Filmy Kultura

Za co kochamy Frances Mc Dormand?

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
26 kwietnia 2021
Frances Mc Dormand
Fot. Materiały prasowe
 

Frances McDormand. Szczęśliwa żona, matka. Genialna aktorka. Zdobywczyni tegorocznego Oskara za najlepszą główną rolę kobiecą („Nomadland” reż. Chloe Zhao). W czerwcu tego roku kończy 64 lata.

Jest dowodem na to, że w życiu trzeba postawić na to, co dla nas ważne, mieć cierpliwość, nie poddawać się. I wierzyć, że kiedyś przyjdzie czas na sukces.

Za co ją uwielbiamy?

Jest sobą i na tym zbudowała markę

Nawet jeśli „bycie sobą” oznacza niepokazywanie się na okładkach magazynów, nieudzielanie wywiadów, nieposiadanie mediów społecznościowych, brak makijażu, nieidealne zęby, ubranie, włosy. A to wszystko w świecie, gdzie pokazywanie się i piękny wygląd wydają się koniecznością.

Królowa normalności. Kocha dżinsy i koszule, lubi gotować, robić zakupy, razem z mężem przez wiele lat mieszkała w apartamencie na Manhatanie, gdzie zamiast modnych dodatków pełno było książek. Potem przeniosła się do niedużej miejscowości pod San Francisco. Jeszcze do niedawna nie miała smartfona, a gdy przyjeżdżała do Europy wolała przemierzać trasy piechotą niż taksówką czy zamówionym samochodem.

Mówi, że nie musi się karmić adoracją i uwielbieniem, bo jest nakarmiona. Nie jest narcystyczna. W wielu wywiadach wspomina, że kiedyś zakładała sztuczny biust na castingi i bardzo przejmowała się, gdy słyszała: za młoda, za chuda, za wysoka, za niska, za blond, za ciemna. Ale też wtedy postanowiła, że jej siłą będzie bycie inną. Nie jest pięknością? Nie ma potrzeby z tym walczyć, zostanie aktorką charakterystyczną.

Nigdy nie dała się namówić na operację plastyczną. Ponoć namawiał ją na to Ridley Scott, reżyser „Thelmy i Louise”, który zastanawiał się, czy nie wybrać ją do jednej z głównych ról. Ostatecznie postawił na „ładniejsze” aktorki.

 Frances Mc Dormand

Fot. Materiały prasowe

Jest dowodem na to, że nawet w Hollywood można mieć szczęśliwe małżeństwo

Ona i Joel Coen prawie 40 lat razem, choć związek aktorki i znanego filmowca, reżysera i scenarzysty mógł przecież się nie udać. Poznali się w 1984, ona, polecana przez koleżankę, przyszła na jego casting do debiutanckiego filmu „Śmiertelnie proste”.

Co po latach jest ich siłą? Przyjaźń i zrozumienie. Ona twierdzi, że mąż jest jej inspiracją, on wszędzie jej towarzyszy i często popycha do przodu. Do roli 60-letniej Fern z „Nomadland” też ją namówił. „Zawsze chciałaś ruszyć w podróż, zobaczysz jak to jest” powiedział.

Ma charakter i pewność siebie

Co widać na każdym kroku.

W pracy często bezkompromisowa. Podobno aktorzy i niektórzy reżyserzy boją się z nią współpracować. Taka była już na początku kariery, to też zauroczyło jej męża. Na castingu do „Śmiertelnie proste” wypadła bardzo dobrze, Coen poprosił, by przyszła na kolejną próbę: „Wtedy nie mogę, będę oglądać serial z moim chłopakiem” odrzekła.

Nie traci dystansu

Zastanówmy się, która kobieta ucieszyłaby się, gdyby jej partner, przyszły mąż wręczyłby jej obrączkę swojej byłej?

Tak właśnie zrobił Joel Coen, gdy oświadczał się Frances. Na palec włożył jej obrączkę, którą jego była żona zostawiła wyprowadzając się z domu. „E, to bardzo praktyczne” miała powiedzieć Frances. Zawsze twierdziła, że najważniejsze jest uczucie, nie gesty.

Trudne doświadczenia są jej siłą

Była dzieckiem samotnej kobiety, która nie potrafiła udźwignąć roli matki. Gdy miała rok, adoptowało ją małżeństwo Mc Dormands, pastor i pielęgniarka. Przez wiele lat Frances (bo tak nazwali ją rodzice) nie wiedziała, że jest adoptowana. Gdy prawda wyszła na jaw, z pomocą rodziców skontaktowała się z biologiczną matką, napisała do niej list.

