Lifestyle

Jeśli tatuaż, to może taki minimalny? Zobaczcie, jakie piękne

Redakcja
Redakcja
13 sierpnia 2016
Fot.iStock/Enrico Fianchini
 

„Chciałabym, ale się boję” – to chyba najczęściej wyrażana obawa dotyczącą tatuaży. Bo jednak na całe życie, bo widoczny, bo właściwie, to nie wiem jaki.

Playground Tattoo to artysta z Korei, który wykonał tysiące maleńkich tatuaży. Artysta opisuje swoje prace przy użyciu kilku słów: „cienka linia, mały, prosty” – takie właśnie są jego tatuaże. Więc jeśli się boicie dużych i krzykliwych tatuaży, może warto rozważyć, te, które proponuje Playground Tattoo.

źródło: Instagram


Lifestyle

„Z panią w środku to auto będzie najpiękniejsze”. Czyli jak baba samochód kupowała…

Małgorzata Mueldner
Małgorzata Mueldner
13 sierpnia 2016
Fot. iStock/gruizza
 

Taki to jest moment w moim życiu, że wszystko zamieniam na mniejsze. Pies jest mniejszy, mniejszy będzie też dom, moje przyjaciółki podpowiadają jeszcze, że kolejny mąż powinien być… młodszy. Może łatwiej będzie mu zaakceptować mniejszy samochód, bo panowie w moim wieku mają dziecinne zamiłowanie do wszystkiego, co większe i niespodziewanie więcej od życia oczekują.

– Amortyzatory nadają się do wymiany, akumulator też, w niedalekiej przyszłości trzeba wymienić belkę podtrzymującą silnik – informuje mnie pan i umawia termin naprawy.

Siedzę i patrzę na niego totalnie oszołomiona wizją zbliżającej się katastrofy …finansowej. Przyjechałam na rutynowy przegląd i chciałam wyczyścić klimatyzację, bo to ważne, a tu zawieszenie w rozsypce, a silnik niebawem zgubię. Jakoś ten silnik przemówił do mojej wyobraźnie najmocniej i wyraźnie go widzę… na kostce brukowej przed domem. – Jak to możliwe, przecież to jest bardzo dobry samochód, duży, odporny i od zawsze serwisowany tu, u państwa? – pytam ciągle niedowierzając.

– Ten samochód ma dziewięć lat i bardzo duży przebieg to, co się pani dziwi? W jednych butach też pani chodzi przez tyle lat? Dobrze pani radzę, proszę się go pozbywać, bo kosztownych napraw będzie tylko więcej – informuje mnie przedstawiciel autoryzowanego serwisu.

Mknę autostradą, trochę jakby mniej pewnie, i rozmyślam o tych dziewięciu latach, które minęły sama nie wiem kiedy. Na szczęście podróż do domu minęła… spokojniej. Zaparkowałam i spojrzałam na samochód. Postarzało się biedaczysko – mi przybyło zmarszczek, a jemu kilka rys. Poza tym wygląda normalnie, jak używany samochód. Trochę jest brudny w środku i na, zewnątrz, ale nie zaniedbany – po prostu przykurzony brakiem czasu. Poklepałam go po masce jak wiernego przyjaciela i postanowiłam, że czas się rozstać.

Decyduję działać szybko, na szczęście nie w kwestii męża, i wyruszam do Warszawy, żeby wycenić swoje możliwości. Mam jedno kryterium – nowy samochód musi być nowy, z gwarancją. Nie mam siły na pchanie używanego i nikogo, kto pchać go będzie. Nie jestem też wystarczająco asertywna, żeby prowadzić dyskusje z panami mechanikami. Jednak im więcej salonów odwiedzam, tym bardziej tracę przeświadczenie, że obrana przeze mnie droga jest słuszna. Oglądam nawet urocze autko, ale nie dla kogoś, kto nosi torebkę większą od siebie. A do samochodu, oprócz kobiecych niezbędników, trzeba zmieścić nastolatka z nieproporcjonalnie długimi nogami, psa (i to nie yorka), i jeszcze niekiedy cztery koty.

