Lifestyle

A gdyby tak przez tydzień mówić, co naprawdę myślę i czuję? Obowiązkowe tematy (nie)wypowiedziane…

Michalina Grzesiak
Michalina Grzesiak
14 listopada 2016
Fot. iStock / akindo
 

Umówmy się. Nie potrafimy lekko mówić o uczuciach. Tym bardziej, kiedy są to złe przemyślenia i nie chwalą, a karcą.  Nierzadko spostrzeżenia bywają krzywdzące mimo braku zamiaru z naszej strony. Zbieramy stare przekonania i niewypowiedziane zdania budując w sobie mur nie do przejścia, który finalnie jest w stanie popsuć wszystkie relacje i nas samych. Od środka. A gdybyśmy przez jeden tydzień dostali zielone światło na mówienie tylko prawdy? Gdybyśmy przez ten cały czas zmuszeni byli odpowiadać na pytanie „co słychać” tylko tym, co na prawdę siedzi w głowie? Zastanawialiście się kiedyś, jakie konsekwencje zebrałaby taka postawa i co znalazłoby się na waszej liście tematów (nie)wypowiedzianych?

Gdybym mogła odpowiedzieć szczerze i nikogo tym nie urazić, odpisałabym, że nie idę, nie przyjdę, nie będzie mnie w piątek, nie będzie na święta. Bez szukania wymówek, że mam chorego kota, rozwolnienie albo, że kuzyn przyleciał z Chicago po raz pierwszy od dwudziestu lat i ja mu właśnie gotuje bigos. Gdybym mogła szczerze wygłosić swoje uczucia odebrałabym telefon i powiedziała „śpię i tak mi dobrze”, pierogi z kapustą zjem po świętach. Bawcie się kochani, ja chcę się dzisiaj poprzytulać do siebie, popatrzeć na dzieci i męża. Nie musieć chcieć robić, co każą. Nie czuć się ocenianą, kiedy odbiegam od potrzeb ogółu. Nie skrzywdzić tym matki, ciotki, które na moją obecność tak mocno się nastawiły…

„Jak się masz?” często zasługiwałoby na „źle”, ale obawiałabym się strzałów kolejnych pytań jak z karabinu. „Co się stało?”, „znowu?” „skończ z tą depresja i zacznij żyć”. „Po co pytacie jak sami układacie odpowiedzi” – oddawałabym hurtowo wszystkim siewcom pozytywizmu znającym cudze życia lepiej. Tak się czuję i chociaż raz chciałabym to powiedzieć bez żadnych konsekwencji. Źle, do jasnej cholery, jest mi ku*ewsko źle. Ale jutro też jest dzień. Może się coś zmieni. Coś się zmieni na pewno, bo ja umiem o siebie walczyć i wy tam też.

Nareszcie cieszyłabym się na głos z własnych powodzeń i sukcesów, przestała się ukrywać. Gówno by mnie interesowało, czy ciężko wypracowany awans  w biurze i dom pod Warszawą zaboli koleżanki z roku, które nie doszły do niczego, chociaż może i się starały. Przestałabym gryźć się w język za każdym razem, kiedy pytają „co u ciebie”, a ja znając pogardliwe reakcje, zamiast chwalić się kolejnym sukcesem, odpowiadam zdawkowo „po staremu”. Przecież tak nie wolno, ludzie! Wasze szczęście też powinno się liczyć. Zacznijcie głośno cieszyć się z siebie.

Przypadkom, których z jakiegoś powodu nie lubię, ale podziwiam za talent lub osiągnięcia powiedziałabym wprost. Jesteś wyrafinowany i jedziesz po trupach kochanieńki, ale nie mogę oderwać wzroku od twoich fotografii, a do snu czytam, co napiszesz w sieci. Robisz to dobrze mimo, iż szczerze nie lubię twojej gęby. Mamy prawo do niekochania. Serio. Równie duże do doceniania oczywistego nawet, jeżeli gryzie się to z naszym powierzchownym, pierwszym wrażeniem. Potraficie się przyznać do takich ukrytych westchnień? Powiedzielibyście to głośno, gdyby z urzędu rozwiązano wam języki?

