Lifestyle

„Dbamy, żeby go nie bolało… Bo dziecka nie ma prawa nic boleć… I choć wiem jakie to trudne, po prostu proszę nam zaufać”. Wzruszający apel do rodziców

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
29 kwietnia 2017
Fot. iStock / ElgarsRetigs
 

Dziś o czymś dla mnie oczywistym… Dla mnie, bo to moja praca, ale nie dla zwykłego Rodzica, który na bloku operacyjnym zostawia swoje dziecko…

Kiedy przywozicie Państwo na blok operacyjny swoje dziecko, jesteście tak samo przerażeni jak ono. „Trzymacie fason”, staracie się być silni, bywa, że połykacie łzy, uśmiechając się do swojego szczęścia…

Oddajecie swój najcenniejszy skarb w obce ręce, nie będziecie go widzieć, przez długi czas nie będziecie mieć wiadomości o tym, co się z nim dzieje. Możecie tylko stać pod drzwiami bloku i czekać.

Oddajecie swoje dziecko pielęgniarce anestezjologicznej…

Dziś więc, jak nietrudno się domyślić, będzie o moich dziecięcych koleżankach:)

Są ubrane na kolorowo, mają bluzy w postacie z bajek, w kwiatki, kolorowe czapki, niebieskie rękawiczki. Zabierają Wasze dziecko na sale operacyjną, czasem na łóżku, czasem w małym łóżeczku, najczęściej na rękach…

Całujecie, machacie ręką i… Możecie tylko zaufać, że kobieta (na moim bloku są to kobiety:) ), której zawierzyliście kawałeczek swojego życia, będzie się nim dobrze opiekować…
I tak jest….

Za drzwiami sal operacyjnych dziecko jest specjalnym pacjentem. Bo to dziecko. Największe dobro i bezbronność w jednym…
A My w większości jesteśmy mamami…

Po zabiegu dziecko przyjeżdża na salę budzeń, pooperacyjną, gdzie zostaje przekazane pracującemu tam zespołowi… Tam maluch odsypia znieczulenie, tam pilnujemy jego parametrów i tam dbamy, żeby go nie bolało… Bo dziecka nie ma prawa nic boleć.

Choć czasem jeszcze nie mówi, parametry i znajomość farmakologii pozwala nam na leczenie bólu pooperacyjnego…

Dziś była mała dziewczynka. Obudziła się i nie płakała.
Pełna sala budzeń, my trzy biegające między pacjentami i malutka dziewczyneczka, cichutko leżąca w łóżeczku… Kręcąca się wokół, raz głowa, raz nóżki, machała sobie rączkami i rozglądała się wokół… Zero łez…

Gdyby płakała, pomimo pełnej pacjentów sali, nosiłabym ją na rękach, zawsze tak robię, bywa, że śpiewam i takie tam inne rzeczy

Kiedy koleżanka z oddziału przyszła odebrać drobinkę ,wzięłam ją na ręce, ta chwyciła mnie za bluzę, przylgnęła, po chwili odwróciła się patrząc ciekawie na świat…
Uśmiechała się zalotnie….
I tak szłyśmy długim korytarzem mojego bloku, ja do niej mówiłam, ona się uśmiechała…

Nie czekała na nią żadna mama. Była… niczyja…
Z jednego z państwowych domów, zajmujących się takimi dziećmi…

Radośnie przeszłą z rąk do rąk, puściła mi buziaka i… pojechała z nową ciocią…Na obiecaną galaretkę 🙂 .

Po powrocie jedna z pacjentek zapytała mnie, czy ja każde dziecko tak traktuję… Dla mnie szokujące pytanie…

Jak mam inaczej traktować?????

Każde dziecko jest czyimś dzieckiem, jest malutkim człowieczkiem czującym ból i przerażenie… Jeżeli tylko mogę, głaszczę, zagaduję, opowiadam głupoty, śpiewam, choć w moim wykonaniu dla pozostałych pacjentów to musi być traumatyczne przeżycie…

Jeżeli myślicie Państwo, że za drzwiami bloków operacyjnych, o Wasze dzieci przestajemy dbać, jesteście w błędzie.
W miejscu, w którym ja pracuję, gdzie „budzę” dzieci, są one na specjalnych prawach.
Bo to dzieci.

