Lifestyle

7 cytatów o przyjaźni, do których czasem dobrze wrócić

Redakcja
Redakcja
24 września 2017
Prawdziwa przyjaźń
Fot. iStock/Archv
 

Przyjaciół cenimy ponad wszystko – tych prawdziwych oczywiście. Jednak raz na jakiś czas, zwiedzeni potrzebą wejścia w tę wyjątkową relację, padamy ofiarami przyjaciół na niby. I po każdym takim spotkaniu jeszcze lepiej wiemy, że nie ma na świecie większej wartości od szczerej przyjaźni.

Ta prawdziwa jest ponad naszymi słabościami.

7 cytatów o przyjaźni, do których czasem dobrze wrócić

cytaty-o-przyjazni (1)

cytaty-o-przyjazni (5)cytaty-o-przyjazni (2)cytaty-o-przyjazni (3)cytaty-o-przyjazni (6)cytaty-o-przyjazni (4)cytaty-o-przyjazni (7)


Lifestyle

Kuguarzyce, czyli „starsze panie” polują na… młodszych

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
24 września 2017
Fot. iStock / Eva-Katalin
 

Nie, nie ma w tym absolutnie nic złego ani niewłaściwego. Kto mógłby tak pomyśleć? Chyba tylko ten, kto nie przeżył miłości, namiętności, ten, kto nigdy nie pragnął kochać i być kochanym. Miłość, seks to życie. Kto nie kocha, kto się nie kocha, ten nie żyje. Dlaczego odmawiać komuś prawa do życia, jego pełnią, kiedy serce wciąż wyrywa się do czułości, bliskości?

Że różnica wieku? A kogo to tak naprawdę szokuje? Kiedy mężczyźni po 50-tce, a nawet starsi, wiążą się z kobietami młodszymi o kilka dekad, nikogo to nie dziwi. „Tak już jest, takie prawo natury”. Najwyżej oberwie się tej młodszej, że „poleciała na kasę”. Bo przecież to niemożliwe, żeby pociągał ją starszy, przystojny, ustabilizowany życiowo i materialnie facet, z rozsądnym podejściem do życia, prawda? Lepiej spotykać się z rozedrganym emocjonalnie rówieśnikiem, który w łóżku myśli jedynie o sobie, a właściwie to raczej o tym, by jak najszybciej zasnąć.

Jeśli kobieta po 50 – tce spotyka się z dużo młodszym (przynajmniej o dwadzieścia lat) mężczyzną, publiczny pręgierz jej nie ominie. Komentarze są różne, od ironicznych podśmiewajek („nie wyszalała się za młodu, to teraz bierze się za młodszych, he he”), po jasne instrukcje („idź się babo pomódl do kościoła, to ci głupoty z głowy wybije”).

Z resztą, nie ma co się przejmować tym, co kto sobie pomyśli. Bo tak skrycie i tak wszyscy zazdroszczą. Czego? Poczucia, że wszystko można. Że są sprawy i emocje ponadczasowe. I takie, które docenia się dopiero z wiekiem. Na przykład dobry seks.

Jola skończyła 55 lat, od 15 lat jest rozwódką. Sama wychowała syna, mąż zostawił ją dla swojej wspólniczki z pracy. Dużo młodszej wspólniczki, sprecyzujmy. Swoich partnerów poznaje głównie na wyjazdach i wcale o to nie trudno. Zazwyczaj zagadują ją sami, a ona decyduje, czy znajomość „zgłębić”, czy nie.

Najlepszą, taką, która trwa do dziś, nawiązała w pociągu relacji Kraków – Zakopane. Student z plecakiem, który jechał pochodzić po górach. Przegadali trzy godziny, na stacji podali sobie ręce. A potem spotkali się na jakimś szlaku. Wrócili z niego razem. Grzane wino, gwiazdy, seks w jej pokoju. Zaskakująco uważny, bo jemu zależało, żeby było dobrze, najlepiej. A rano wspólna kawa w dwóch kubkach. Dzwonią do siebie, czasem się spotykają. Żadnych zobowiązań, po prostu seks. Jola ma do niego słabość, więc trzyma go trochę na dystans. Niedobrze byłoby się teraz zakochać, bo wiadomo, na dłuższą metę, nic z tego nie będzie.

Syn Joli ma 20 lat i jest niewiele młodszy od mężczyzn, z którymi spotyka się jego mama. Czy o tych spotkaniach wie? Nie, mama trzyma go z daleka od „swoich spraw”. Raczej trudno byłoby mu to zaakceptować.  Jasne, chciałby, żeby „ułożyła sobie życie”. Tylko, że Jola sobie układać życia nie chce. Chce emocji, namiętności. Nie szuka niczego „na stałe”. Oczywiście, jeśli się zakocha, jeśli będzie pewna, to może, kiedyś… Emocjonalnie Jola stara się za bardzo nie angażować. Ale zdarzyło się, że jej partner (tak Jola mówi o mężczyznach, z którymi się spotka) zaangażował się za bardzo. Po dwóch miesiącach regularnego seksu przyniósł pierścionek zaręczynowy. Miał 24 lata. Jola stwierdziła, że to akurat tyle, by w miarę lekko znieść rozstanie i zerwała znajomość.

