Lifestyle

Bolesna prawda czy kłamstwo? Co ty wybierasz?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
5 lipca 2016
Fot. iStock/Martin Dimitrov
 

Podobno najgorsza prawda jest lepsza od kłamstwa. Ale czy zawsze? I czy na pewno? Przecież bywają ludzie, którzy prawdy na swój temat w ogóle nie chcą słyszeć i nie przyjmują jej do wiadomości, choćby to była najszczersza krytyka w imię wyższych celów. „Powiedz mi, co myślisz o mnie” – słyszysz, więc szczerze mówisz, kiedy nagle okazuje się, że ta prawda wypowiedziana w dobrej wierze, obraca się przeciwko tobie. Bo jak mogłaś w ogóle coś takiego powiedzieć, pomyśleć.

Padamy ofiarą własnej szczerości. A kiedy tak się dzieje, zaczynamy się korygować. Wolimy pewne rzeczy przemilczeć niż powiedzieć nie chcąc kogoś zranić, czy po prostu sprawić przykrości. Bo na szczerość jednak trzeba być przygotowanym, a to już rzadziej się zdarza. Lubimy słuchać prawdy na swój temat, ale tej, którą z chęcią zaakceptujemy. Ta szczera, bywa za trudna do udźwignięcia.

Więc jak to jest z tym kłamstwem? Czy zawsze mówić prawdę, aż do bólu, wiedząc, że ktoś nie jest w stanie jej przyjąć, czy może jednak uciec się do kłamstwa. Może warto zastanowić się waląc komuś między oczy prawdą, która zetnie go z nóg, czy ma to w ogóle jakiś sens.

Pomyśl, czy warto

Więc może warto zastanowić się, czy mówienie prawdy ma w ogóle jakiś sens. Czy zostanie zrozumiana, a twoje intencje nie będę przekręcone i nagle okaże się, że to ty jesteś wszystkiemu winna. Widziałaś męża koleżanki na kolacji z piękną blondynką – powiedzieć, czy nie? Czy się wtrącać, czy jednak tę sprawę zostawić między nimi. Nie każdy chce, by ktoś inny wchodził w ich życie buciorami. Bywa, że ktoś nie chce zobaczyć prawdy, a ty nagle brutalnie mu ją wyłożysz.

Weź pod uwagę, komu tę prawdę chcesz powiedzieć

Nie każdy potrafi przyjąć to, co masz do powiedzenia. Często mimo zapewnień: „Najważniejsza jest dla mnie szczerość”, okazuje się, że to wcale nie tak. Bo osoba, która wymaga od ciebie szczerości, kompletnie nie potrafi sobie z nią poradzić. Zaczyna cię atakować, odbijać piłeczkę próbując się odegrać. Są ludzie, którym prawdę trzeba dawkować, a przyjaźń z nimi w takiej formie bywa bardzo trudna, albo niemożliwa. Bo trudno przyjaźnić się z kimś, z kim nie można być szczerym, kto to, co mu szczerze powiesz, potrafi wykorzystać przeciwko tobie. Może czasami faktycznie lepiej odpuścić i pójść swoją drogą.

Zastanów się nad skutkami

Bijesz się z myślami: „powiedzieć, czy nie”. Być szczerym i wywalić co leży ci na wątrobie, co się wkurza, czy jednak lepiej nie. Może masz dość wiedząc, że ktoś nie jest szczery z tobą, choć zapewnia, że przecież jest inaczej, a ty masz twarde argumenty na to, że tak nie jest. Ale jednak się hamujesz. I pewnie dlatego warto pomyśleć nad skutkami takiej szczerości, bo nie każdy zrozumie twoje intencje.

