Lifestyle

12 rzeczy, z których zdasz sobie sprawę dopiero, gdy całkowicie zrezygnujesz z alkoholu

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
15 stycznia 2018
Fot. iStock / pogorelova
 

Patrząc z boku i z dystansem picie alkoholu jest jednym z uwarunkowanych kulturowo zachowań, które w gruncie rzeczy jest niezwykle ciekawe. Wiemy, że alkohol jest szkodliwy, że jest powodem problemów, także tych społecznych (wypadki samochodowe, przemoc). Wiemy, że biznes alkoholowy jest wyjątkowo lukratywny, a jednak – pijemy. Uważa się, że alkohol to także sposób na zatuszowanie osobistej traumy, bólu emocjonalnego, poprawę nastroju. W końcu, dlaczego pijemy? Często, żeby dobrze się bawić, czasami, żeby ukoić nerwy i spokojniej zasnąć. Każdy ma swój powód. I szczerze mówiąc, dopóki picie alkoholu nie staje się nałogiem, nie widzimy w tym nic złego. Tymczasem jest lista rzeczy, które dostrzeżemy, kiedy całkowicie zrezygnujemy z alkoholu.

1.

Pierwszą ważną rzeczą, jaką można zauważyć, gdy odstawi się alkohol, to ogromna poprawa ogólnego stanu zdrowia fizycznego, która zazwyczaj obejmuje znaczną utratę wagi, lepsze trawienie. Mamy więcej energii, a rzadziej czujemy zmęczenie.

2.

Poprawia się nasze zdrowie psychiczne, dzięki czemu zdecydowanie zmniejsza się poczucie lęku, zwiększa się poziom klarowności naszego umysłu, poprawia pamięć. Mamy także lepszą koncentrację, obniża się poziom stresu, podwyższa samoocena, a także zwiększa motywacja. Pozytywniej patrzymy na nasze życie.

3.

Poprawia się sen. Łatwiej nam zasnąć, dużo lepiej śpimy przez całą noc, a po przebudzeniu czujemy się wypoczęci.

4.

Stajemy się bardziej empatyczni, zauważamy drugiego człowieka, jego potrzeby.

5.

Rezygnacja z alkoholu zdecydowanie poprawia domowy budżet, nagle okazuje się, że mamy więcej pieniędzy na koncie pod koniec miesiąca.

6.

Zaczynamy zdawać sobie sprawę, że tak naprawdę nie potrzebujemy pić, żeby dobrze się bawić na imprezach, wśród przyjaciół. Tym samym obnażamy wielkie kulturowe kłamstwo, że alkohol to świetny sposób na spędzenie dobrego czasu. Wiele osób nagle odkrywa, że alkohol raczej obciąża relacje społeczne niż je wzmacnia.

7.

Zaczynamy widzieć siebie takimi, jakimi jesteśmy, bez zakładania maski pod wpływem alkoholu. Zostajemy zmuszeni do tego, by zmierzyć się ze sobą, z tym, co w nas dobre i tym, co trudno nam w nas zaakceptować.

8.

Okazuje się, że alkohol tak naprawdę pogarsza nasze osobiste problemy.

9.

Rezygnując z alkoholu nie robimy po pijanemu głupich, ryzykownych i kłopotliwych, których później żałujemy.

10.

Kiedy nie pijemy, widzimy, jacy naprawdę potrafią być ludzie po alkoholu, jak się zachowują. Tylko na trzeźwo jesteśmy w stanie to dostrzec.

11.

Zdajemy sobie sprawę, że podsycane alkoholem rozmowy są w rzeczywistości nudne i dość powierzchowne. Po alkoholu najczęściej zdarza się nam kłócić, walczyć, stajemy się agresywni i w efekcie podsycamy nasz zły nastrój.

12.

Dostrzegamy, że ludzie, którymi się otaczaliśmy, mogą być toksyczni i że wiele związków nie jest w stanie przetrwać bez odrobiny alkoholu. Często uczymy się, kim naprawdę są nasi prawdziwi przyjaciele.

Zdaję sobie sprawę, że dla wielu z was te argumenty nic nie będą znaczyć, bo w końcu „jak piję, to tylko na imprezie”. Jednak polecam, choć jedną przeżyć na trzeźwo, świadomie odmówić alkoholu i spróbować się dobrze bawić. Myślę, że dla wielu z nas będzie to bardzo ciekawym doświadczeniem.


Lifestyle

Najzimniejsza zamieszkała wioska na świecie. Mieszkańcom zamarzają rzęsy po wyjściu z domu

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
15 stycznia 2018
Fot. Facebook /The Siberian Times
 

Podczas, kiedy my czekamy na prawdziwą zimę ze śniegiem i mrozem, okazuje się, że są miejsca, w których zima rozgościła się na dobre.

