Lifestyle

20 małych i dużych wyzwań, które warto podjąć, by 2020 był wyjątkowy

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
23 stycznia 2020
Fot. iStock
 

Nowy rok, nowa ja! Schudnę, rzucę palenie, nie będę rozrzutna, będę lepszą matką, żoną, pracownicą, córką, siostrą… Brzmi znajomo? Od ilu lat odświeżasz te same postanowienia w nadziei, że tym razem już na pewno uda ci się je zrealizować, że 365 dni temu to było coś zupełnie innego, ale teraz – teraz jesteś mądrzejsza, bardziej świadoma, dojrzalsza, osiągniesz cel, bez wątpienia.

A może zamiast powielać najpopularniejsze obietnice, warto podejść do tematu zupełnie inaczej i bardziej kreatywnie? Zamiast postanowień, postaw przed sobą wyzwania – brzmią mniej ostatecznie, zachęcają do sprawdzenia się i uruchamiają w nas chęć do walki. Oto 20 małych i dużych wyzwań na 2020 rok, dzięki którym stanie się on wyjątkowy!

Stwórz mapę marzeń

Zastanów się, czego tak naprawdę pragniesz, o czym marzysz, a później zapisz to, narysuj lub stwórz kolaż za pomocą zdjęć i napisów z kolorowych gazet. Dzięki mapie wzmocnisz swoją świadomość, poukładasz myśli i uczucia, w jasny i przejrzysty sposób wytyczysz kierunki działania.

Raz w tygodniu (co najmniej!) rób coś nowego

Spróbowanie nieznanej dotąd potrawy, wybranie innej trasy do pracy, nowy rodzaj zajęć fitness, zagadanie nieznajomego na przystanku, wyjście na koncert zespołu, którego nie znasz – zrób coś, co zmieni twoją rutynę i doda zupełnie nowego smaku codzienności. Przełamanie schematów i wprowadzenie większej różnorodności będzie niezwykle cennym doświadczeniem, pozwoli na większe samopoznanie i rozwój osobisty. Do dzieła – pora odrzucić strach i zahamowania i trochę zaszaleć!

Zerwij toksyczną relację

Dobrze wiesz, o kim mowa! Najwyższy czas skończyć relację, która przynosi ci jedynie cierpienie, smutek lub powoduje stres. Zastanów się, jakie kroki musisz podjąć, by uwolnić się od toksycznej osoby – partnera, „przyjaciółki”, przełożonego, kogoś z rodziny – i ogranicz lub jeśli to możliwe zerwij całkowicie kontakt. Jak nie teraz, to kiedy?

Przeczytaj biografię znanej kobiety

Szukaj w niej siły i mądrości, która pomoże ci w realizacji własnych celów i pokaże, że wszystko jest możliwe. Inspirujmy się nawzajem!

Znajdź każdego dnia 10 minut na nicnierobienie

10 minut bez smartfona, telewizora, robienia czegokolwiek! Rozsiądź się na kanapie i miziaj psa, usiądź w fotelu i bujaj w obłokach, połóż się i pozwól myślom zawędrować tam, gdzie chcą.

Poznaj swojego sąsiada

Mijacie się w windzie od miesięcy (a może lat?) niemal bez słowa? Słyszysz sąsiada zza ściany, ale nie masz pojęcia, jak wygląda? Czas to zmienić! W tym roku przełam lody i otwórz się na nowe relacje. Small talk jeszcze nikomu nie zaszkodził.

Urlop traktuj jak święty

Wolny dzień to twoje prawo, potrzeba i konieczność – nie zaglądaj na firmowego maila, służbowy telefon zostaw w biurze, a sprzątanie zaplanuj na inny czas. Urlop w 2020 niech będzie święty.

Odezwij się do starej przyjaciółki

Do tej, z którą w liceum, na studiach lub w pierwszej pracy byłyście nierozłączne. Do tej, którą od czasu do czasu wspominasz i tęsknisz. Zadzwoń, wyślij wiadomość na Facebooku, umów się na kawę – albo będzie to początek kontynuacji waszej przyjaźni, albo okazja do wspomnień i miłe zamknięcie pewnego etapu.

