Psychologia Związek

Żyłam z kłamcą. Nawet, gdy mówił, że kupił mleko, bułki i chleb, nie wiedziałam, czy mu wierzyć

Anika Zadylak
Anika Zadylak
27 października 2016
Fot. iStock / Tatiana1987
 

– Wracaliśmy od ciotki, wszystko było zwyczajnie. Rozmawialiśmy o jego pracy, coś tam przebąkiwał o zmianie, że może gdzie indziej lepiej płacą.  A ja w duchu modliłam się, żeby już tylko nic nie kombinował. Mieliśmy wystarczająco dużo problemów i bez tego. Pomógł mi wnieść wózek synka na górę, nawet łóżeczko mu pościelił. Cmoknął mnie w policzek i powiedział, że szybko skoczy do sklepu po chleb, bo nawet kolacji nie będzie z czego zrobić. I wrócił pobity… po czterech dniach. Zapytałam, co wymyśli tym razem, jaką bajkę znowu będzie usiłował mi przemycić. Bo przecież już słuchałam opowieści o wyjazdach na kursy, o bogatych znajomych, którzy mieli nas zabrać na Karaiby, o awansie na wysokie stanowisko. Patrzył na mnie jakoś tak inaczej niż zwykle i pierwszy raz od 10 lat usłyszałam: – Monika, ty żyjesz z kłamcą. Pomyślałam wtedy naiwnie, że skoro w końcu głośno się przyznał, to może wszystko zacznie się zmieniać. W poniedziałek rano pojechał do firmy, zwyczajnie na ósmą. Po 12-tej odebrałam telefon z kadr, że mąż, gdy odchodził od nich tydzień temu, zapomniał zabrać dokumenty. Słuchawka wypadła mi z rąk. Sama sobie powtórzyłam jeszcze raz: – Ty żyjesz z kłamcą, Monika.

O niektórych ludziach mówimy: to urodzony kłamca. Czy rzeczywiście można przyjść na świat wyposażonym w zdolności ułatwiające wprowadzanie innych w błąd?

Już w latach 20. psychologowie wykazali, że nie istnieje trwała cecha zwana uczciwością. Nie można zatem również urodzić się kłamcą. Pomimo takich wyników badań autorytety w dziedzinie badań nad kłamstwem, a do takich można zaliczyć Paula Ekmana, piszą o naturalnych kłamcach*. Zdaniem Ekmana, ludzie ci już w dzieciństwie nabywają przekonania, że potrafią wprowadzić w błąd swoje otoczenie. Nie odczuwają żadnego strachu przed przyłapaniem na oszustwie. W badaniach Ekmana nie zidentyfikowano specjalnych cech osobowości, które by odróżniały naturalnych kłamców od innych ludzi. Nie były to osoby psychopatyczne, natomiast charakteryzowały się elastycznym, kombinatorycznym sposobem myślenia.

Monika

– Nikt mnie nie ostrzegał przed Wojtkiem, nie umoralniał, żebym uważała, bo to patologiczny wręcz kłamczuch. Taki, który już sam nie wie, co jest prawdą, a co fikcją. Jego matka i siostra czasem coś tam uszczypliwie rzuciły, czy w dowód mu zaglądałam i czy pewna jestem, że ma na imię tak, jak mi powiedział. Nie rozumiałam tych uwag, tym bardziej, że od niego wiedziałam, iż relacje z jego matką nigdy nie należały do zbyt głębokich. Obwiniał swoją mamę o rozpad małżeństwa z jego ojcem, o wieczne wtrącanie się do jego życia, o brak miłości i zainteresowania. Mówił, że ona całe życie tylko jego siostrę widziała, bo mądrzejsza, bo dwa kierunki studiów. Bo zarabiała tyle, że matce auto kupiła. Było mi go żal. Wiem, dorosły facet, ale cały czas też dziecko, które czuje i widzi, że nie jest najważniejsze dla najważniejszej dla niego osoby. Nie dociekałam, jak było, w końcu to z nim miałam żyć, więc jemu wierzyłam.