Odległa syberyjska wioska Oymyakon jest najzimniejszą, stale zamieszkałą osadą na świecie. Mieszka tu około 500 osób, a sama wioska sto lat temu była przystankiem dla pasterzy reniferów. Co prawda niższe temperatury zanotowano na Antarktyce, ale tam nie nikt na stałe nie mieszka.

Tymczasem w Oymyakon średnia temperatura w styczniu wynosi -50 stopni, przez co rzęsy jej mieszkańców zamarzają po kilku chwilach od wyjścia z domu. Najniższą temperaturę odnotowano w ostatnim czasie i wynosiła minus 62 stopnie, czy była niższa – nie wiadomo, ponieważ nowy elektroniczny termometr wskutek zimna przestał działać.  Jednak to w  1933 r. w Oymyakon odnotowano temperaturę minus 67,7  stopni, przyjętą jako najniższą na półkuli północnej.

W wiosce zamarza wszystko – nawet żywność w sklepach, problemem je uruchomienie samochodów, a nawet chowanie zmarłych.

Patrząc na zdjęcia opublikowane w The Siberian Times – można pozazdrościć bajkowej aury, ale czy za taką zimą tęsknimy? Chyba jednak nie.

 

 

źródło: dailymail.co.uk

 


Lifestyle

Moje życie z tyranem. Odnajdujesz tu cząstkę siebie?

Listy do redakcji
Listy do redakcji
15 stycznia 2018
Fot. iStock/adl21

Siedziałam przy kuchennym stole. Słyszałam, że na mnie krzyczy, ale coraz mniej do mnie docierało. Nie rejestrowałam już tego, co mówi. Nie dolatywały do mnie argumenty. Myślałam tylko o tym, że  już nigdy się od niego nie uwolnię. Że tak będzie wyglądała moja przyszłość. A z drugiej strony zastanawiałam się, jak mogłam do tego dopuścić? Gdzie się podziała tamta kobieta, którą byłam? Gdzie się podziały te wartości? Trzaśnięcie drzwiami. Wyszedł. Wiedziałam, że wyjdzie. Zawsze wychodzi, gdy się wyżyje. Już się nauczyłam, że muszę wytrwać do tego momentu, że dopiero potem mogę zacząć płakać. 

Wszyscy mówią, że wystarczy odejść. Argumentów zawsze jest sporo. Przecież nie można sobie marnować życia. Trzeba zawalczyć o siebie. Pewnych zachowań nie wolno akceptować i łatwo rozpoznać, czy masz do czynienia z toksycznym człowiekiem. To jest proste tylko w teorii, ale nie wtedy, gdy tkwisz w takiej relacji. Nigdy nie była słabą, zagubioną kobietą, która szukała miłości za wszelką cenę. A jednak pozwoliłam zrobić ze swoim życiem coś, co jeszcze kilkanaście lat temu nie mieściło mi się w głowie.

Żaden facet nie ma na czole napisane „tyran”, „psychopata”, „czubek” czy „przemocowiec”. Żaden też nie pokazuje swojego oblicza na pierwszej randce. Co więcej, nie każdy pokazuje to w pierwszym roku trwania związku. To tzw. „docieranie się” ma dwie strony medalu. W zdrowych związkach pozwala partnerom zbliżyć się do siebie, wypracować wspólne rozwiązania, stworzyć jeden front. Ale docieranie się może też przyjmować inne formy. U mnie docieranie się polegało na tym, że nauczyłam się nie reagować, kiedy mnie wyzywał. Nauczyłam się, co wyzwala w nim złość. Nauczyłam się też odpowiednio zachowywać, by zasłużyć na miłe słowo. Bo miewał momenty, gdy naprawdę był fajnym facetem. Gdy jego towarzystwo autentycznie sprawiało mi radość. Na tym polega tragizm bycia w związku z toksycznym człowiekiem.

Nie odchodzisz, bo czasem bywa dobrze. Jesteś tak skołowana, że w końcu obwiniasz siebie za te wszystkie awantury. Poddajesz w wątpliwość swoje przekonania.

Do tego dochodzi strach. A jest się czego bać. Z natury wolimy tkwić w tym, co znamy, nawet jeśli jest to piekło. Przecież nieznane może okazać się jeszcze gorsze. Na pewno jest gorsze. Wiesz to, bo twoja pewność siebie kuleje. Boisz się już nie tylko jego, ale także całego świata wokół. Niby chciałabyś, żeby ktoś ci pomógł, podał rękę, pokierował, uratował. Ale nie poprosisz o to. Wstydzisz się, że przez lata pozwalałaś na to wszystko. Przecież trzeba byłoby opowiedzieć, co działo się w waszym domu.

Ja bardzo długo się wstydziłam.