Na hasło „udało ci się to” odpowiedziałabym nareszcie i bez wahania „tak, wiem”. Na „jesteś cudowna”  – „dziękuję, też tak myślę”. Zamiast pieścić się bez sensu, że „no co ty”, żeby czasem nie wyjść na Narcyza i nie zostać zamkniętą w szufladzie z napisem „zarozumiała suka”. Głośno obroniłabym własnej wartości. Zaczęłabym nazywać rzeczy po imieniu, odczepiłabym się od maski nieudacznika, któremu coś przez przypadek w życiu wyszło. Przestałabym zamykać usta tylko po to, żeby zadowolić ludzi wokół i nie spotęgować cudzych smutków.

Mówiłabym: „lubię cię” bardzo często bez wstydu, że z drugiej strony nie usłyszę tego samego.

Mówiłabym: „nie lubię cię” bez lęku, że odbiję się od „ja ciebie też nie”, które mnie zaboli.

Gdybym usłyszała „jak się masz” od jednego pana, co za plecami najchętniej wbiłby nóż między łopatki, powiedziałabym wprost, żeby spie***lał. Jak mi się marzy właśnie taka odpowiedź bez podawania przyczyn. Ja nie jestem głupia. Ludzie nie są głupi. Bywają może mniej lub bardziej spostrzegawczy. Czasami są po prostu taktowni i nie chcą mieszać patykiem w wielkim mrowisku. Gdybym jednak mogła odpowiedzieć starałabym się stanąć z nim twarzą w twarz, żeby w oczach moich widział co wiem. A potem przyglądałabym się zażenowaniu, w które by się ubrał z obrzydliwą satysfakcją. Nie ma nic gorszego od fałszu. Nie ma.

Powiedziałabym osobie, którą uważam za bliską, że jest mi bliska. Zrobiłabym wszystko, żeby doprowadzić nareszcie do takiego wyznania. Kształt dzisiejszego świata skutecznie blokuje przed szczerością. Jakby nazwanie kogoś przyjacielem miało obowiązkowo popsuć te relacje. Chciałabym, żeby wiedziała, że mimo sporów i wzajemnych irytacji nadal stawiam ją bardzo wysoko na podium ważności. Gdybym miała szczerze powiedzieć „jak się mam” zapewne odpowiedziałabym, że tęsknię, bo nie widziałyśmy się tyle czasu… Może nareszcie przestałybyśmy trwać przy sobie intuicyjnie.

Gdyby zapytał mnie rząd, jako prawego obywatela, co czuję i jak się mam po dobrej zmianie, powiedziałabym, że dzień w dzień otwartą dłonią zakrywam sobie twarz ze wstydu. Że nie jestem zadowolona jak im się wydaje ze wszystkich „darów”. Że 500+ pobieram, a chwilę później nakleja mi się łatę pazernej, że w ogóle wzięłam. Psychoza w czystej postaci. Że nie mogę patrzeć na te opasłe mordy śmiejące się jawie w telewizorach do mnie i do tysiąca innych bezsilnych ludzi. Że dzisiaj szkoły są takie, jutro inne, bo kaprys. Że najpierw każe mi się rodzić dzieci z gwałtu, zmusza wyjść w strugach deszczu na ulicę, żeby potem na jednym wdechu oznajmić, że się jednak tak wcale nie myślało i oni to wszystko cofają.

Powiedziałabym im tam w garsonkach i krawatach drogich, żeby przestali robić ze mnie idiotkę, a wszystkie swoje chore ambicje skończyli załatwiać majtającym przed nosem rulonem banknotów zielonych i niebieskich. Gdyby tylko zapytali to ja bym oznajmiła, że cofa mi się na ich widok i serce się rozpada, kiedy myślę o wszystkich skrzywdzonych ludziach. Wykorzystują ich tylko po to, żeby stanąć bliżej koryta. Świnie. Tak bym ich nazwała.

