Kariera Lifestyle

Dlaczego zarabiamy mniej niż mężczyźni? Może same jesteśmy sobie winne i najwyższy czas to zmienić?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
23 listopada 2015
Fot. iStock / thodonal
 

Czytam, że kobiety będą zarabiać tyle samo, co mężczyźni za 118 lat. Czyli może naszym wnuczkom się uda. Zastanawiam się jednak z czego to wynika? Czy nie jest tak trochę, że zarabiamy mniej na własne życzenie?

Wynagrodzenie kobiet bywa nawet o 20% niższe niż wynagrodzenie mężczyzn. Wysokość różnicy zależy to od zajmowanego stanowiska i branży. Podobno dzisiaj zarabiamy tyle, ile mężczyźni dziesięć lat temu. Okazuje się, że aby osiągnąć wysokość rocznego wynagrodzenie mężczyzn, dla kobiet rok musiałby być dłuższy od dwa miesiące. To tak, jakbyśmy od pierwszego stycznia do 12 marca pracowały za darmo.

I oczywiście, kiedy czytam takie informacje, to krew mnie zalewa, pięści się zaciskają, a w głowie rozbrzmiewa: „I niby dlaczego? Jakim prawem? Co za szowinizm”. Tyle tylko, że od wielu lat nic się nie zmienia. Głośno mówi się o tym, że kobiety zarabiają mniej, ale trudno znaleźć konkretne rozwiązania tego problemu. Z podziwem patrzymy na kobiety, które zajmują wysokie stanowiska i których nierówność płac zupełnie nie dotyczy. A przecież istniejemy na rynku pracy, jesteśmy pełnoprawnymi kandydatami na proponowane stanowiska. Mamy wykształcenie równe, a bywa, że lepsze od mężczyzn, którzy starają się o ten sam etat. Jesteśmy często lepiej zorganizowane, bardziej efektywne, lepiej wykorzystujemy czas spędzony w pracy. Patrzymy ze złością na kolegów, którzy mają czas pożartować, porozmawiać o ostatnim meczu, podczas gdy my wspinamy się na szczyt swoich pracowniczych umiejętności, by móc jak najszybciej wyjść z pracy i spokojnie zająć się domem i dziećmi. I skoro nikt nie podejmuje żadnych kroków, by wyrównać nasze płace z wynagrodzeniem mężczyzn, to może same powinniśmy o to zadbać. Zmienić swoje nastawienie. Porozmawiałam z kilkoma znajomymi pracującymi na różnych stanowiskach. Wszystkie mówiły, że zarabiają mniej, ale też każda od razu usprawiedliwiała taki stan rzeczy.

„Zarabiam mniej, ale też mam mniejszą odpowiedzialność”

Mówi koleżanka, która pracuje w państwowej firmie. To fakt, że kobiety często zajmują stanowiska, które panom nie są chyba nawet proponowane. Są asystentkami prezesów, zajmują się administracją, organizacją. W ich oczach są to obowiązki „lekkiego” kalibru, bo co innego mężczyźni, którzy dzierżą kierownicze i specjalistyczne stanowiska, gdzie znaczenie ma odpowiednia wiedza. „Daj spokój, jestem zwykłą sekretarką, tylko teraz jest to inaczej nazywane”, słyszę. I myślę: „No tak, z takim nastawieniem, to my więcej na pewno nie będziemy zarabiać”.

„Zarabiam mniej i co z tego, tyle mi wystarczy”

„A tam, daj spokój. Cieszę się, że w ogóle mam pracę”, słyszę od menadżerki w prywatnej, niedużej firmie. Świetna dziewczyna, kreatywna, z pomysłem na swoją pracę, obowiązkowa i oddana swoim obowiązkom. Obie wiemy, że znajomy na tym samym stanowisku w innej firmie zarabia półtora tysiąca więcej. A ona boi się iść po podwyżkę, bo jak będzie mieć większe wymagania, to może ją zwolnią, albo (i to dla niej gorsze) tej podwyżki odmówią. Tyle tylko, że jak nie powiesz, to skąd pracodawca ma wiedzieć, że chcesz więcej. Docenia twoją pracę premią świąteczną, nie słyszy sprzeciwu, więc cieszy się ze świetnego pracownika za wynagrodzenie, jakie ustalili wspólnie na początku. „Tyle mi wystarczy” – może i tak, ale czy nie zasługujesz na więcej?

