Lifestyle

9 sposobów na lepszy sen

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
16 sierpnia 2016
9 sposobów na lepszy sen
fot. iStock/Geber86
 

Niby noc to czas pracy geniuszów, a sen jest dla słabych. Nie oszukujmy się, przy normalnym trybie pracy sen jest niezbędny. Jego za mała ilość może popsuć nam dzień jeszcze zanim ten na dobre się rozpocznie. Powody bezsenności mogą być różne, od tych medycznych po codzienne problemy i nadmiar stresu. Jak sobie z tym radzić? Oto dziewięć porad, które sprawią, że będziesz mogła spać spokojnie!

1. Wietrzenie 

Najlepsza temperatura do spania to 17-19 stopni Celsjusza. Oczywiście to tylko ogólnie przyjęta temperatura, która dla każdego będzie inna. Przypomnij sobie wszystkie upalne noce, w które nie potrafiłaś zasnąć lub budziłaś się zlana potem. To tylko dowód na to, że wszystko czego nam trzeba to niska temperatura. Dlatego też przed położeniem się do łóżka urządź gruntowne wietrzenie w sypialni, zostawiając okno otwarte według swojego uznania. Naprawdę pomaga!

2. Zasypiaj przy łagodnych dźwiękach 

Nie wiem jak wy, ale gdy przychodzi mi spać przy zupełnej ciszy na wsi czy w bardzo spokojnej miejskiej okolicy, zupełnie nie potrafię spokojnie zasnąć. Myślałam, że to wina wychowania w mieście, gdzie dźwięki nie ustają nawet w nocy. Okazuje się jednak, że to zupełnie normalne. Człowiek nie jest przystosowany do zasypiania w odosobnieniu. Jako istoty społeczne, wolimy zasypiać wśród ludzi bądź też przy dźwiękach. I wcale nie chodzi tu o bębny i koncert hard rockowy tuż za oknem. Łagodna muzyka, szum morza czy audiobook będą idealne! Co więcej, powstały nawet aplikacje, które wytwarzają przyjemne dla ucha szumy. Może warto spróbować?

3. Leżysz dłużej niż 20 minut? Wstań!

Nie ma nic bardziej denerwującego od przewracania się z boku na bok. Zna to chyba każdy, a i tak ciągle uparcie leżymy i czekamy, aż sen spłynie na nas jak łaska z nieba. No i pewnie jest to całkiem logiczne, ale logiczniejsze powinno być wstanie z łóżka i zrobienie czegoś mniej lub bardziej produktywnego. Pułapka? A i owszem! Nie możesz doprowadzić do zbytniego rozbudzenia się. Dlatego praca odpada. Lepiej poczytaj książkę, zobacz kolejny odcinek ulubionego serialu, szydełkuj, posłuchaj muzyki… Zrób coś, co zawsze wprawia cię w błogi stan relaksu.

4. Rutyna 

Tak jak dzieci, tak i my potrzebujemy codziennej rutyny dotyczącej snu. Jasne, to wcale nie jest takie proste. W końcu codziennie nasz grafik wygląda inaczej, mamy plany, imprezy, a w weekendy odsypiamy. Na początek postaraj się budzić o tej samej porze. Niezależnie od godziny, w której położysz się do łóżka. Pierwsze kilka dni może być ciężkie, ale kiedy przyzwyczaisz swój organizm do nowych godzin snu, będzie ci łatwiej zasypiać. Ba, organizm sam będzie się domagał łóżka i poduszki!

5. Wieczorna porcja tlenu

Najlepiej śpi się po wieczornym wysiłku. Nieważne czy będzie to siłownia, seks czy spacer – poświęć godzinę na dotlenienie swojego organizmu. Może to brzmieć banalnie, ale czy będąc zmęczoną nie śpi ci się po prostu lepiej? Nie wspominając o tym, że wystarczy przyłożyć głowę do poduszki i po chwili odpływasz do świata marzeń. Wniosek? Przed planowanym pójściem spać, zmuś się do wysiłku. Z większą lub mniejszą przyjemnością, ale na pewno podziękujesz sobie, gdy obudzisz się wyspana!

