Lifestyle Seks Związek

Moje ciało się na ciebie zamknęło. Wybaczyłam ci, w łóżku, ciągle nie potrafię zapomnieć

Seksualnie
Seksualnie
2 marca 2017
Fot. iStock/kieferpix
 

Wchodzę do sypialni i po cichu kładę się obok ciebie. Wiem, że długo na mnie czekałeś, zanim zasnąłeś. Włączyłeś moją ukochaną Joni Mitchell. Na moim nocnym stoliku postawiłeś kieliszek czerwonego wina. Myślałeś pewnie, że tak mi będzie łatwiej. Ale ja nie potrafię go dziś wypić i dać ci siebie, nie potrafię też wziąć twojego dotyku. Przepraszam. Nadal nie czuję, że to nasze miejsce, nasze łóżko, nasz moment. Odkąd wiem, że twoje ręce błądziły po ciele innej, że z inną splatałeś swój oddech, uciekam przed tobą każdego wieczora. Ta zdrada już w tobie umarła, we mnie jest wciąż żywa.

Tak, wiem, minęły już całe dwa lata. Zmieniłeś się. Przeszliśmy terapię u tej bardzo mądrej pani psycholog. Długo ją wybierałeś. Musiała być najlepsza, dla mnie, dla nas. Dziewięćdziesiąt pięć procent skuteczności. To chyba bardzo dużo, prawda? Same najlepsze opinie, podziękowania. Tyle uratowanych małżeństw. Płakałam i płakałam, a ty powtarzałeś: musimy spróbować.

Nie dałeś mi wyboru. Osaczyłeś mnie, walczyłeś. Chcesz tego rozwodu, naprawdę chcesz? Pomyśl, co będzie z dzieckiem. Pomyśl, zniszczymy sobie życie. Małej zniszczymy życie. A rodzice? Każdy popełnia błędy, miłość je wybacza, prawda? Anka i Wojtek, pamiętasz jaki mieli kryzys? Im się udało, nam się uda. Przecież kiedyś było dobrze. Przecież ja cię kocham. 

Zostałam. Też cię kochałam. Poszliśmy na tę świetną terapię. Tam się dowiedziałam, że wcale nic nie muszę, ale mogę, jeśli chcę. Mogę sobie z tym poradzić, mogę znów zechcieć mieć ciebie w sobie. Więc czekam i czekam. I ciągle nie chcę.

Ale ty dalej wiedziałeś lepiej. Każdego dnia powtarzałeś: musisz mi na nowo zaufać.

Tyle się o sobie dowiedzieliśmy, tacy staliśmy się mądrzy i uważni na siebie. Tak się staraliśmy. Przepracowałam te wszystkie uczucia, te emocje szalone. I złość i zazdrość i ból. Pamiętam ten dzień, kiedy spojrzałam na ciebie i poczułam, że mogę dać nam szansę. Położyłam ci rękę na głowie, jakby w geście rozgrzeszenia. Zdziwiłam się, że to już, że to takie łatwe. Proszę, jacy mądrzy jesteśmy, jacy silni. Jaka ja jestem silna. Wspaniała.

Pocałowaliśmy się prawie tak, jak kiedyś. Poczułam cię, usłyszałam twój oddech. Pamiętam, jak mocno biło mi serce. Przesuwałeś dłoń po mojej piersi, delikatnie, nieśmiało, prawie udało mi się przestać myśleć. O NIEJ. Przez jedną, krótką chwilę, byliśmy tylko my. Przez chwilę.

Bo potem wziąłeś mnie na ręce i kochaliśmy się, szybko, mocno. Nie mogliśmy się już zatrzymać. Nie wiedziałeś, że przed oczami miałam tylko jeden obraz: ciebie i ją, nagich, szczęśliwych, skupionych tak mocno na swoich ciałach. Nieświadomych mojego istnienia.

