Kariera Lifestyle

To ona sprawi, że TEN DZIEŃ będzie niezapomniany. Zawód – wedding plannerka, czyli wszystko, co chcielibyście wiedzieć o organizatorkach ślubów

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
18 listopada 2016
To ona sprawi, że TEN DZIEŃ będzie niezapomniany. Zawód - wedding plannerka, czyli wszystko, co chcielibyście wiedzieć o organizatorkach ślubów
Fot. Archiwum prywatne Katarzyny Gajek
 

Wokół tej profesji narosło już wiele romantycznych mitów. Jeśli na dźwięk słów „wedding plannerka” staje wam przed oczami kadr z filmu z Jennifer Lopez, koniecznie przeczytajcie nasz wywiad z Katarzyną Gajek, właścicielką Aspire – jednej z pierwszych w Polsce, profesjonalnej agencji weddingplannerskiej.

Anna Frydrychewicz: Dużo romantyzmu jest w zawodzie wedding plannerki, czy to tylko nasze wyobrażenie o tej pracy?

Katarzyna Gajek: Pracujemy w romantycznych okolicznościach – z parami szaleńczo zakochanych lub okazujących sobie na co dzień czułość ludźmi, tworzymy romantyczny klimat i warunki do tego by spełnić często bardzo romantyczne marzenia. Jednak nasza praca składa się z bardzo „nieromantycznych” obowiązków. Organizując ślub i wesele koordynujemy pracę kilkunastu a niekiedy nawet kilkudziesięciu osób – wykonawców, artystów. Bierzemy na siebie odpowiedzialność za to, by cudze marzenia na temat tego jednego, wyjątkowego w życiu dnia się ziściły. To praca pod ogromną presją. Dodatkowo często przejmujemy rolę negocjatorów i mediatorów, nie tylko z osobami zaangażowanymi w realizację poszczególnych elementów scenariusza, ale czasem również z samymi narzeczonymi lub członkami ich rodziny. Rozwiązujemy dziesiątki problematycznych sytuacji. Wedding plannerka musi twardo stąpać po ziemi, prowadząc projekty ślubne, zarządzając formalnościami, monitorując budżet.

Jakie jeszcze inne cechy powinna mieć osoba zajmująca się organizacją i planowaniem ślubów?

To zawód bardzo przekrojowy. Trzeba mieć doświadczenie i wiedzę z wielu dziedzin, by sprawnie ten zawód uprawiać. To praca niezwykle wymagająca, zarówno fizycznie jak i emocjonalnie. Z własnego doświadczenia wiem, że wybierając tę ścieżkę kariery, trzeba przygotować się na swoiste przemeblowanie codziennego grafiku. Nasi Klienci swoimi prywatnymi sprawami zajmują się po zakończeniu aktywności zawodowych. Co konkretnie oznacza, że spotkania z Klientami najczęściej odbywamy po godz. 18 i w weekendy.

W sezonie czyli od maja do października popularny wedding planner nie ma co liczyć na wiele wolnych weekendów – większość z nich, jeśli nie wszystkie, z pewnością spędzi w pracy. Niezbędne są umiejętności zarządzania, negocjacyjne, mediacyjne, odporność na stres, asertywność, wysoka kultura osobista, umiejętność szybkiego adaptowania się, zmysł estetyczny, wyczucie smaku, doświadczenie w gastronomii będzie bardzo przydatne, a wiedza z zakresu prawa i finansów ułatwi i usprawni wiele codziennych zadań.

Od 2 lat szkolę młodych ludzi w naszej Akademii Aspire i od adeptów i adeptek zawodu wedding plannera często słyszę, że są zdziwieni, a może nawet czasem rozczarowani, że praca od kulis wygląda tak bardzo inaczej niż to sobie wyobrażali. W mediach pełno cudownych fotografii, uśmiechniętych, zrelaksowanych ludzi, zawsze niebo jest błękitne i świeci słońce. W rzeczywistości nie zawsze jest tak kolorowo. Klient ślubny jest Klientem bardzo emocjonalnie odbierającym cały proces przygotowań i oczywiście Dzień Ślubu.

Wedding planner powinien umieć zbudować zaufanie, autorytet, wyciszać nieco emocje Klientów. Prowadzimy wiele projektów jednocześnie, dlatego trzeba umieć być multifunkcyjnym. Sporo kulis naszego zawodu opisałam w poradniku „Ślub doskonały”. Ta książka to taka moja pomocna dłoń dla narzeczonych, a jednocześnie odpowiedź na wiele pytań osób planujących karierę w tej branży.

