Lifestyle

S.O.S. dla opiekunów rodzinnych

Redakcja
Redakcja
24 października 2017
Fot. iStock / anyaberkut
 

Zwykle nie słychać o nich w mediach, bo są za mało spektakularni. Chyba, że w desperacji protestują przed Sejmem. Ale później zapada cisza. Za zamkniętymi drzwiami swoich mieszkań, czasami przez wiele lat, opiekują się chorymi lub niepełnosprawnymi bliskimi. Heroicznie, ponad siły, nierzadko w pojedynkę. W gdańskiej Fundacji Hospicyjnej o opiekunach rodzinnych mówi się „Bohaterowie”.

Jola od 8 lat opiekuje się tatą, który cierpi na postępującą demencję. Tak bardzo brakowało jej już sił, że traciła chęć do życia, pojawiały się myśli samobójcze. Przy życiu trzymał jedynie lęk o tatę.

Władek jest kawalerem i mieszka z rodzicami. Do niedawna bardzo aktywny zawodowo, ambitny, z pięknie zapowiadającą się karierą. Wprawdzie tata chorował od lat, ale opiekowała się nim mama. Władek angażował się w opiekę na tyle, na ile to było konieczne, to znaczy niezbyt często. W zeszłym roku u mamy rozpoznano nowotwór. Złośliwy, czwarty stopień zaawansowania. Praktycznie z dnia na dzień stała się pacjentką wymagającą całodobowej opieki. Życie Władka obróciło się o sto osiemdziesiąt stopni. Musiał przejąć rolę opiekuna, i to nad obojgiem rodziców!

Córeczka Marii ma 5 lat i od urodzenia choruje na nieuleczalną chorobę genetyczną. Mąż po roku stwierdził, że sytuacja go przerasta i poszedł w siną dal. Maria czasami też czuje, że życie ją przerasta, ale przerosnąć przecież nie może. Dziecko jeszcze długo będzie jej potrzebować.

Za dnia dokonują logistycznej ekwilibrystyki, próbując zgrać fizyczną obecność przy chorym z obowiązkiem zrobienia zakupów, wyjściem do lekarza, załatwieniem najbardziej naglących urzędowych spraw. W nocy śpią jak „zając pod miedzą”, by usłyszeć najdrobniejszy szelest. Może trzeba poprawić poduszkę, podać wodę, pomóc zmienić pozycję, zaprowadzić do łazienki? Opiekunowie rodzinni to rehabilitanci, dietetycy, wykwalifikowany personel medyczny, osoby do towarzystwa, do prania, do sprzątania, z masą codziennych wyzwań na okrągło.

Właśnie ruszyła XIV kampania Fundacji Hospicyjnej „Hospicjum to też Życie” pod znaczącym hasłem „Opiekun rodzinny – nie musi być sam”. To już druga kampania Fundacji poświęcona temu tematowi. W jej ramach m.in. zorganizowane zostaną warsztaty dla opiekunów rodzinnych oraz kontynuowany będzie projekt rozwoju lokalnego wolontariatu, który mógłby wesprzeć ich w codziennym życiu. Dobre wzorce już są, stworzone przez wolontariuszy pracujących przy hospicjach. Teraz trzeba je rozpowszechnić.

– Budowanie sieci wsparcia, zarówno tych systemowych, opartych na rozwiązaniach formalnych, jak i tych nieformalnych, działających w ramach lokalnych wspólnot, to projekt na lata – wyjaśnia Anna Janowicz, prezes Fundacji Hospicyjnej i zarazem główny koordynator kampanijnych przedsięwzięć. – Dlatego organizacja kolejnej wielkiej akcji na ten temat jest wciąż początkiem drogi. Opiekunów rodzinnych borykających się ze swoim losem czasami nie dostrzegamy, nawet tych mieszkających blisko nas. Może dlatego, że nie zawsze choroba jest widoczna, nie zawsze wiąże z niepełnosprawnością fizyczną i przykuwa do łóżka. Za to często przewraca życie zarówno chorego, jak i jego bliskich.

Jola, Władek, Maria…, opiekunowie rodzinni nie powinni zostać sami, bo zadania, które wykonują, są często ponad możliwości jednego człowieka. Mają też prawo do odpoczynku, jak każdy z nas. Także do samorozwoju, realizacji swoich marzeń, posiadania hobby, czasu tylko dla siebie. Pomóżmy im go znaleźć!