Raz, w klubie usłyszała, jak ktoś powiedział o niej: „starsza pani”. Najpierw zabolało („To naprawdę o mnie?”), a potem rozbawiło. I Jola poszła dalej tańczyć, wśród młodych. Nie wygląda na „starszą panią”. Nosi świetne dżinsy, markowe podkoszulki, a zmarszczki (wcale nie ma ich tak wiele) ukrywa pod grzywką. No i ma fantastyczną figurę, bo uprawia fitness.

Czy nie myśli, że mężczyźni, z którymi się spotyka „lecą” na jej pieniądze? Nawet jeśli tak, wcale jej to nie przeszkadza. Po to pracowała całe życie, żeby teraz z tego korzystać. Wcale nie czuje, że „kupuje sobie” zainteresowanie. Jest piękna, silna, pewna siebie. To działa na młodszych mężczyzn. I ona z tego korzysta. Poza tym nie robi dramatów, nie pili do ślubu, nie płacze facetom w mankiet. Jest „równą” partnerką do takiego niezobowiązującego „bycia razem”. Bycia i nie bycia – jak sama mówi.

Z Jolą na wakacje wyjeżdża czasem Ewa, która jest sama od 7 lat. Jej mąż umarł po ciężkiej chorobie. Seksu Ewa nie uprawiała przez 10 lat, a potem stwierdziła, że najwyższa pora pomyśleć o sobie. Nie ukrywa, że z młodszymi mężczyznami spotyka się dla fizycznej bliskości. Dla seksu, takiego, którego nigdy nie miała z mężem i takiego, na którego już nie stać jej rówieśników. Bo im się po prostu nie chce. Bo oni są już na to zbyt „wygodni”, mają inne potrzeby. Ona pragnie spontaniczności, oni ciepłych kapci. Różnica wieku? Jasne, że ją widać. No nie może inaczej być, kiedy skończyłaś 59 lat, a obok ciebie stoi trzydziestolatek. Ale Ewa twierdzi, że ma szczęście do ludzi. Spotyka tych, którzy widzą więcej, niż to, co na zewnątrz.

Przyjaciółki Joli i Ewy popierają ich związki. I mówią, że gdyby nie mąż, same chętnie rozejrzałyby się za kimś młodszym. A może brak im odwagi?


Lifestyle

Serek wiejski popijany piwem i niesamowity zapach kiełbasy. Droga do wegetarianizmu

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
24 września 2017
Fot. iStock/knape

Pieczony kurczak, domowy schabowy, karkówka w sosie, kiełbaska z grilla – już od samego czytania zapewne cieknie ci ślinka. To normalne. Większość z nas je mięso przez całe życie. Coraz więcej osób zaczyna jednak rozważać przejście na dietę wegetariańską. Jednym przychodzi to łatwo, inni przygotowują się do tak radykalnej zmiany latami. Chociaż głównym argumentem z reguły jest troska o dobro zwierząt, niektórzy wegetarianie kierują się czymś zupełnie innym.

Joanna nie je mięsa już od 8 lat. Zrezygnowała z niego, gdy mieszkała jeszcze w rodzinnym domu. Nie było to łatwe, nikt w jej domu nie był wegetarianinem i od dziecka była przyzwyczajona do mięs podawanych na różne sposoby. – Od zawsze uważałam na to, co jem, ze względu na to, że moja mama wiecznie się odchudzała. Na lodówce w domu była przyklejona piramida żywieniowa, a ja za przykładem mamy wymyślałam nowe diety, bo nigdy nie byłam zadowolona ze swojego ciała – szczególnie w momencie, kiedy zaczęłam nabierać kobiecych kształtów. Mięso nigdy nie było moim przysmakiem – raczej jadłam je z konieczności, bo – jak to wpaja się dzieciom – jeśli nie będzie się jadło mięsa, to nie będzie się rosło – wspomina.

Serek wiejski popijany piwem

Co ciekawe, nie planowała przerzucić się na dietę bezmięsną. Wiele osób latami się do tego przygotowuje, podejmuje różne próby, ogranicza się na różne sposoby. – Przestałam jeść mięso poniekąd pod wpływem mojej bliskiej koleżanki, z którą wyjechałam do pracy na wakacje nad morze. Musiałyśmy sobie same gotować, a że nie miałyśmy lodówki, ja nie miałam nawet szans na to, aby kupić mięso i je przechować. Dlatego uznałam, że będę się żywiła tak jak moja koleżanka. Po kilku tygodniach regularnych posiłków (5 razy dziennie) pozbawionych mięsa poczułam się doskonale. Waga spadła, poprawiła mi się cera, miałam więcej energii. O dziwo nie tęskniłam nawet za smakiem mięsa. Moja mama uważała, że jak wrócę do domu, a ona przygotuje mi moje ulubione gołąbki, na pewno zmienię zdanie. Jakie było jej zdziwienie, gdy wcale tak się nie stało – wspomina.