Nigdy nie widziałam was razem, ale wyobrażałam to sobie setki razy. W głowie oglądałam tę scenę, ten film, który mógłby być pięknym erotykiem, gdyby nie dotyczył ciebie.  O tej zdradzie, jednorazowej, „nieznaczącej”, powiedziałeś mi sam. Służbowy wyjazd, koleżanka z pracy, akurat odchodziła w inne miejsce. Kilka butelek wina. Rozładowany telefon, na którego ekranie miałeś zdjęcie: moje i naszej córki. „Stało się” – powiedziałeś, jakby to tylko rozbiła się moja ulubiona filiżanka, a nie rozpadła na kawałki cała moja pewność siebie, moja kobiecość, moje życie.

Od tamtej pory, od tego pierwszego seksu po twojej zdradzie, kochaliśmy się jeszcze kilkanaście razy. Za każdym razem, to było trochę jak gwałt. Chciałam, naprawdę chciałam dać ci siebie, zapomnieć o was. Ale moje ciało się na ciebie zamknęło, moja głowa stale odtwarzała ten sam obraz.

Całowałeś mnie potem zawsze, po głowie, włosach. „Kochanie – mówiłeś – jesteś wspaniała.” A mi z oczu lały się łzy. Bo czułam, że nie dałam rady. Że to nie jest moje, że ty nie jesteś już mój. Czułam się winna, że nie potrafię tego z siebie wymazać. Że chcę w seksie wyłączności, której już nie zaznam.

Zwierzyłam się przyjaciółce. – Daj spokój – powtarzała – masz obsesję, jeśli wybaczyłaś, musisz to teraz zamknąć. Nie możesz uciekać w nieskończoność.

A jednak, uciekam. I co ci jest, co ci jest – pytasz, a ja wymyślam kolejną wymówkę. Jestem mistrzynią wymówek.

Ale ty przecież wiesz, choć nie padają TE słowa. Mówisz, że poczekasz, mówisz, że odpokutujesz, bo to taka twoja kara. Mówisz, że będziesz cierpliwy, bo zrozumiałeś, że nie chcesz mnie stracić.

Przepraszam. Wybaczyłam ci, ale tam, w łóżku, ciągle nie potrafię zapomnieć. Mogę zjeść z tobą kolację, mogę śmiać się beztrosko w kinie, mogę być najlepszą z żon, gdy idziemy do twoich znajomych, ale nie potrafię otworzyć przed tobą mojego ciała.

Dziewięćdziesiąt pięć procent to bardzo dużo. Szkoda, że mi się nie udało.


Lifestyle Seks Związek

Wypieramy się was i złościmy, krzycząc, że do diabła z wami, że lepiej już same. I nie wyobrażamy sobie świata, bez waszego zapachu, który otula skrzętniej, niż najcieplejszy koc

Seksualnie
Seksualnie
10 marca 2017
Fot. iStock/shironosov
 

Michał…

…gdyby mi ktoś wtedy powiedział, że dzięki tobie, przez blisko dwa lata, będę najszczęśliwszą istotą na ziemi, parsknęłabym śmiechem. Patrzyłam na ciebie z lekkim politowaniem, gdy mówiłeś o zdrowym rozsądku i umiarze. A potem, dziękowałam ci za to, że miałeś go na tyle dużo, że starczało dla nas obojga. Nauczyłeś mnie spokoju i głębszego oddechu, przed podjęciem każdej poważnej decyzji. Pokazałeś, że za sercem poukładanego analityka, skrywa się piękna dusza, która czytała mi fragmenty romantycznych powieści, gdy chorowałam. Dzięki tobie zrozumiałam, że siła, to nie tylko masa mięśniowa i godziny, zaliczone na siłowni. Bo podnosiłeś mnie nawet wtedy, gdy upadałam raz po raz. I później, gdy nasze drogi, okazały się jednak zbyt dalekie od siebie i przyszedł czas rozstania, podziękowałeś mi za uczucie, którym darzyłam cię każdego dnia. Zrozumiałam dzięki tobie, kim jest mężczyzna, który kocha dojrzale.