Powiedziałabym mężczyźnie, którego kocham, żeby nie odchodził, bo jednak nie miałam racji…

Matce, że jak ją kocham, tak mnie wykończy nerwowo…

A później odwróciłabym się na pięcie zliczyć ludzi, którzy obok mnie zostali. Przekalkulowałabym zyski i straty. Nie wiem, czy palce jednej ręki to nie za dużo na tych, którzy potencjalnie wytrwają. Zastanawiam się czy moc mówienia prawdy wyrządziłaby więcej dobrego czy złego. Czy szczerość, o którą tak walczymy na każdym kroku daje nam szczęście. Ile warta jest moja skromna drużyna postawiona obok tabunów oszustów. Macie odpowiedź? Chcecie spróbować? Czy od jutra siejemy tylko prawdę?


Lifestyle

Przysięgłam sobie, że nigdy nie pozwolę ci się poddać. Bo dopóki ty walczysz, wierzę, że ja też mogę

Listy do redakcji
Listy do redakcji
14 listopada 2016
Fot. iStock / wherelifeishidden
 

Kochana…

Kilka dni temu były twoje urodziny. To już 17-ste z kolei, które obchodzisz z Tym. Mówię Tym, bo To odmieniło twoje życie raz na zawsze i choćbym bardzo chciała, nigdy już nie będzie odwrotu. Mówię Tym, bo wiem, że sama lubisz to tak nazywać. Ciągle powtarzasz – ja z Tym żyję, ja z Tym jem, ja z tym się pieprzę…

Przepraszam, że tym razem nie mogło mnie tam być… bo przecież zawsze jestem. Byłam wtedy, gdy się o Tym dowiedziałaś. Byłam kiedy budziłaś się w nocy i mówiłaś, że boisz się umrzeć. Byłam, gdy razem z Nim mówiliście sobie, że będziecie razem „póki śmierć was nie rozłączy”. I wtedy, gdy ten dupek przed sądem głośno mówił o tym, że dłużej nie potrafi tak żyć. Że chciałby, aby ktokolwiek choć raz przeżył z tobą jeden dzień i zobaczył, jak ciężko żyje się z chorą osobą. Przeżyłyśmy razem nie jeden i uwierz mi, że każdy z nich jest dla mnie na wagę złota.

Najchętniej skopałabym mu tyłek. Bo po co się oświadczał? Przecież wiedział, na co się pisze. Był z tobą od samego początku. Chyba nigdy nie zrozumiem, jak po tym wszystkim nadal możesz go kochać. Bo kochasz. Wiem to. Słyszę, w każdej wzmiance, jaka pada na jego temat z twoich ust. Gdyby tylko wiedział. Co się z tobą wtedy działo… Co ta choroba z tobą wtedy zrobiła. Ona i on. Razem. Byłam przerażona, gdy zaraz po rozwodzie usiadłaś na wózku, bo twoje ciało nie miało dłużej siły by stać. Jak każda czynność, którą wykonywałaś dzień wcześniej, chwilę później staje się dla ciebie dużym wyzwaniem. I tak codziennie. Jakby życie zamiast dawać, zaczęło ci nagle wszystko odbierać…

Byłam na ciebie wtedy zła. Co ja mówię. Byłam po prostu wściekła. Wściekła, bo myślałam wtedy, że się poddałaś. Że myślałaś, że nie masz już po co żyć. Ale chcę żebyś wiedziała, że masz. Dla mnie. Dla nas. Dla siebie. Przysięgłam sobie wtedy, że nigdy nie pozwolę ci się poddać. Bo dopóki ty walczysz, wierzę, że ja też mogę. Ze wszystkim. Z całym światem.

Wiem, że nasza relacja nie zawsze była łatwa. Bo w końcu 7 lat różnicy robi swoje. Kiedy ty stawałaś się kobietą, ja byłam jeszcze dzieckiem. Dzieckiem, które niewiele z tego rozumiało. Z ogromnego buntu 17-nastoletniej dziewczyny, która nagle dowiedziała się, że nie wie, jak długo jeszcze będzie mogła normalnie żyć, normalnie chodzić, normalnie oddychać. Jedyne co pamiętam to to, że ciągle chciało ci się krzyczeć. Na rodziców, na mnie, na niego. Nie raz oberwało mi się wtedy za to, że byłam po prostu dzieckiem. Dziś to rozumiem i nie mam do ciebie o to żalu. Nie wiem, jak sama zachowałabym się na twoim miejscu.

