Lifestyle

5 błędów, które niszczą rodzinne relacje

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
26 sierpnia 2016
fot. iStock/monkeybusinessimages
 

Z rodziną ponoć najlepiej wychodzi się na zdjęciu. Ci bardziej złośliwi dodają, że najlepiej ustawić się na portrecie w środku, żeby tylko nie dało się nas wyciąć. Rodzinne relacje nie należą do najłatwiejszych. Pomimo wszystko, to właśnie tutaj powinniśmy znaleźć pierwsze i najważniejsze źródło miłości i akceptacji. W rodzinie tak jak wszędzie, pierwszym krokiem do rozwiązania problemu jest jego zrozumienie.

1. Plotki 

Plotki ploteczki; co u Kasi, co u Janeczki. I tak się życie toczy. Od jednej plotki do drugiej. Zazwyczaj pojawiają się w momencie, gdy coś komuś nie pasuje. Z jednej strony to wygadanie się, ale także wymaganie opowiedzenia się po czyjeś stronie w sporze. Bardzo często wśród najbliższych ludzi. Niby wiemy, że każdy taki problem trzeba rozwiązać za pomocą rozmowy. Zwłaszcza jeżeli w grę wchodzi rodzina, która ma być dla nas ostoją. To jednak wymaga dużo siły i samozaparcia. Czy byłby to szybszy sposób? Na pewno, ale prawda boli. Dlatego lepiej poszukać swojego sprzymierzeńca wśród rodziny i to jemu się wypłakać. Efektem może być totalny rozłam, bo przecież kiedy ktoś poprze cię w sporze, nie będzie jedocześnie mediatorem. Następnym razem, kiedy pokłócisz się z kuzynką nie rozmawiaj o tym z siostrą. Udaj się do samej zainteresowanej. Macie być dla siebie wsparciem. Konkurencji w dzisiejszym świecie już wystarczy.

2. Niezasłużona krytyka 

Niektóre słowa są jak ogień. Potrafią zniszczyć wszystko, co było dla nas ważne. Wypowiedziane w gniewie, bez większego myślenia. To broń ciężkiego kalibru, a skierowana w rodzinę może naprawdę zranić. A wystarczy naprawdę jedno niezbyt przemyślane zdanie. Monika, wcale nie dziewczyna ratownika, ale za to studentka medycyny, nigdy nie ukrywała, że ma żal do chrzestnej. „Zawsze byłam oczkiem w jej głowie. Podobało mi się to. Do momentu, w którym zaczęłam przyjaźnić się z chłopakami, którzy mieszkali kilkadziesiąt kilometrów ode mnie. Wolałam się trzymać z nimi. Jeździliśmy do siebie co miesiąc. Tworzyliśmy naprawdę fajną paczkę! Raz nie przyszłam do ciotki, kiedy mnie o to poprosiła. Od tygodni planowałam urodzinowy wypad całą grupą. Efekt? Usłyszałam, że jestem tanią s*ką, którą każdy może przelecieć. Nie wiem, czy kiedykolwiek jej to wybaczę.” 

Dlatego czasem zanim skrytykujesz lub postanowisz wyładować na kimś swoje emocje, pomyśl dwa razy. Nawet trzy.

3. Wtrącanie się w nie swoje sprawy 

Czasem tak po prostu łatwiej i wygodniej. Nie żyjesz swoim życiem, zajmujesz się cudzymi problemami i jest okej. Przynajmniej dla ciebie. Dla innych niekoniecznie. Największe zagrożenie? Będziesz chciała pomóc tam, gdzie tego nie trzeba. A przy okazji zniszczysz kilka rzeczy. Pewnie każda z nas znalazła w swojej pamięci jedno takie wydarzenie. Najpiękniejszym przykładem są rodzinne zjazdy. Siedzisz przy stole, a wszystkie ciotki jak czarownice na sabacie wyszukują ci męża w fusach lub pozostałościach po winie. Nie obchodzi je fakt, że masz już kogoś lub po prostu wolisz być sama. Jedna z moich przyjaciółek po takim zlocie dostała na Facebook’u wiadomość od naprawdę przystojnego faceta. Treść wiadomości: „Hej, twoja ciocia a moja szefowa dała mi do ciebie kontakt. Ponoć poszukujesz towarzystwa.” Dobrze myślicie. Nasze głowy wybuchły. Spotkała się z nim, ale okazało się, że koleś miał ochotę tylko na seks. Skończył z podbitym okiem, a ona od tego czasu utrzymuje, że jest w szczęśliwym związku. Dla własnego bezpieczeństwa.

