Związek

Zachowujesz się w ten sposób? Rozwód masz jak w banku

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
31 marca 2018
1 z 1

Zachowujesz się w ten sposób? Rozwód masz jak w banku

Przypisywanie winy

Czasem w związku dzieje się coś, co wzbudza nasze wątpliwości. Mogą to być różne sekrety, późne powroty do domu, nadużywanie alkoholu i wiele innych. Zamiast prowadzić dialog, zadawań pytania i weryfikować fakty, wolimy natychmiast przypisywać partnerowi winę. Takie zachowanie sprawia, że małżonkowie oddalają się od siebie, tracą zaufanie, robią się podejrzliwi. Bardziej prawdopodobne, że „dziwne” zachowania będą pojawiały się częściej niż, że znikną ot tak. Nikt nie lubi być z miejsca osądzany, a wiadomo też, że tylko winni się tłumaczą…

Nałogi i zła kondycja psychiczna

Alkohol, narkotyki, zaburzenia psychiczne i emocjonalne… Wszystko to może prowadzić do rozpadu małżeństwa. W takiej sytuacji ważna jest szybka reakcja i to obojga parterów. Ten, który zmaga się z problemem musi chcieć się leczyć. Ten, którzy jest z nim w związku musi przestać udawać, że problem nie istnieje lub sam się rozwiąże. Jest tu potrzebna silna wola, cierpliwość, empatia i wiele miłości.

Rozluźnienie więzi i obojętność

Dopóki kłócimy się, okazujemy emocje i próbujemy walczyć z problemami poprzez rozmowę i wspólne szukanie rozwiązań, wszystko może się udać. Jeśli jednak któryś z partnerów okazuje obojętność, nie angażuje się w poprawę relacji, można spodziewać się kolejnych awantur, scen zazdrości, cichych dni. A te, jak wiadomo, nie służą.

Dyskryminowanie

Krytykowanie partnera, pokazywanie mu na każdym kroku, że do niczego się nie nadaje, że jego opinia nie ma znaczenia, ale jednocześnie zapewnianie, że mimo to się kocha, powoduje, że związek się rozpada. Nikt nie lubi czyjejś łaski.  Chcemy być kochani mimo wszystko, a nie tolerowani i akceptowani.

Kontrola i manipulacja

To potężne nadużycie. Każdy z nas ma prawo do prywatności. Jest odrębną jednostką, która może żyć tak, jak chce. Pod warunkiem, że nie rani drugiej osoby. Jeśli partner chce zamknąć ukochaną osobę w klatce, kontroluje ją na każdym kroku i manipuluje nią, Nie dorósł do prawdziwego związku. To małżeństwo się rozpadnie i może to i dobrze? Czasem to jedyny sposób, by wyjść z tej relacji bez potężnej traumy.

Różne priorytety

Chociaż na przestrzeni lat wszystko może się zmienić, warto na początku ustalić, czy ma się takie same priorytety. Czy żyje się po to, żeby zarabiać, czy zarabia się po to, żeby żyć. Czy najważniejsza jest rodzina, czy też kariera. A może pasja? Pomoc innym, samorealizacja? Wasze drogi mogą się rozejść, jeśli nie macie takich samych priorytetów.

Brak komunikacji

Umiejętność efektywnego porozumiewania się jest podstawą zdrowego związku. Tylko tak można dojść do porozumienia, znaleźć kompromis, wyjaśnić swoje potrzeby, przedstawić argumenty. Kłótnie, wrzaski, ciche dni, pokrętne odpowiedzi, niedopowiedzenia… Wszystko to szkodzi relacjom. Niszczy, zamiast budować.

Kłamstwa

One nigdy nie wnoszą niczego dobrego. I nie ma znaczenia, czy chodzi o drobnostki czy o poważne sprawy. Kłamstwa budzą niepokój. Podobnie działają niedopowiedzenia. W związku trzeba nich unikać jak ognia!

Recepta na udane małżeństwo? Unikanie wszystkich powyższych błędów i świadomość, że miłość nie wszystko zniesie. Że nic nie zostało nam dane raz na zawsze. To zdecydowanie zmienia perspektywę.

Na podstawie: Power of positivity

PoprzedniNastępny
Związek

Kobiety, zacznijcie doceniać to, co macie. Ja byłabym dziś inną żoną, ale czasu nie cofnę

Listy do redakcji
Listy do redakcji
31 marca 2018
1 z 1

Kobiety, zacznijcie doceniać to, co macie. Ja byłabym dziś inną żoną, ale czasu nie cofnę

Fot. iStock/Eva-Katalin

„Pani siebie nienawidzi. I świata też. Pani nie wie, czego chce od życia i kim chce być” – usłyszałam na pierwszej wizycie u psychoterapeutki, jak nie mogłam się podnieść po jego odejściu. Usiadłam tam u niej umalowana, zadbana, w dobrych ciuchach, na szpilkach. Nawet wtedy musiałam prezentować się idealnie. Weszło mi w krew ogrywanie teatrzyku.

I wtedy sobie uświadomiłam, że my, współczesne kobiety mamy masę kompleksów. Czytamy o tym, jakie powinny być idealne żony, czytamy jacy powinni być idealni mężowe i udane związki. Chcemy sprostać tym wszystkim oczekiwaniom, próbujemy wepchnąć siebie i faceta w jakieś zasłyszane schematy. Chcemy, żeby robili to, co im każemy. Koniec końców i tak jesteśmy z nich niezadowolone, bo przepełnia nas gorycz i frustracja.