Później tego żałowała, nigdy też nie utrzymywały kontaktów. Była wdzięczna adopcyjnym rodzicom, nieraz powtarzała, że dzięki nim miała szczęśliwe dzieciństwo.

W 1994 roku wspólnie z mężem też zdecydowali się na adopcję Pedro, półrocznego chłopca z Paragwaju. Pedro został ich jedynym dzieckiem, para bezskutecznie starała się o dziecko.

Z dojrzałości i przemijania zrobiła atut

Fot. Materiały prasowe

Nie wstydzi się zmarszczek, czasu, który mija. Gdy skończyła 60 lat, powiedziała, że to nawet zabawne, bo już nie musi się przejmować żadnymi konwenansami. Przez lata grała drugoplanowe bohaterki i choć pierwszego Oscara dostała w 1997 za rolę w filmach „Fargo” braci Coen, kolejna dwa już jako dojrzała aktorka: za rolę Mildret Hayes z „Trzy bilbordy za Ebbing, Missouri” (w reż. Martina McDonagha). I teraz za „Nomadland”.

Pokazuje nam charyzmatyczne, silne bohaterki. Matka, która po tragicznej śmierci córki walczy o sprawiedliwość, czy kobieta, która w wieku 60 lat traci pracę w fabryce płyt gipsowych w Nevadzie, pakuje się do starego vana i poznaje życie pozbawione nowoczesnych wygód, to tylko niektóre z nich.

Po roli Olive Kittergide (2014 rok) oznajmiła na festiwalu w Wenecji, że już nie szuka postaci kobiecych, które są odbiciem mężczyzn. Chce ról kobiet niezależnych i świadomych. Takie też dostała.

 


Filmy Kultura

Krzysztof Miruć – „W moim wielkim, dużym ciele, jest dusza motylka”

Klaudia Kierzkowska
Klaudia Kierzkowska
26 kwietnia 2021
krzysztof miruć
Fot. Weekendowa metamorfoza
 

„Staram się patrzeć na wszystko pozytywnie, ciągle się śmieję, choć miewam też złe dni kiedy się denerwuję, klnę, rzucam mięsem. Co prawda bardzo szybko się nakręcam, ale równie szybko ze mnie wszystko schodzi” – Krzysztof Miruć, architekt, prowadzący program „Weekendowe metamorfozy” to niezwykle ciepły i pozytywnie nakręcony facet. Trafiony strzałą kupidyna – zakochuje się na zawsze.

Klaudia Kierzkowska: Jakim mottem kierujesz się w życiu?

Krzysztof Miruć: Nie mam jednego motta, które jest dla mnie schematem na życie. Lubię żyć bardzo szybko, uwielbiam jak coś się dzieje. Jak to mówi mój kolega – nie zdejmuję wrotek. Oczywiście czasami potrzebuję też odpoczynku.

Jak odpoczywasz, jak spędzasz swój wolny czas?

Moją ogromną pasją są ćwiczenia. Uwielbiam chodzić na siłownie i dawać z siebie wszystko. Trener stoi nade mną z batem (śmiech), a ja wylewam z siebie siódme poty. To pewnego rodzaju reset, odpoczynek dla umysłu. Jednak chyba najbardziej kocham motocykle, są moją prawdziwą miłością. Mam ich aż trzy. Razem z kumplami wsiadamy na motocykle i jedziemy przed siebie. Uwielbiam to i ubolewam, że zimą nie mam tej przyjemności.

 Ścigacie się?

Nic nie powiem. (śmiech)

 Jazda na motocyklu jest dla Ciebie lekiem na całe zło?

Myślę, że tak. Jazda na motocyklu daje niesamowite poczucie wolności. My, motocykliści, tworzymy jedną wielką wspólnotę. Na zlotach, choć często widzimy się po raz pierwszy, zachowujemy się tak, jakbyśmy się znali od wielu lat. Zdradzę ci coś jeszcze. Nigdy się do tego nie przyznałem, ale uwielbiam jeździć nocą samochodem po mieście i słuchać głośno muzyki. Mam z tego mega frajdę. Jazda samochodem odstresowuje i relaksuje. Jak kiedyś ktoś w środku nocy mnie gdzieś zobaczy to na pewno będę w samochodzie, w którym leci dobra muzyka. Jadę.

 Odnoszę wrażenie, że jesteś bardzo ciepłym i optymistycznie nastawionym człowiekiem. Jakie życiowe wartości są dla Ciebie najważniejsze?