Pomagaj i działaj charytatywnie

Pomagaj tak, jak możesz – wpłać datek na zbiórkę w social mediach, oddaj coś na aukcję charytatywną, zostań wolontariuszką lub pomóż od czasu do czasu starszej sąsiadce. Twój mały gest może wiele zmienić!

Miej otwarte oczy

Bądź uważna, rozglądaj się dokoła, ciesz najmniejszymi szczegółami i zwracaj większą uwagę na ludzi i miejsca wokół siebie. Zbyt często działamy bezmyślnie i bezrefleksyjnie.

Miej otwarty umysł

Rozwijaj się, buduj swoje opinie na podstawie własnej wiedzy i przemyśleń, a nie ogólnych stwierdzeń czy plotek. Okazuj szacunek każdemu – nawet tym, którzy są zupełnie różni od ciebie. Nie oceniaj, jeśli kogoś nie znasz – staraj się zrozumieć i zaakceptować.

Zaplanuj babski weekend

Ty i twoje przyjaciółki, przyjazne i ładne miejsce, pogaduchy do późnej nocy i stuprocentowe wsparcie przyjaznych dusz – chyba nikogo nie trzeba namawiać do tego pomysłu. Zaplanujcie wspólny weekend już teraz i choćby się waliło i paliło trzymajcie się wybranej daty!

Wyloguj się z social mediów na 24 godziny

Jeden dzień bez social mediów i Internetu – dasz radę? Spróbuj, a później wprowadź ten nawyk na stałe, np. w każdy weekend. Zdziwisz się, ile czasu dzięki temu zyskasz.

Zamień „przepraszam” na „dziękuję”

Przestań kajać się za wszystko – spróbuj w zamian dziękować innym za wyrozumiałość, pomoc, cierpliwość. Bądź im wdzięczna, a słowo „przepraszam” zostaw na sytuacje, w których naprawdę jest ono potrzebne.

Oddaj to, co niepotrzebne i od dawna ci przeszkadza

Tak, chodzi o ten wazon, którego nie cierpisz i szafkę, o którą się potykasz i którą już dawno miałaś wynieść do piwnicy. I te ubrania, których nie założyłaś od liceum. Zrób selekcję i bez sentymentów oddaj to, co niepotrzebne – ty poczujesz ulgę, a inni skorzystają i przyjmą z chęcią.

Spotykaj się z kulturą i sztuką

Kino, teatr, koncerty, wystawy, wernisaże – sprawdzaj kalendarium wydarzeń w twoim mieście i regularnie wychodź z domu, podziwiaj sztukę i łap inspiracje. Dla przyjemności, samorozwoju i poszerzania horyzontów.

Mów częściej „nie”

Przestań robić coś tylko dlatego, że tak trzeba lub inni tego oczekują. Tupnij nogą, postaw siebie na pierwszym miejscu i przestań zmuszać do bycia grzeczną – czy chodzi tu o nadgodziny, wizytę u nielubianej cioci, czy plany partnera na wakacje.

Zapisuj cenne słowa i myśli

Nie musisz od razu zakładać pamiętnika – wystarczy cytat z czytanej książki zapisany w kalendarzu lub kilka wierszy z piosenki, które zapadły ci w pamięć. Pod koniec roku te notatki będą doskonałym wspomnieniem twoich przeżyć i emocji.

Odśwież zapomniane umiejętności

Czas na powtórkę hiszpańskiego, powrót do dziergania na szydełku lub sprawdzenie, czy jeszcze pamiętasz, jak to jest siedzieć za kółkiem. Przypomnij sobie dawne hobby, zapomniane umiejętności i sprawdź, jak wiele pamiętasz.

Zrób to, o czym pomyślałaś rozpoczynając czytanie tego tekstu

Masz to w głowie, prawda? To wyzwanie, które nosisz w sobie od dłuższego czasu i odkładasz na mityczne później. Pora na realizację i poczucie satysfakcji z kolejnego dobrze wykonanego zadania!