Lifestyle

Jak uniknąć rozwodu? Rady od czterech par z długim stażem

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
24 października 2017
Fot. iStock/Jacob Ammentorp Lund
 

Moje małżeństwo trwało pięć lat. Rozpadło się z różnych powodów, choć bez żadnego większego dramatu w tle. Ot, proza życia, niedopasowanie, inna wizja rodzicielstwa po urodzeniu się dziecka, uciekanie w pracę i rozmowę z innymi. Były próby ratowania, jak widać – bezskuteczne. Ponieważ jeszcze za mało czasu upłynęło, bym sama mogła ocenić, czy dało się ten związek naprawić i w jaki sposób, postanowiłam zapytać cztery pary z długim stażem, jak przez te wszystkie lata radzili sobie z kryzysami. 

Trudno się dzisiaj nie pogubić. Z jednej strony słyszymy: „Myśl o swoim szczęściu, masz jedno życie” albo „Szczęśliwa matka to szczęśliwe dziecko”. Inni dla odmiany mówią: „Walcz o swój związek, każda para musi się dotrzeć” czy „Idźcie na terapię, walczcie dla dzieci”. Patrzymy na pokolenie naszych rodziców, dziadków i przecieramy oczy ze zdumienia, że potrafili tyle lat ze sobą wytrzymać. To prawdziwa miłość? A może ciężka praca i masa wyrzeczeń?

Małgosia i Mirek – 26 lat stażu małżeńskiego

Poznali się jeszcze w szkole średniej. On, rok starszy, chodził do klasy o profilu matematycznym, ona, humanistka, długo nie zwracała na niego uwagi. Dopiero gdy zaprosił ją na bal maturalny, spojrzała na niego nieco inaczej. Od tamtej pory są nierozłączni. Ślub wzięli na ostatnim roku studiów, gdy Małgosia była w 6. miesiącu ciąży. – Na ten ślub bardzo naciskali nasi rodzice. My też go chcieliśmy, ale wówczas miałam wrażenie, że ktoś nas do tego zmusza i ingeruje w nasz życie – wspomina Gosia. Dziś nie żałuje, że 26 lat temu wyszła za Mirka. – Oczywiście, że nie było nam łatwo. Mirek chciał robić karierę naukową, a ja musiałam zajmować się dzieckiem. Kilka lat po naszym ślubie moi rodzice zginęli w wypadku, a że jestem jedynaczką, miałam tylko jego – opowiada.

On rzadko mówił o uczuciach. Ona natomiast trajkotała non stop. Miała jedną zasadę – w związku trzeba rozmawiać. To powtarzała jej matka. – Mirka kiedyś doprowadzało to do szału, ponieważ nie uznawałam kładzenia się spać bez wcześniejszego pogodzenia. Żadne zasypianie na kanapie czy w drugim pokoju nie wchodziło w grę. Strasznie go do denerwowało, ale widział, jakie to dla mnie ważne – mówi. Po latach przyznał, że miała rację. I to on, a nie Gośka, powiedział o tym ich wspólnej córce podczas błogosławieństwa przed ślubem. – „Kaśka, nigdy mu nie odpuszczaj. Nawet jak będzie uciekał przed tobą do garażu, nie daj kumulować tej złości” o tak jej powiedział – wspomina Gosia.

Jej rada dla nowożeńców? Rozmowa, rozmowa i jeszcze raz rozmowa. – Ważne, żebyście rozmawiali o wszystkim i o niczym. Dzielili się obserwacjami, mówili o emocjach i uczuciach. A przede wszystkim nigdy nie chodźcie spać pokłóceni – radzi.

Baśka i Adam – 31 lat stażu małżeńskiego

– Mój ojciec był alkoholikiem, często na naszych oczach bił matkę. Gdy byłam nastolatką, doskonale wiedziałam, jaki będzie mój przyszły mąż. Przede wszystkim nie mógł być taki jak ojciec – opowiada Baśka. Stwierdziła wtedy, że zasługuje na coś lepszego i nigdy nie popełni błędów swojej matki. Wiedziała, że zasługuje na chodzący ideał. Wybranek jej serca miał mieć dobrą pracę, być czułym i kochającym mężem, a także dobrym ojcem. Oczywiście musiał też być przystojny. Adam na pierwszy rzut oka wydawał się być takim właśnie człowiekiem. Pobrali się, gdy mieli po 24 lata. – Był dobrym mężem, nie miałam do niego zastrzeżeń. Wiele zmieniło się, gdy pojawiły się dzieci. Uciekał w pracę, nie potrafił się nimi zajmować – opowiada. Nie ukrywa, że miała do niego mnóstwo żalu.