Fot. Archiwum prywatne Katarzyny Gajek

Fot. Archiwum prywatne Katarzyny Gajek

A jakie są etapy planowania ślubu?

Projekt ślubny prowadzimy od „ogółu – do szczegółu”. Zaczynamy od doboru miejsca na ślub, lokalizacji weselnej, przygotowujemy konwencję uroczystości, dobieramy podwykonawców, zawieramy kluczowe umowy. Im bliżej terminu tym więcej szczegółów dogrywamy. Taki proces dla każdej pary przygotowywany jest indywidualnie, bo zawsze musimy dostosować się do indywidualnych możliwości, czasowych, finansowych i oczekiwań danej Pary. Zarządzamy kalendarzem przygotowań. Wielu Klientów naciska na jak najszybsze ustalenie np. smaku tortu. A my doskonale wiemy, że jest wiele kwestii, gdzie pośpiech wcale nie jest wskazany. Moją rolą jest bardzo uważne słuchanie Klientów. Często nie wprost lecz między słowami pada treść, która pomaga mi w „uszyciu uroczystości na miarę”. Muszę dobrze zrozumieć oczekiwania Klientów, ich marzenia, tak aby móc je później zrealizować.

Zdarza się, że rodzice Pary Młodej zbyt mocno ingerują w przygotowania do ślubu? Czy reaguje Pani w takiej sytuacji?

Tak i to niestety bardzo trudna i delikatna materia. Obiektywnie rodzicom trudniej złapać dystans do wyborów dzieci, szczególnie wtedy gdy je finansują. To w dużej mierze finanse mają wpływ na finalne decyzje. Naszą rolą jest pokazać nowe możliwości, przekonać do nowych rozwiązań, wzbudzić zaufanie do rekomendacji, poszukać kompromisów. Wesela 20, 30 czy 40 lat temu wyglądały kompletnie inaczej. Wielu rodziców nie zgadza się na propozycje wedding plannera czy narzeczonej niekoniecznie ze złej woli, raczej z powodu braku wiedzy i orientacji w aktualnych opcjach i możliwościach. Poziom zaangażowania rodziców nie podlega ustaleniom z nami. To są uzgodnienia pomiędzy Narzeczonymi, a rodzicami. Mi czasem przypada rola mediatora. Jako osobie „z zewnątrz” jest mi po prostu łatwiej przedstawić różne racje i rozwiązania bez emocji.

Z jakimi najdziwniejszymi pomysłami spotkała się Pani w trakcie swojej pracy ?

Choć większość par wybiera raczej bezpieczne, klasyczne rozwiązania, to nietypowe realizacje również się zdarzają i te rzeczywiście szczególnie zapadają w pamięć. Czasem są to drobiazgi, które wzbudzają wyjątkowe emocje, czasem zachwycające dekoracje czy stroje. Pamiętam ślub i wesele, kiedy goście i para młoda śpiewali o północy hymn. Z uśmiechem wspominam wesele zrealizowane w konwencji dość mrocznych filmów Tima Burtona lub takie nawiązujące do epoki Marii Antoniny.

Pamiętam Pannę Młodą, która do ślubu przybyła konno, ślub eko, podczas którego Państwo Młodzi i goście poruszali się na rowerach, pamiętam czarny bukiet ślubny. Wspominam ciepło przyjęcia w loftach, na dachach, czy w stodołach, które na pierwszy rzut oka kompletnie ze ślubem i weselem się nie kojarzą, a podczas których udało nam się zbudować naprawdę wyjątkową atmosferę.

Fot. Archiwum prywatne Katarzyny Gajek

Fot. Archiwum prywatne Katarzyny Gajek

Jest coś, co Panią denerwuje, a może przeszkadza, coć, co jest dla Pani trudne w zawodzie organizatorki ślubów?