Lifestyle

Syndrom sztokholmski – gdy ofiara nie chce uwolnić się od kata

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
23 stycznia 2020
Syndrom sztokholmski - co to jest?
Fot. iStock – Syndrom sztokholmski - co to jest?
 

Syndrom sztokholmski – co to jest? Zapewne widzieliście choć jeden film, w którym ofiara zakochuje się w oprawcy, odtrącając propozycję przyjęcia pomocy. Syndrom sztokholmski jest bardzo specyficznym związkiem pomiędzy katem i ofiarą. Zachowanie osób dotkniętych syndromem może szokować, bo wydaje się nielogiczne. Z czego wynika taka postawa?

Syndrom sztokholmski – co to jest?

Co to jest syndrom sztokholmski w związku, w pracy i co może go wywołać? Mianem syndromu sztokholmskiego określamy stan psychiczny, który spowodowany jest reakcją na silny stres wynikający z sytuacji zagrożenia. Chodzi tu zazwyczaj o często traumatyczne wydarzenia – trwanie w związku przemocowym między partnerami, poddawanie się ciągłemu mobbingowi w pracy, czy w najbardziej ekstremalnym przypadku – porwaniem i przetrzymywaniem ofiary w brew woli. Sformułowanie to zostało użyte po raz pierwszy w roku 1973, odnośnie do wydarzeń ze Sztokholmu. Tam, mężczyźni chcący obrabować bank, wzięli czterech zakładników. Po sześciu dniach przetrzymywania, gdy policji udało się ich odbić, ale ofiary wcale nie chciały współpracować z przedstawicielami wymiaru sprawiedliwości, broniąc do samego końca porywaczy.

Syndrom sztokholmski – mechanizm powstawania

Sytuacje wyzwalające syndrom sztokholmski mogą być różne, ale cechuje je wspólny mianownik – ofiara wbrew logice broni kata. Należy jednak zaznaczyć, że nie każda osoba, która znajdzie się w takiej sytuacji, ulegnie syndromowi.

Aby ofiarę dotknął syndrom sztokholmski, muszą zaistnieć cztery warunki:

  • poczucie zagrożenia – ofiara jest przeświadczona o tym, że ze strony oprawcy (kata) czeka ją jedynie złe traktowanie,
  • istnieją momenty, w których kat pokazuje swoją „bardziej ludzką” twarz w stosunku do ofiary
  • ofiara jest przekonana, że ucieczka jest niemożliwa, a nawet jeśli jest taka możliwość, to nie da sobie rady z jej realizacją,
  • ofiara jest izolowana, pozbawiona sama sobie, bez kontaktu z ludźmi innymi niż oprawca, więc czuje się od niego zależna, bezsilna i ubezwłasnowolniona.

Jak powstaje syndrom sztokholmski u ofiary?

W sytuacji silnie traumatycznej, w której grozi śmierć lub cierpienie ze strony oprawcy, ofiara chcąc przetrwać podporządkowuje się jego woli. Kat znęcając się na różne sposoby, pokazuje, że jest panem jej życia i śmierci i każdy oddech zależy od jego woli. Ponieważ „więzień” nie może uciec, z każdym dniem lepiej poznaje oprawcę i wytwarza się między nimi więź. Każdy objaw ludzkich odruchów u kata powoduje, że ofiara patrzy na niego z wdzięcznością, odczuwa pozytywne emocje. To może być zgoda na pójście do toalety, kąpiel, przyniesienie ulubionego pożywienia czy książki. Ofiara przestaje zauważać, że dzieje się jej krzywda, a ci, którzy starają się uwolnić ofiarę, postrzegani są jako intruzi, którzy próbują rozerwać zaistniałą relacją. Zdarzały się przypadki, gdy po uwolnieniu, ofiara dotknięta syndromem sztokholmskim broniła swojego kata przed oskarżeniami, próbując zmazać z niego nawet oczywiste winy.