Kryzysów mięli sporo. Baśka ciągle miała poczucie, że zasługuje na kogoś lepszego, że gdzieś tam jest jej rycerz z bajki. Często porównywała go z mężami koleżanek i zawsze na ich tle wypadał w jej oczach słabo. – Długo zajęło mi zrozumienie, że nie powinnam oczekiwać perfekcji – mówi.

Jej rada dla nowożeńców? Szanujcie swoje różnice i nie oczekujcie, że partner będzie dokładnie taki, jak sobie wymarzyłyście. – Może zmienić się na przestrzeni lat, tak jak i wy. Doświadczenia życiowe nas kształtują. Pozwólcie sobie być sobą. Po prostu – radzi.

Ilona i Krzysiek – 28 lat stażu małżeńskiego

– Dzisiaj, po 28 latach razem, mogę śmiało powiedzieć, że przeciwieństwa się przyciągają – mówi Ilona. Kiedyś nikt nie dawał im szans. Ona była domatorką, skupioną na mężu u dzieciach, on grał w kapeli rockowej i chciał podróżować po całym świecie. On był rozrzutny (ale prezenty to jej kupował, oj kupował!), ona przeliczała każdy grosz. On porywczy, ona rozsądna. Nawet w kwestii wychowywania dzieci długo nie potrafili się dogadać. – Krzysiek rzadko bywał w domu z powodu pracy. Gdy już się pojawił, rozpieszczał dzieci. Ja zawsze byłam tym złym policjantem – mówi.

Przez te wszystkie lata udało im się jednak wypracować wspólny system działania. Po prostu zaczęli się uzupełniać. Czasem musieli oczywiście iść na kompromisy, ale koniec końców zawsze oboje byli zadowoleni. – Pamiętam jak kiedyś wydał nasze wszystkie oszczędności na domek w Jastarni. Byłam wściekła. Powiedziałam, że to koniec i wnoszę o rozwód. Miałam dość tych jego różnych genialnych pomysłów – wspomina. Ale ostatecznie pojechali na wczasy, bo wykupił je z myślą o niej. Bo była zmęczona, bo rzadko razem spędzali czas.

Jej rada dla nowożeńców? Nie próbujcie się do siebie upodobnić. Szanujcie różnice i uzupełniajcie się. – Ważne, żebyśmy na zewnątrz zawsze trzymali wspólny front. Żeby jedno za drugim stanęło murem. A w domu? W domu sobie możecie dyskutować do woli – radzi Ilona.

Iza i Mariusz – 25 lat stażu małżeńskiego

Mariusz wyprowadzał się z domu dwa razy. Jeśli ten pierwszy można było liczyć, bo poza domem spał raptem tydzień. Za drugim razem wyniósł się na pół roku. – Boże, jaka ja kiedyś byłam zaborcza! Aż chce mi się śmiać z samej siebie – opowiada Iza. Pobrali się przed 30-tką. On szalenie przystojny, ona śliczna, ale z traumą z dzieciństwa. Zawsze czuła się gorsza. Nic więc dziwnego, że Mariusza oplotła jak bluszcz. Po kilku latach wspólnego życia nie miał już żadnych znajomych, bo Izka na nic mu nie pozwalała. Miał się w pełni poświęcać rodzinie. Gdy pierwszy raz się wyprowadził, obiecała się zmienić. Za drugim razem już tak łatwo nie było, ponieważ jednocześnie poznał inną kobietę.

– Tak, zdradził mnie. To był dla mnie moment przełomowy. Zawsze sądziłam, że skoku w bok nie wybaczę, ale właśnie ta zdrada otworzyła mi oczy. Namówiła go na terapię. Wtedy to jeszcze nie było takie modne jak dzisiaj. Ukrywaliśmy to przed rodziną i znajomymi – wspomina. Kilka lat upłynęło, zanim udało im się wszystko wyprostować.