Pierwsze dwa lata było bajecznie. Oczywiście, teraz już wiem, że kłamał od samego początku, tylko jakoś tak delikatniej, niepostrzeżenie. Może inaczej powiem – nie krzywdził nas tym, nie docierały do mnie żadne sygnały z zewnątrz. Pracował, zarabiał, opiekował się nami. O swoim ojcu nie wspominał prawie w ogóle, krótko ucinał, że odszedł przez matkę i ich zostawił, że nawet nie wie, gdzie on jest. Ale też bronił, nie pozwalał powiedzieć złego słowa. Awanturował się, gdy na rodzinnym spotkaniu ktoś coś o nim wspominał. Jakby strzegł ogromnej tajemnicy, która zresztą z biegiem lat wypłynęła. Zwyczajnie się rozeszli, jak wielu ludzi, ale synem się interesował. To Wojtek chcąc z siebie zrobić ofiarę opowiedział zmyśloną historyjkę o bezdusznym ojcu, który go zostawił. I później już trzeba było ciągnąć wątek. Zamiast zwyczajnie się przyznać, powiedzieć, że czuł żal i przeprosić. Wolał obrazić, zranić i stracić ojca, niż powiedzieć prawdę.

Pierwszy raz kiedy poważnie mnie okłamał, kiedy się wydało, zapamiętam do końca życia. Do końca życia będę sobie wyrzucać, że właśnie wtedy nie odeszłam. Synek zachorował, mąż był w pracy i nie odbierał. Potrzebowałam samochodu, który zabrał do mechanika. Zadzwoniłam i usłyszałam, że nic nie wiedzą, żeby mieli robić przegląd w naszym aucie. To mnie już zaniepokoiło, ale pomyślałam, że może coś źle zrozumiałam. Zamówiłam taksówkę i jeszcze raz zadzwoniłam do firmy, żeby usłyszeć zdziwiony głos sekretarki, bo przecież pan Wojciech jest na chorobowym od dwóch dni. Stan Kubusia był o tyle zły, zapalenie płuc i oskrzeli, że lekarz położył go na oddziale. Nadal usiłując się dodzwonić do męża zbiegłam do pobliskiego sklepu dokupić kilka rzeczy do szpitala. Tam przy płaceniu odrzuciło mi kartę z powodu braku środków na koncie. Wyszłam blada, zalogowałam się do systemu bankowości będąc przekonana, że mnie okradli. I dużo się nie pomyliłam, bo owszem, ale zrobił to mój własny mąż. Nic nie rozumiałam, z trudem powstrzymywałam łzy. Przyjechał do nas wieczorem. Jak gdyby nigdy nic, czuły i troskliwy, że przeprasza, ale miał ważne spotkania służbowe, potem u mechanika utknął. Nic się nie odzywałam, tylko kazałam mu się wynosić. Zadzwoniłam do moich rodziców i do nich wróciłam z synem. Wojtek szalał, przepraszał, tłumaczył. Raz płakał i błagał, raz znikał na dwa dni i pisał żenujące SMS-y, że zmarnował nam życie, że na nic nie zasługuje. Ohydne to było, bo już wtedy knuł kolejną intrygę, na którą oczywiście dałam się nabrać. Bo to mniej więcej wtedy też odkryłam, że spodziewam się drugiego dziecka…

Wróciłam, bo choć wiedziałam, że znowu zmyśla, że historia o napaści i szantażu, jest grubymi nićmi szyta. Że cholera wie, gdzie był wtedy te dni „na chorobowym” i na co przepuścił pieniądze, to jednak był ojcem moich dzieci. Najgłupsze na świecie myślenie mi się włączyło, że sobie sama nie poradzę, że nie podołam, że on pewnie w końcu przestanie. Że drugie dziecko to jeszcze większa odpowiedzialność, więc siłą rzeczy się zmieni. Zmienił, na gorsze.

