Macierzyństwo

Cztery kroki do swobodnego wyjścia z maluchem. Nie tylko na wiosnę

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
17 marca 2017
Fot. iStock / PavelPV
 

Każdy rodzic, który już zasmakował wyjścia na dwór z maleńkim dzieckiem, wie, że te z radością wyczekiwane spacery, przy niewłaściwej organizacji, mogą zamienić się w koszmar. Świeżo upieczeni rodzice zastanawiają się, jak ubrać malca, gdzie się z nim udać i czy aby na pewno będą w stanie przejechać np. przez wąskie alejki sklepowe wózkiem. Jak to zazwyczaj w życiu bywa, ćwiczenie i doświadczenie pozwala nabrać wprawy i uczynić ze wspólnych wyjść prawdziwą przyjemność.

Spacery są niezwykle ważne dla rozwoju dziecka

Wyjście z maluchem na świeże powietrze jest nie tylko przyjemne, ale i pożyteczne. To nie tylko możliwość wyrwania się z domowego kieratu, ale i szereg korzyści, z których korzystać powinno regularnie każde zdrowe dziecko. Spacery na świeżym powietrzu podczas zmiennej pogody, pozwalają na hartowanie malucha i wzmacnianie odporności całej rodziny. Organizm dziecka przyzwyczaja się do zmian temperatury, promienie słoneczne wspierają wytwarzanie cennej witaminy D3 w organizmie, co ważne jest nie tylko dla mocnych kości. Stałe godziny spacerów ustalają rytm dnia, regulują czas drzemek oraz zaostrzają apetyt malca. Im starszy maluch, tym więcej rzeczy uczy się prowadząc obserwację zmieniającego się krajobrazu, a także zdobywa i szkoli nowe umiejętności. Spacer na świeżym powietrzu to wspólny czas na relaks, nie warto ograniczać takiej formy bliskości.

Cztery kroki do swobodnego wyjścia z maluchem

1. Chusta

Chusty do noszenia dzieci są coraz popularniejszą formą noszenia malca, i to nie tylko tam, gdzie nie ma szans wjechać wózkiem. Coraz więcej zachustowanych rodziców i dzieci widać na ulicach, szczególnie od momentu ciepłej wiosny po wczesną, przyjemną jesień. Chusta nie tylko pozwala wszędzie wejść z dzieckiem, daje malcowi poczucie bliskości i bezpieczeństwa, którego nie zapewni żaden, nawet najlepszy nawet wózek. Poza tym chusta nie zajmuje wiele miejsca i jest genialną alternatywą dla wózka, zarówno gdy w planach jest wypad na szybkie zakupy lub wycieczka na łono natury. Wózek może nie pokonać wybojów na leśnej ścieżynie, za to maluch zamotany na brzuchu czy plecach rodzica, nie będzie miał z tym problemu. Chusta daje swobodę, co doceniają zarówno rodzice, jak i ich pociechy.

Chusta tkana do noszenia dzieci Little Frog Turkuswykonana jest w 100% z delikatnej bawełny, utkana splotem skośnokrzyżowym. Została zaprojektowana z myślą o najmniejszych maluszkach — jest cieńsza i bardziej delikatna. Zalecana szczególnie dla osób zaczynających przygodę z chustowaniem.

2. Polar do mamy i dziecka w chuście

Bardzo przydatne ubranie, dedykowane miłośnikom chustonoszenia. Wielu rodziców nie chce rezygnować z noszenia dziecka w chuście, tylko ze względu na mniej sprzyjające warunki pogodowe w chłodniejszych miesiącach. I wcale nie trzeba z tego rezygnować, mając w szafie ciepły polar, który osłoni od wiatru i ogrzeje rodzica i malca. Specjalnie wyprofilowana wstawka pozwala na otulenie dziecka w chuście.