Według mnie ten zawód dobrze wykonywać mogą wyłącznie pasjonaci i najbardziej wytrwali ludzie. Oni będą czerpać satysfakcję z prowadzonych projektów. Trudności jest wiele. Zdarza się, że pary narzeczonych rozpoczynając planowanie swoich ślubów nie mają zupełnie orientacji w kosztach rynkowych. I muszę sobie radzić z ich rozczarowaniem, kiedy zapoznają się sukcesywnie z poszczególnymi cenami rekomendowanych miejsc, wykonawców, ludzi z wieloletnim doświadczeniem, świadczącym usługi na najwyższym poziomie. W tej branży najczęściej im wyższa jakość tym wyższe wynagrodzenie. Trudnością jest fakt, że w branży ślubnej sprzedajemy niejako obietnice, że będzie perfekcyjnie, bajkowo i romantycznie. Klientom nie jest łatwo wyobrazić sobie wszystko to, co im proponujemy, nawet jeśli pokazujemy im masę zdjęć, filmów, jeździmy na wizje lokalne. Prowadzę bardzo wiele projektów jednocześnie, dlatego nie ułatwia mi pracy wielokrotna zmiana decyzji Klientów. To działa jak domino. Gdy klient zmienia decyzję – dla mnie oznacza to multiplikację działań i niekończące się pasmo komunikacyjne z podwykonawcami. Niewątpliwą trudnością jest też fakt, że czasem Klienci zapominają, że my też staramy się mieć życie prywatne i niemożliwa jest dostępność 24h na dobę przez 365 dni w roku.

Najbardziej wzruszający momenty w Pani karierze zawodowej?

Na co dzień muszę być multifunkcyjna i twardo stąpać po ziemi, więc wiele osób, również klientów, widzi we mnie „twardą” osobę. Tymczasem wzruszam się bardzo łatwo. I momentów wzruszeń w mojej pracy były tysiące. Wzruszają mnie momenty kiedy stojącemu przy ołtarzu Panu Młodemu szklą się oczy lub leci łza na widok kroczącej Panny Młodej. Wzruszają mnie przemówienia na weselach. Różne pojednania rodzinne, które nierzadko także się zdarzają. Wzruszają mnie przepięknie zagrane i zaśpiewane utwory w murach kościołów. Pamiętam ślub, na którym górale śpiewali „Barkę” – wzruszenie nie do opisania. Dreszcze mam zawsze. I to dobrze. Jeśli przestanę je odczuwać, to będzie znaczyło, że czas zmienić pracę.

Za co ceni Pani najbardziej swoją pracę?

Najbardziej cenię sobie w tej pracy momenty, kiedy dochodzi do finałów ślubnych. Kiedy to po pół roku, czy po roku intensywnej pracy przy komputerze i telefonie, dochodzi do realizacji mozolnie budowanego scenariusza. Ta adrenalina działa na mnie jak narkotyk – pomaga wytrzymać ciśnienie i presję sytuacji. Przecież nikt nie chciałby zepsuć czyjegoś ślubu. W tej pracy poznaję ciekawych ludzi, współdzielę emocje, które towarzyszą temu wielkiemu w każdej rodzinie dniu. Mam możliwość realizowania kreatywnych koncepcji. Dla mnie ten zawód stał się pasją, dlatego godzę się z wysokimi kosztami jego uprawiania. Projekty ślubne są dla mnie także bardzo interesujące, bo ta praca pozbawiona jest rutyny. Za każdym razem piszemy nową historię. Największą zapłatą za mój wysiłek są uśmiechnięte, wzruszone twarze i słowa zadowolonych klientów, którzy mówią, że to co przeżyli przekroczyło ichwyobrażenia i oczekiwania.

skałkiKatarzyna Gajek – reżyserka, wizjonerka, scenarzystka i producentka niezapomnianych spektakli ślubnych. Jest właścicielką Aspire – jednej z pierwszych w Polsce, profesjonalnej agencji weddingplannerskiej. Współautorką poradnika dla planujących ślub i wesele, pt.”Ślub doskonały” i trenerka Akademii Aspire dla przygotowujących się do wykonywania zawodu konsultanta ślubnego.
www.aspire.pl
www.aspireacademy.pl


Masz pytania dotyczące organizacji ślubu i wesela? Możesz je zadać Kasi Gajek podczas najbliższych Targów Ślubnych Wedding, które odbędą się w dniach 19-20 listopada 2016 r na PGE Narodowym w Warszawie. Aspire jest partnerem merytorycznym wydarzenia. Kasia Gajek będzie gospodarzem paneli dyskusyjnych z ekspertami prezentującymi swoje usługi podczas targów. A w niedzielę 20 listopada o 12.00 będzie opowiadać o swojej pracy i odpowie na pytania publiczności.targislubnewedding.pl


Kariera Lifestyle

Dla ciebie świat jest pełen możliwości, ja mam dziecko. Znajdź mnie proszę, jeśli nadal wierzysz, że możemy być razem

Listy do redakcji
Listy do redakcji
18 listopada 2016
Fot. iStock/AnnaRise
 

Drogi Mężczyzno, którego kiedyś znajdę!