Policz ilość zysków i strat

A może czasami lepiej ugryźć się w język. Bo dzieje się tak, że bez naszej ingerencji pewne rzeczy same się układają. Czy to u kogoś w związku, czy w innych relacjach, okazuje się, że my nic nie musieliśmy mówić, robić – oni sami sobie wiele rzeczy wyjaśnili, bez naszego udziału. I wówczas często oddychamy z ulgą, że jednak faktycznie lepiej było siedzieć z zamkniętą buzią, niż ingerować w jakąś sytuację.

Szczerość za wszelką cenę? Są tacy, którzy powiedzą – oczywiście. Ale są też tacy, którzy nim powiedzą, coś co może kogoś zaboleć, trzy razy to przemyślą. Która z metod jest lepsza? To już subiektywna ocena. Nim jednak rzucisz komuś prawdą między oczy, pamiętaj, że możesz drugą osobę bardzo zranić. Taki efekt chcesz osiągnąć? Bo przecież spotykamy ludzi, którzy nagle zaczynają być wobec nas szczerzy do bólu – naszego, nie ich, chcąc nas po prostu dotknąć swoją opinią, spostrzeżeniami. Czy ma to coś wspólnego z prawdą? To już niekoniecznie.


Lifestyle

Jak kochają desperaci. W miłości nie zawsze wszystko jest dozwolone

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
5 lipca 2016
Fot. iStock/ franckreporter
 

Podobno w miłości wszystkie chwyty są dozwolone, a reguły można łamać. Jeśli kochasz, bo poznałeś kogoś wyjątkowego, chwała ci za walkę o wasz związek. Ale jeśli z miłości uczyniłeś sobie uporczywy, życiowy cel i liczą się dla ciebie jedynie uczucia, emocje, ale nie osoba, sprawy idą z zdecydowanie złym kierunku. Rozpaczliwe dążenie ku miłości, za wszelką cenę i wszystkimi możliwymi kosztami zazwyczaj kończy się poczuciem ogromnego osamotnienia.

Jesteś miłosnym desperatem jeśli:

♥ Kochasz po to, by kochać

Miłość, bycie z kimś jest dla ciebie uzależnieniem. Nie umiesz inaczej, kiedy jesteś sam, czujesz odwieczny deficyt tego uczucia. Miłośni desperaci kochają bezosobowo, bo tak naprawdę swoim uczuciem mogą obdarzyć każdego. Choć ta miłość ma konkretną twarz i imię, nie wiąże się z konkretnymi przymiotami twojego wybranka. Przyczyną twojego zakochania jest ogromna potrzeba bycia zakochanym, a nie wyjątkowość osoby, którą wybierasz na swojego partnera.

♥ Zakochujesz się bardzo szybko i od razu snujesz plany

Miłości „od pierwszego wejrzenia” bywają bardzo nietrwałe. Nie rodzą się z cierpliwości, z ciekawości drugiej osoby. Rozpaczliwie „chcesz już w tym być”, swojego wybranka przedstawiasz rodzicom, znajomym, przyjaciołom. Badasz, c myśli o małżeństwie, zabierasz na ślub znajomych mówiąc: „my też możemy tak, jak oni”. Proponujesz „zamieszkajmy razem” jak by to było wspólne wyjście do kina. Planujesz gromadkę dzieci, choć tak naprawdę niewiele o nim wiesz. Naiwnie wierzysz w swoją bajkę i nie przyjmujesz do wiadomości, ze to może się nie udać. Dla ciebie to się MUSI udać.

♥ Kochasz obsesyjnie, by mieć na własność, zatrzymać za wszelką cenę

Jesteś zaborczy. Chcesz „mieć” tę drugą osobę tylko dla siebie. Kiedy wychodzi bywasz podejrzliwy, kiedy wyjeżdża, reagujesz nerwowo. Często bardzo emocjonalnie, otwarcie mówisz o tym, że największym nieszczęściem byłoby dla ciebie ją/jego stracić. Zapominasz, że miłość polega na dawaniu i przyjmowaniu – także wolności. Śledzisz jej/jego profile w mediach społecznościowych, komentujesz każdy jej/jego post, czy nowe zdjęcie. W ten sposób zaznaczasz swoje terytorium. Nie zauważasz, lub raczej wypierasz, kiedy między wami zaczyna się coś psuć. Wolisz dalej wierzyć, że tym razem „się uda”. Ale jeśli się nie uda, nie ma mowy o przyjaźni. Twoja obsesyjna miłość zamieni się w obsesyjną nienawiść.

