Psychologia Związek

Kto ci wmówił, że związek polega tylko na dawaniu?

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
1 grudnia 2015
Fot. iStock / wundervisuals
 

Nie bądź żebrakiem. Każdy zasługuje na miłość. Wyproszona, na klęczkach, wypracowana – kto ci wmówił, że na tym polega związek? Na dawaniu bez ograniczeń? Na nic nie dostawaniu? Na samotności do bólu?

Mówisz, że on nie dzwoni. Dziwne. Jak człowiek się zakochuje to dzwoni, pisze, jest. Ba, jest go sporo za dużo. Potem śmieje się, że ledwo miał czas jeść i płacić rachunki, bo tylko był zajęty tą miłością, tą osobą, w każdej sekundzie, minucie, myśli. Mówisz, że tylko od czasu do czasu zagaduje, a ty tęsknisz całymi dniami i zaglądasz do SMS-ów bez odpowiedzi. Co robisz? Jak ci mija dzień? Co słychać? Tęsknię. Kocham Cię. Dlaczego, to ty wciąż piszesz, a on nie? Zadajesz sobie to pytanie i co słyszysz? Nie jest wylewny. Bardzo zajęty. Nieufność po poprzednich związkach. Wiesz, że to samooszukiwanie? Nawet niezbyt wylewni na początku pragną kontaktu jak inni. Złe doświadczenia zastępują nowe. Nie pisze, nie dzwoni, bo nie chce. Bo wybiera w tym czasie coś innego. Ważniejszego.

Robisz za dużo

Załatwiasz jego sprawy, robisz mu niespodzianki, organizujesz wyjazdy. On kiwa na tak lub nie, czasami coś mruknie zadowolony. Jesteś aktywna za was dwoje, bo ktoś musi. Otóż nie, to tak nie działa. Im ciebie więcej, tym jego mniej. Uczysz go bierności, która jest sowicie nagrodzona. Powiedz, dlaczego miałby cokolwiek zmieniać w swoim zachowaniu, gdy tak dużo dostaje w zamian?

Nie pamięta o ważnych datach

Już dawno przestał cię zaskakiwać, coraz mniej się stara, by zrobić ci przyjemność. Czasami jest ci przykro, gdy widzisz jego ożywienie wśród innych ludzi, gdy nagle chce mu się śmiać, zagadywać, prawić komplementy. Zauważa inne kobiety, tak niby dla żartu komentuje ich zachowania, ale oczy mu błyszczą- tak jak wtedy, gdy zobaczył ciebie. Kiedy to było?

Nie chce mu się

Rozmawiać. Kochać. Planować. Podejrzewasz depresję albo inną chorobę, która to wytłumaczy. Chodzisz na palcach. Pieczesz jego ulubioną kaczkę. To musi być choroba, skoro nawet kaczka mu nie odpowiada. A może to nie kaczka tylko ty?

Przebąkuje o rozstaniu

Nie! Poprawisz się. Jak Boga kocham, będziesz tym razem wyrozumiała jak nigdy. Żadnych fochów, żalów i pretensji. W sumie to jędza się ostatnio z ciebie zrobiła. Może ma rację, zasłużyłaś na to. Jak to możliwe, że zamieniłaś się w taką osobę? Ty, która miałaś cały świat u swoich stóp. Kim jest ta przestraszona kobieta po drugiej stronie lustra?

Będziesz kochać za was oboje

To nic, że on mniej (a może wcale?). Masz bardzo pojemne serce i nie przeszkadza ci jego brak. Czyżby? To dlaczego jest ci tak smutno, gdy patrzysz na inne pary? Gdy przyjaciółka opowiada ci, że jej facet zabrał ją na weekend i było cudownie. Czy twoja podwojona miłość sprawia, że czujesz się cudownie? Kiedy ostatnio czułaś się chociaż dobrze?