Powiedziałeś ostatnio, że niczego bardziej nie pragniesz, niż być ze mną. Tak mi pięknie zaszumiało w głowie. Uniosłam się nad ziemią, jak kiedyś już raz tylko, ale tak dawno, że prawie całkiem zapomniałam jakie to dobre uczucie. Pocałowałeś mnie i świat nam zawirował. Tak, tobie też, jestem tego pewna.  Ale potem wróciliśmy do swoich żyć. Twoje jest takie fantastyczne, poukładane, pewne. Jest w nim tyle wolności od obaw i trosk, którymi ja żyję już od trzech lat. Świat ciągle pełen jest dla ciebie możliwości. Ja jeszcze nie myślę o możliwościach, ja udowadniam sobie i innym, że cokolwiek się stanie, „dam radę”. Jak mogłoby być inaczej? Mam dziecko, wychowuję je sama. I nie rzucę już wszystkiego z dnia na dzień dla miłości. Nie, nie zamienię bezpiecznej codzienności, o którą walczyłam tak ciężko, w którą zawinęłam naszą dwójkę tak szczelnie, na namiętność, której trwania nikt mi nie zagwarantuje.

Chcesz bliskości, deklaracji, chcesz wiedzieć już, tu i teraz. A ja jestem pełna obaw. Chcesz być pewny, że jesteś jedyny. A ja mam pod skrzydłami małego człowieka, który jest dla mnie wszystkim, co drogie. Chcesz miłości zwykłej, ale najmocniejszej, SMS-ów natychmiast, żebyś wiedział, że na pewno cię kocham. A ja nie chcę czytać bajek na dobranoc i odpisywać na twoje namiętne wiadomości. Chcesz spotykać się i iść ze mną za rękę do restauracji, a potem kochać się całą noc do utraty tchu. A mnie stać na opiekunkę raz na dwa tygodnie, na kilka godzin. I wiesz, czułabym się winna nie wracając do domu na noc, kiedy on zasypiałby trzymając za rękę kogoś innego. Widzisz, ja nie umiem cię już kochać tak, jak kochałabym mężczyznę przed pojawieniem się mojego dziecka. Czy potrafisz to zrozumieć, zaakceptować?

Nie, nie chcę cię ranić, uważam tylko, że jesteśmy sobie winni szczerość. Ty też tak sądzisz, prawda? Żadnych gier.

Myślisz, że za bardzo się asekuruję. Ale popatrz, napisałeś wczoraj, że nie odpowiedziałam ci nic na tę twoją miłość, że czekasz i się martwisz co z nami będzie. Bo mogłoby być pięknie, wzniósłbyś mnie przecież na szczyt. I że obiecujesz, że zrobisz wszystko. Widzisz, ja po prostu nie wiedziałam co odpowiedzieć. Nie potrzebuję „wszystkiego”. Pragnę mieć to coś, czego być może ty mi nigdy nie zapewnisz: muszę wiedzieć, że chcesz, żeby moje dziecko było „nasze”. Kochanie, tak ślicznie wyszeptałeś „chcę być z tobą”. Nie wyznałeś jednak „będę z wami”. A ja, wiesz o tym najlepiej, już zawsze będę trochę „nami” – mną i moim synkiem.

Jeśli wpuszczę cię do mojego serca, zapragnę  natychmiast potem, byś zajął też miejsce w sercu mojego dziecka. Czuję to, wiem, że tak będzie. I boję się, boję się tak, że aż boli, bo chcę ciebie, bo czuję, że mogłabym być z tobą szczęśliwa. Ale czy bylibyśmy szczęśliwi, we trójkę? Czy, gdyby nam nie wyszło, wolno mi ryzykować cierpieniem tego maleńkiego serduszka?

Mówisz, że nie muszę być od razu taka poważna, że miłością można się przecież bawić. Przepraszam, ja już chyba nie umiem bawić się miłością.

Tyle mam pytań, tyle wątpliwości w mojej głowie. Jesteś taki niezależny. Ile jesteś gotowy dać nam z tej swojej wolności? Kochanie, czy ty wiesz, że my nigdy nie będziemy mogli „zaczynać” tego związku jak zaczynają związki inne pary? Czy ja mam prawo cię tych początków pozbawiać?