Z tego całego chaosu w głowie utkwiły mi dwa dobre wspomnienia. To pierwsze przywołuje we mnie mieszane uczucia. Siedziałyśmy w salonie, a ty suszyłaś mi włosy. Miałyśmy przy tym spory ubaw, bo starym sposobem naszej mamy wpuszczałaś co chwilę trochę ciepłego powietrza za mój kołnierzyk. Dziś rolę się odwróciły i to ja suszę ci włosy, bo tobie pewnie zajęłoby to wieczność. Zabawne, jak w życiu wszystko się zmienia…

Drugie, gdy odebrałaś mnie z muzyki po swojej szkole. Jak zwykle czerwona ze złości, mówiłaś żebym się pospieszyła, bo się spóźnimy, a potem czekałyśmy oczywiście na przystanku. Była zima. Przytuliłam się do ciebie i zaczęłam coś nucić i obie zaczęłyśmy tańczyć. Pamiętam jak na twojej twarzy na chwilę zawitał uśmiech. Coś czego nie widziałam wówczas od dawna. Chciałabym zawsze móc dawać ci powód do uśmiechu.

Co dzisiaj nie jest w zasadzie takie trudne. Bo sama jesteś jednym wielkim uśmiechem. Wiem, że gdy znowu zadzwonię i spytam co u ciebie, jak zwykle odpowiesz, że wszystko dobrze i jak zwykle zaczniesz się śmiać. Nawet jeśli akurat siedzisz w szpitalu i chwilę wcześniej zemdlałaś z bólu idąc do toalety. Nie znam drugiej tak dzielnej kobiety jak ty.

Dlatego jeśli kiedyś będę miała dzieci, to chciałabym, abyś traktowała je jak swoje. Jak te, które zawsze chciałaś mieć, a które przez To nie możesz. Chciałabym, aby nauczyły się od ciebie wdzięczności. Za każdy nowy dzień. Bo każdy nowy dzień jest powodem do radości. Każda chwila, którą spędzamy razem. Każde słowo…

Ja też jestem wdzięczna. Za to, że cię mam. I choć pewnie myślisz, że niczego w życiu nie udało ci się zrobić dobrze od początku do końca, to wiedz, że jedna rola wyszła ci świetnie. Jesteś najlepszą starszą siostrą jaką przyszło mi mieć. I dlatego nigdy nie pozwolę ci się poddać.

Nawet temu cholernemu SM.


Lifestyle

Masz obok siebie prawdziwych przyjaciół? Czym właściwie jest ta cała przyjaźń?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
14 listopada 2016
Fot. iStock/MilosStankovic

Jak wyglądałoby nasze życie bez przyjaciół? Potraficie je sobie wyobrazić? Bez ludzi, na których możemy polegać, którzy nas wspierają i rozumieją, i akceptują takimi, jakimi jesteśmy. Ale też nie szczędzą słów krytyki i nie owijają w bawełnę, kiedy widzą, że potrzeba nam wylać kubeł zimnej wody na głowę.

Kim jest prawdziwy przyjaciel? Jaki jest? Jak często zadajemy sobie pytanie – czy aby na pewno to przyjaźń, czy jest pozbawiona interesowności, fałszu i kłamstwa?

Przyjaciele słuchają siebie nawzajem

Są uważni i empatyczni. Nie oceniają, nie wydają opinii i nie próbują przeforsować swoich poglądów. Czasami mówią: „Nie mam nic mądrego do powiedzenia”, a ty jesteś im za to wdzięczna, bo to, że mogłaś się wygadać, już jest ogromnym wsparciem. Wiesz, że możesz zwierzyć się ze swoich najgłębiej chowanych uczuć i myśli, a przyjaciel cię nie oceni. Nie odwróci się do ciebie plecami. Spróbuje ciebie zrozumieć.