I nikt jeszcze z dorosłych pacjentów się nie poskarżył.

Dziecko po zabiegu ma się bezpiecznie obudzić, ma nie czuć bólu i jak najszybciej ma jechać do rodziców…
Dla Państwa to godzina, która wydaje się dobą, chwile trwające wieczność…
Te chwile są potrzebne dla bezpieczeństwa Waszych dzieci…
I choć wiem jakie to trudne, po prostu proszę nam zaufać.

Szczególne wyrazy uznania, dla moich koleżanek, które dzieci znieczulają…
Nie tylko za kolorowe bluzy…


Wpis pochodzi z Facebooka i został opublikowany za zgodą autorki.

Autorem jest Monika Drobińska.


Lifestyle

12 (czasem dziwnych) powodów, dla których się zakochujemy. Spróbuj popatrzeć mu w oczy przez dwie minuty i tego nie poczuć

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
29 kwietnia 2017
Fot. iStcok/Massonstock
 

Miłość nie jest aż taką tajemnicą, tak mistycznym uczuciem, jak wydaje się wielu z nas. Naukowcy twierdzą, że to nasze hormony, zainteresowania i sposób, w jaki nas wychowano mają największy wpływ na to, w kim się zakochamy i obiektem czyich uczuć się staniemy. W toku wieloletnich badań, wyłoniono kilka najczęściej powtarzających się, choć czasem naprawdę zaskakujących, powodów, dla których druga osoba staje się całym naszym światem.

12, czasem dziwnych, powodów, dla których się zakochujemy

Jesteście naprawdę do siebie podobni

Dziesięciolecia badań wykazały, że stereotyp, że „przeciwieństwa się przyciągają” ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. Partnerzy, którzy są do siebie podobni, czyli mają podobną osobowość i w podobny sposób przeżywają emocje, o wiele lepiej się rozumieją w codziennych, życiowych kwestiach.

Widzisz w partnerze podobieństwo do swojego rodzica przeciwnej płci

Amerykański psycholog David Perrett i jego współpracownicy odkryli, że niektórzy ludzie mają tendencję do zakochiwania się w osobach o tym samym kolorze włosów i oczu, co ich rodzice przeciwnej płci. Dodatkowo, okazało się, kobiety urodzone przez matki po 30-tce rzadziej zakochują się w młodszych mężczyznach. Mężczyźni wychowywani przez „starszych rodziców”, często zakochiwali się w kobietach podobnych do ich mam.

Pachniesz tak, jak trzeba

Niektóre kobiety w trakcie owulacji przyciąga zapach koszulek noszonych przez mężczyzn z wysokim poziomem testosteronu lub… wydatna żuchwa.

Masz „otwarte”ciało

 Eksperci od mowy ciała są zgodni, że postawa jaką przyjmujemy w obecności ukochanej osoby mówi o naszych uczuciach więcej niż słowa.  Jeśli trzymasz ręce w kieszeniach i ramiona w pozycji do wewnątrz, wysyłasz sygnał, że nie jesteś zainteresowany. Otwarta postawa zachęca do miłości :).

Spojrzenie w oczy trwające dwie minuty

Psycholog Joan Kellerman z Uniwersytetu w Massachusetts poprosiła 72 osoby, które wcześniej się nie znały, o to, by przez dwie minuty spacerowały ze sobą patrząc sobie w oczy. Wynik był zaskakujący – okazało się, że długotrwały kontakt wzrokowy wskrzesił między dwójką nieznajomych uczucie porozumienia, bliskości, a nawet miłości i namiętności.