♥ Kochasz i pozwalasz by traktował cię źle. A nawet bardzo źle

Niech już pije, niech bije. Żeby tylko nie odszedł, nie zostawił cię samej, biednej, zagubionej, na nowo „bez przydziału”. Niech zdradza cię z kumplem z pracy, niech mówi ci, że nie może na ciebie patrzeć. Byle w niedzielę pojechała z tobą na obiad do twoich rodziców. Zamiast uwolnić się z tego beznadziejnego związku, zdecydujesz się zostać, nawinie wierząc, że coś z tego jeszcze będzie. Nie chcesz zrezygnować, prawda? Tylko dlatego, że czasem tak bywa wygodniej, tylko dlatego, że boisz się zmian, nie powinieneś tolerować zachowań, które cię niszczą. To prawdziwa desperacja.

♥ Mylisz intymność z miłością

Może zasugerował, że mu się podobasz, więc zdecydowałaś się więc na bliskość. I mężczyznom i kobietom zdarza się udawać zainteresowanie, by zyskać partnera na jedną noc, na chwilowe pocieszenie. I mężczyznom i kobietom zdarza się skusić na tę chwilę zainteresowania, na pozorne ciepło i obietnice bez pokrycia. I to również jest oznaka desperacji.

Jeśli jesteś desperatem w miłości – przegrywasz. Kochać trzeba mądrze i szczerze, ale nie za wszelką cenę. Zwłaszcza, gdy poniesione przez nas koszty znacznie przekraczają nasz życiowy budżet…


Lifestyle

Ujemne kalorie naprawdę istnieją. Sprawdź, czym są kalorie na minusie i czy warto zwracać na nie uwagę

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
5 lipca 2016
Ujemne kalorie naprawdę istnieją". Sprawdź, czym są kalorie na minusie i czy warto zwracać na nie uwagę
Fot. iStock / gruizza

Jeśli choć raz interesowałaś się tematem diety i zrzucania nadprogramowych kilogramów, zapewne wiesz też, czym są kalorie. Organizm, by mógł prawidłowo działać, potrzebuje odpowiedniej ilość energii. Jej źródłem jest żywność oraz napoje. W wyniku trawienia i spalania składników organicznych tworzy się energia cieplna, nazwana wartością energetyczną (kalorycznością) produktu czy posiłku. Kalorie nie muszą kojarzyć się nam złowrogo.

Kalorie to inaczej wartość energetyczna wyrażana jest w kilokaloriach (kcal), najczęściej wyrażana w przeliczeniu na np. 100 g produktu. Tak jak kalorie są potrzebne do uruchomienia i napędzenia procesów życiowych, tak z kolei ich nadmiar może mieć niepożądane skutki – otyłość i choroby z nią związane. Dlatego należy nie tyle przeliczać każdy produkt na kalorie, ale zwracać uwagę na to, by trafiały do nas nie „puste” kalorie, ale te rzeczywiście potrzebne, pozwalające na nasz zdrowy rozruch.

„Ujemne kalorie” rzeczywiście istnieją

I choć może brzmi to wyjątkowo abstrakcyjnie, możemy do naszej diety włączyć produkty, które powodują ujemny bilans energetyczny podczas ich trawienia. Dokładnie chodzi o to, że nasz organizm na strawienie i przyswojenie składników z pokramu zużywa więcej energii niż one same dostarczają. Dla przykładu, jeden mały ogórek zawiera 14 kcal, więc aby go strawić nasz organizm potrzebuje 16 kcal, których deficyt organizm pobiera z własnych zapasów. Jeszcze bardziej spektakularnym przykładem warzywa wpływającego na uzyskanie minusowego bilansu energetycznego, jest seler. Aby strawić 100g selera (13kcal), organizm potrzebuje aż 95 kcal na godzinę. Czyli jesz i nie tyjesz, a wręcz gubisz po drodze nadmiar kalorii. Jest to bardzo kusząca perspektywa, o ile masz dość samozaparcia, by zjadać w większości wskazane produkty.