9 sposobów na lepszy sen

fot. iStock/BraunS

6. Zapach, który relaksuje 

Ostatnio bardzo popularne stały się odświeżacze do powietrza ze specjalnym przeznaczeniem do sypialni. Pomyślałam, że to totalna ściema i na pewno kolejny chwyt marketingowy. Kilka dni po zderzeniu się z odświeżaczami, pojawiła się kolejna intrygująca reklama – tym razem olejków dla małych dzieci, którymi mamy mają smarować dzieciom ubranka. Dzieciaczki mają zasypiać bez żadnego problemu, bo w składzie jest… lawenda! To właśnie składnik, który łączył odświeżacz z olejkiem. Nieważne w jakim produkcie wykorzystasz to fioletowe cudo, naprawdę może zdziałać cuda. Delikatny zapach lawendy wpływa na nas kojąco i daje poczucie bezpieczeństwa.

7. Coś ciepłego 

Chyba każda z nas próbowała ciepłego mleka przed snem. Z miodem, bez laktozy, migdałowe… Nasze babcie miały rację, ale równie dobrze mleko możesz zastąpić gorącą czekoladą lub herbatą, która nie pobudza. Cała magia tkwi w cieple, które przeszywa nasze ciało.

8. Telefon, telewizor – do wyłączenia!

Nie ma w tym nic odkrywczego. Kiedy coś ciągle nas rozprasza, trudniej nam zasnąć. Szczególnie jeśli w pierwszej fazie snu obudzi cię dzwonek, który w sumie całkiem lubiłaś. Okazuje się, że nasz organizm może mieć problem z wytworzeniem odpowiedniej ilości melatoniny, która jest odpowiedzialna za zdrowy sen. Dlatego zamiast włączonego telewizora, kiedy nie potrafisz zasnąć, lepiej postaw na wcześniej wspomniane dźwięki i muzykę.

9. Wynagradzaj sobie braki snu 

Braki snu mogą poważnie wpływać na nasze codzienne życie. Dlatego też po kilku nieprzespanych nocach powinnaś zorganizować sobie dzień totalnego lenistwa. Oglądać seriale, czytać książki, ale przede wszystkim… spać! Odpoczynek naprawdę jest potrzebny każdemu z nas. I pamiętaj, sen jest najważniejszy i działa lepiej niż niejedno SPA!


źródło: LifeHack.org


Lifestyle

Miłość wymaga poświęceń? Nie jesteś przyzwyczajony do tego, żeby być na „drugim miejscu”

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
16 sierpnia 2016
Miłość wymaga poświęceń? Nie jesteś przyzwyczajony do tego, żeby być na „drugim miejscu”
Fot. iStock / sdominick
 

Nie napiszę do ciebie „najdroższy”, ani „jedyny”, choć wiem, że tego byś teraz chciał. To prawda, na początku po prostu przesłoniłeś mi cały świat. Przestałam widzieć innych wokół, liczyłeś się tylko ty, twoje potrzeby, twoje odczucia, twoje sprawy, twoje smutki, twoje radości.  No, oczywiście – taka jest miłość – myślałam. To naturalne, że chcę dać ci wszystko, że biegnę do ciebie, że jesteś każdą myślą. To naturalne, że i ty chcesz być tym jedynym, najważniejszym. I tak jakoś ,. Do dziś nie wiem jak to się stało.

Długo zajęło mi, zanim zrozumiałam, że ty po prostu musisz być zawsze „numerem jeden”. Że to wcale nie chodziło o mnie, ale o ten stan bezkrytycznego uwielbienia, to ciepło, które ci stwarzałam, żebyś mógł się w nim ogrzewać i upewniać o swojej wyjątkowości. I jeszcze, żeby wszystko było dla ciebie, bo mi miało przecież wystarczyć to, że jesteś, że mówisz, że kochasz i jestem tylko twoja. Że mamy wspólne wieczory i poranki, kota, dwa identyczne kubki, w których pijemy tak samo osłodzone latte. Tylko ty i nikt poza tobą. Zabrałeś mi wszystkie najbliższe osoby, wiesz? Nie, właściwie to nie jest prawda. Sama z nich zrezygnowałam. Dla ciebie.

Etap pierwszy – eliminacja: Albo ona albo ty

Wstydzę się. Nie szkodzi, że ona mi wybaczyła, nie przestanę się wstydzić. Byłam zrozpaczona kiedy kazałeś mi wybierać: moja przyjaciółka, albo ty. Jasne, musiałeś pokazać, kto tu rządzi, czyj to teren. Nie spodobała ci się, bo rozgryzła cię od razu. Przejrzała cię i stała się zagrożeniem, próbując otworzyć mi oczy. – Nie widzisz, że on kocha tylko siebie? To kompletny maminsynek, dupek wychowany w poczuciu, że wszystko mu się należy, że wszystko jest dla niego.  Broniłam cię, przekonywałam ją, że przecież tak o mnie dbasz. A ciebie, że ona jest dla mnie ważna. To był błąd. No i jeszcze, tyle mnie z nią łączyło – całe licealne i studenckie lata. Wiedziała o mnie wszystko, znała mojego pierwszego chłopaka, była obok, gdy odchodziła moja mama. Niebezpiecznie bliska. A ty nie znosisz konkurencji.