Piotrek…

… gdy koleżanka zaczęła mi insynuować romans, ze wskazaniem na ciebie, miałam ochotę postukać się w czoło. Z sarkazmem i niedowierzaniem, bo niby o czym ja miałam rozmawiać i co mogłoby mnie łączyć, z twardym a czasem wręcz, bezwzględnym w poglądach facetem. Aż któregoś dnia, okazało się, że jesteś zupełnie inny a twoja  stanowcza postawa, daje mi ogromne poczucie bezpieczeństwa. A gdy twoje silne ramiona, zabierały mnie z jadalni i przenosiły do sypialnianego łóżka, ostatnią rzeczą o jakiej myślałam, była ucieczka i strach. Chciałam tak tkwić, krucha i bezbronna, w otoczeniu, męskiego schronienia, jakie mi dawałeś. I nawet gdy już pod koniec tego, co było ” nami”  się kłóciliśmy, nigdy mnie o nic nie obwiniłeś i zawsze z honorem, brałeś winę na siebie. Albo z pokorą milczałeś. I cały czas powtarzałeś, żebym na siebie uważała i dbała, bo zawsze zapominam o szaliku i rękawiczkach. I wtedy zrozumiałam, czym jest miłość z zasadami.

Karol…

… czasem odnosiłam wrażenie, że będąc z tobą, ciągle gdzieś pędzę. I nie tylko wtedy, gdy biegliśmy przez park w gorącym deszczu, a ty przystawałeś co chwilę, mówiąc, że jestem niezwykłym zjawiskiem. I robiłeś mi, miliony zdjęć. Co chwilę słyszałam, że  prawdziwe uczucie, to niczym nie ograniczona wolność i odpowiednia szczypta obłędu. A tego nam, nie brakowało. I choć denerwowało mnie, twoje ciągłe roztrzepanie i  chaos, jaki wprowadził się pod nasz dach wraz z tobą, to wszystko i tak mijało, z każdym kolejnym dźwiękiem gitary. Gdy po raz kolejny, śpiewałeś pod moim oknem, że nikt tylko ja. I kiedy mówiłeś, że gdy jesteś ze mną, to już nie boisz się miłości. I choć nasz związek był burzliwy i rozstawaliśmy się tak głośno, że słyszało nas pół osiedla, dziś już wiem. Dzięki tobie wiem, jak to jest kochać jak wariat.

Łukasz…

… sprawiłeś, że uwierzyłam w miłość od pierwszego wejrzenia. I do ostatniego tchnienia, bo rozdzielić, mogła nas tylko śmierć. Każdy dzień z tobą, odkrywał coś nowego i zaskakującego. Dowiadywałam się dzień po dniu, o twojej delikatności, która zawsze idealnie była połączona, z niesamowitą siłą. I wiarą, która nie dawała czarnym chmurom, większych szans. I ta mądrość, doświadczonego człowieka, któremu czas, pomalował skronie szronem. I wigor, młodego mężczyzny, jakim przecież byłeś, zarówno w byciu tatą, jak i mężem, przyjacielem, kumplem z baru i kochankiem, poznanym letnim wieczorem. Patrzyłam na ciebie, jak w jednej chwili, jesteś odpowiedzialną głową rodziny, która dwoi się i troi, żeby jego najbliższym, niczego nie brakowało. A w kolejnych minutach, zamieniasz się w bezradnego chłopca, który nie bardzo odróżnia podkoszulki swoich dzieci i gotów jest myśleć, że to skaza na jego ojcostwie. I ten romantyzm, który wyskakiwał nagle zza drzwi, wraz z uśmiechniętym kurierem z poczty kwiatowej. I chmurnym buntownikiem bywałeś, gdy nie wracałeś na noc i pijany do słuchawki, krzyczałeś mi, że masz dość. I oddychałam ze spokojem, bo wiedziałam, że to jednak prawda. To, że można kochać najmocniej. I prawdziwie, póki śmierć nas nie rozłączy.