4. Brak zrozumienia i przebaczenia 

Różnice pokoleniowe w oczywisty sposób mogą prowadzić do poróżnień. No bo babcia nigdy nie zrozumie szukania faceta w Internecie, a mama będzie miała problem z zaakceptowaniem faktu, że już nie chodzisz do kościoła co niedziela w białym sweterku. A to właśnie zrozumienie i przebaczenie są prawdziwym klejem, kropelką która skleja a żadna siła nie rozklei. Przeproszenie kogoś za coś nawet błahego, co zraniło jego uczucia jest sygnałem, że nam zależy, że przecież rodzina jest dla nas najważniejsza. Bo tak powinno być. Doskonale wiem, że to bardzo często model który odchodzi w zapomnienie. Najczęstszą przyczyną są rozwody, których starsze pokolenie nie potrafi zaakceptować. Nowy rozdział w życiu nie oznacza jednak, że ty i twoje dzieci, rodzice i krewni przestajecie być rodziną. Wręcz przeciwnie, to dopiero prawdziwy test zrozumienia.

5. Różnice? A po co?

Wszyscy oczekują, że wychowując się w tym samym domu, z tymi samymi rodzicami i w tym samych warunkach, rodzeństwo będzie dokładnie takie samo. Cóż, nawet najbardziej zgrane rodzeństwo, wyglądające jak dwie krople wody będzie się od siebie różniło. Ale czy to znaczy, że powinnyśmy przestać mieć do siebie szacunek? Przecież mamy prawo mieć swoje własne poglądy na politykę, religię, modę… To właśnie czyni nas niesamowitymi! Jako dorośli podejmujemy swoje własne decyzje, wychowujemy dzieci po swojemu, kończymy jedne związki żeby zacząć kolejne, może tym razem ostatnie. Rodzina nie powinna być tutaj po to, by oceniać, ale wspierać. Bo to wsparcie jest w chwilach wyboru najpotrzebniejsze.

źródło: LifeHack.org


Lifestyle

Jesteśmy po to, żeby oswoić śmierć i pozbawić tego, co w niej przeraża najbardziej. Samotności

Anika Zadylak
Anika Zadylak
26 sierpnia 2016
Fot. iStock/sdominick
 
 Jest takie miejsce, gdzie wszystko inne przestaje mieć znaczenie. Gdzie przejmującą ciszę, przerywa jedynie szloch i łzy pożegnania.  Gdzie nieuleczalnie chorzy, zasypiają ten ostatni raz. Mój ciężko chory syn powiedział o nim, że jest niesamowicie potrzebne – Bo ja mamo wiem, że odejdę przy tobie, że nie puścisz mojej dłoni. Ale są ludzie, którzy bardzo potrzebują tam trafić, żeby nie odchodzić w najstraszniejszy sposób. Czyli, nie umierać samemu. To miejsce, to Hospicjum, w którym każdego dnia, spotykasz śmierć. I paradoksalnie, uczysz  się prawdziwie żyć. I dzielić ból, z cierpiącym człowiekiem. 