Jesteś tą lepszą w związku

Znajomi stawiają cię za przykład. Mąż koleżanki: „Zobacz jak A. się zachowuje. Mogłabyś też czasami”. „On to ma z tobą dobrze”. „Wygrał los na loterii”. „Ma fory u Pana Boga”. A ty? Gdzie jest twój los? Gdzie twój Pan Bóg? Czy te komplementy naprawdę cię cieszą? To prawda, mówią dobrze o tobie, ale co mówią o twoim związku, o was?

Jest ci smutno, bo rozumiesz, co chcę powiedzieć? A może jesteś na mnie zła?

Bardzo dobrze. Chcę żebyś była zła. Aby było ci smutno. Bo ja jestem zła i smutna, gdy na ciebie patrzę i widzę, co się dzieje. Z tobą i z innymi kobietami w podobnej sytuacji. Gdy ktoś wmówił ci, że na nic nie zasługujesz. Masz medal Dawcy i ciesz się, dziewczyno. A ja widzę piękną, mądrą kobietę, która nie czuje się kochana. Której nikt nie przynosi kwiatów i nie zrobi herbaty wieczorem. Kogoś, o kim się zapomina i kogo nie zauważa.

Mogłybyśmy siąść przy wódce i ponarzekać na facetów. Źli oni. Egoiści jedni. Ale czy o tym jest ta historia? Ludzie są takimi, jakimi pozwalamy im być. Nasi partnerzy dają nam tyle, na ile się godzimy.

Dlaczego ty godzisz się na tak mało?


Psychologia Związek

Kochany Panie Ministrze Zdrowia, kochana Minister Edukacji. Do diabła z taką polityką prorodzinną!

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
2 grudnia 2015
Fot. iStock / mevans
 

Nie rozumiem ludzi, którzy powtarzają: ten kraj jest nienormalny, chcę stąd wyjechać. A ups, przepraszam, do niedawna nie rozumiałam. Teraz coraz bliżej mi do pierwszej części tego zdania: ten kraj jest nienormalny. Albo: ludzie, którzy nim rządzą mają nierówno pod sufitem.Tak, wiem, oceniające. Daj Boże cierpliwość, żeby nie oceniać.

„Ja się serio zaczynam bać” pisze dziś do mnie M. 39 lat, wysokie stanowisko.

„Ja też się zaczynam bać” odpisuję tylko.

Nie ma ochoty włączać internetu, włączać wiadomości, bo każdego dnia budzę się w innej Polsce. I zastanawiam się: „co jeszcze?!”

I wstydzę się kraju, z którego pochodzę. Patrzę na wspaniałego Pana Konstantego Radziwiłła, naszego nowego ministra zdrowia. I szok. Ktoś nawet wczoraj gdzieś napisał: „Jeszcze się dobrze nie rozgościł…”. A już oznajmił, że koniec finansowania metody in vitro z państwowej kasy. Wspaniała polityka prorodzinna. Biorąc pod uwagę, że coraz więcej par walczy z niepłodnością, że należymy do najszybciej starzejących się społeczeństw w UE – gratuluję. Cóż z tego, że od 1 lipca 2013 w ramach programu przyszło na świat 3,7 tysiące dzieci. Wydaliśmy na to 304 mln złotych. Nowy rząd planuje 500 zł na dziecko, zmiany w budżecie. No cóż, gdzieś trzeba zaoszczędzić, prawda?

Najważniejsze, że duchowni będą zadowoleni. W końcu żyjemy w świeckim kraju, a państwo sprzyja rodzinie. Amen.

Jest mi tylko przykro, bo przypominam sobie rok 2013 i moją szczęśliwą koleżankę, która zakwalifikowała się do programu in vitro.

Koleżanka była często smutna, bo 8 lat starała się o dziecko. W jej domu w salonie wisiały gołe żarówki, a łazienka i kuchnia były nieurządzone. Ale oni wszystkie pieniądze wydawali na leczenie. Na szczęście, dzięki programowi in vitro moja koleżanka ma dziś fajną córkę.

Nie ma gorszej walki niż walka o to, by zostać rodzicem. Może tylko walka, by nasze dziecko żyło, było zdrowe. Współczuję każdej kobiecie, i każdemu mężczyźnie, którzy mogliby uzyskać wsparcie od państwa, ale go nie dostaną.