Na pewno uczciwość i taka stara szkoła prowadzenia biznesu, co niektórym może wydać się dość staroświeckie. Lubię mieć wokół siebie zaufane osoby i nawet jak zdarzy się coś złego, to potrafimy usiąść i porozmawiać. Nie rozumiem tego obrażania się, tych złych emocji. „Staram się patrzeć na wszystko pozytywnie, ciągle się śmieję, choć miewam też złe dni kiedy się denerwuję, klnę, rzucam mięsem. Co prawda bardzo szybko się nakręcam, ale równie szybko ze mnie wszystko schodzi.Jestem jak balonik, wybucham i jest już lepiej.

Tak jak połowa facetów…

Dokładnie, jestem typowym facetem z bardzo prostą instrukcją obsługi. Lubię dobrze zjeść, mam fantastycznych przyjaciół z którymi spędzam czas. W zasadach i działaniu jestem taki trochę czarno-biały. Tak staram się też żyć, tak sobie dobieram znajomych i przyjaciół. A na wakacjach jestem najnudniejszą osobą na świecie.

Najnudniejszą, to co Ty tam robisz?

 Śpię. Przyjaciele śmieją się, że chrumkam. Wołali mnie na wakacje, Krzysiek zobaczysz jak będzie fajnie. Po czym po pierwszych spędzonych wspólnie wakacjach usłyszałem, że jestem najnudniejszą osobą na świecie. Przyjmuję pozycję chill outu. Bardzo mocno i intensywnie żyję i wychodzę z założenia, że wakacje są po to, żeby odpoczywać. Śpię, leniuchuję, czytam książki i słucham muzyki. Muszę mieć wokół siebie morze, kocham wodę, może dlatego, że wychowałem się na Mazurach.

Miło wspominasz dzieciństwo?

 Oj bardzo. Wychowałem się w czasach, kiedy dzieci biegały po podwórku. Po powrocie ze szkoły podstawowej zostawiałem tornister w domu, wychodziłem z chłopakami na dwór i na szyi nosiłem klucz. Dzieci wychowywały się same ze sobą. Jeździliśmy na rowerach, kąpaliśmy w jeziorach, graliśmy w piłkę. Mieszkanie w Giżycku, małej i bezpiecznej miejscowości, wspominam niesamowicie miło.

Wspomniałeś o przyjaciołach. A co z miłością? Miłość jest dla Ciebie czymś ważnym?

Tak, tak i jeszcze raz tak. Co prawda ja nie jestem kochliwy, ale jak trafi mnie strzała kupidyna to już zostaje. Uczucia są ważne, nawet bardzo. Jestem bardzo troskliwy i empatyczny.

Stoisz za kobietami murem? Wspierasz w tych trudnych czasach? Czasach walki o swoje prawa, czasach strajków i demonstracji.

Oczywiście, że tak! Wszyscy powinniśmy być wolni. Nie rozumiem, że ktoś może narzucać nam swoją wolę i swój światopogląd. Tak nie wolno robić, jesteśmy dorosłymi ludźmi i nie powinniśmy czynić zła drugiej osobie. Nie można ograniczać komuś jego praw, absolutnie. Protesty i strajki były siłą emocji. Choć fizycznie nie było mnie na ulicy, to duchem i emocjami byłem z kobietami. Kobiety zjednoczyły się w jednej myśli, a faceci z całych sił wspierali swoje partnerki, co w tej całej okropnej sytuacji, było piękne.

krzysztof miruć

Fot. Weekendowa metamorfoza

Czym dla jest bycie przyzwoitym facetem?

Trudne pytanie wbrew pozorom. Przyzwoity facet kieruje się silnymi zasadami. Trzeba być zasadniczym, silnym i choć może zabrzmieć kuriozalnie, trzeba przeciwstawiać się chamstwu. W tym moim wielkim i dużym ciele, jest dusza motylka. Przyzwoity mężczyzna może stanąć przed lustrem z takim poczuciem dumy. Powinien móc powiedzieć – facet zrobiłeś wiele dobrego, ale jak coś spieprzyłeś weź to na swoje barki, napraw i przeproś. Jesteśmy tylko ludźmi, każdy z nas popełnia błędy, ale ważne jest, żeby umieć się do nich przyznać.

Czego w okresie pandemii dowiedziałeś się o sobie?