– To nie jest jakaś misja, czy bohaterski wyczyn. Trafiłem tu z wolontariatu, kilka lat temu i zostałem.  I codziennie, coraz mocniej dociera do mnie, jak ważny jest spokój i obecność drugiego człowieka, w tych najgorszych, ostatnich chwilach. A nie każdy chory, ma  możliwość odejść , otoczony najlepszą opieką i miłością. Tak to prawda, tu się nie da tak na chłodno, bez emocji, uczuć. Poznajesz tych ludzi, rozmawiasz z nimi, czytasz im książki, podajesz szklankę z wodą. I mówisz, żeby się nie bali, gdy ich serce zwalnia bieg. Choć sam bywasz przerażony, bo jedyne o czym jesteś w stanie myśleć w takich chwilach, to żeby już nie cierpieli. Choroba z którą zmagali się całe życie, odebrała im wszystko. A ty możesz im dać cząstkę siebie, zabrać lęk i po prostu być z nimi, do samego końca. To najważniejsze. I bywają momenty, że wracasz do domu, siadasz na krześle i chowasz twarz w dłoniach. I płaczesz, bo to że pomagasz, nie oznacza, że się z tym godzisz, że zawsze rozumiesz, że akceptujesz.

Szczególnie, gdy umierają bardzo młodzi ludzie. Gdy patrzysz, w gasnące oczy dwudziestolatka i wiesz, że on już nigdy więcej nie pójdzie na spacer, że nigdy więcej się nie zakocha. Gdy słyszysz jak pyta, czy to już, i czy nie będzie bolało. I czy ktoś tam na niego czeka, po drugiej stronie, bo tak bardzo boi się ciemności i zimna.  A ciebie miażdży bezsilność i świadomość,  że brutalna rzeczywistość, za kilka chwil wywiezie go, w czarnym, plastikowym worku.  I nie wiem, co boli bardziej.  Jego śmierć, czy ta straszna myśl, że łózko w którym spędził swoje ostatnie dni, nie będzie długo puste.

To ciężka praca, ale nie wyobrażam sobie, żeby tu nie być. To niezwykłe miejsce, choć ludzie określają je „przerażające”.  A nie jest takie, jeśli oswoisz śmierć i zrozumiesz, że dotknie każdego, ciebie też. I, że rozmową albo wspólnym milczeniem, sprawiasz, że komuś jest lżej. A czasem i śmiesznie. Tak, potrafimy się tutaj również śmiać, żartować, ogrywać na wzajem w szachy. I plotkować, o nieskończenie długich nogach, nowej pielęgniarki. Mam w sobie tyle pięknych wspomnień, budujących dialogów, ważnych słów, które zostaną ze mną na zawsze. I obrazów pełnych twarzy, mieszkających tu bohaterów. Nie mógłbym inaczej nazwać człowieka, którego nowotwór wymęczył do granic możliwości, i który resztkami sił, podnosi się i podchodzi do okna. I dziękuje, za jeszcze jeden dzień. Nieważne, że zimny czy deszczowy, że znowu boli tak, że nawet morfina nie jest w stanie pomóc. On dziękuje, że dostał jeszcze kilka godzin, że może jeszcze raz, zobaczyć kawałek nieba, uśmiechnąć się do kogoś, zjeść obiad. To takie głupie, nieistotne sprawy, na codzień nie zwracamy na nie uwagi, nie zauważy ich. Są dla nas takie oczywiste, zwyczajne i wręcz banalne. A dla nich, to spełnione marzenie. To największe i najważniejsze. Marzenie o życiu, o jeszcze choć kilku oddechach, jeszcze jednym wschodzie słońca. Ty je po protu masz, bez większego wysiłku, a  oni choć zmęczeni i bez sił, muszą o nie żebrać, targować się z Bogiem, o każde kilka minut.

Tak, to tutaj nauczyłem się żyć. Za każdym razem, gdy znowu kogoś „odprowadzam”, towarzyszę w ostatniej podróży, żyje jeszcze bardziej. Żyje za tych ludzi, bo tylko tak potrafię im podziękować. Za niezwykłe lekcje pokory i szacunku, za to, że nauczyli mnie dostrzegać to co ważne i być wdzięcznym, za to co mam.

Wczoraj w nocy, odeszła taka młoda dziewczyna, bardzo się lubiliśmy. Miała w sobie radość, którą powalała, zadziwiała i szokowała, bo nie wstawała już nawet, od miesiąca. Wszyscy tu zdawaliśmy sobie sprawę, jak cierpiała i z jaką przejmującą godnością to znosiła, bez cienia pretensji czy żalu. Gdy rozmawialiśmy ostatni raz, wspomniała, że zawsze chciała pojechać w Bieszczady i wdrapać się, na którąś z gór. I, że tak jej szkoda, że już nie zdąży.