„Zarabiam mniej, bo jestem kobietą, mam dzieci”

„Daj spokój, o czym my w ogóle rozmawiamy?”, słyszę od przyjaciółki. Chwilę później wylicza mi, czemu kobieta jest pracownikiem, który dostaje mniej kasy. „Nie dyskutowałam, kiedy dali mi mniejszą podwyżkę, mój kolega – te same obowiązki, dostał wyższą. W końcu on jest w pracy więcej, niż ja. To mi chorują dzieci i idę na zwolnienia, to ja zwalniam się z godziny na godzinę i lecę do przedszkola po młodego, bo wymiotuje”. Pytam, czy przez to ma zaległości w pracy, rzeczy, z których się nie wywiązała. „No co ty. Oczywiście, że wszystko jest zrobione”. „Tak jak u twojego kolegi z wyższą pensją?”, pytam, ale ona zmienia już temat. No tak, przepraszam, że jestem kobietą i matką, cudownie, że chce mnie pan zatrudnić, a ja w dowód uznania dla pana gestu, wezmę niższe wynagrodzenie.

„Zarabiam mniej, bo nie umiem walczyć o swoje”

Mówi znajoma ze smutkiem. „Zazdroszczę facetom, że oni głośno mówią o swoich zasługach w pracy. Ich pewność siebie zbija mnie zupełnie z tropu, jak oni się tak chwalą, to mi się wydaje, że ja to już lepiej nie będę się odzywać”. Tyle, że oni nie mówią przeciwko żadnej z nas. Faceci są tak skonstruowani (i tego szczerze im zazdroszczę), że bez problemu mówią o swoich osiągnięciach, choćby były najmniejsze. My kobiety rzadko to potrafimy. Mamy niższe poczucie wartości, także zawodowej. Wydaje się nam, że powinniśmy zasłużyć na oklaski, a już najlepiej, żeby kto inny docenił to, co robimy, bez naszego chwalenia się. A może właśnie nie. Może powinnyśmy równie głośno jak koledzy mówić o tym, co udało się nam osiągnąć. Zadbać w ten sposób o siebie, o swoją pozycję w pracy i unikać sytuacji, kiedy ktoś inny przypisze sobie nasz zasługi.

„Zarabiam mniej, ale to nic, mam za to fajną atmosferę”

Fajną atmosferę wśród kolegów, którzy zarabiają więcej. Widać mają inne priorytety. Pracę traktują jako narzędzie do zarabiania pieniędzy przede wszystkim. Były nawet jakieś badania o tym, że dla kobiet bardzo ważne są relacje w pracy, czyżby kosztem wynagrodzenia? „Jest fajnie, to nic, że mniej zarabiam, braki finansowe rekompensuje mi atmosfera”. Jasne, że jest ona ważna, ale jak tak będziemy myśleć, to pracodawcy będą tworzyć miły i rozumiejący się zespół, w którym kobiety będą się świetnie czuć i… mniej zarabiać.

„Zarabiam mniej, bo inni też mają mało”

Eh… to takie nasze, kobiece. Poczucie sprawiedliwości. Moja przyjaciółka mówi: „Oddam część swojej pensji, żeby inni mogli mieć więcej”. Szlachetne. Tylko dlaczego ona ma zarabiać mniej? Robi tyle samo, a nawet jeszcze więcej, więc czemu ma za to mieć mniej pieniędzy. Inna dodaje: „Daj spokój nie idę po podwyżkę. Anka z moje działu ma troje dzieci, jej mąż dostał wypowiedzenie”. Tylko to nie Anka zamknęła ostatnio duży projekt. A ty masz dwójkę dzieci i zaległe alimenty od byłego męża.