Z drugiej strony sobie myślę, że może lepiej nie rodzić dzieci. Po co narażać je na życie w państwie gdzie na gejów i lesbijki mówi się: pedały i lesby, gdzie nikt nie krępuje się obrażać ludzi innych narodowości. I jeszcze nikt tych swoich poglądów się nie wstydzi, tylko jest z nich dumny, bo wpisują się w ogólny narodowy trend – albo jesteś z nami albo przeciw nam.

A pani Anna Zalewska, nowa minister edukacji dumnie obiecuje, że nie wpuści seksedukatorów do szkół. Ups. Doprawdy nie wiem z czego ona jest taka dumna. I gratuluje wiedzy skoro uważa, że z problemem edukacji poradzą sobie sami rodzice. Może dobrze, żeby porozmawiała chociażby z Beatą Bianco Kotoro, psychologiem, seksuologiem i edukatorem seksualnym, która nieraz mówiła, że poziom wiedzy o seksie współczesnych nastolatków jest straszny. Że młodzież nie zna odpowiedzi na podstawowe pytania dotyczące seksu, bliskości za to wie mnóstwo o pornografii, bo ją ściąga z internetu. Nie, droga Pani Minister, większość rodziców sobie nie poradzi. I wspaniale, żeby ktoś w końcu zrozumiał, że nauka nie polega tylko na bezmyślnym wkuwaniu tabliczki mnożenia czy uczenia się jak wygląda cykl życiowy pantofelka.

I nie, nie jestem chorą zwolenniczką PO. Jestem zwolenniczką wolności, niezależności i oddzielenia kościoła od państwa. Mam jednak ostatnio lęki. Że ktoś wchodzi mi na głowę. A raczej wszystko staje na głowie. I zdaje się nie jestem jedyna.

A moja przyjaciółka, Szwedka, dzwoni do mnie i pyta: Ale co się u was dzieje, co się u was dzieje? Ale to naprawdę tak?

Naprawdę, kochana Europejko.


Psychologia Związek

10 rzeczy, którymi przejmujemy się tylko wtedy, gdy jesteśmy młode (a potem już nie). Na szczęście

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
1 grudnia 2015
Fot. Pixabay / love_sun / CC0 Public Domain

– Czy ty żyjesz tak  jak chcesz?– spytała mnie dziś rano moja bardzo racjonalna przyjaciółka?

– A ty jakoś źle się czujesz? – odpowiedziałam.

– Nie – zamruczała ponuro – Ja się zbliżam do czterdziestki.

Powiało grozą. Jej ton brzmiał mniej więcej tak jakby komunikowała, że właśnie umiera, że już nie może uprawiać seksu, że nadszedł koniec.

– Hmm – powiedziałam. Chciałam jakoś więcej, ale nie bardzo wiedziałam co.

Przypomniałam sobie, że niedawno trafiłam na swój dawny tekst w jednym z pism kobiecych. Dotyczył przemijania – bohaterkami były kobiety starsze ode mnie o jakieś 10 lat. Na ogół identyfikuje się  z cierpieniem samotnych, porzuconych, smutnych, zdradzonych, niezadowolonych. Nie dlatego, że wszystko przeżywałam. Część przeżyłam, część przeżyły bliskie mi kobiety.  Ale przemijania jeszcze w moim życiu nie grali. Szczególnie, że wszystkie moje bohaterki (nawiasem mówiąc kobiety z pierwszych stron gazet) mówiły, że to nic, że świetnie czują się w swoim ciele. I przemijanie mają gdzieś. Bo mają pasje, miłość, pracę, a uroda to wiadomo jest, przemija i co z tego.

Tylko jedna osoba przyznała: patrzyłam w lustro i płakałam. A potem przestałam patrzeć w lustro. Do tej pory jak widzę się w wystawie sklepowej myślę: „Boże, jakiś koszmar.” Mówiła, że  dla pięknej kobiety starzenie się jest trudne. Choć te kilka lat, gdy wciąż jesteś niby młoda, a już jedną nogą tam. A potem po pięćdziesiątce. Za mało o tym mówimy.