Za tydzień mam urlop, już kupiłem bilety, zgadnij gdzie. I gdy usiądę zmęczony wędrówką, gdzieś na Połoninie, wyciągnę z plecaka list, który do mnie napisała. I przyciskając go mocno do serca, powiem – Dziękuje Asiu, że mnie tu zabrałaś. I głośno przeczytam ostatnie zdanie, jakie po sobie zostawiła – ” Powietrze w płucach uświadamia ci, że nie ma piękniejszego uczucia, bo dzięki niemu, wiesz że żyjesz. Dlatego życzę ci, nieskończonej liczby oddechów. ”

Kilka miesięcy temu, byłam w podobnym miejscu, w hospicjum dla dzieci. Ale dopiero po rozmowie, z moim dzisiejszym bohaterem zrozumiałam, co miał na myśli, wspominając, że ma w sobie tyle ważnych słów, które zostaną z nim na zawsze. Ja też takie mam. Fragment rozmowy, z umierającym dziesięciolatkiem :

” Bo ja tutaj umrę.  Ale niech się pani nie smuci. Tu się dobrze odchodzi. Jest spokój i cisza, i wszyscy o nas dbają. O to, żebyśmy nic złego nie czuli. Pytałem tatę, jak to jest kiedy się umiera, bo zawsze myślałem, że wtedy ludzie krzyczą, ze strachu. A to, nie prawda.  Bo gdy Grzesiu umierał, to nikt nie słyszał, taki był cichutki. I tata mi powiedział, że wtedy zaświeci ogromny księżyc i otworzy się okno. I będę mógł na niego polecieć. Bo śmierć to taka podróż i ja po prostu wyjadę. Tylko już nigdy, nie wrócę ”

Hospicja, to miejsca, dzięki którym, łatwiej znieść nawet ją –  śmierć.  A pracujący tam ludzie, zabierają to, co w niej najgorsze. Samotność.

 


Lifestyle

Baba babie wrogiem. Połóż kres nienawiści do innych kobiet

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
26 sierpnia 2016
fot. iStock/ Jacob Ammentorp Lund

Zawiść, zazdrość i nienawiść. Niby nic, niby nie dotyczy każdej z nas, ale jednak obiektywni obserwatorzy (czyt. faceci) zawsze mówią, że właśnie to najbardziej ich w nas denerwuje. Jesteśmy pewne siebie, zdobywamy świat, ale wystarczy jedna ładniejsza i młodsza dziewczyna w pobliżu… Solidarność jajników przestaje istnieć. Nienawidzimy innych kobiet za atrakcyjny wygląd, przystojniejszego faceta u jej boku, ale chyba najbardziej boli nas poczucie własnej wartości. Zwłaszcza, gdy nasza koleżanka wcale nie jest idealna.

Solidarność jak w Polsce

Z jednością wśród kobiet jest trochę jak z tą wśród Polaków. Jak trzeba, potrafimy być najsilniejszym narodem na świecie i walczyć o swoje. A świat patrzy wzruszony i nie dowierza, że tak można. Mija kilka chwil, sytuacja się normuje i znów słychać okrzyki wojenne. Bo w zgodzie i miłości żyć trudno, kiedy każdy ma inne poglądy. Z kobietami jest dokładnie tak samo. Wystarczy przypomnieć sobie akcję „Dziewuchy Dziewuchom”. Dało się licznie zgromadzić i walczyć o nasze wspólne prawa? Dało się! Byłyśmy solidarne tak bardzo, że dziewczyny na całym globie dołączały do nas. Może to prawdziwa oznaka polskości, ale wystarczyło, że skończył się kolejny marsz, a na ulicach dało się słyszeć „patrz, jak ona się ubrała!” lub „za grosz szacunku do siebie nie ma!”. Tak, to te same kobiety, które chwilę wcześniej walczyły ramię w ramię o równe i godne traktowanie.