I kiedy tak słucham tych wszystko usprawiedliwień, to nie dziwię się, że wyniki badań porównujące wysokość wynagrodzeń kobiet i mężczyzn, tak się przedstawiają. Oczywiście, że są wyjątki – te wspomniane wyżej, które podziwiamy, którym zazdrościmy tego, że potrafią sięgnąć po swoje. Więc może czas najwyższy zacząć zmiany od siebie. Docenić swoją pracę, spojrzeć na siebie oczami pracodawcy. Kim jesteś: pracownikiem, który dużo robi, ale mało wymaga? Zmień to, niech inni cię docenią, zawalcz o swoje bo masz do tego pełne prawo. Także do większej kasy.


Kariera Lifestyle

Jak odróżnić stres od przeciążenia?

Hanna Strzelecka
Hanna Strzelecka
24 listopada 2015
Jak odróżnić stres od przeciążenia?
Fot. Flickr/ RenaudPhoto / CC BY-SA
 

Praca, to dla jednych źródło przyjemności i zabawy, a dla innych przyczyna nieustannego stresu i przemęczenia. Tak, wiem może się wydawać, że oszalałam, bo praca i przyjemność w jednym zdaniu to abstrakcja, jednak znam osoby, które do pracy chodzą właśnie po to, by się bawić i nie chodzi mi o pracę w Google.

Każdego człowieka nierzadko dopada stres i przeciążenie związane z nadmiarem obowiązków, a z jego ust padają słowa: „Nie dam rady”, „Nie zdążę”, „Nie mam siły”. Jest to cena jaką płaci się za życie w nieustannym pędzie i pośpiechu. Dążąc do spełnienia swoich marzeń i aspiracji.

Jednak jak odróżnić stres od przeciążenia, gdy nas już dopadną?

Pozornie wydaje się to proste, bo instynktownie każda osoba czuje i rozumie oba stany. Sama zabierając się to tego tematu, byłam przekonana, że jest to łatwe i tych kilka rad napiszę w pięć minut. A oto co odkryłam, na temat przeciążenia i stresu.

Gdy zadania mnie przygniatają

Nikt nie jest wolny od takiego stanu. Nagle wydaje się, że biurko zaczyna się niebezpiecznie uginać pod nadmiarem niezałatwionych spraw, a wszystkie pliki są zapisane w języku zrozumiałym jedynie dla cywilizacji obcych. Pada się wówczas ofiarą stanu przeciążenia, spowodowanego nadmierną ilością pracy lub jej jakości, gdy zadania są zbyt skomplikowane. Coraz trudniej jest się skupić i wykrzesać z siebie motywację do dalszej pracy.

Człowiek przestaje się  interesować nowym projektem i możliwościami dalszego rozwoju, a najchętniej stały by się niewidzialny, by szef go przypadkiem nie zauważył. Rozbiegane myśli są  wstanie skupić się tylko na jednej rzeczy: urlop. Nie można się doczekać momentu gdy będzie można wyrwać się z pracy na kilka dni by leniuchować na słońcu, a następnie wrócić do pracy zmotywowanym do podjęcia nowych wyzwań.

Nie podchodź, bo ugryzę

Stres działa inaczej. Powrót do pracy po odpoczynku nie jest wyczekanym momentem, a wręcz odwrotnie jest powrotem do tego wszystkiego co przysparza bólu głowy, nerwowego zagryzania ust i ściskania w gardle. Ponownie jest się poddanym coraz silniejszej presji, która zaczyna się stopniowo odbijać na organizmie.