Polar polskiej firmy NIMAR jest właśnie taką propozycją. Cechuje się dużą termoizolacją, zachowuje suchość w środku, pozwala skórze oddychać, przy tym jest lekki, niegniotący, miły w dotyku oraz szybko schnie. Wszystko dzięki bardzo lekkim włóknom, które nie wchłaniają wody. Dziecko można nosić z przodu jak i z tyłu, a kapturek z uroczymi uszkami, ochroni główkę dziecka przed chłodem, wiatrem i deszczem. Polar ma wysoką stójkę oraz dodatkową kominiarkę — kaptur dla rodzica, rękawy zakończono ściągaczami. Polary mają uniwersalny krój oraz kilka kolorów do wyboru, odpowiednich dla kobiety, jak i mężczyzny.

3. Paputki dla malucha

Są zwieńczeniem ubioru malucha. Wygodne buciki nie tylko pięknie wyglądają na maleńkiej nóżce, ale są fantastycznym pierwszym obuwiem do nauki chodzenia. Miękkie paputki pozwalają malcowi na naturalne ułożenie stopy oraz jej swobodę i ruchomość. Nie pozwolą równiez zmarznąć stópce wystającej spod chusty.

4. Bluzka do karmienia

Gdy mama wychodzi z malcem karmionym piersią z domu, nigdy nie wie, kiedy dziecko poczuje się spragnione maminego mleka. A wtedy nie ma mocnych, trzeba dziecko nakarmić, choć nie łatwo o przyjazne, dyskretne miejsce, które sprzyja bliskości. Z zupełnie maleńkim dzieciątkiem, karmienie piersią można przeprowadzić w chuście, z daleka od ciekawskich oczu osób postronnych. Oczywiście najłatwiej jest zrobić to będąc odpowiednio ubraną. Bluza na długi rękaw do karmienia umożliwi dyskretną bliskość z dzieckiem, w dodatku pozwoli czuć się mamie zadbaną.

Bluzka ciążowa/do karmienia NIMAR duo wykonana została z bawełny z dodatkiem elastanu, miłej w dotyku, przyjemnej dla ciała, mięsistej. Jest na tyle długa, że otuli brzuszek ciążowy, a następnie posłuży dzięki zamkowi błyskawicznemu w miejscu biustu, na komfortowe nakarmienie dziecka. Długi rękaw idealnie sprawdzi się w chłodniejsze dni.

W cieplejsze dni wygodę zapewni bluzka przeplatana ciążowa/do karmienia NIMAR krótki rękaw, w której dyskretne karmienie umożliwi rozcięcie pod biustem, ukryte w materiale bluzki.

Piękne i pożyteczne dla mamy i dziecka

Gdy jesteście już ubrani i zamotani, nie zapomnijcie o drobnostce, która zwieńczy wasze starania. Gdy mama założy silikonowy gryzak — naszyjnik, nie tylko ożywi swój wygląd, ale pozwoli dziecku w chuście czy podczas trzymania na kolanach, bez narażenia zdrowia łapać, ciągnąć i żuć biżuterię. Ząbkujące maluchy przejawiają niezwykłe ciągoty do gryzienia wszystkiego, co wpadnie im w zęby. Mama, mając taki gryzak — naszyjnik, bez wyrzutów sumienia może pozwolić dziecku na wyładowanie nadmiaru energii na swojej ozdobie.

Naszyjnik silikonowy fasetowy jest elastyczny i gładki, z kształtem zaprojektowanym specjalnie z myślą o małych rączkach i buziach. Naszyjniki nie zawierają bisfenolu (BPA), PVC, ołowiu, lateksu ani ftalanów, więc dziecko bezpiecznie może znaleźć podczas ich gryzienia ulgę.

Niewiele potrzeba, by spacery z malcem były przyjemnością dla całej rodziny. Dobrze ubrany tata, maluch oraz mama, która czuje się pięknie i komfortowo, to idealne połączenie na długie spacery nie tylko wiosennymi popołudniami.

