Lifestyle

„Chcę dla siebie jak najlepiej”. Naprawdę? 14 rzeczy, którymi gmatwamy sobie życie

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
15 kwietnia 2016
„Chcę dla siebie jak najlepiej". Naprawdę? 14 rzeczy, którymi gmatwamy sobie życie
Fot.Splitshire / Daniel Nanescu / CC0 Public Domain
 

Nawet jeśli mówisz: „walczę o siebie”, „chcę dobrze” to jeszcze nic nie znaczy. Jedno to marzyć o spokoju i szczęściu, drugie to je osiągnąć (np. swoją pracą). Często jest tak, że tylko wydaje nam się, że robimy wszystko dla swojego dobra.  A tak naprawdę sobie szkodzimy. Oto lista rzeczy, które mają na nas autodestrukcyjny wpływ. I nie, to nie jest czyjaś wina, że one „się dzieją”. Robimy to na własne życzenie… a potem musimy walczyć z konsekwencjami i problemami, które z tego wynikają. A mogłoby być tak prosto…

1. Pozwalamy się ranić. Każdemu. Dziecku, partnerowi, szefowi, współpracownikami. Uważamy, że tak musi być, zakopujemy pod dywan i udajemy, że nic się nie stało.

2. Uważamy, że na miłość trzeba zasłużyć. Jak tylko się odpowiednio postaramy to…..

3. Porzucamy dobry związek mówiąc: „to nuda”.

4. Rezygnujemy z działania  (nie rywalizujemy).

5.  Odraczamy nasze obowiązki („później to zrobię”).

6. Ulegamy pokusom.

7. Mamy skłonność do zachowań ryzykownych– np. wyprzedzamy na zakręcie, przejeżdżamy na czerwonym świetle.

8. Uzależniamy się od różnych substancji– leków, alkoholu, jedzenia.

9. Nie mówimy – innym ludziom – w racjonalny sposób o tym co czujemy.

10. Staramy się być dla wszystkich mili.

11. Jesteśmy niemili, praktykujemy postawę, że każdy ma coś do ukrycia.

12. Mamy swoją definicję miłości, życia, pracy i uważamy, że to inni mają się dostosować (brak elastyczności i miękkości poglądów).

13. Rezygnujemy z dobrej pracy.

14. Sami ranimy bliskie osoby.

Dlaczego sobie to robimy?

– z powodu niskiej samooceny, która sprzyja lekceważeniu siebie i nietroszczeniu się o siebie. Badania pokazują, że osoby o braku poczuciu własnej wartości sami prowokują niepowodzenia, żeby móc powiedzieć o sobie: „jestem beznadziejny, wiedziałem”.

– z powodu dzieciństwa. Im mniej się nami opiekowano, otaczano troską tym rzadziej uważamy, że na troskę zasługujemy.

– bo nie potrafimy sprostać własnym standardom. Podświadomie sami więc podkładamy sobie kłody pod nogi.


Lifestyle

Miłość przychodzi wtedy, gdy rozumiesz, że razem jest cieplej… Piękny film o miłości

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
15 kwietnia 2016
Fot. Screen zFacebooka / Bright side/
 

Czy to już miłość? Kiedy zaczyna się naprawdę?

„Miłość…

… zaczyna się po prostu od rozmowy

…  albo gdy potrzebujesz ochrony przed deszczem…

… lub przed wiatrem…

… i wtedy gdy zrozumiesz, że razem jest cieplej…

… i gdy „czujecie się” nawzajem…

To niesamowite uczucie, to uczucie wsparcia, czułość. To uczucie, że twoja bajka dopiero się rozpoczyna”.

Zobaczcie ten piękny film.

Źródło: Facebook Bright Side


Lifestyle

Poroniłaś? Usunęłaś? Ksiądz ci pomoże. Katolicki antydepresyjny lek już w sprzedaży. Nie, to nie żart

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
15 kwietnia 2016
Fot. Screen z strony / sklep.stanislawbm.pl/

Consolatyna to „lek duchowy wydawany bez recepty” stworzony z myślą o kobietach cierpiących na depresję po utracie dziecka” czytam na jednym z portali.

Producent „cudu” to katolickie wydawnictwo Św. Stanisława BM, a Consolatyna to lek stworzony przez ę, bioetyka i technologa, który powstał na potrzeby kapłanów, którzy nie wiedzieli, jak rozmawiać z kobietami po utracie dziecka czy aborcji”.

Wchodzę na stronę wydawnictwa. Zdjęcie opakowania „leku”  (bardzo profesjonalne). Duży podpis? Zestaw antydepresyjny. 

Fot.  Screen z strony  / sklep.stanislawbm.pl/

Fot. Screen z strony / sklep.stanislawbm.pl/

Cena 9,90. Czy to żart?Nie, chyba nie żart, choć w środku opakowania jest …. zwykły modlitewnik i ikona Matki Boskiej.

Boższ, a ja przez chwilę myślałam, że to są ziołowe środki uspokajające. Nie wiem, wyciąg z rośliny cud, woda ze źródła cud. Jakiś cud, a nie tylko kpina. Jak to jest możliwe, że duchowni– pod płaszczykiem dbania o kobietę– robią po prostu marketingowy produkt?

– Proszę się nie denerwować. Modlitewnik jest przygotowany tylko dla kobiet wierzących. Naprawdę, tyle kobiet opowiada na spowiedzi o tym jak cierpią po utracie ciąży – to tylko odpowiedź na ich potrzeby, próba pomocy im– mówi Agnieszka Masłowska z wydawnictwa Świętego Stanisława Bem

– Ale dlaczego sprzedajecie to w formie leku? Przecież to oszustwo.

W słuchawce cisza. W końcu słyszę: – Przecież wszyscy wykorzystują chwyty marketingowe.

Wszyscy. Ale świat duchowy rządzi się tymi samymi prawami? Dzwonię do księdza Andrzeja Muszeli, autora pomysłu: „Ale tam jest napisane przecież, że to lek duchowy”. Jest skonfundowany, przestraszony, miły. Tłumaczy, że to tylko modlitewnik, który stworzył z myślą o cierpiących kobietach. Że on jako ksiądz nie wypowiada się głośno o aborcji, to problem trudny, złożony, a kobiety, które usunęły lub poroniły ciążę potrzebują przede wszystkim wsparcia.

Drogi Ojcze,

Może wsparcia– ale przede wszystkim psychologicznego. Może ciepła. Może wszystkiego, nawet modlitwy, jeśli są wierzące. Ale przecież nie oszustwa. I sprzedawania ikony Matki Boskiej w opakowaniu leku antydepresyjnego.

Wstyd. Naprawdę.


źródło: kobieta/ wp.pl


Zobacz także

Niezależność, szybkość i realizacja marzeń – mobilność w oczach Polek [VIDEO]

przepisy

Niektórych produktów nie powinno się myć przed gotowaniem, a jednak wszystkie to robimy

Mamo, pierwszy raz w życiu piszę do ciebie prawdziwy list. Ale dopiero teraz, kiedy wyjechałam, czuję, że jestem „kimś”