W nocy zamiast przyjemnych snów o rajskiej plaży, z której się właśnie wróciło, pojawiają się koszmary związane z pracą lub bezsenność, gdy nieustannie myśli się o tym co jeszcze trzeba zrobić. Doba staje się za krótka, by wszystkiemu sprostać. W biurze ponownie lepiej do takiej osoby nie podchodzić, bo jest gotowa gryźć lub wybuchnąć płaczem, z błahego powodu, który wcześniej by zwyczajnie zignorowała. Niestety, to właśnie wybuchy silnych emocji, czasem z nieistotnej przyczyny są pierwszymi symptomami stresu i tego, że nie jest się wstanie poradzić sobie z sytuacją w jakiej się znajduje.

Fot. Flickr / Benjamin Watson / CC BY

Fot. Flickr / Benjamin Watson / CC BY

A może jeszcze jedno ciasteczko?

Nikogo nie zdziwi, że stres zajadamy, jednak nagła miłość do słodyczy czy innych smakołyków jest również objawem przeciążenia. Te wszystkie pięknie wyglądające ciasteczka, te torty z pysznymi kremami stają się nagle pokusą nie do odparcia, a Buddy Valastro staje się obiektem westchnień, bo która kobieta nie chciałaby mieć tak wspaniałego cukiernika w domu. Zjedzenie jednego czy dwóch ciasteczek, by uprzyjemnić sobie pracę lub nagrodzić się za wykonanie danego etapu projektu nie jest już świętem, a codziennym nawykiem. Nagroda jest wszakże wskazana i motywuje do dalszej pracy, czyż to nie prawda stara jak świat?

Niestety nie wiadomo jednak, kiedy waga zaczyna szaleć i wmawiać, że przytyło się tych kilka dodatkowych kilogramów. No właśnie! Wiele osób nieświadomie zaczyna się objadać by załagodzić skutki stresu i dostarczyć sobie pozytywnych doznań. Jedzenie jest niezbędnym elementem życia, a jednocześnie dla wielu ludzi staje się sposobem na radzenie sobie z problemami. Jedni zaczynają podjadać, a inni odwrotnie, z przemęczenia zupełnie tracą apetyt i zaczynają niknąć w oczach.

A psik!

Aż chce się powiedzieć: na zdrowie”,  choć stres jeszcze nikomu na zdrowie nie wyszedł . Ostatecznie warto jest powiedzieć o zasadniczej różnicy pomiędzy przeciążeniem i stresem, szczególnie stresem długotrwałym jaką jest ich wpływ  na stan zdrowia.

Przeciążenie ma niewątpliwie negatywny wpływ na system odporności. Zmęczenie, niewyspanie, zła dieta i litry wypitej kawy powodują, że łatwiej ulega się różnego typu infekcjom i przeziębieniom, przez co zmuszonym jest się do nieustannego walczenia z katarem i kaszlem. Niestety stres ma dużo poważniejsze skutki niż siedzenie pod ciepłym kocem z gorącą herbatą i czerwonym nosem.

Bardzo często objawy stresu można zaobserwować w wyglądzie zewnętrznym. Jedną z pierwszych ofiar padają piękne bujne loki, o które tak starannie się dba. Przeglądając się w lustrze łatwo da się zauważyć coraz więcej posiwiałych włosów, a jednocześnie na szczotce po rozczesywaniu pozostaje ich coraz więcej. Narażenie na długotrwały stres może prowadzić również do bardzo poważnych chorób serca takich jak nadciśnienie i zawał serca oraz tak powszechnej choroby wrzodowej.

Warto również pamiętać o jeszcze jednym fakcie. Zarówno przeciążenie pracą jak i stres w wielu sytuacjach prowadzą do wypalenia, ale to temat na zupełnie inną rozmowę.