Te oraz wiele innych akcesoriów znajdziecie w sklepie kangurkowo.pl


Macierzyństwo

Co szkoła robi z mózgami dzieci? Ten wykład punktuje największe grzechy systemu oświaty

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
17 marca 2017
Fot. Screen YouTube / TEDx Talks
 

Podczas konferencji TEDx, która odbyła się w ubiegłym roku, mówiła o tym Angelika M. Talaga, edukatorka i założycielka firmy Godmother, która dba o rozwój intelektualny dzieci i edukację rodziców, promując jednocześnie niekonwencjonalne rozwiązania w tych dziedzinach. Pewnie wielu z was narzeka na szkoły, do których uczęszczają wasze dzieci, wytyka błędy wychowawcze nauczycielom. Ale Angelika Talaga celnie punktuje te grzechy współczesnej szkoły, które przesądzają o tym, że uczniowie opuszczają je, jak sama mówi „upośledzeni życiowo”.

Nie może być inaczej, skoro uczymy wciąż tymi samymi, starymi metodami i nie szukamy nowych metod i narzędzi, które pomogłyby nam wychować dzieci na bardziej samodzielne i samodzielnie… myślące. Szkoła uczy schematów i kucia na pamięć encyklopedycznej wiedzy. W rezultacie mamy ogromny problem: świat się rozwija, pędzi do przodu, nasze dzieci tkwią w owych schematach, zapamiętując to, czego nawet nie rozumieją. Współczesny świat to i współczesne wymagania, potrzeba selekcji, analizy, umiejętności szukania rozwiązań i informacji. Tego szkoła nie uczy.

Koniecznie obejrzyjcie nagranie z wykładem Angeliki M. Talagi.


Macierzyństwo

Kobiety są wkurzone. To wynik olbrzymiego napięcia i przekonania, że najwyższa pora na zmiany. To nie czas na uprzejmości!

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
17 marca 2017
Fot. iStock/Sirius_clouds_fan

Poranna „prasówka” w Internecie przynosi mi prawdziwą „perełkę”. Oglądam głupawy (przyznajmy to) spot Ministerstwa Edukacji o nauce programowania w szkole. Stereotypy, jak we wszystkich „rządowych” spotach. Pretensjonalnie uśmiechnięty i wygodnie rozparty na kanapie syn z miną „wszechwiedzącego”, programuje mamie (która oczywiście w tym czasie sprząta) „inteligentne mieszkanie”, łaskawie informując ją, że teraz będzie miała dla niego więcej czasu. A mama, jak to mama… Zajęta ścieraniem kurzu ze stolika nie wie, o co chodzi… Poza tym, jest blondynką. Wyszło jak wyszło.

Chyba jednak twórcy tego filmiku nie spodziewali się, aż tak emocjonalnych reakcji (zarówno wśród jego przeciwników jak i zwolenników). Pod spotem, gdziekolwiek został udostępniony, lawina komentarzy. Są głosy oburzone, że znów kolejny seksistowski, mizogonistyczny obrazek przedstawiający kobietę „technologicznie upośledzoną”, zajętą domowymi obowiązkami i z uwielbieniem wpatrzoną w syna, który z programowaniem (swoją drogą jest tu ono pokazane w olbrzymim uproszczeniu) radzi sobie oczywiście wspaniale. Poza tym programuje po to, żeby mama mogła się w końcu nim zająć. Nie wpadł na to, że może lepiej byłoby się czegoś nauczyć i wyręczyć ją w domowych obowiązkach.  „To żenujące, obraźliwe, powielające szkodliwe i krzywdzące schematy” – piszą internauci.

Ale są też i inne komentarze, nawołujące do bardziej wyważonej oceny i zachowania umiaru. I żeby nie szukać dziury w całym. Tylko może to „całe” naprawdę jest pełne dziur?…

Znajoma blogerka pisze: „Po prostu wchodzicie do Internetu i szukacie dziennej dawki doczepienia się do czegoś. Najlepiej seksistowskiego lub krążącego wokół praw kobiet. Ileż można…. idźcie na spacer.”

I myślę, że może rzeczywiście to prawda, że może już czepiamy się naprawdę „wszystkiego”. Ale to nie dzieje się przypadkowo, to wynik olbrzymiego napięcia i przekonania, że najwyższa pora na zmiany w podejściu do nas, kobiet. Że teraz albo nigdy. Potrzebna dziś głębsza refleksja, z czego to napięcie tak naprawdę wynika.