Jesteśmy przede wszystkim niezadowolone z siebie i swojego życia. Ja tak miałam, naprawdę. Wydawało mi się, że innym wiedzie się lepiej. Mają fajniejsze związki, rodziny, pracę. Więc na zewnątrz udawałam, że wpisuję się w oczekiwania dzisiejszego świata. Zamiast doceniać to, co miałam i faceta, który był moim mężem, ciągle okazywałam mu moje rozczarowanie – nim, życiem, związkiem, domem, wyglądem.

A on bardzo długo robił wszystko, żeby mnie uszczęśliwić. Dostosowywał się, spełniał zachcianki, był na każde skinienie palcem. Doskonale pamiętam moment, w którym zaczął się dystansować i uciekać. Gdy coraz mniej rozmawialiśmy, coraz później wracał do domu, wynajdywał sobie zajęcia na weekend. Co wtedy robiłam? Dym. Były awantury, sceny zazdrości, poniżanie go, sprawdzanie telefonu, maili, wmawianie mu zdrad, których nie popełnił. Te histeryczne zachowania i wrzaski, że on mnie nie kocha, nie docenia, nie adoruje, nie kocha. Że jestem ze wszystkim sama, że on nie pomaga, że na pewno odejdzie. Wykrakałam to sobie.

Dzisiaj, 5 lat później jestem inną kobietą. Już nie taką, jaką chciałoby mnie widzieć otoczenie. Już nie tak pewną siebie i swej nieomylności. Nie tak roszczeniową, zadufaną, skoncentrowaną na wyimaginowanych potrzebach. Gdybym mogła cofnąć czas, zaczęłabym doceniać tego mojego męża. Traktować go z szacunkiem. Byłabym szyją, a jemu pozwoliłabym być głową. Nie patrzyłabym na innych i na to jak żyją. Nie wrzucałabym nas jako pary i jego jako faceta do jednego worka.

A przede wszystkim odnalazłabym siebie i poszła na terapię, zamiast próbować się dopasować do ogólnych oczekiwań, przepracowałabym swoje lęki i niechęć do siebie. Teraz byłabym dla niego inną żoną.

PoprzedniNastępny
Związek

Nawet, jak zrobicie coś milion razy dobrze, to świat skrytykuje was za jeden błąd. Mądra lekcja pewnej nauczycielki

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
31 marca 2018
Fot. iStock / alexeyrumyantsev

Czasami po sieci krążą historie, które każą się nam zatrzymać i nawet nie tyle je zalajkować, co się nad nimi pochylić, zastanowić, gdy tylko jesteśmy na nie uważni. Bywa, że nie zauważamy prostych, ale wartościowych rzeczy, bo szybko scrolujemy kolejne wpisy, patrzymy, co u innych i nie chce się nam poświęcić kilku minut na przeczytanie czegoś wartościowego. 

Dlatego, kiedy po raz kolejny trafiłam na historię lekcji, jaką dała swoim uczniom nauczycielka, postanowiłam trochę dłużej zatrzymać tę opowieść w sieci. Ciekawa jestem, czy wy się na nią natknęliście?

„Nauczycielka wypisała na tablicy działania:

9 x 1=7

9 x 2= 18

9 x 3=27

9 x 4=32

9 x 5=45

9 x 6=54

9 x 7=63

9 x 8=72

9 x 9=81

9 x 10=90

Gdy skończyła, spojrzała na swoich uczniów. Śmiali się i żartowali z niej, ponieważ pierwszy rachunek obliczyła i zapisała źle. Wtedy nauczycielka powiedziała:
„Napisałam to pierwsze działanie z błędem, ponieważ chciałam nauczyć Was czegoś ważnego. Tak właśnie będzie traktował Was świat, w którym będziecie żyć. Nie zauważyliście, że obliczyłam działania PRAWIDŁOWO 9 razy, nikt z Was mi nie pogratulował. Śmialiście się ze mnie i krytykowaliście mnie za moją pomyłkę, za mój błąd.
Oto lekcja dla Was…
Świat nie doceni tego, co uda Wam się zrobić dobrze nawet milion razy, ale skrytykuje Waszą pomyłkę, Wasz błąd. Nie ulegajcie takiej krytyce, zawsze bądźcie ponad tymi, którzy będą Was wyśmiewać. Nie poddawajcie się. Bądźcie silni””.

Proste, prawda? A tak doskonale oddaje istotę naszej frustracji, braku motywacji, poczucia niesprawiedliwości. Obyśmy więcej takich lekcji mogli dostawać, słyszeć więcej mądrych słów i natykać się na nie w internecie. Tego wam i sobie życzę. A historię nauczycielki polecam opowiedzieć dzieciom.

 


Zobacz także

5 toksycznych nawyków w związkach, które uważamy za „normalne” (i czym je zastąpić)

Dlaczego nie możesz znaleźć miłości? Przeanalizuj te pięć najczęstszych powodów

Kobiety, zacznijcie doceniać to, co macie. Ja byłabym dziś inną żoną, ale czasu nie cofnę