Kłamał na każdym kroku, gubił się w tym. Kłóciliśmy się, pytałam po co to robi, co to za życie, skoro zastanawiam się i analizuję każde jego słowo. Raz mi warknął, że po prostu tak się dzieje, że jak już raz się zacznie, potem ciężko się z tego wyplątać. Że jedno rodzi kolejne, że niełatwo z tym skończyć. I że nic takiego oprócz tych kilku przypadków, gdy przesadził, się nie stało. Bo on czasem tylko koloruje rzeczywistość, żeby było ciekawiej. Powiedziałam mu wtedy, że łatwiej i lepiej dla wszystkich samemu ją zmienić, niż malować historiami rodem z science fiction. I co takiego jest szarego, strasznego w naszym życiu, że trzeba je podrasować  bajkami, które nie istnieją. Nie usłyszałam odpowiedzi, za to nazajutrz karmił mnie kolejną historią z palca wyssaną szczerze wierząc w to, że nadal mu ufam. Urodził nam się drugi syn, nadal żyliśmy w świecie, którego się bałam. Bo nie wiedziałam, co w nim jest prawdziwe, a co zniknie, jak tylko przyjrzę się temu bliżej. Zaczęłam się zastanawiać, popadać w paranoje, sprawdzać każde jego słowo. I w nocy, gdy on spał zastanawiałam się, do czego to nas doprowadzi. I dlaczego nas, skoro to nie ja jestem kłamcą.

Przecież ja nawet nie wiem, czy jestem szczęśliwa. I nie chodzi mi o to, że on może mnie zdradza, może z kimś spotyka. Tylko gdy mówi, że jestem piękna, że najważniejsza, że nas kocha, to skąd mam wiedzieć, czy mówi prawdę? Zaczęliśmy się w końcu od siebie oddalać, kochałam go i szczerze nienawidziłam jednocześnie. Łapałam na tym, że czuję do niego wstręt przez to, że nas ciągle oszukuje, że robi to patrząc mi prosto w oczy. Wyprowadziłam go z sypialni, przestaliśmy jeść wspólne posiłki, nawet do rodziny jeździłam sama z dziećmi. Mama mnie zapytała ostatnio, czy nie szkoda mi życia dzieci i swojego własnego. Tyle razy nas zawiódł, niby błahostkami, ale szczególnie dla dzieciaków, to bolesne sprawy. Obiecywał im  basen, kino czy wyjazd w góry, a potem przyjeżdżał i kłamał.  Zmyślał, oczerniał innych ludzi, żeby tylko odepchnąć od siebie winę. Tylko że to ja uspokajałam potem naszych płaczących synów, bo tata znowu nawalił. I to ja musiałam, odpowiadać na trudne pytania, czy tata ich w ogóle kocha. Tłumaczyłam go, a on w tym czasie był z kumplami, prowadził lewe interesy za moimi plecami, pił gdzieś z koleżanką. I snuł w głowie, kolejną opowieść do sprzedania najbliższym.

Ostatnim wyczynem przelał szalę goryczy. Dał mi do zrozumienia, że nie da się żyć z kłamcą. Mimo obiecanej terapii, na której jest. Dobrze, że tam trafił, może w dalszym jego życiu będzie mu łatwiej. Wyswobodzi się z matni oszustwa, w jakiej żył tyle lat. Może zacznie dostrzegać prawdziwość i doceniać lojalność. Życzę mu tego z całego serca. I swoim dzieciom też, bo dobrze gdyby odzyskały prawdziwego tatę. Ja już przestałam się łudzić i mimo tego, że Wojtek się stara, nie potrafię już z nim być. Doprowadził do tego, że nawet gdy wypowiada zwykłe zdanie: ” Kupiłem chleb, bułki, mleko” nie wierzę w ani jedno jego słowo.

Wysłuchała: Anika Zadylak


* źródło psychologia.edu.pl


Psychologia Związek

Mężczyzno, nie będziemy „ogarniać” za ciebie twojego życia. 7 rzeczy, których silne, niezależne kobiety oczekują w związku

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
28 października 2016
Mężczyzno, nie będziemy "ogarniać" za ciebie twojego życia. 7 rzeczy, których silne, niezależne kobiety oczekują w związku
Fot. iStock/Martin Dimitrov
 

To, że jesteśmy niezależne, nie oznacza (wbrew stereotypom), że nie pragniemy być szczęśliwe w miłości. Silna kobieta nie „potrzebuje” mężczyzny, żeby poukładał jej życie, ani ustalał priorytety. Silna, zaradna życiowo osoba pragnie porozumienia w związku ze swoją „połówką”, zaufania i pewności, że dostanie w zamian tyle samo, ile jest w stanie podarować.