Ciepło

Psycholog z Uniwersytetu w Yale, John Bargh, przeprowadził eksperyment, podczas którego uczestnicy spożywali ciepłe lub zimne napoje, a następnie oceniali, czy czyjaś osobowość była ciepła lub na zimna. Uczestnicy, którzy napili się czegoś ciepłego, częściej oceniali nieznajomego jako kogoś ciepłego i pozytywnego. Wniosek – jeśli zaprosisz partnerkę na kawę, a nie na lody – będziecie wobec siebie bardziej serdeczni J.

Jesteś właścicielem psa

Mężczyźni spacerujący z psem wydają nam się o wiele bardziej atrakcyjni. Zdaniem naukowców dzieje się tak dlatego, że posiadanie zwierząt domowych sygnalizuje naszą skłonność do pielęgnowania związku, lub zaangażowania. Dodatkowo, właściciele psów wydają się nam bardziej zrelaksowani, przystępni i szczęśliwi.

Twój partner wygląda równie dobrze co ty

W 1996 roku przeprowadzono badania, w trakcie których uczestnikom o podobnym poziomie atrakcyjności fizycznej przydzielono losowo innego uczestnika do pary. Ci, którzy uznali się za bardziej atrakcyjnych, nie byli zadowoleni z zaproponowanego przez naukowców połączenia.

Grasz na jakimś instrumencie

Naukowcy z Francji przeprowadzili eksperyment, w trakcie którego okazało się, że mężczyźni grający na gitarze nie mają większych problemów z otrzymaniem numeru telefonu kobiety, którą są zainteresowani.

Nosisz kolor czerwony

Ponieważ ta barwa podświadomie kojarzy nam się z miłością i namiętnością.

Nosisz pewien rodzaj zarostu

Australijscy naukowcy odkryli, że kobiety uważają, że męskie twarze z widocznym zarostem są bardziej atrakcyjne niż długie brody, lekki zarost lub twarz ogolona.


Na podstawie: www.independent.co.uk

 


Lifestyle

Siłownia, w której się… śpi. Tym samym hasło: „Kochanie wychodzę na siłownię” nabiera nowego znaczenia

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
29 kwietnia 2017
Fot. Screen/You Tube

Wyobraźcie sobie siłownię, w której zamiast tych wszystkich maszyn wyciskających z nas siódme poty, stoją łóżka… W sumie to nawet nie musicie sobie wyobrażać, bo taka siłownia powstała w Wielkiej Brytanii.

Nic tak obecnie nie ucieka, jak czas, nawet ten, który powinniśmy przeznaczyć na sen. A wiadomo, że niedobór snu bywa powodem większego stresu, ogólnego zmęczenia, obniżonego nastroju. Z tego powodu jedna z siłowni postanowiła stworzyć lekcje drzemki.

Idziesz na siłownię, masz 15 minut ćwiczeń rozciągających, wyciszających i w pomieszczeniu o idealnej temperaturze, pokoju pełnym obcych ludzi ucinacie sobie 45 minut drzemki. Ci, którzy stworzyli to miejsce uważają, że takie zajęcia z drzemki ożywią umysł, poprawią nastrój, a nawet pozwolą spalić zbędne kalorie. Według badania przeprowadzonego w Allegheny College w Pensylwanii, uczestnicy, którzy w ciągu dnia ucinali sobie 45 minut drzemki zdecydowanie lepiej radzili sobie ze stresem, byli w stanie więcej się nauczyć, bo sen zwiększa zdolność uczenia się.

Siłownia dla śpiochów w David Lloyd Clubs w Sidcup ma charakter eksperymentalny, ale jeśli się przyjmie, właściciele nie ukrywają, że będą chcieli stworzyć więcej takich siłowni w Wielkiej Brytanii.

Cóż, tym samym: „Kochanie wychodzę na siłownię” nabiera zupełnie innego charakteru. Prawda?

źródło: boredpanda.com


Zobacz także

„Mówią, że zdrada wybaczona raz, zawsze wróci. Wybaczyłam i nie żałuję”

Więź między matką a córką jest najsilniejsza – potwierdzają naukowcy. Tylko one są w stanie zrozumieć swoje emocje

Podkręcone, wydłużone i odżywione rzęsy za jedyne… 12 zł? Tak!