Syndrom sztokholmski w związku

Syndrom sztokholmski w związku to sytuacja, która może zaistnieć w przemocowych relacjach. Choć brzmi to zatrważająco, osoba krzywdzona zamiast jak najszybciej uciekać, trwa w relacji w uporze. Często dotyczy to związków opartych na przemocy oraz uzależnieniach, budowanych na braku pewności siebie jednej strony. Odejście utrudnia  silny strach przez zemstą w razie odejścia, czy karanie przez oprawcę samego pomysłu rozstania. W dodatku ofiary cierpią z powodu niskiego poczucia własnej wartości, opierając cały swój świat na obecności kata. On sam chętnie izoluje drugą stronę od otoczenia, przejmując nad nią absolutną kontrolę.

Syndrom sztokholmski w związku to życie na huśtawce

Zazwyczaj po czasie obelg, manipulacji, przemocy, czy zastraszania, następuje chwila oddechu. Oprawca kwiatami, prezentami, czy wspólnymi wyjściami udowadnia ofierze, że on przecież stara się być lepszym człowiekiem. Zdarza się często, że toksyczne zachowania tłumaczone są przez kata traumatycznym dzieciństwem, trudnym okresem dorastania, chorobami, złymi doświadczeniami. Tłumaczeniem staje się wszystko, co może wzbudzić współczucie i chęć pomocy ze strony ofiary i trwania u jego boku. Ofiara staje na rzęsach, by nie denerwować partnera, próbując uniknąć z jego strony agresji i innych, destrukcyjnych zachowań. Niestety, bezskutecznie. Cykl przemocowy trwa – znów narasta konflikt, nadchodzi okres agresji, a po niej, dla uspokojenia, faza miesiąca miodowego. Syndrom sztokholmski w związku powoduje, że cykl nieustannie się powtarza. Ofiara osamotniona, nie widząca innej perspektywy, łapie się przejawów empatii partnera jako nadziei na spokojną wspólną przyszłość. To błędne koło, które nie przynosi niczego dobrego.

Syndrom sztokholmski w pracy

Syndrom sztokholmski w pracy także się przydarza. To, że praca może być bardzo stresogenna nie jest nowością. Zazwyczaj jednak rezygnujemy ze stanowiska, bo większość z nas zna granice własnej wytrzymałości. A jednak bywa, że chcąc za wszelką cenę utrzymać pracę, ofiara godzi się na wszystko.

Syndrom sztokholmski w pracy może wynikać zarówno z konieczności utrzymania pracy w obawie przez bezrobociem, koniecznością spłaty kredytu, lub gdy ktoś zarabia na tyle duże pieniądze, że chce utrzymać wysoki standardu życia. W strachu pracownik dostosowuje się do szefa, tłumacząc jego zachowanie koniecznością zaprowadzenia dyscypliny. Z upływem czasu sam zaczyna uważać, że tak ma być, bo tylko najsilniejsi przetrwają na bezwzględnym rynku pracy.

Syndrom sztokholmski – leczenie

Syndrom sztokholmski i jego leczenie to trudny temat. Zazwyczaj ofiara sama nie podejmuje działań, by odzyskać swoje dawne życie, a problem i możliwe rozwiązania wskazują jej bliscy. Mając na myśli syndrom sztokholmski z związku lub w pracy, leczenie najbardziej skuteczne będzie dzięki fachowej pomocy psychologa lub psychiatry. Nieocenione jest także wsparcie bliskich, którzy każdego dnia wesprą ofiarę w postanowieniu dokonania zmian w życiu. Nie jest to proces szybki i łatwy, ale przy odpowiednim wsparciu i wysiłku, powrót do równowagi jest jak najbardziej możliwy.


Na postawie: bbc.com, goodtherapy.org, healthline.com

Lifestyle

Nie udawajmy, że jesteśmy nadludźmi, supermenkami. Przychodzi moment, gdy po prostu nie masz już sił

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
22 stycznia 2020
Fot. iStock/AntonioGuillem

Nie myśl, że cię to nie dotyczy. Nie musisz być matką, żeby zrozumieć. Wystarczy, że masz serce. Wystarczy, że nieraz patrzyłaś na swoją matkę, zmęczoną, złamaną życiem. Smutną. Wystarczy, że masz oczy, że rozumiesz jak bywa jej ciężko. Macierzyństwo jest piękne, ale jest też trudne. Nie uciekajmy przed tym, nie udawajmy, że jesteśmy nadludźmi, supermenkami, heroskami. Macierzyństwo to jedna z najbardziej „ludzkich” spraw na świecie.