Mężczyzno, jeśli kochasz silną kobietę, bądź gotowy dać jej:

1. Wolność

Bo wolność jest  nam potrzebna, żeby się rozwijać, nie po to, żeby cię zdradzać. Wolność to przestrzeń, której potrzebujemy by snuć  i realizować nasze indywidualne plany i marzenia. Wolność to czas, którego potrzebujemy dla siebie. Wolność to wiatr w naszych, życiowych żaglach.

2. Odpowiedzialność

Nie chcemy „ogarniać” twojego życia, mamy dość pracy nad własnym. Możemy po prostu „być”, wysłuchać cię, dać swoje uczucie i pewność. Ale nie wyprostujemy twoich spraw, nie będziemy cię „niańczyć” i tuszować, ani brać na siebie twoich błędów. Mówiąc o błędach – chcesz nam zaimponować – nie ukrywaj ich, tylko naucz się mówić o nich otwarcie. I wyciągać wnioski.

3. Szacunek

W wielu związkach to towar deficytowy. Nie chcemy takiej relacji. Pragniemy szacunku dla naszych myśli i ciał. Akceptacji dla naszego: „nie teraz” i „uważam inaczej niż ty”. Poszanowania wyborów, których dokonujemy i pełnego uczestnictwa w decyzjach, które dotyczą nas obojga, naszego związku i wspólnego życia. Partnerstwo bez szacunku nie istnieje.

4. Bezwarunkową miłość

Cokolwiek się dzieje, w zdrowiu i w chorobie. Mimo, że jesteśmy silne, bywa nam bardzo ciężko. Wsparcie, świadomość, że niezależnie od tego co się stanie, niezależnie od tego jak oceniają nas inni, czy jakim przeciwnościom losu musimy stawić czoła, twoja miłość jest elementem stałym, jest bezcenna. Ale to nie znaczy, że trzymamy się tej miłości kurczowo. Ona po prostu musi być dobra.

5. Życzliwość wypływającą z  tej miłości

Silne kobiety przeszły długą drogę, by znaleźć się w tym miejscu, w którym się obecnie znajdują. Wypracowały swoją siłę, czasem musiały wywalczyć niezależność. Nie jesteśmy pozbawione emocji, zimne ani wyrachowane. Potrafimy o siebie zadbać, ale nadal potrzebujemy empatii, poczucia bezpieczeństwa, pozytywnych sygnałów, świadczących o twojej życzliwości.

6. Motywację

Kochamy mężczyzn (osoby, w ogóle!), którzy potrafią nas zainspirować, zmotywować. Nie zaimponujesz nam swoimi osiągnięciami, jeśli nie widać w tobie pasji, ciekawości świata i całej tej „solidności”, która daje człowiekowi napęd. Zdrowo się odżywiasz, dbasz o dobrą kondycję fizyczną – to naprawdę świetnie, ale to chęć rozwijania się jest koniecznością.

7. Siłę

Bo jednak, mimo wszystko, najlepiej rozumiemy się z kimś podobnym do nas. Jeśli jesteś silnym, niezależnym mężczyzną (dziś wszystkim wydaje się, że siła to synonim słowa „mężczyzna”, ale to nieprawda), łatwiej ci będzie nas zrozumieć, łatwiej będzie ci pomóc nam podnieść się z upadku. Nie potrzebujemy kogoś, kto nieustannie pragnie akceptacji, potrzebujemy człowieka, który ma cel i ciężko pracuje, aby osiągnąć to, o czym marzy. I kocha to, co robi.

P.S. Wiemy, że istniejesz.