– Ona nie ma wstępu do naszego domu – oznajmiłeś mi, kiedy zamieszkaliśmy razem. Na początku spotykałam się z nią w kawiarni, po pracy, zanim wróciłeś do domu. Wymyślałam preteksty, dla których nie możemy wyjść gdzieś wszyscy razem. Wstydziłam się twojego zachowania, ale nie umiałam tego przerwać, powiedzieć: „STOP”. A potem po prostu przestałam odbierać od niej telefony, czytać SMS-y. Miałeś mnie tylko dla siebie

Etap drugi – separacja: Albo on albo ty

Kiedy mój tata złamał rękę, chciałam z nim na chwilę zamieszkać. Odkąd cię poznałam, oddalałam się od niego. Denerwowało cię, jeśli za długo rozmawiałam z nim przez telefon, więc dzwoniłam z pracy. Albo wcale. Nie potrafię tego wytłumaczyć. Wiedziałeś, że on mnie potrzebuje, ale postawiłeś ultimatum: jeśli się do niego przeniosę, z nami koniec. Uległam po raz drugi. Nie mogłeś znieść tego, że „oddaje komuś czas należny tobie”. – Teraz jesteś ze mną  – mówiłeś – bierzemy ślub, to wobec mnie masz obowiązki. Twój tata sobie poradzi. A potem jechałeś do niego ze mną i ściskałeś jego dłoń. Jak gdyby nigdy nic.

Nie umiałeś dzielić się miłością, troską. Nie rozumiałeś różnicy między tymi dwiema miłościami. Nie pozwalałeś się oddalić, ani na chwilę. Argument, że to mój ojciec, że jestem mu potrzebna zbijałeś zawsze w ten sam sposób: To ja cię potrzebuję, mam teraz trudny okres w pracy. To mną powinnaś się zająć.

Więc znowu wymykałam się po kryjomu, ale to przekładało się na jakość moich spotkań z tatą. Zamiast skupić się na nim, myślami byłam w domu, planowałam co powiem, gdy zapytasz o mojego ojca. Wyczuwał to, ale odczytał po swojemu: na pewno męczy mnie zajmowanie się starym, chorym człowiekiem. Dlaczego nie umiałam po prostu powiedzieć ci „dość”?

Etap trzeci – osaczanie: Albo ja albo ty

Wzięliśmy ślub. – W małżeństwie obowiązują zasady – mówiłeś mi. – Dla żony najważniejszy jest mąż. A twoja mama powtarzała: jak to wspaniale, że mój syn znalazł kogoś kto się nim tak wspaniale opiekuje.

Ona nigdy nie zrozumie.

Byłam pewna, że w małżeństwie jest właśnie tak, ja mówisz. Kolacje, niespodzianki, wypady za miasto miały chyba uśpić moją czujność.  Byłam w siódmym niebie, kiedy i ty „coś” mi zacząłeś dawać od siebie. Ale przecież sama cię rozpieszczałam. Sama utrzymywałam ten stan naszej relacji. – Masz natychmiast rzucić to co robisz i zająć się tym – zdarzało ci się mówić do mnie przez telefon. „Zdarzało się” zdecydowanie zbyt często. „W tej chwili znajdź mi koszulę w kratę”. „ Nie pisz już raportu dla koleżanki z pracy, chcę teraz obejrzeć z tobą nasz serial”. „ Musisz w tym momencie usiąść ze mną do kolacji” „Acha, jak to teraz ci trudno to sprawdzić? To ja nie mogę na ciebie w ogóle liczyć!”.

I ja, taka feministka, świadoma swoich praw i udostępniająca na swoim profilu artykuły o toksycznych związkach – rzucałam wszystko i szukałam tej koszuli i kuliłam się w sobie, że jej nie ma. Miałeś to, o czym marzyłeś: byłeś numerem jeden. I jeszcze te telefony od twoich rodziców: Jak on się czuje? Co mu dziś ugotowałaś? O, naprawdę, sam zrobił kolację? Szczęściara… Acha, jak to teraz ci trudno? To ja nie mogę na ciebie w ogóle liczyć!