Tego samego dnia oglądam jeszcze małe suzuki, ale oferta przerasta mnie finansowo i gdy chcę już opuścić salon, sprzedawca obok zagaduje: – A może nissan? Po chwili odbywam jazdę testową niezbyt pięknym autkiem, ale za to w towarzystwie uroczego pana Kamila. Jedziemy i rozmawiamy sobie o psach, o tym, że życie z dala od dużych miast jest lepsze, a ludzie serdeczniejsi. Czyli poruszam takie tematy… bardzo adekwatne do jazdy testowej. Pan Kamil wskazuje jedynie na fakt, że samochód jest fajny i ma przyciemnione tylne szyby, co daje poczucie intymności.

– A czy ja wyglądam na osobę, która potrzebuje intymność na tylnej kanapie samochodu? – pytam. – Chodziło mi o to, że nie widać bałaganu w środku – odpowiada oblany rumieńcem sprzedawca.

Docieramy na miejsce, panowie robią wycenę mojego Nissana i przedstawiają ofertę na zakup nowego. Doliczają wszystkie możliwe zniżki, promocje i wychodzi na to, że wóz znajduje się w moim zasięgu. Grzecznie jednak dziękuję, bo jeśli kupuję ponownie Nissana, to lojalność każe mi dokonać transakcji w salonie, w którym od lat serwisuję moje auto.

– Pani Małgosiu – zwraca się do mnie w ten sposób jeden z ważnych dyrektorów, bo przecież jesteśmy niemalże przyjaciółmi – niechętnie przyjmiemy pani samochód w rozliczeniu, my celujemy w … inny segment klienta. Może pani nie przeszkadza, że jest zarysowany na zderzaku, ale nam owszem. Dodatkowo nie mamy dla pani dobrej oferty na zakup nowego, gdyby pani miała nieco większe środki może…, ale w tym wypadku proszę szukać rozwiązana w innych salonach. Acha i jeszcze musiałaby pani go oddać do porządnego czyszczenia, on nosi ślady użytkowania.

– Pewnie, że nosi. Ten samochód do tego służy – odpowiadam i dziękuję za poświęcony mi czas. – Ja jednak nie rozumiem, dlaczego ludzie są takimi dupkami. Po wszystkich latach współpracy i po ilości pieniędzy, które zarobili na mnie w tym cholernym serwisie, powinni zawalczyć o stałego klienta – wypłakuję się do J.

– Moja droga to zwykłe ch…, nie przejmuj się, jest rozwiązanie – musisz ponownie udać się do uroczego pana Kamila z konkurencji. Nie mam już czasu na wyprawy do Warszawy, więc dzwonię i dowiaduję się, że bez problemu mogę oddać samochód w rozliczeniu, w dodatku bez czyszczenia! Ustalam z panem Kamilem kolor, który nieco dyktuje cenę i po chwili dostaję maila z fakturą.

Uradowana dzwonię do J. i opisuję, jaki kolor wybrałam. – A co jest jeszcze w tej wersji? – zagaduje. – No wszystko… tzn. chyba wszystko, zaraz zadzwonię i się dopytam – odpowiadam.

Pan Kamil spokojnie potwierdza, że samochód ma sterowanie radiem w kierownicy, i tak radio też ma! Ma jeszcze fajne światła do jazdy dziennej i klimatyzację manualną cokolwiek bądź to znaczy. Wyśmienicie! Dokonałam jednak przemyślanego zakupu!

– Ma wszystko – dumnie raportuje do J.

– A jaki ma silnik? – pyta J., która trochę się zna na samochodach.

– A skąd ja mogę wiedzieć? – odpowiadam.

– To zadzwoń i dowiedz się, bo mam obawy, zwłaszcza patrząc na cenę, że sprzedają ci samochód bez silnika – śmieje się J.