Roman…

…pierwszy i przez wiele lat, jedyny mężczyzna w życiu dziewczyny. Fundament, wszystkich mądrych słów i czynów. Ktoś, kto swoją postawą, daje wskazówki i pozwala, zawsze mądrze wybrać. Niezłomny i odważny, bo wiesz, że pójdzie za tobą, nawet w najbardziej straszny mrok. Ryzykując własne życie, nigdy nie zostawi cię samej i nie pozwoli, innym krzywdzić. Patrzysz na niego, dorastasz w jego ochronnym cieniu i marzysz, żeby los podarował ci takiego samego faceta. Tego, dla którego zawsze i przez resztę życia, będziesz tą jedyną. Najważniejszą, najpiękniejszą, mądrą i dobrą. Idealną i wartą wszystkiego. Tą, która od urodzenia i po wszelki czas, ma specjalne miejsce, w jego sercu. A tak, może kochać tylko ojciec. I cieszę się, że mogę patrzeć na miłość bezwarunkową. I absolutną, bo w pełni oddaną.
Mężczyźni. Niby gruboskórni, niby silni jak stal, nie do zdarcia i złamania. Wypieramy się was i złościmy, krzycząc, że do diabła z wami, że lepiej już samej. Ale gdy oglądamy się wstecz i patrzymy w przyszłość, to wszędzie was widzimy. Dobrych, mądrych, potrafiących nas okiełznać, umiejętnie kochać i chronić, gdy pakujemy się w kolejne kłopoty. I nie wyobrażamy sobie świata, bez ich zapachu, który otula skrzętniej, niż najcieplejszy koc. Dlatego dziś i każdego dnia, wszystkiego pięknego w dniu waszego święta, drodzy Panowie.
Wdzięczna kobieta


Lifestyle Seks Związek

Nie chcę już żadnego z was, bo zrozumiałam, że czas na siebie, że w końcu ja

Seksualnie
Seksualnie
1 marca 2017
Fot. iStock/mikkelwilliam

Drogi mężu, cudowny kochanku!

Może zacznę od ciebie małżonku, gdyż te wspólne naście lat, mnie do czegoś zobowiązuję. Pamiętasz jak mi obiecywałeś, że czas nie zmieni twoich uczuć i pragnień, że zawsze będę tą najważniejszą i jedyną? Ja pamiętałam, ty po kilku latach już niekoniecznie. Dostrzegałeś mnie, gdy zabrakło ci czystych skarpet i koszul, uśmiechałeś się do mnie zazwyczaj tylko wtedy, gdy trzeba było na szybko przygotować coś dla twoich znajomych. Zaproszonych oczywiście, bez mojej wiedzy i pytania, czy w ogóle mam na to ochotę, czas i siły, po całym dniu pracy. Mówiłeś, że przecież ty też pracujesz a żona jest po to, żeby dbać o dom, który stanowią również, bywający w nim goście.

Na rocznicę ślubu, przynosiłeś co roku te same, lekko przywiędłe tulipany, bo kupowane w pośpiechu, przed zamknięciem kwiaciarni, żebym nie marudziła. A ja gdy widziałam cię z nimi, jak wchodzisz do pokoju z wymuszonym uśmiechem, udając, że pamiętałeś, zastanawiałam się, gdzie jest człowiek, który prosił mnie o rękę, pewnego majowego popołudnia. Ten, który potrafił mnie docenić, zadbać i sprawić, że z radością, witałam każdy nowy dzień. I noc, przepełnioną wspólnym oddechem, szybszym biciem serc i słowami, które pieściły moje zmysły i ciało. Gdzie się podział mężczyzna za którego wyszłam, myślałam, i uwierzyć nie mogłam, że tak jak larwa zamienia się w motyla, tak ty, przeszedłeś odwrotną przemianę. Trułeś swoim niezadowoleniem i ciągłymi pretensjami, nie zauważałeś moich starań, potrafiłeś tylko krytykować i oczekiwać. Sam nie dając nic prócz spełniania obowiązków, które podkreślałeś na każdym kroku, jakbym była jednym z punktów kontraktu, a nie przysięgi, składanej z miłości.