 Jednego – nie umiem siedzieć w domu. Nasze biuro pracowało zdalnie, ale ja i tak jeździłem do pracy. Muszę być w ruchu, nie umiem siedzieć w miejscu.

Co najbardziej zabolało Cię w czasie pandemii?

Boli mnie krzywda jaką nam wyrządzono. Mam dużo znajomych, którzy prowadzą biznesy. Pandemia zmusiła do zamknięcia firm na długi czas. Zamknęli restauracje, ograniczyli możliwość zarabiania. System zadziałał w ten sposób, że bardzo dużo osób zostało pokrzywdzonych. Przed pandemią zaczęliśmy uczyć się kultury spędzania czasu z innymi w restauracjach, takiego życia na zewnątrz, co nam z dnia na dzień zabrano. Tego mi bardzo brakuje.

Czym się zajmowałeś zanim trafiłeś do mediów?

 Jestem architektem z wykształcenia i zarówno wcześniej, jak i teraz, razem z moim przyjacielem prowadzę biuro architektoniczne.

Na jakim etapie swojego życia zacząłeś interesować się projektowaniem wnętrz?

Już będąc dzieckiem wiedziałem, że zostanę architektem. Czułem, że właśnie tą drogą chcę w życiu pójść. Mój stryj także jest architektem, a ja od małego byłem w niego wpatrzony. Po szkole podstawowej kontynuowałem naukę w liceum plastycznym w Supraślu, potem zdałem na wydział architektury na Politechnikę Warszawską. Następnie wyjechałem do Paryża na studia, a po krótkim epizodzie mieszkania w Hiszpanii wróciłem do Polski.

Dlaczego akurat Paryż?

Dostałem stypendium naukowe. Była to niewyobrażalna szansa i wyróżnienie, z którego trudno było nie skorzystać. Bardzo chciałem wyjechać, postudiować za granicą, zobaczyć jak wszystko wygląda z tamtej strony. Polska nie była jeszcze w Unii Europejskiej, były obostrzenia, karty pobytu, ale był to cudowny i niezapomniany czas. Studiowanie architektury we Francji wiąże się z zupełnie innym postrzeganiem. W Polsce uczymy bardziej technicznie, oni z kolei intuicyjnie. To dwa odmienne sposoby nauczania, dwa różne sposoby postrzegania świata. Studiowanie architektury to nauka oglądania świata takim jaki on jest.

 Przygodę z telewizją rozpocząłeś cztery lata temu, przygotowując program „Garaż marzeń”. Pamiętasz jak to się wszystko zaczęło?

Może trudno w to uwierzyć, ale do telewizji trafiłem przez przypadek. Zaprojektowałem garaż, który został gdzieś opublikowany. Zobaczył go Piotr Wawrzyniak – producent programu. Po pewnym czasie spotkaliśmy się na planie, użyczyłem swojej budowy do nagrania zdjęć. Właśnie wtedy zostałem zauważony i dalej jakoś poszło. Czasami życiem rządzą przypadki i w tym wypadku właśnie tak było.

Jak odnalazłeś się w nowej roli?

Trafiłem w bardzo dobre ręce. Producentem większości programów, w których występuję jest właśnie wspomniany przeze mnie Piotr. Trafiłem w ręce bardzo dobrych operatorów, którzy uczyli mnie jak stać przed kamerą, i jak się zachowywać. Wszyscy wspierali mnie od samego początku, dzielili się cennymi radami, wskazówkami i swoim bogatym doświadczeniem.

Kamera nie krępuje, nie sprawia, że usta się zaciskają, a serce szybciej bije?

Wbrew pozorom za każdym razem się stresuję. Jestem profesjonalistą i dążę do tego, aby wszystko zawsze wyglądało idealnie. Mało kiedy jestem zadowolony z tego co robimy i zawsze twierdzę, że można byłoby to zrobić lepiej. Drążę każdy szczegół i staram się, żeby wszystko do siebie idealnie pasowało. Cały mój zespół wie, że jestem bardzo samokrytyczny.

To wada, a może zaleta?

Z jednej strony to wada, a z drugiej zaleta. Nie odpuszczam, przyczepiam się do detali. Bardzo mocno zwracam uwagę na proporcje, na materiały i zestawienie. Sprawdzam czy coś do siebie pasuje i czy ze sobą współgra. Nie wiem skąd to wyszło. Może stoją za tym studia, a może lata praktyki. Poczucie linii, proporcji i wszystkich elementów, które tworzą harmonijną całość są dla mnie bardzo ważne.