Jej rada dla nowożeńców? W małżeństwie nie chodzi o to, by uzależnić drugą osobę od siebie. Chodzi o partnerstwo oparte na pewnej zależności. – Trzeba zauważać swoje błędy i umieć się do nich przyznawać. No i trzeba też szanować odrębność swojego partnera jako niezależnego człowieka. Na siłę nikogo się przy sobie nie zatrzyma – radzi.

Trzeba przyznać, że brzmi to całkiem logicznie, prawda?

 


Lifestyle

I Konferencja Wibracji Sukcesu. Wiedzy, narzędzia i inspiracje, które zasilą twoją dobrą energię

Redakcja
Redakcja
24 października 2017
Fot. iStock / JANIFEST

WIEDZA • ROZWÓJ • INSPIRACJE

Misją naszej konferencji jest stworzenie przestrzeni, w której zobaczysz, usłyszysz, poczujesz, jak możesz tworzyć swoje życie na wysokich wibracjach, które prowadzą do SUKCESU!

Okładka
Dostaniesz niesamowitą mieszankę wiedzy, narzędzi, inspiracji, która zasili Twoją dobrą energię. A to wszystko przeplecione atrakcjami oraz rozrywką w atmosferze odprężenia i relaksu.
Poczujesz RADOŚĆ, SPEŁNIENIE I LEKKOŚĆ! Tak odczuwa się życie, kiedy nasza energia jest w przepływie i wibruje wysoko!

Korzyści z udziału:
CIAŁO: strefa relaksu, joga twarzy, taniec hawajski
DUSZA: trening Siła Spokoju, galeria obrazów, pokaz fashion
UMYSŁ: prelekcje, debaty oraz inspiracje

🏆 Dowiesz się jak w pełni realizować swój potencjał
🏆 Poznasz osobiście inspirujących ludzi, którzy podzielą się z Tobą swoim doświadczeniem i wiedzą
🏆 Dowiesz się jak otworzyć się na obfitość
🏆 Poznasz narzędzia do wprowadzenia w swoim życiu harmonii
🏆 Nawiążesz nowe znajomości i poszerzysz kontakty biznesowe
🏆 Doładujesz się pozytywną energią
🏆 Wejdziesz na wibrację, dzięki której będziesz mogła czerpać z życia pełnymi garściami

Misją działań Wibracji Sukcesu jest naświetlenie kierunków, metod, narzędzi do znajdowania swojego złotego środka. Wibracja sukcesu to tzw. stan szczytowy, w którym jest możliwe korzystanie ze swojego pełnego potencjału, realizowanie siebie, czerpanie z życia pełnymi garściami i jednocześnie mając czas dla bliskich i wypoczynek.

Potrzebujemy balansu we wszystkich waznych dla nas sferach życia, aby mogło toczyć się płynnie i pewnie. W dzisiejszych czasach bardzo trudno o ten balans. Żyjemy szybko, jesteśmy bombardowani masą informacji, staramy się spełniać oczekiwania innych – rodziców, partnera, szefa, dzieci, dążymy do wizerunku człowieka sukcesu kreowanego przez media i … często gubimy w tym siebie. Przepracowani, zmęczeni, nakręceni, pędzimy goniąc lepszą przyszłość i często zapominając, po co to wszystko miało być.

strefa

Chcemy oświetlać te sfery, rozwijać świadomość, zachęcać do samopoznania i uczyć jak odzyskiwać wewnętrzny spokój i siłę, która z tego płynie. Tak, by pojawiała się na nowo LEKKOŚĆ i świeżość w codziennych czynnościach, entuzjazm i  kreatywność przy nowych zadaniach, akceptacja i miłość w relacjach z ludźmi i ze światem oraz POŁĄCZENIE Z WIBRACJĄ SUKCESU!

deb

Więcej informacji na:

Wydarzenie na FB https://www.facebook.com/events/483583042028884/

www.WibracjeSukcesu.pl

patroni

Partnerzy

Fot. Materiały prasowe


Zobacz także

Kochane, jak my się nie zaczniemy szanować, to faceci nigdy za nas tego nie zrobią! Czas to zmienić

Po śmierci Hanki Mostowiak nic już nie jest takie samo… Tak, obejrzałam popularne seriale i… słów mi brak

7 etapów żałoby po rozpadzie związku. Pozwól sobie na ich przejście, bez zbędnych wyrzutów