W naszym łóżku zbudowałeś niewidzialny mur, przez który nie mogłam się przebić, choć bardzo próbowałam, bo nadal w nas wierzyłam. Prosiłam, płakałam, przypominałam ci nasze wcześniejsze chwile, gdy nawet nie musieliśmy o tym zapewniać, bo nasze uczucia widać było w każdym geście. Patrzyłeś na mnie jak na kretynkę, która żąda niemożliwego, jakbym prosiła o gwiazdkę z nieba, a ja chciałam tylko, żebyś wrócił taki jak kiedyś. Aż zwątpiłam i przestałam czekać, bo ciężko wierzyć w cuda, kiedy co rusz, zimna rzeczywistość okłada po głowie i mrozi ostatki nadziei. Dlatego poszłam inną ścieżką i spotkałam kogoś, kto widział we mnie kobietą. Spragnioną i wyposzczoną, chłonącą każde miłe słowo i czuły odruch, tę już dawno zapomnianą i zepchniętą za margines,przykrego obowiązku. Ty i tak tego nie zauważyłeś, cieszyłeś się, że przestałam żebrać o uwagę i twoje dłonie, że przestałam marudzić o wspólny urlop i ciepło w sypialni.

Bo spotkałam ciebie cudowny kochanku, który już na pierwszym spotkaniu szeptałeś mi do ucha, żebym przypomniała sobie, że jestem kobietą. I pomagałeś mi w tym, przez długie miesiące, odbywając ze mną podróże po już dawno zapomnianej krainie. Tej,  gdzie na nowo zauważałam, że mam jeszcze piękne ciało, że moje zmysły żyją i chcą, że moja dusza, budzi się z głębokiego uśpienia i pamięta. Pamięta tę dziewczynę, która śpi nago i chodzi w sukienkach w kwiaty, tę która śmieje się do swojego odbicia, bo zna swoją, wartość i moc. I rozkwitałam na nowo i chciałam więcej, bo w końcu czułam, że jeszcze potrafię, że mogę. I, że nadzieja jak wiosna, nie umiera nigdy i zawsze wraca, bo wie, że jest oczekiwana. I było jak w bajce, gdzie wszystko jest piękniejsze, gdzie kolory intensywniejsze, gdzie słońce świeci jaśniej a noc, nigdy nie jest ponura. I choć od początku wiedziałeś, że jesteś tylko na chwilę, godziłeś się i powtarzałeś, że to nieważne, że niczego nie chcesz w zamian, bo wystarczam ci ja. I ten czas, gdy nasze spragnione ciała stanowią jedno, gdy nad ranem, po moim wyjściu, otulasz się kołdrą z resztkami mojego zapachu. Ale nie wszystkie bajki kończą się happy endem, bo gdy sprzeciwiłam się na pytanie o rozwód, oburzony oświadczyłeś, że albo ty albo on.

A problem w tym, że ja nie chcę już żadnego z was, bo zrozumiałam, bo do mnie dotarło, bo mnie olśniło, że czas na siebie, że w końcu ja. Dziś wam dziękuję i żegnam czule, bo spakowana, z biletem w dłoniach i  pewniejsza niż kiedykolwiek, zaczynam od nowa. Zostawiam wam wspomnienia o mnie, zabieram tylko kilka westchnień od ciebie kochanku i parę rad od ciebie małżonku, żeby już nigdy się nie pomylić. Wyjeżdżam szukać nowej miłości, prawdziwej i opornej na wiek i rutynę, nie stawiającej wymogów, nie zmuszającej do niczego. Tej, o której zawsze warto pamiętać, że gdzieś tam jest i czeka, aż się znajdziemy. I będę żoną, kochanką, przyjaciółką i dziewczyną, do której wraca się jak na skrzydłach, za którą tęskni się, od razu po wyjściu z domu, o której myśli się aż do utraty tchu. Tą samą, której ty mężu już od dawna we mnie nie widziałeś a ty kochanku, chciałeś na nowo usidlić i wsadzić w ramy z napisem ” małżeństwo”. Pamiętajcie mnie z uśmiechem, zwłaszcza w samotne noce, gdzie będę już tylko miłym wspomnieniem. I nie czekajcie, bo nie wraca się do kogoś, kto o miłości słyszał tak dawno, że już zapomniał, czym naprawdę jest.

Już nie wasza żona i kochanka.