Zazdrościsz? Coś jest nie tak 

Czasami stwierdzenie, że kogoś nie lubimy wcale nie znaczy, że dana osoba nie pasuje nam charakterologicznie. Wcale nie musiała nam też wyrządzić wielkiej krzywdy. To akurat z czasem przestaje być istotne. Nie lubić kogoś bardzo często znaczy zazdrościć mu czegoś. Ludzie, którzy w zupełności akceptują siebie i swoje życie, bardzo rzadko odczuwają zazdrość. A to uczucie, które potrafi wypalić w nas prawdziwą dziurę. Niby jak? Ano w bardzo prosty sposób. Przestajesz zajmować się swoim życiem, a energię potrzebną do np. ugotowania swojego ulubionego obiadu, spożytkujesz na przeglądanie zdjęć tej dziewczyny, która akurat niedawno podpadła ci najbardziej. No i nie zapominajmy o najważniejszym – złość piękności szkodzi! Twojej piękności. Dlatego następnym razem, zastanów się, czego tak bardzo brakuje ci w życiu i zmień to. Energii wystarczy ci na wszystko, jeśli tylko przestaniesz zazdrościć.

Sukces nie jest zerojedynkowy

Ile razy usłyszałaś, że robisz karierę przez łóżko? Bo ja kilka. I ani razu od faceta. Zawsze była to inna kobieta, która nie potrafiła zrozumieć mojej pasji do ciężkiej pracy. To właśnie ten błąd, który popełniamy bardzo często. Społeczeństwo sprawia, że automatycznie porównujemy się do innych kobiet, jakby były naszą konkurencją. W pracy, w życiu, w związku. A przecież to bzdura. Równie dobrze w pracy konkurencją może być dla ciebie młody praktykant, który zdążył zrobić kilkanaście wolontariatów i staży. Związek nie rozpadnie się, kiedy na horyzoncie pojawi się młodsza dziewczyna, jeżeli naprawdę się kochacie. Czyjś sukces wcale nie oznacza twojej przegranej. Wręcz przeciwnie! Pora nauczyć się czerpać inspirację z sukcesów innych kobiet. Niejednokrotnie stoi za nimi wielka historia.

Młodsza, piękniejsza, wcale nie konkurentka 

No dobra, przyznajmy wszystkie. Szczerze. Choć raz zaczęłyśmy mieć kompleksy, bo w otoczeniu pojawiła się piękna dziewczyna, z nogami do nieba i biustem Pameli Anderson. Tylko takim naturalnym. Chciałybyśmy być jak ona. Porównujemy się, wzmagając w sobie ten cudowny stan nienawiści. Bo czemu nie? Milion razy wszyscy powtarzają, że nie można porównywać się do innych. A my robimy to z uporem godnym osła. Efekt? My mamy więcej kompleksów, kolejnego wroga, a piękna dziewczyna jest o krok dalej. Pamiętacie Madonnę całującą Britney? Królowa pop’u wiedziała, że nie może być już księżniczką, więc postanowiła ją pocałować. Bądź jak Madonna, nie hejtuj, kochaj swoje Britney!

Spędzaj czas z innymi kobietami 

To proste  i każda z nas niby to wie. Spędzanie czasu z innymi kobietami to przyjemność, która edukuje. I tego się trzymajmy! Nikt nie zrozumie cię tak dobrze, jak druga kobieta. Zwłaszcza wtedy, gdy jest źle, niedobrze i każdy facet jest okropny. Masz przyjaciela-faceta? Super! Ale nie rezygnuj z przyjaźni innych kobiet. Jest warta więcej niż majątek Donalda Trumpa.

 


Zobacz także

Dzień #15. Zadbaj o siebie naprawdę. #SlimemGO

Kwiaty, bony i talony, czyli prezenty na koniec roku szkolnego. Nie zrzucajcie winy na nauczycieli, to pomysły rodziców!

Uśmiechnij się. Akcja „Bądź piękna każdego dnia”. Dzień #6 [26.04.]