkcie perfekcji. Zaleca się terapię wstrząsową polegającą na realnym spojrzeniu na życie innych i brutalnym uświadomieniu chorego, że rzeczywistość jest znacznie mniej idealna i uporządkowana.

Żądza pieniądza

Choć wydawać się może, że charakterystycznym objawem tej choroby jest symbol dolara w miejscu źrenic, to tylko fałszywy przekaz znany z kreskówek. Pierwszym objawem jest zastąpienie odwiecznego pytania człowieka „dokąd zmierzam?” pytaniem „za ile?”. Obsesyjne przeliczanie zysków, skąpstwo, skupienie się na pomnażaniu posiadanych zasobów, rezygnacja z inwestycji i znajomości nie przynoszących dostatecznych dochodów oraz stopniowe pozbywanie zasad moralnych i etycznych dla pieniędzy, to kolejne stadia rozwoju ten podstępnej choroby.  Ciężka w leczeniu, zazwyczaj pacjent potrzebuje mocnego kopniaka od losu lub twardego upadku, by zmienić swoje priorytety i zauważyć, co w życiu naprawdę się liczy.

Uzależnienie od telefonu

Choroba ta zwana jest także syndromem przyrośniętego telefonu. Często towarzyszy jej facebookoholizm – obsesyjne sprawdzanie poziomu lajków i szerów na posiadanym koncie społecznościowym. W przebiegu schorzenia obserwuje się zaburzenia widzenia (pacjent przestaje widzieć cokolwiek poza ekranikiem), słyszenia (słyszy tylko dźwięki przychodzących rozmów i powiadomień), skupienia i koncentracji uwagi oraz znaczne pogorszenie się funkcji społecznych i tych w zakresie komunikacji werbalnej. Dodatkowo zwyrodnienia kręgosłupa od ciągłego pochylania głowy oraz częste urazy kciuków. W celu uzdrowienia zaleca się izolację, ograniczenie kontrolowane lub tzw. terapię offline.

Przerośnięte ego

Pacjent cierpiący na to schorzenie posiada zniekształcony obraz samego siebie i otaczającej go rzeczywistości – wydaje mu się, że jest pępkiem świata, a wszyscy dookoła są gorsi, stworzeni po to, by mu służyć. Inne objawy przerośniętego ego to m.in. zwyrodnienia kręgosłupa (zbyt wysoko uniesiona głowa), problemy ze wzrokiem (patrzenie na innych z góry), nadmierna sztywność (zwłaszcza w poglądach i opiniach), a nawet kanibalizm (zjedzenie wszystkich rozumów).  Możliwe także omamy i złudzenia – często chorym wydaje się, że wszystko im się należy i/lub wyolbrzymiają swoje zasługi i posiadane zalety. Leczenie jest bardzo trudne i bolesne dla pacjenta – wymagane jest bowiem chirurgiczne odcięcie od złudzeń i zderzenie z rzeczywistością, które dla wielu okazuje się szokiem.

Brak życzliwości

Pierwotnie wiązano tę dolegliwość z problemami kardiologicznymi (dokładniej z brakiem serca), jednak najnowsze badania udowadniają, że nawet pomimo posiadania sprawnego układu krążenia może wystąpić u osobników ludzkich brak życzliwości. do drugiego człowieka. W miarę rozwijania się choroby zanika uśmiech na twarzy, pojawia się zimne spojrzenie i ogólny chłód w postawie. Niektóre badania dowodzą, że przyczyną może być duże nagromadzenie frustracji i niewyleczone kompleksy, inni naukowcy wskazują na wpływ nieodpowiednich programów telewizyjnych i czytanie tabloidów. Bez względu na przyczynę jedynym działaniem naprawczym jest dawanie dobrego przykładu, zwalczanie nieżyczliwości życzliwością i udowadnianie, że można inaczej, lepiej.


Zobacz także

Męskie podrywy, czyli co myślą faceci, gdy nie dzwonią

Męskie podrywy, czyli co myślą faceci, gdy nie dzwonią

Dwie zodiakalne pary, których związek przetrwa wszystko. Nic ich nie rozdzieli

Cierpisz z powodu zawodu miłosnego lub przykrego doświadczenia? Lody najlepiej leczą rany emocjonalne