Stało się. Długie lata społecznych oczekiwań wynikających ze wszechobecnego patriarchatu, ignorowania praw i problemów kobiet, kupczenia nimi przez państwo, przedmiotowego traktowania przez Kościół Katolicki, zrobiły swoje. Chyba jeszcze nigdy nie było w nas takiego napięcia. Dziewczyny są wkurzone. Jak mogłoby być inaczej, skoro tak długo nikt się z nami nie liczył? Czara goryczy się przelała, nędzny, niezbyt udany (bo też po prostu źle zagrany) spot wywołuje skrajne emocje i wewnętrzny bunt. Nie zatrzymujmy tego, bo społeczny sprzeciw i brak zgody na lekceważący stosunek do obywateli (w tym przypadku obywatelek) zawsze prowadzi do zmian, tych pozytywnych.

Przykład? Studenci największych uniwersytetów protestują przeciwko wynajmowaniu sal uniwersyteckich fundacji Ordo Iuiris, tej samej, która złożyła w sejmie podpisy pod barbarzyńskim projektem zaostrzającym ustawę antyaborcyjną. Skutecznie protestują, bo władze uczelni wycofują się z umowy z fundacją. Wykładów nie będzie.

Ale wpływ ideologii, czy religii na naszą sytuację społeczną i postawy polityków nadal jest ogromny. Pamiętam oburzenie przedstawicieli Kościoła Katolickiego, kiedy pojawił się Nasz Elementarz. Autorce podręcznika wytykano… genderyzm, bo w kilku czytankach tata, czy dziadek wykonywali domowe prace – zmywali, czytali dzieciom książki przed snem. „To wbrew normalnemu obrazowi rodziny”- grzmieli „specjaliści”, a niektórzy politycy natychmiast to podchwycili. I niestety, to ich głos, a nie ten wyważony i rozsądny, było najlepiej słychać. Dlatego właśnie uważam, że sprawy zaszły tak daleko, że i przeciwnicy krzywdzącego i lekceważącego stosunku do kobiet powinny zacząć krzyczeć i wyrażać swój sprzeciw. W Polsce, bo w Europie już krzyczą. Wystarczy przytoczyć przykład ukarania Janusza Korwina Mikke przez szefa europarlamentu za jego obrzydliwe, seksistowskie wypowiedzi,

Nie zgadzajmy się także głośno na wchodzenie nam z butami do łóżek i sumień. Dopóki, za społecznym przyzwoleniem kilku panów w czarnych sukienkach – panów, którzy nie mają własnych rodzin, żon i dzieci (a więc także praktycznej wiedzy na temat tego czym jest rodzina i jak się w niej żyje, z jakimi problemami borykają się partnerzy w związku i jak trudne jest wychowanie dzieci) – będzie prawić morały, pouczać i ganić w sprawach tak osobistych jak nasze osobiste zdrowie i bezpieczeństwo, czy szczęście rodzinne, dopóty nie będziemy się czuć prawdziwie wolne.

Piszmy o tym, co jest „nie tak”, co przedstawia nas w złym, nieprawdziwym świetle i o tym, co ogranicza naszą wolność. Zwracajmy uwagę, wytykajmy błędy, bądźmy jednym głosem, który budzi sumienia i zaspane rozumy. To nie pora na półśrodki, ani miłe słowa. Protestujmy, dajmy znać, że się nie zgadzamy. Jeśli odpuścimy – przegramy.

Zastanawiam się, czy doczekamy kiedyś takiego ministerialnego spotu, w którym to dziewczynka będzie programowała, a mama, na przykład programistka, przybije jej z tego powodu piątkę i zabierze do kina. Na film przygodowy.


Zobacz także

Żona, matka – przede wszystkim kobieta. Akcja „Mama, znaczy piękna”

Niewidzialni ojcowie. Kiedy tata nie chce zajmować się dzieckiem

Niewidzialni ojcowie. Kiedy tata nie chce zajmować się dzieckiem

W czasie roku szkolnego to kluczowe. 8 wskazówek, jak poprawić sen dziecka