Fot. Weekendowa metamorfoza

 Niedawno miała miejsce premiera nowego programu „Weekendowa Metamorfoza”. Jak podczas pandemii zmieniły się gusta i przyzwyczajenia Polaków?

Pandemia wywróciła nasze życie do góry nogami. Jednak coś jej zawdzięczamy, staliśmy się bardziej świadomi naszej przestrzeni. Dostrzegamy mankamenty mieszkań, w których żyjemy. Wszystkie przestrzenie zostały zaprojektowane dla nas, ale nas żyjących zupełnie inaczej, w innym świecie, innej rzeczywistości. Przed rozpoczęciem pandemii w mieszkaniach byliśmy głównie gośćmi. W monecie, w którym życie zmusiło nas, aby w wnętrzach tych spędzać 24 godziny na dobę okazało się, że są one niefunkcjonalne. Drogi komunikacyjne są źle zaprojektowane, jedne meble są za duże, a drugie z kolei za małe. Nie mamy miejsca do pracy. Dusimy się, kłócimy, przeszkadzamy sobie. Zauważamy, że nasze wnętrza są niedostosowane do naszych potrzeb. Stajemy się bardziej świadomymi klientami, wiemy jak powinna wyglądać fajna kuchnia, jadalnia, czy salon. Prawie rok spędziliśmy w domu, a ścieżki po naszych podłogach zostały solidnie wydeptane. Przy następnych remontach i nieruchomościach będziemy bardziej świadomi.

W programie chcemy pokazać widzom szerokie spektrum możliwości, propozycji i inspiracji. Chcemy zainspirować przede wszystkim do działania. Nie każdy może zrobić sobie kopię tego wnętrza, ale każdy może podejrzeć coś dla siebie. Przyjąłem zasadę, że każdy projekt i wnętrze będą w innym stylu – pop art, boho, loft, styl prowansalski czy minimalizm inspirowany Japonią. Każdy wyciągnie coś do swojego wnętrza.

Jeśli chcielibyśmy zmienić swoje otoczenie szybkim i niedrogim kosztem, jakie kroki powinniśmy wykonać?

W pierwszej kolejności musimy zastanowić się, które rzeczy są nam zbędne. Musimy „posprzątać mieszkanie”. W naszych domach posiadamy wiele rzeczy, do których mamy jakiś stosunek emocjonalny, ale de facto nie są nam one potrzebne. Stolik, który niby ładny, niby stoi, ale z niego nie korzystamy. Naszą przestrzeń musimy oczyścić ze zbędnych rzeczy i zostawić tylko to, co jest nam potrzebne. Ustawmy meble w taki sposób, aby nie przeszkadzały w drogach komunikacyjnych. Nasze wnętrze powiększy się optycznie. Bardzo często słyszę – to jest ten sam pokój? Wydaje się znacznie większy. Jeśli bardzo dobrze zaaranżujemy przestrzeń, zostawimy miejsce na komunikację, ustawimy meble tak, żeby współgrały ze sobą i były funkcjonalnie potrzebne to okazuje się, że wnętrze się znacząco powiększa. Niepotrzebne rzeczy sprzedajmy, oddajemy. Lepiej mieć dwie ładne i fajne poduszki, które pasują idealnie niż pięć nic nie wnoszących i nie współgrających z niczym.

Odgracimy mieszkanie, i co dalej?

Jeśli nie chcemy robić dużego remontu, a jedynie odświeżyć wnętrze, wymieńmy oprawy oświetleniowe, wstawmy lampy, zróbmy nowe dekoracje okienne. Zawsze warto pobawić się dodatkami. Można również podmienić dywan.

Zaprojektowałeś setki mieszkań, domów. Zdarzyło się kiedyś, że wnętrze nie spełniło oczekiwań klienta?

Robię wszystko, aby trafiać w gusta klientów. Bardzo dużo czasu poświęcam na rozmowę i staram się dokładnie poznać gusta i potrzeby osób, które się do mnie zgłaszają. Dowiaduję się jak żyją, co lubią. Firmę, którą prowadzimy, traktuję jako zakład usługowy. Odpowiadam na potrzeby ludzi, którzy przychodzą i proszą mnie o pomoc. Wychodzę z założenia, że to oni będą żyli w tej przestrzeni. Ja projektuję dla nich, ale oczywiście wszystko muszę przepuścić przez poczucie własnej estetyki. Projektuję najlepiej jak umiem, czy to w stylu minimalistycznym czy klasycznym. Dokładam wszelkich starań żeby wnętrze było estetyczne, funkcjonalne i miłe.