Możemy sobie pomóc. Możemy pomóc innym matkom. Przestańmy wymagać od nich niemożliwego. Przestańmy piętnować je za to, że nie dają rady. Nigdy nie mówmy: „przecież chciałaś mieć dzieci”. Rozmawiajmy z nimi, zanim będzie za późno. Nie zostawiajmy ich samych z ich problemami. Nie pozwólmy im zamknąć się w ich świecie i cierpieć w samotności. A przede wszystkim, dajmy im prawo do popełniania błędów. Nikt nas nie uczył, jak zostać świetną matką. Macierzyństwo to eksperyment, zbudowany trochę na naszych doświadczeniach z dzieciństwa, a trochę na naszej intuicji.

Pamiętaj, proszę:

Kiedy matka mówi, że jest zmęczona, tak jest naprawdę.

Jeśli chce odpocząć, to nie znaczy, że chce porzucić swoje dziecko i zapomnieć, że ono istnieje.

Kiedy matka mówi, że chce spędzić trochę czasu sama, nie mam w tym ukrytego znaczenia.  Nie chce przez to powiedzieć, że ​​nienawidzi być matką, a macierzyństwo jest błędem jej życia.

Kiedy matka mówi, że potrzebuje pomocy w załatwianiu jakichś spraw, właśnie to ma na myśli, nie przesadza, nie wyolbrzymia.
Nie mówi, że jest niezdolna do rozwiązywania swoich problemów. Ona po postu stara się zadbać o siebie i swoje dzieci.

Kiedy matka ugotuje makaron z serem na obiad, to nie znaczy, że podaje ten makaron każdego dnia tygodnia i że jej dzieci, nigdy nie poznały smaku mięsa, warzyw i owoców.

Kiedy przychodzisz do jej domu i widzisz porozrzucane zabawki, nieodkurzony dywan i nieporządek, nie oznacza to, że tak jest każdego dnia, a ona jest złą matką i nie dba o czystość.

Kiedy matka mówi, że chciałaby wyjść ze znajomymi, to ma na myśli właśnie to. Nic więcej. Nie chce wracać do bycia  „nie matką” i czasów, kiedy miała na sobie nie mniej odpowiedzialności. Zbędne są komentarze: „Chciałaś mieć dziecko, to powinnaś siedzieć w domu”.

Kiedy matka mówi, że się martwi i boi, to znaczy, że przeżywa naturalne dla siebie emocje. Nie jest tchórzem. Nie lekceważ jej uczuć i lęków.

A kiedy słyszysz jej krzyk, to nie znaczy, że ona tylko w taki sposób komunikuje się ze swoimi dziećmi. Prawdopodobnie mówiła już to samo kilkanaście razy normalnym tonem głosu. Ale ciebie tam nie było. Nie wiesz tego.

Kiedy widzisz zdenerwowaną matkę, doprowadzoną do ostateczności, to nie znaczy to, że taka sytuacja ma miejsce każdego dnia a ona jest potworem, który znęca się nad swoimi dziećmi. Nie znasz kontekstu, nie wiesz, co się wydarzyło.

Nie wymyślaj nieprawdy, aby kogoś osądzać, nie twórz scenariuszy na jej temat. Bycie rodzicem, to decyzja o poświęceniu, które trwa przez cały czas. To  życie życiem innej istoty, którą traktuje się tak, jakby była o wiele ważniejsza niż my sami.

Nie osądzaj matek. Wspieraj je.


Na podstawie: beingwoman.org


Zobacz także

Gdy ciało kobiety jest towarem…

Czy kiedykolwiek zastanawiałaś się, co twoja prababcia nosiła w torebce?

Coraz więcej osób umiera na czerniaka. Zobacz, dlaczego powinnaś kontrolować wygląd znamion i jak możesz ochronić swoje zdrowie i życie