Wiesz, myślałam o tym wczoraj, patrząc, jak mały śpi. Jego rysy twarzy coraz bardziej przypominają mi jego ojca. Ty też zobaczysz to podobieństwo,  gdy będziesz patrzył codziennie? Czy obdarzysz szczerą miłością dziecko innego mężczyzny? A jeśli się rozstaniemy i któregoś dnia znikniesz z naszego życia tak jak ON? Co będzie, jeśli ojciec dziecka pojawi się pewnego dnia w naszej codzienności? Jakie emocje i uczucia będą ci wówczas towarzyszyć? Czy sobie z tym poradzisz?

Widzisz, jestem komplikacją, zawsze już będę pełna obaw. Boję się, choć czuję, że jestem gotowa na miłość.

Znajdź mnie proszę, jeśli nadal wierzysz, że możemy być razem. Ale nie proś o nic więcej niż przyjaźń, jeśli ci tej pewności brakuje albo gdybym miała być tylko chwilą w twoim życiu, zabawką, miłym wspomnieniem.

Chciałabym ci kiedyś zaśpiewać, jak Sheryl Crow: Czy jesteś wystarczająco silny, by być moim mężczyzną…?


Kariera Lifestyle

Mamo, pozwól mi odejść. Mam 40 lat. To, że kocham inną kobietę, nie znaczy, że ciebie kocham mniej

Listy do redakcji
Listy do redakcji
18 listopada 2016
Fot. iStock / KatarzynaBialasiewicz

Kochana Mamo…

Pewnie do dziś i już zawsze będziesz pamiętać ten moment. Te momenty najważniejsze, te którymi się żyje do późnej starości. Gdy dowiedziałaś się o moim istnieniu. I gdy pierwszy raz usłyszałaś mój płacz. I mój pierwszy krok, i gdy pierwszy raz powiedziałem „mamo”. I to jak przy mnie byłaś, gdy dorastałem. Gdy pierwszy raz przekraczałem próg szkoły. Gdy pierwszy raz wróciłem z podbitym okiem. Gdy się pierwszy raz pokłóciliśmy, a ty płakałaś jak trzaskałem drzwiami. Ja też zawsze będę pamiętał, jak siedziałaś przy moim łóżku kilka nocy. Wtedy, gdy chorowałem. I, że dzięki tobie zawsze wiedziałem, że mam gdzie wrócić. I to jak czytałaś mi przed snem, żeby nie nękały mnie koszmary. I jak patrzyłaś zatroskana i wystraszona, gdy szarpałem się z kolegami. Tylko to było tak dawno temu Mamo. Gdy byłem dzieckiem i nastolatkiem. Dziś jestem dorosłym facetem przed 40-tką, który cię kocha ponad wszystko. Ale stoi przed najgorszym z dylematów. I najbardziej przeraża mnie to, że to ty do tego doprowadziłaś. Do tego, że dziś muszę wybierać między tobą a Nią. Moją miłością. Inną kobietą, których ty w moim życiu bałaś się najbardziej. Jakbyś nie chciała, żebym kiedyś był szczęśliwy. Jakbyś nie rozumiała, że miłość matki jest najważniejsza dla dziecka. Ale gdy dorasta, potrzebuje jeszcze innych uczuć i bliskości. I nie stajesz się przez to mniej ważna, tyle razy usiłowałem ci to powiedzieć. Ale nie słuchałaś, bo zapomniałaś, że każde pisklę w końcu wylatuje z gniazda. I jeśli je kochasz, to musisz pozwolić mu odejść.

Pamiętasz Agatę? Jeszcze w liceum, pod koniec jakoś. Pamiętasz, bo od razu zwróciłaś uwagę na  burzę rudych loków, na szczerość i to jak bardzo była spontaniczna. Wszystko robiłaś, żeby mi pokazać, ile ma wad. Jakbym ja był bez skazy, idealny, nie popełniający błędów. Jakbyś ty też była aksamitna i czysta jak łza. A przecież ludzie tacy już są, wszyscy. Ranią i zawodzą, cieszą i kochają. Ale przekonałaś mnie w końcu, że zbyt krzykliwa była ta dziewczyna, zbyt szumna jak dla mnie. Przecież ja taki spokojny, stonowany. Potrzebuję kobiety z klasą miałaś w zwyczaju mawiać, tylko że żadna kolejna jej nie miała. A ja coraz częściej się zastanawiałem, co robię nie tak, czym je od siebie tak odstraszam. A przecież miałem dobrą pracę, byłem miły i dobrze wychowany, bo o to zadbałaś. Lubiłem życie i chciałem z kimś być. A ty mi tylko powtarzałaś, że na wszystko przychodzi czas, że niczego nie wolno przyspieszać. Że prawdziwa miłość nie znosi ponaglania. I to zdanie, którego się bałem. Że nie do wszystkich drzwi zdąża. I czasem całe życie omija jeden adres. Ale żebym się nie martwił na zapas, bo i tak zawsze będę miał ciebie. Nie chciałem i nie chcę o tobie myśleć źle Mamo, ale nie możesz mnie zatrzymać poczuciem winy. Nie możesz mnie chronić, aż do śmierci. Nie możesz dokonywać za mnie wyborów. Nie możesz myśleć, że jeśli odejdę z domu, to ciebie przestanę kochać. Przecież ty też kiedyś odeszłaś, dlaczego o tym zapominasz?