 Każde wnętrze projektowane jest pod gusta klientów. Zdarzyło się, że jakiś projekt nie spełnił Twoich oczekiwań?

Nigdy nie było takiej sytuacji. Nie męczę się w swojej pracy, kocham to co robię. Nie zaprojektowałbym wnętrza, którego bym się wstydził lub takiego, które uważałbym za nieestetyczne.  To co się robi trzeba robić najlepiej jak można, niezależnie od tego czy jest się lekarzem, piekarzem, sprzedawcą, czy rolnikiem. Tylko praca wykonywana z pasji i miłości przynosi oczekiwane i fantastyczne rezultaty.

 


Filmy Kultura

Miesiączka. Chcę wiedzieć!

Redakcja
Redakcja
26 kwietnia 2021

Miesiączka wyjaśniona przystępnie i rzeczowo, a przy tym z czułością i humorem.

Pierwszy przewodnik każdej dziewczyny – tej mającej już pierwszą miesiączkę za sobą, jak i tej, która jeszcze na nią czeka. Ta książka wyjaśnia wszystko, co każda dziewczyna powinna wiedzieć, żeby przejść zmiany związane z dojrzewaniem, nie tracąc pewności siebie i dobrego samopoczucia. Ponieważ miesiączka jest okej… trzeba tylko wiedzieć, czego się spodziewać i jak to wszystko działa.

Z tej książki czytelniczki dowiedzą się wielu rzeczy:

  • Jaka tak naprawdę jest miesiączka?
  • W jaki sposób cykl menstruacyjny je zmieni?
  • Czy miesiączka boli?
  • Jak zadbać o swój komfort i higienę w tym czasie?
  • Czy pierwsza miesiączka przychodzi z zaskoczenia?

 

Fragment:

Ktoś może Ci powiedzieć, że od pierwszej miesiączki będziesz już kobietą, ale to nieprawda. Kobietą stajesz się po zakończeniu wszystkich zmian związanych z dojrzewaniem. Dlatego kiedy przychodzi pierwsza miesiączka, nie zamieniasz się natychmiast w kobietę – wciąż jesteś dojrzewającą dziewczyną. Z tą tylko różnicą, że teraz… miesiączkujesz, przechodzisz cykle i jesteś dojrzała płciowo.

Fragment wstępu:

Zachwyciły nas ilustracje towarzyszące tej wyjątkowej opowieści o cyklu zmian, na które czekasz lub których już doświadczasz. Nam, które mamy miesiączkę od lat, bardzo spodobały się kolory, kształty i poczucie humoru, z którym autorki opowiadają o menstruacji. Mówienie o miesiączce ciepło, czule, merytorycznie, pozwala lepiej zrozumieć, co się z nami dzieje, kiedy miesiączkujemy. To z kolei pomaga nam zatroszczyć się o siebie, dać sobie wtedy czas, odpoczywać, być dla siebie dobrymi – Anna Jurek i Aleksandra Dulas z Fundacji SPUNK

 

O autorkach:

Cristina Torrón (1979) jest matką, ilustratorką i realizatorką projektów multimedialnych, autorką Mammasutry i ¿Quieres nadar conmigo? („Czy chcesz ze mną popływać?”). Stworzyła projekt edukacji seksualnej Menstruita, którego częścią jest ta książka.

Anna Salvia (1984), matka jedenastoletniej dziewczynki i pięcioletniego chłopca, jest  psycholożką specjalizującą się w edukacji seksualnej. Ma ogromne doświadczenie w prowadzeniu szkolnych warsztatów o tej tematyce. Jest autorką książek El baile de la vida en las mujeres („Taniec życia w kobietach”) i Viaje al ciclo menstrual („Podróż do cyklu menstruacyjnego”).

Matronat: Fundacja Nowoczesnej Edukacji SPUNK, Akcja Menstruacja, WdŻ dla
zaawansowanych

Tytuł: Miesiączka. Chcę wiedzieć!
Autorki: Anna Salvia i Cristina Torrón
Ilustracje: Cristina Torrón
Premiera: 10 marca 2021
Liczba stron: 160
Format: 145 x 190
Cena: 29,90 zł


Zobacz także

Mroczne historie? Czytam bez cienia wstydu!

Król komedii romantycznej HUGH GRANT – gangsterem! „Dżentelmeni” już na dvd!

Mieć wszystko i dostać jeszcze więcej. Czasem poukładany świat w jednej chwili staje na głowie