Kariera Lifestyle

Podsumowanie pierwszego tygodnia akcji „Bądź dobra dla siebie”

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
23 listopada 2015
Fot. iStock / william87

Mija właśnie drugi tydzień naszej akcji „Bądź dobra dla… siebie”. Piszecie dużo i fajnie. Inspirujecie nas, i mnóstwo innych kobiet. Fajnie, bo tylko w grupie siła. I my to bardzo dobrze wiemy, dlatego ten portal w ogóle powstał, dlatego chcemy zmienić wasze (nasze?) myślenie o sobie, o świecie, o życiu. No, przynajmniej ciut, ciut. Chcemy mieć minimalny wpływ na to jak się czujecie i co ze sobą robicie.

Wiadomo, wszystko zależy od Was, ale zawsze łatwiej, gdy nie jest się samemu.
A Wy nie jesteście same:)

Super, że opisujecie „drobiazgi”. Bo w myśleniu o byciu dobrym dla siebie warto zrezygnować z takich terminów jak: „wszystko albo nic”. Wystarczy troszeczkę. Troszeczkę, to dobry początek. Szkoda, że tak rzadko to umiemy. Najczęściej myślimy, że zmiana jest rewolucją. Tymczasem często bywa po prostu ewolucją.

Chciałybyśmy odczarować myślenie, że dbanie o siebie kosztuje (telefon do przyjaciółki i kawa nie kosztuje), że to jakiś przymus współczesnej kobiety, że to egoizm.

Nie, możesz być dobra dla siebie nie raniąc bliskich, nie szkodząc im, nie zapominając o tym, że nasza codzienność to funkcjonowanie wśród innych.

Prowadząc naszą akcję chcemy, żebyście pamiętały, że dbanie o siebie nie jest też destrukcją. Nie jest mówieniem: „Dziś mam wszystko gdzieś. Jem, piję, wydaję”. Jest codziennym wyborem, ale wyborem czegoś naprawdę dobrego dla siebie.

Rozpoczynamy trzeci, ostatni tydzień naszej akcji. Tym razem pójdziemy bardziej w rozwój duchowy, określaniem swoich celów i marzeń.

Kobieta dobra dla siebie może tkwić w stanie NIC. Ale wie, że ten stan jest przejściowy. Nie dlatego, że spadnie jej manna z nieba tylko dlatego, że ona w końcu zrobi COŚ. Ze sobą

Róbcie z nami „COŚ”.


Ogłoszenie wyników – Tydzień pierwszy

2 x voucher pielęgnacyjny do kliniki Profemed

  1. Aleksandra Zajfert
  2. Magdalena Szuba

4 x zestaw kosmetyków ufundowany przez debiutującą na polskim rynku, markę francuskich kosmetyków VALCENA

  1. Karolina Berna
  2. Danuta Baranowska
  3. Urszula Lato
  4. Żaneta Przebierała

Laureatki prosimy kontakt mailowy w celu odbioru nagród w ciągu 7 dni od daty ogłoszenia wyników (czekamy do 30.11.2015). Prosimy o przesłanie danych do wysyłki nagrody (imię i nazwisko, adres i nr telefonu) na adres e-mail: kontakt@ohme.pl. Otrzymanie danych potwierdzamy w odpowiedzi zwrotnej.

Jeszcze raz dziękujemy wszystkim za udział w naszej zabawie :).

Dołącz do nas i codziennie zrób coś dobrego dla siebie! To może być drobiazg albo marzenie życia. Godzinna w domowej wannie, 5 minut na wypicie kawy bez pośpiechu, czy zapisanie się na siłownię, a może kupno książki dla siebie na wieczór? To zależy tylko od ciebie. Nie przegap naszej zabawy i śledź nas na Facebooku. 

 


Zobacz także

14 rzeczy, które każda kobieta przynajmniej raz w tygodniu powinna jeść

Nawet, jak zrobicie coś milion razy dobrze, to świat skrytykuje was za jeden błąd. Mądra lekcja pewnej nauczycielki

„Czasem mam ochotę wyjść i nie wrócić. Tak ranisz.” List matki do nastoletniej córki