Przyjaciele są bezinteresowni

Nigdy nie usłyszysz: „Ja tobie pomogłem, teraz liczę na rewanż”. Nie, przyjaciel nie postawi cię nigdy w takiej sytuacji, nie będzie oczekiwał, że dla niego wywrócisz swoje życie do góry nogami. Jeśli pomaga – robi to z czystego serca, bez kalkulowania, czy mu się to opłaci. Po prostu – chce pomóc i to jest dla niego jak najbardziej naturalne.

Przyjaciele są szczerzy

Nie korygują się mówiąc to, co chcesz usłyszeć. Wręcz przeciwnie, to oni potrafią powiedzieć kilka słów prawdy, które nie zawsze muszą być miłe dla ciebie. Ty jednak wiesz, że mówią tego tobie, by cię zranić, umniejszyć twoją wartość. Ta krytyka jest zawsze konstruktywna i ty tak ją właśnie odbierasz, bo wiesz, że pada ona z ust przyjaciela, który nigdy nie chciałby dla ciebie źle.

Przyjaciele rozśmieszają cię

To w och towarzystwie najwięcej się uśmiechasz, płaczesz ze śmiechu. Wspólnie spędzony czas to często świetna zabawa. Przecież obecność przyjaciela to nie tylko poważne rozmowy i analizowanie rzeczywistości. Tak naprawdę najczęściej z przyjaciółmi spędzamy na zabawie wolny czas, nie mamy z nimi jedynie kontaktu, gdy nam lub im bywa źle. Wręcz przeciwnie.

Przyjaciele nie zawodzą

To jest chyba najcenniejsza wartość. Wiesz, że będą cię wspierać w trudnych dla ciebie chwilach, że rozumieją, gdy coś jest dla ciebie ogromnie ważne i nie opuszczą cię w tym momencie. Obojętnie, czy miałaby to być chwila radości i euforii, czy głębokiego smutku. Na nich możesz liczyć – zawsze, w każdej sytuacji. Od nich otrzymasz wsparcie, kopniaka w tyłek, czułość i wyrozumiałość.

Przyjaciele nie rywalizują

Nie rywalizują między sobą o sympatię, uwagę, czy wspólnie spędzony czas. Przyjaciele to grupa ludzi, która działa wspólnie, jak dobrze dobrany zespół, bez żali i pretensji o to, że może ktoś bardziej, albo bliżej z kimś jest. Wśród przyjaciół brak zawiści i zazdrości. Nikt nawet nie myśli o takich rzeczach.

Przyjaciele nie zgadzają się we wszystkim

Pochodzimy z różnych środowisk, nasze światopoglądy w pewnych kwestiach z pewnością się różnią. Ale szanujemy zdanie i opinię przyjaciela. Dyskutujemy, przedstawiamy swoje racje, ale szanując siebie nawzajem. Możemy się nie zgadzać, możemy nie rozumieć, ale przyjaciel akceptuje odmienność poglądów drugiej osoby.

Ja mam swoją krótką definicję przyjaciela: to ktoś, do kogo mogę zadzwonić choćby o drugiej w nocy i wiem, że mogę na niego liczyć. To ktoś, komu ufam, kto wiem, że nie zrobi mi świadomie krzywdy. To ktoś, kogo słucham i kto słucha mnie. To w końcu ktoś, kto nie powie: „nie teraz”, „nie chcę”, „mam inne plany” – wiedząc, że go potrzebuję w najważniejszych momentach mojego życia.

A wy? Macie takich przyjaciół?


Zobacz także

Alimentacyjny absurd goni absurd, a rząd myśli, że dokonuje przełomu. Śmiech na sali, proszę Państwa

Alimentacyjny absurd goni absurd, a rząd myśli, że dokonuje przełomu. Śmiech na sali, proszę Państwa

Chcesz być piękna, musisz cierpieć. Ale niekoniecznie cały czas. 7 rzeczy, których powinnaś pozbyć się ze swojej szafy

Co twój ulubiony kolor mówi tak naprawdę o tobie