Piszę, więc do pana Kamila zapytanie o silnik, a on przesyła wszelkie parametry samochodu i dodatkowo zdjęcia. – Ten samochód ma silnik i to dobry. Zrobiłem jeszcze kilka zdjęć… dla koleżanek – odpowiada.

„Kupiłam” rozsyłam wiadomość do dziewczyn, a one odpisują: „Jest The Best”. Dobrze znam ich upodobania, tym bardziej doceniam sposób, w jaki reagują. – Jesteście kochane, zawsze akceptujecie wszystkie moje wybory – mówię im wieczorem. – O nie, nie wszystkie – dodają i wybuchamy śmiechem, bo doskonale wiem, o kim myślą.

– Wie pan ten samochód jest najnudniejszym modelem Nissana – mówię nazajutrz podczas składania niezbędnych podpisów. – Z panią w środku będzie jednak najładniejszy na świecie – odpowiada kurtuazyjnie sprzedawca. I właśnie te słowa upewniają mnie, że dokonałam najlepszego wyboru!


Lifestyle

Hej, dziecioodporna, znasz te komentarze? Przyzwyczaj się!

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
13 sierpnia 2016
Fot. iStock/ innovatedcaptures

Przychodzi taki czas w życiu każdej kobiety, gdy dookoła niemal wszyscy oczekują wydania przez nią na świat potomka. Pytania „kiedy?”,” z kim?”, „ile?” i „na co jeszcze czekacie?” mogą doprowadzić do szału – nie wasz zasmarkany interes, pilnujcie własnego nosa! Powiedzenie wprost, że nie chcecie mieć dziecka może być dla niektórych szokujące i nie do przyjęcia – możesz być zdecydowana, asertywna i dziecioodporna, ale czy jesteś już zahartowana na czekające cię komentarze?

Zmienisz jeszcze zdanie

Możliwe, że kiedyś rzeczywiście tak się stanie, że faktycznie zmienisz z jakiegoś powodu decyzję, ale na razie takie komentarze są po prostu lekceważące. Właściwie nie ma sensu polemizować, bo przecież w opinii swojego rozmówcy nie jesteś zdolna do podejmowania trwałych i świadomych decyzji. Na pewną zmienisz jeszcze zdanie, odwidzi ci się, obudzisz się pewnego dnia z myślą „muszę mieć dziecko”. Ciekawe, gdzie jest ten magiczny przełącznik, który trzeba wcisnąć…

Będziesz kiedyś żałować

Ludzie mają tendencję do zakładania, że znają cię lepiej niż ty sama. Doskonale wiedzą, jak będziesz się czuła za kilkadziesiąt lat, czego będziesz żałować i za czym tęsknić. Możesz im odpowiedzieć, że dziecka nie można mieć ze strachu przed przyszłymi uczuciami, z obawy o niewygodę emocjonalną na starość – nie jesteś przekonana i nie chcesz ryzykować, że będziesz kiepskim rodzicem. Możesz też puścić taki komentarz mimo uszu i nie wdawać się w bezsensowne dyskusje- w końcu i tak inni wiedzą lepiej. Ciekawe, czy kiedyś na informację o planowanej ciąży ktoś powiedział „będziesz kiedyś żałować”.

Dziecko cię uszczęśliwi

Niemal wszyscy znają przepis na szczęście i rzucają dobre rady na prawo i lewo, a jakoś hurraoptymizmu na ulicach nie widać… Jasne, że dzieciaki to mega radość i niezwykłe uczucia, ale jeśli sami ze sobą nie czujemy się dobrze i nie umiemy znaleźć szczęścia, to nie oczekujmy, że dzidziuś będzie wybawieniem i lekarstwem, które rozwieje smutki. A co jeśli nie da szczęścia, a my sfrustrowani i zawiedzeni nie będziemy dla niego dobrymi rodzicami? Poza tym ilu ludzi tyle pomysłów na szczęśliwe życie – dla jednych to dziecko, dla innych podróże po świecie, edukacja albo kariera zawodowa. Jak to dobrze, że mamy wolność wyboru!