Uczysz się robić uniki. Ja wiedziałam, że najlepiej zrobię, jeśli nie będę się odzywać. Wcześniej nie potrafiłam tak dobrze panować nad emocjami. Płakałam. Ale to wkurzało go jeszcze bardziej. Mówił, że tylko do tego się nadaję – usiąść i płakać. Milczałam i czekałam aż skończy. Kończył na ogół tak samo. Słowami, że nie jestem warta, żeby ze mną rozmawiać. Trzaskał drzwiami i szedł do garażu, albo siadał przed telewizorem i mnie ignorował. Następnego dnia był znowu miłym, fajnym facetem. A ja znowu robiłam wszystko, żeby go nie zdenerwować.

Czy wiesz, co tak naprawdę oznacza „nie wiem, czego mogę się po nim spodziewać”? Tak się mówi. Wszyscy tak mówimy. Ale tylko nieliczni wiedzą, co to tak naprawdę oznacza, być uzależnionym od kogoś, kto jest nieobliczalny. Kto tak wiele razy przekroczył już granice. Wtedy naprawdę nie wiesz, czego możesz się spodziewać. W końcu dzieje się tak, że przed odejściem powstrzymuje cię twoja własna wyobraźnia. Doświadczyłaś już takiej przemocy psychicznej, że wyobrażasz sobie różne, przerażające scenariusze. Tyrani są mściwi, a kiedy ktoś jest mściwy i nieobliczalny, masz powody, by się bać.

Kiedyś imponowała mi jego pewność siebie. Miał sztywne zasady. Facet jest głową rodziny, a kobieta strażniczką domowego ciepła. Ona musi mu okazywać szacunek, a on w zamian zrobi wszystko, by żyło jej się jak najlepiej. Brzmi całkiem dobrze, ale tylko na pozór.

Mój mąż zawsze był bardzo porywczy. Niewiele potrzebuje, żeby go poniosło. Najczęściej powodem jego złości jestem ja. Nie mogę mieć innego zdania, bo to oznacza, że nie szanuję jego, jako mężczyzny. Nauczyłam się więc nie mówić, co myślę dla świętego spokoju.

Kochasz dalej. Naprawdę można kochać kogoś, kto cię rani. Przeżyłam to.

Granice przesuwają się bardzo szybko. Kiedyś nie wyobrażałam sobie, że partnerzy mogą na siebie krzyczeć, a jednak przywykłam do tego. Kiedyś nie wyobrażałam sobie, że facet, z którym kładę się co wieczór do łóżka, może nazwać mnie „szm*tą” albo powiedzieć do mnie „spierdal*j”. Potem to wszystko stało się normą. Przestało mnie oburzać, bo po prostu było standardem. Nie wyobrażałam sobie, że facet może zniknąć na tydzień i się nie odzywać. Nie wyobrażałam sobie, że może odmówić mi pomocy, a odmówił już wiele razy.

Czytałam kiedyś o syndromie „gotującej się żaby”. Wkładasz ją do garna z zimną wodą, a potem powoli podgrzewasz. Żaba przyzwyczaja się do coraz wyższej temperatury, aż w końcu umiera we wrzątku. Zdałam sobie sprawę, że właśnie to dzieje się ze mną. Co więcej, uświadomiłam sobie, że z mojego garnka już unosi się para i zostało mi niewiele czasu.

Odeszłam, gdy przekroczył kolejną granicę. Chyba ostatnią z możliwych. Uderzył mnie, bo usłyszał fragment mojej rozmowy z jego bratem. Fakt, że nie wypowiadałam się o nim najlepiej. Mówiłam, że ostatnio trochę za dużo pije. Chciałam, żeby ktoś na niego wpłynął. Dostałam, bo go zdradziłam, a żona ma zawsze dbać o dobre imię męża.

Dziś, po pięciu latach od tamtego zdarzenia, jestem święcie przekonana, że właśnie ono uratowało mi życie. Gdyby wtedy mnie nie uderzył, pewnie nigdy bym nie odeszła. Latami przystosowywałam się do takiego życia. Kolejnych kilka lat spędzę na terapii. Bo mimo wszystko nadal kocham.

A co musi się stać, żebyś ty odeszła? Naprawdę wydaje ci się, że masz postawione granice, których nie da się przesunąć?


Zobacz także

6 rzeczy, które warto wiedzieć przed rozpoczęciem zajęć z jogi

Kodeks Nauczyciela z XIX wieku

„Nauczycielowi płci męskiej zezwala się na wykorzystanie jednego wieczoru na sprawy osobiste” – czyli Kodeks Nauczyciela z XIX wieku

On – przystojny, lat 25 szuka pilnie żony, bo… ślub niedługo. Takiego ogłoszenia matrymonialnego jeszcze nie widziałyśmy