Etap czwarty: dziecko

To mogłoby tak trwać i trwać, byłbyś szczęśliwy. Ale urodziła się nasza córka. Pozornie twoja duma i oczko w głowie. Ale tylko „na pokaz”. To ona mnie ocaliła. Nigdy nie zapomnę, kiedy krzyczałeś nad płaczącym niemowlęciem, że ty musisz się wyspać przed pójściem do pracy, jak zamykałeś mi drzwi, żebym nie mogła jej uspokoić, jak nosiłam ją nocami zamiast położyć się obok ciebie. Jak ja mogłam ci to zrobić i obdarować kogoś taką bezwarunkową miłością?

Nie zapomnę też, kiedy pierwszy raz powiedziałam: nie.

Wpadłeś w szał. Nie jesteś przyzwyczajony do tego, żeby być na „drugim miejscu”.  Dziecko? Dziecko nie może być „ważniejsze”. Więc nazwałeś mnie najgorszą żoną, byle kim. Straszyłeś, że zostanę sama, bo córka w końcu dorośnie, odejdzie, a nas – naszego związku –  już nie będzie. Dobrze – odpowiedziałam ci. Tak będzie dla mnie lepiej. Nie poradziłeś sobie z moją odmową. Wyszedłeś. Zdążyłam spakować kilka rzeczy, zabrać małą i odejść.

Nie umiesz dzielić się miłością, nie umiesz kochać. Potrzebujesz terapii, by stworzyć związek. Siedem długich lat zajęło mi przekonywanie siebie i odkrywanie, że wszystko jest inaczej niż mi mówiłeś. Że to nie jest miłość. Dlaczego tak długo? Nie wiem.

Zmieniłam się. Nie jestem już tak niepewna siebie, tak spragniona uwagi, nie szukam miłości. Z resztą, ciągle jeszcze Cię kocham, to pewnie chwilę potrwa, zanim przestanę. Może nawet dłuższą. Ale rozumiem, że nie umiem żyć tak, jak ty- obecnie – tego byś chciał. Że ani chwili dłużej nie wytrzymam już w tym chorym układzie. I że prawdopodobnie będę teraz twoim największym wrogiem. Odbudowuję stare przyjaźnie, dużo rozmawiam z ojcem. Jestem spokojna.

I jeśli dziś słyszę, że miłość wymaga poświęceń, to jedno przychodzi mi do głowy: żadna miłość nie jest warta poświęcenia samej siebie, ani relacji z bliskimi.


Lifestyle

Mówią, że przyjaźń miedzy kobietą a mężczyzną to fikcja…

Anika Zadylak
Anika Zadylak
16 sierpnia 2016
Mówią, że przyjaźń miedzy kobietą a mężczyzną to fikcja...
Fot. iStock / Petar Chernaev

Że to niemożliwe, że to się nie udaje, że prędzej czy później i tak się skończy. I to awanturą i zerwaniem kontaktów. Mówią, że to absolutnie nie ma prawa się udać, ponieważ tam gdzie istnieje różnica płci, zbyt silne jest jej oddziaływanie, by istniała sympatia bez podtekstów. A jednak często się udaje. I warto mieć przyjaciela faceta, bo damsko-męska przyjaźń to cudowny… poligon doświadczalny. Musimy tylko pamiętać, o kilku złotych zasadach.

Facet to facet

Facet to facet i ma co do przyjaźni, z goła inne oczekiwania. A w zasadzie, nie ma oczekiwań, bo nie podchodzi do wszystkiego tak emocjonalnie jak my. Musimy pamiętać, żeby się nie zagalopować i nie żądać, że będzie odbierał, nasze pięćdziesiąt telefonów dziennie z różnymi plotkami. Nie będzie też się udzielał, co do napięcia przedmiesiączkowego. Ewentualnie, skomentuje to jednym krótkim zdaniem – to weź tabletkę, albo napij się piwa. I nie ma co się oburzać. A ty  chciałabyś, żeby ci opowiadał o swoich problemach z oddawaniem moczu? Chętnie poprosi cię o pomoc w doborze marynarki, czy kupnie nowych spodni ale zapomnij o tym, że będzie z tobą biegał po galerii. I przymierzał trzydziestą piątą bluzkę, we wspólnej przymierzalni. Nie podyskutujecie też o kosmetykach, czy nowych trendach fryzjerskich. Niech ci nawet przez myśl nie przejdzie, że będzie wysłuchiwał twoich kilkugodzinnych wywodów, wysmarkiwanych w chusteczki. O tym jak to cię wystawiła koleżanka albo olał kolejny facet. On cie przytuli, naleje wina, pokiwa głową. I w końcu i tak wypali, że sorry ale wyolbrzymiasz. No i tu jest pies pogrzebany.