Ominie cię wspaniałe przeżycie

Dla pragnących dziecka z pewnością będzie to niesamowite doświadczenie, ale dla nieprzekonanych zostanie rodzicem nie musi być już tak ekscytujące i radosne – o tym nikt nie pomyślał. Prawdopodobnie ominie nas wiele rzeczy w życiu, które niosą ze sobą wspaniałe i niezapomniane przeżycia – wspinaczka na Mount Everest, survival w Puszczy Amazońskiej, Nagroda Nobla, zdobycie Oskara, otrzymanie korony miss, główna rola w serialu, pocałunek z Ryanem Goslingiem. Cóż, nie można (i na szczęście nie trzeba) w życiu mieć wszystkiego…

Nadajesz się na matkę

Nadajesz się też prawdopodobnie na lekarza albo prawnika, kolarkę, piosenkarkę, dyrektora dużej firmy albo gwiazdę telewizji. Tylko co z tego, skoro chcesz być kimś zupełnie innym? Decyzja o pozostaniu bezdzietnym nie musi być podyktowana brakiem odpowiednich umiejętności, nielubieniem maluchów lub strachem pt. „jak sobie poradzę”. Nie chodzi o to, czy byłoby się dobrym w byciu rodzicem, ale o to, że naprawdę chce się nim zostać.

Zegar biologiczny tyka!

„Zegar tyka”, „nie jesteś coraz młodsza”, „niebawem będzie już za późno”, czyli subtelny i delikatny inaczej przytyk do wieku. A przy okazji dowód na to, że ludzie nie słuchają, co do nich mówisz – na co ma być za chwilę za późno, skoro nie planujesz i nie chcesz mieć dzieci? Niech sobie tyka co chce, żyj, spełniaj marzenia i nie przejmuj się metryką.

Na starość nie będziesz miała opieki

„Nie będzie miał ci kto szklanki wody podać” albo drastyczne „kto będzie ci zmieniał na starość pieluchy?”- tak, tak, i takie dosadne komentarze można spotkać. Rodzimy jeszcze dzieci czy już wyłącznie przyszłe pielęgniarki/ pielęgniarzy i opiekunów na naszą emeryturę? To chyba jeden z najgorszych powodów, dla których można zdecydować się na dzieci. Egoistyczne, wyrachowane i z pewnością do prokreacji nie namawia.

Wszyscy twoim znajomi już się zdecydowali

Basia ma już dwójkę, Kasia zaraz mieć będzie, Stefan z Haliną zaczęli starania,  a MŁODSZA siostra już planuje – na co jeszcze czekać? Skoro wszyscy mają, to nie możesz być przecież gorsza, inna. Oj, ty buntowniczko i rewolucjonistko! Bo choć wiele się zmieniło, choć wiemy, że liczy się wyjątkowość, indywidualizm i unikatowość jednostki, to i tak nadal najważniejsi są dla nas inni i to, co ludzie powiedzą.

To wygoda i egoizm

Nie daj sobie wmówić, ze to prawda! Wygodnie jest zdecydować się na dziecko, żeby już przestali pytać, nie oceniali, nie krytykowali. Samolubne jest sprowadzanie na świat dziecka, bo inni już mają, bo mieć trzeba – no jak to nie mieć? Bo teściowie namawiają, a rodzice chcą wnuka, sąsiedzi krzywo patrzą, znajomi dopytują. Decyzja o braku dziecka nie świadczy o egoizmie, a o samoświadomości, mądrości i znajomości własnych potrzeb i uczuć.


Zobacz także

Depresja nie jest tylko w twojej głowie. Istnieją fizyczne objawy, których nie należy lekceważyć

Warszawski Dzień Kapelusza – już za tydzień. Kapelusze są trendy!

5 zachowań, które pomagają podtrzymać dobre relacje w związku