Źródło: thoughtcatalog.com

Mężczyzno, nie będziemy „ogarniać” za ciebie twojego życia. 7 rzeczy, których silne, niezależne kobiety oczekują w związku


Psychologia Związek

5 rzeczy, które dzieją się, gdy spotykasz swoją drugą połówkę

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
27 października 2016
5 rzeczy, które dzieją się, gdy spotykasz swoją drugą połówkę
Fot. iStock

Masz wrażenie, że rozumiecie się bez słów. I wcale nie musisz się zastanawiać, czy „on” aby na pewno odwzajemnia twoje uczucie, czy wszystko gra, czy będzie z tobą jutro, za tydzień, za rok. Nie musisz tego wszystkiego roztrząsać, bo dziś, gdy On jest – po prostu wiesz, że wszystko jest w porządku. Czujesz się bezpiecznie i…

5 rzeczy, które dzieją się, gdy spotykasz swoją drugą połówkę

💗 Inaczej widzisz świat

Gdy spotykasz swoją bratnią duszę, zmienia się cały świat… zmienia się na lepsze. Jest zupełnie inny, jakby bardziej przyjazny, otwarty, lepszy.  Widzisz wtedy świat w bardziej pozytywnym świetle. Nawet, gdy coś ci się nie udaje, gdy spotyka cię przykrość – masz o wiele więcej powodów do radości.

To, jak ty pozytywnie podchodzisz do życia, działa o wiele mocniej niż ci się wydaje. Gdy ty pozytywnie reagujesz na codzienne wydarzenia, dobry nastrój udziela się twojemu otoczeniu. Stajesz się bardziej przyjazna i wyrozumiała wobec innych – a to wraca do ciebie, zawsze!

💗 Uśmiechasz się do siebie

Kiedy spotykasz swoja bratnią duszę, po prostu przepełnia cię szczęście. A gdy jesteś szczęśliwa – uśmiechasz się. Do siebie, do świata, bez powodu. Jest ci dobrze, gdziekolwiek jesteś i cokolwiek robisz – czujesz to każdym kawałkiem swojej duszy. Chcesz mieć pewność, że to właśnie „to”? Przyjrzyj się sobie w lustrze. 🙂

Co ciekawe, często jesteś zbyt szczęśliwa, by to zauważyć.

💗 Łatwiej rozwiązujesz problemy

Gdy spotykasz swoją drugą połówkę, prawdziwą bratnią duszę – o wiele łatwiej ci stanąć twarzą w twarz z sytuacją kryzysową lub potencjalnym problemem. Świadomość, że masz kogoś, kto cię rozumie, uzupełnia, po prostu jest – sprawia, że jesteś bardziej pewna siebie, silniejsza. Wierzysz w siebie.

💗 Robisz rzeczy, których wcześnie nie robiłaś

Twoje życie bardzo się zmienia, zmienia na dobre. Chcesz poznawać swoją bratnia duszę – jego hobby, przyjaciół, zwyczaje. Często próbujesz rzeczy, o których wcześniej nawet byś nie pomyślała. Jesteś bardziej otwarta, ponieważ czujesz się bezpiecznie.

💗 Chcesz się przykleić 😉

I nie ma w tym nic dziwnego! Myślisz: „chcę się z nim zestarzeć”, ale najpierw chcesz iść na wspólny spacer, romantyczną kolację albo rano po bułki. Bo to, co najpiękniejsze w znalezieniu tej wyjątkowej osoby, to po prostu nigdy nie mieć jej dość. Szczególnie na początku znajomości, gdy dopiero się poznajecie – pragnienie ciągłego bycia razem jest naturalne.

Bratnia dusza w związku to osoba, z którą chcesz iść ramię w ramię. Nawet, gdy o coś się poprztykacie – nadal chcesz dzielić z nią życie.

Pamiętajcie, że druga połówka wcale nie musi być psychologicznym klonem nas samych, ani przeciwieństwem. To mity, którym często ulegamy. Prawdziwa druga połówka – to po prostu bratnia dusza, ktoś wyjątkowy, ktoś kto nie rani, nie manipuluje, ktoś, kogo obecności bardzo potrzebujemy i chcemy – i to zazwyczaj jest niezmienne. Odpowiednio pielęgnowane trwa.


Na podstawie: lifehack, charaktery 2/2015


Zobacz także

Jutro powiem wszystkim… wiem – zawsze tak mówię. Nie odchodzę, paraliżuje mnie wstyd

Czego boimy się z miłości? 5 lęków, których doświadczasz, gdy kogoś kochasz

„Oddam dzieci na weekend od zaraz”. Jest co najmniej kilka powodów, dla których warto spędzić weekend bez dzieci