W przyjaźni z osobnikiem innej płci, nie wolno nam zapominać, o bardzo istotnej rzeczy. My kobiety lubimy (oj lubimy kochane, nie ma co ściemniać ) komplikować, reagować zbyt emocjonalnie i wyolbrzymiać niektóre sprawy. A oni, mają po prostu, męskie spojrzenie na rzeczywistość. Czytaj – unikają gmatwania, stosują proste cięcia i radykalne, szybkie rozwiązania. Po co nam więc, tak skrajnie różny przyjaciel, z którym nie można pogadać o podpaskach i apaszkach? A właśnie!  Zdaniem Jenny Ziegenbalg, niemieckiej uczonej i socjologa, autorki książki „Czy mężczyźni i kobiety mogą się przyjaźnić”, korzystają na takiej przyjaźni obie strony. Kobieta czuje, że ma wsparcie i korzysta z męskiego poglądu na świat, kiedy musi się zmagać z różnymi problemami. Wpływ męskiego przyjaciela doskonale tonuje damskie reakcje. Mężczyźni zyskują natomiast możliwość obcowania z żeńskim spojrzeniem, „zmiękczającym” świat, prezentującym inne wzorce zachowań niż rywalizacja lub konfrontacja. Mogą poznawać emocje otoczenia, przez co lepiej rozumieją własne i przechodzą znakomity trening empatii. I ja posiadaczka, takich przyjaźni, zgadzam się z panią socjolog, w całości.

A co z miłością?

Przyjaźń to bardzo głęboka relacja, polegająca głównie na bardzo dużym zaufaniu, wsparciu i zrozumieniu. I lojalności.  Ale nie mająca nic wspólnego, z tzw uczuciem. Jeśli więc zauważymy, że coś idzie nie w te stronę, polecam po prostu szczerą rozmowę. Lepsze to,  niż całkowita utrata relacji czy szeroko pojęty „kwas”, gdy rano budzicie się obok siebie nadzy. I najczęściej, jest już za późno. Na wszystko. Niezależnie od płci, to ma być przyjaciel. Ktoś kto wysłucha, pojedzie z tobą do lekarza, upije się z tobą do nieprzytomności i nie zrobi nic, wbrew twojej woli. Ktoś, kto powie ci szczerze co myśli, choć niekoniecznie muszą to być miłe słowa. Ktoś, kto ma dla ciebie cały ogrom uczciwości i zwykłej serdeczności, ale też opieprzy cię bez ceregieli, jeśli wywiniesz niefajny numer. Bo jeśli szukasz głębszych emocji, czy po prostu kochanka, to jest prosta rada. Zjedz kolacje z przyjacielem, a na całą resztę, umów się z innym facetem.

Faceci jako bliscy kumple, wcale nie są tacy źli. Ani bezduszni. Potrafią nie tylko zabrać na imprezę, i odstawić bezpiecznie do domu. Mają też,  w swoim mieszkaniu, osobny ciepły kocyk, tylko dla ciebie. I pijąc gorącą herbatę, oglądają razem z tobą Kogel-Mogel (Bartek).

Albo gdy przynosisz mu laptop do naprawy, słyszysz po chwili, mega ciepłym głosem – Piękna jesteś i urocza, i uwielbiam cię aż boli ale słonko!  Ten sprzęt nie jest zepsuty. Po prostu używasz nie tego przycisku, żeby go włączyć (Witek) .

Lub odbierasz w środku nocy, a ze słuchawki, nieco niewyraźne – Ty dasz wiarę, że po tylu latach przyjaźni, dziś odkryłem, że masz rysy Cameron Diaz?! Bo oglądamy ” Jak urodzić i nie zwariować”. Że co? Nie, nie jestem w ciąży, skąd ci to do głowy przyszło?! Jak mi chciałaś wypomnieć, że przytyłem, to mogłaś inny powód znaleźć! (Marcin).

I mój mistrz, Stefan:
– Życie jest piękne, Anika. Idź, napisz coś, wspaniałe te teksty.
– Czyje, moje??
– Nie k*rwa, Miłosza.

Przyjaźnijcie się z facetami.  Oni serio potrafią być, najlepszą przyjaciółką 😉


Zobacz także

14 potężnych cech, które czynią cię idealnym przywódcą

Każdy ma ochotę na „chwileczkę zapomnienia”… Dajmy „chwili” – być „chwilą” i zajmijmy się tym co naprawdę istotne

Matka na balandze. Jak to dobrze wyrwać się w sobotni wieczór z kieratu