Głównym powodem nie było więc dobro zwierząt, choć jak sama mówi, szanuje osoby, które zrobiły to przede wszystkim z myślą o ich cierpieniu. Joanna uważa, że to decyzja każdego z nas i nie przekonuje innych, że powinni zmienić dietę. Jej mąż jest mięsożerny, a ona nie ma problemu z tym, by przygotować mu jego ulubione dania. Nauczyła się już gotować obiady, które modyfikuje tak, by każde z nich było zadowolone. W ich przypadku idealnie sprawdza się parowar. Mięso ląduje po prostu na innej półeczce.

Ten niesamowity zapach kiełbasy

Choć brzmi to wszystko bardzo zachęcająco, Joanna bez problemu jest w stanie przypomnieć sobie kilka momentów kryzysowych. – Na początku było mi jedynie trudno „nadążyć” za znajomymi. Gdy szliśmy na przykład na grilla, oni obkupywali się w mięsiwa, ja z kolei jeszcze wtedy nie wiedziałam, na co mogę je zamienić (wtedy rynek produktów sojowych itp. był dość ubogi). Dlatego zazwyczaj kończyłam z pojemniczkiem serka wiejskiego (hahaha), który zapijałam piwem. Tak jak wspomniałam, nie tęskniłam i nie tęsknię za smakiem mięsa. Uwielbiam za to zapach… kiełbasy! Kiedy przechodzę z mężem obok stoiska z mięsem i czuję zapach kiełbasy, specjalnie zwalniam prawie jak przed najlepszą perfumerią. Pamiętam też jeden moment kryzysowy, kiedy myślałam, że oszaleję i się złamię. Byliśmy w Budapeszcie w hali targowej, która obfitowała w niesamowite zapachy. Aromat grillowanego mięsa wypełniał cały ten budynek. Dostałam ślinotoku, a jak zobaczyłam te wszystkie pyszności, to prawie ze łzami w oczach powiedziałam do męża, że za moment rzucę się na to wszystko. Ale opanowałam jakoś ten „mięsny napad” – opowiada.

Takich pokus z pewnością czeka na nią wiele, chociaż przez 8 lat opanowała tak wiele, wegetariańskich przepisów, że jej diety nie można nazwać monotonną. Zdarza się, że ktoś w korpo-kuchni pyta ją, jak przygotowała obiad, który przyniosła do pracy. Niektórzy chcą też spróbować, bo na przykład nigdy nie jedli tofu czy kaszy pęczak.

Najedzona, a nie obciążona

Zdaniem Joanny, przejście na wegetarianizm powinno być przemyślane. Tu nie chodzi tylko o to, jak sobie poradzić z tęsknotą za mięsem. Najważniejsze to, jak się odżywiać, by nie ucierpiał na tym nasz organizm. – Pamiętam, że moja mama postawiła mi taki warunek: muszę przynajmniej raz w roku kontrolować swoje wyniki, robić badania. Chciała mieć po prostu pewność, że mój nowy styl życia nie wyniszcza przy okazji mojego organizmu. To było z jej strony bardzo mądre – opowiada.

Przede wszystkim należy pamiętać o roślinach strączkowych, które mają w sobie bardzo dużo białka. – Dla mnie podstawą są też pomidory i wszelkiego rodzaju kasze. Rezygnacja z mięsa musi być odpowiedzialna – nie możemy „zabiedzić” naszego organizmu, bo nasz wybór narobi nam więcej szkody niż pożytku. Nie możemy też katować naszych mięsożernych przyjaciół i z pogardą patrzeć w ich talerze. Trzeba się nawzajem szanować. Plusy to przede wszystkim przyspieszona przemiana materii. Po każdym posiłku czuję się najedzona, ale nie obciążona – zapewnia też, że wyniki badań ma wzorowe.

Świadoma decyzja

Najważniejsze, by być dobrze przygotowanym do zmiany diety. Większość z nas nie analizuje tego, co je, nie zastanawia się nad tym. Mamy pewne nawyki i przyzwyczajenia. Trzeba więc wypracować nowe, a to wymaga sporo pracy i cierpliwości. Jeśli chcesz odstawić mięso, zastanów się, czy ktoś wśród twoich znajomych jest wegetarianinem. Dzięki temu otrzymasz nie tylko wsparcie, ale także ogromną wiedzę na temat komponowania posiłków i gotowania. Pamiętaj też, by zmiany nie traktować jako kary. Pozytywne myślenie w oparciu o plusy sprawi, że łatwiej będzie ci wytrwać w swoim postanowieniu. I najważniejsze – przestań odwracać wzrok, gdy trafisz na materiał wideo, przedstawiający sceny z ubojni czy kurzych ferm. Nic działa tak dobrze, jak terapia szokowa.

 


Zobacz także

Co twoje selfie mówi o tobie? Zdradza o tobie więcej niż ci się wydaje

Zastanawiasz się czasem „jak ona to robi?”. Powiem ci – świetnie udaje

Jak wyćwiczyć mózg, by nie popaść w depresję