Gdzie szukać „ujemnych kalorii”?

Oczywiście najwięcej ich znajdziemy w owocach i warzywach, które w dużej mierze składają się z wody. Im więcej produkt ma wody, tym mniejszy ładunek energetyczny w sobie zawiera. Ujemnych kalorii dostarczysz sobie wraz ze spożyciem tych zielonych warzyw: szparagi, buraki, brokuły, jarmuż, kapusta, marchewka, kalafior, seler naciowy, papryka chili, kukurydza, sałaty, szpinak, zielona fasolka i groszek cukrowy, cebula, por, cukinia. Jeśli masz taką możliwość, jedz je najlepiej w stanie surowym lub gotowane na parze, by nie traciły wielu cennych substancji.

W owocach szukaj kalorii na minusie w  jabłkach, jagodach, arbuzie, melonie, żurawinie, malinach, mango, truskawkach, poziomkach, cytrusach, brzoskwiniach, śliwkach, ananasach. Owoce smakują pod różnymi postaciami, nie musisz jeść ich tylko surowych, postaw na wyciskane soki (warzywa także nadają się do tego znakomicie), koktajle i musy. Najlepszy czas na wprowadzenie tego typu działania to ciepłe miesiące w roku, gdy mamy po dostatkiem świeżych produktów, i nie musimy ograniczać się z ich różnorodnym wyborem.

Fot. iStock / PeopleImages

Fot. iStock / PeopleImages

Dwa tygodnie na diecie „ujemnokalorycznej” pozwalają zrzucić kilogramy

To co prawda zależy głównie od naszej silnej woli, ale utrata wagi dzięki ujemnemu bilansowi kalorycznemu, jest możliwa. „Ujemne kalorie” rzeczywiście wspomagają odchudzanie, ale nie spowodują utraty masy ciała przy totalnym barku ruchu. Podczas trwania  dwutygodniowej diety obowiązuje zasada spożywania warzyw i owoców o niskiej wartości kalorycznej, z dużą zawartością błonnika, wody oraz enzymów, które ułatwiają trawienie i spalanie tkanki tłuszczowej. Warto jeść schłodzone cząstki owoców, ponieważ zimne pokarmy wymagają większej ilości energii od organizmu, by ten mógł je ogrzać i strawić. Kiedy jemy dania gorące, nasz organizm wykorzystuje ich ciepło i wstrzymuje spalanie własnych kalorii, odwrotnie jest, gdy sięgamy po zimne pokarmy.

Dieta nie dla każdego

Z pozoru może się wydawać, że jest to idealny wręcz sposób żywienia. W końcu warzywa i owoce to samo zdrowie, jednak należy pamiętać, że organizm do prawidłowego funkcjonowania na co dzień potrzebuje także innych substancji, np. nienasycone kwasy tłuszczowe i białka, które są istotnym budulcem naszych ciał. Przeciwwskazaniem do podejmowania tego rodzaju diety jest również ciąża, regularny wysiłek fizyczny, problemy z układem pokarmowym oraz okres dojrzewania u nastolatków.


źródło: jadlospisy.plwww.poradnikzdrowie.plzdrowie.wp.pl


Zobacz także

4 sposoby na to, by poczuć się pewniej w swoim związku

Facemed+ – genialna seria kosmetyków, którą znajdziesz w drogerii

„Te baby to wstydu nie mają. Takie grube i się zdjęciami jeszcze z wakacji chwalą. Chyba lustra im w domu brak”