Do przemijania urody dochodzą inne dylematy. „Czy jestem tam gdzie chcę?” „Z kim chcę?” „Co zrobiłam?”„Co mogę jeszcze zrobić?”. Tamta moja bohaterka powiedziała: najważniejsze wtedy, żebyś na te pytania miała dobrą dla siebie odpowiedź. Że urodziłaś dzieci, bo chciałaś, masz miłość, zawodowo jesteś zrealizowana. Wtedy jest ci łatwiej. Pamiętam, że poprosiłam ją, by wymieniła kilka rzeczy fajnych (artykuły w prasie kolorowej nie mogą być smutne).

Powiedziała. „Generalnie mam w d…..Więcej rzeczy mam w d…..Właściwie prawie wszystko mam w d….”.

– Co na przykład? – spytałam.

– Że ktoś nas mnie nie lubi i nie ceni. E, na miłość boską, sama siebie czasem nie cenię. I co za problem właściwie? Czy ja muszę być najlepsza? Czy każdy musi myśleć, że jestem? Gdzieś to mam. Żebyś chociaż ja trochę lubiła siebie– to jest najważniejsze.

– Że mój wybranek nie podoba się wszystkim. Tak, brałam kiedyś udział w tej zabawie pt. „Muszę mieć najprzystojniejszego faceta, najmądrzejszego, lubianego, fajnego. Że to świadczy o mnie. W pewnym momencie stwierdzasz: „Boże, całe szczęście, że on nie podoba się wszystkim. Mniejsze ryzyko, że któraś mi go odbierze. Poza tym nie złoto to, co się świeci. I w pewnym momencie doskonale to rozumiesz. Ileż ja miałam boskich mężczyzn, którzy mnie zawodzili.

– Że ktoś uważa, że jestem kiepską żoną,  matką, przyjaciółką. Pewnie czasem jestem. Bywałam złą żoną, rozstałam się ze swoim mężem, porzuciłam go dla innego. Wszyscy mówili: „Ona jest podła”.  A ja  zawsze starałam się być blisko siebie. Nawet jeśli ponosiłam potem tego konsekwencje.

– Że nie wiem wszystkiego. Bardzo bawią mnie ci młodzi ludzie, którzy mają parcie na to, by wiedzieć wszystko. Wszystko czyli wielkie nic.  Takiej śmiesznej sceny byłam świadkiem. „Czytacie Kischa?” rzucił ktoś. „Czytamy, czytamy, oczywiście”. Trwała ta szamotanina ileś czasu, aż w końcu najstarszy z nas zapytał. „A kto to jest Kisch”. Okazało się, że nikt nie wie. Wszyscy tylko oszukiwali, że wiedzą. Dojrzałość pozwala sobie na pytania.

– Że mam (czasem) nudne życie. No pewnie, że mam. I całe szczęście.

– Że nie mamy tyle pieniędzy, ile niektórzy. No niestety. Albo na szczęście. Bo pieniądze jednak bardzo zmieniają świadomość.

– Że nie zrobiłam kariery. Jakbym mogła, jakbym chciała, jakbym oczekiwała. Ale czy to znaczy, że mam się zapić na śmierć?

I tak właśnie dzisiaj pomyślałam sobie o pani X. Znanej aktorce, która kiedyś mi tak powiedziała, że boli ją przemijanie, a potem wyznała, że ma to, o czym młodzi mogą tylko pomarzyć – że luz, że dystans, że brak oczekiwań. Zapisałam sobie na kartce, SMS-em wysłałam przyjaciółce.

Tak, starzejemy się. Niestety. Na szczęście. Bo przecież przyszłoby zwariować w tym wiecznym niepokoju.


Zobacz także

Kompot jabłkowy. Czyli teraz rozumiem moich Rodziców.

Miłość i inne komplikacje… Czy zawsze warto zmieniać swoje życie dla miłości?

Czy warto szukać na siłę? 5 sposobów na miłość