A Asię pamiętasz? Myślałem nawet, że ją polubiłaś, że wszyscy na tym zyskamy. Bo założę rodzinę, będziesz miała wnuki do kochania. Ale ty wpadłaś w szał, krzyczałaś, że rodzina to straszna odpowiedzialność, że muszę się poważnie zastanowić. I, że nie pozwolisz mi na świadomy błąd. I nie pozwoliłaś, bo Asia odeszła jak zresztą każda kolejna. Pojawiały się i znikały, pisząc potem, że tak się nie da dłużej żyć. We trójkę. Ja, one i ty, Mamo. Przecież tak wiele dla mnie już zrobiłaś, pozwól mi w końcu, bym mógł zrobić coś dla ciebie. I dla siebie, bo ty też powinnaś. Odpocząć, wyjechać, pozwolić sobie na o wszystko, co zabrał czas spędzony ze mną. Przecież pokazałaś mi to co najlepsze, nauczyłaś tak mądrze wybierać. Tak odpowiedzialnie odkrywać nowe, nie ranić świadomie. Nie musisz się już o mnie bać, nie musisz troszczyć od świtu do nocy.  A mimo to nadal nią będziesz, tą najważniejszą w moim sercu. Choć tak skrajnie inną miłością kochaną, niż kobieta, która czeka na mnie z obiadem. I to, że będę jadał u niej, nie oznacza, że twoje przestało mi smakować. Ale tym razem już nie posłucham, Mamo. Nie spuszczę głowy dla świętego i tylko twojego spokoju. Żeby łez nie było, nerwów, sprzeczki i ciszy, której nie znoszę. Nie machnę ręką, nie będę patrzył w oczy kolejnej kobiecie. Za każdym razem przeżywając to samo, bo widzę, że znowu  tracę, ale ty nie pozwalasz mi jej zatrzymać. Już nie Mamo, musisz to zrozumieć, pogodzić w sobie. Przecież nie chcę cię zostawić, tylko zacząć żyć po swojemu. Tak jak mnie do tego przez tyle lat przygotowywałaś.

Zakochałem się. Pokochałem prawdziwie i głęboko. I rozsądnie, tak jak radziłaś. I czas sobie dałem, by nabrać pewności. I ona jest taka, na jaką czekałem. I kocha dzieci i chce je mieć. I już się cieszy na taką babcię jak ty. Na to, że będziemy cię zabierać na święta, urządzać urodziny i wpraszać na niedzielne obiadki. I w weekendy jęczeć żebyś zabrała wnuki, bo nam się młodość przypomniała. I po porady dzwonić będę do ciebie. Bo do kogo innego jak nie do najlepszej matki na ziemi. Kto mi z większą troską doradzi, kto mnie cierpliwiej wysłucha. Tylko musisz mi już pozwolić iść swoją drogą. Żebym mógł do ciebie wracać. I pokazać ci ile, dobrej pracy włożyłaś w moje wychowanie. I jak bardzo wszystko ci w życiu wyszło. I to najważniejsze, co napawać cię będzie dumą, do końca twoich dni. Dlatego pozwól mi odejść i być dobrym mężem. I ojcem. Żebym kiedyś, gdy odejdziesz, nie został sam. Bo ty  przecież tego się boisz najbardziej. Tej samotności, której nie chcę ci zafundować, Mamo. A do której ty mnie zmuszasz. Bo tak zaborczo kochasz, tak zachłannie. I niepotrzebnie. Bo serce każdego syna zawsze najbardziej należy do jednej kobiety. Tej, z której powstało.


Zobacz także

3 błędy, które popełniamy pracując nad płaskim brzuchem

Jak naturalnie zafarbować wielkanocne pisanki?

5 cech osobowości ludzi, którzy długo żyją (i szczęśliwie)