Związek

„Tego się nie robi”. Jak pewna pani „ukradła” drugiej męża i chciała go oddać

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
28 lutego 2018
1 z 1

"Tego się nie robi"

Fot. iStock/N

Niedługo potem składa pozew rozwodowy i głęboko oddycha. Jest „jako- tako”. Da się to wytrzymać, tę całą zdradę i jego odejście. Światełko w tunelu polega na tym, że zaczyna do niej docierać: odkąd go nie ma, jest spokojniejsza, mniej spięta, szczęśliwsza?

Pół roku później, Ewa dostaje maila. Nie jest to długa wiadomość, można ją streścić w kilku słowach: „bardzo przepraszam, że ukradłam pani męża, zwracam go jeśli jest pani jeszcze zainteresowana, wszystkiego dobrego, pozdrawiam”.  Ewa czyta tę wiadomość kilkadziesiąt razy i nadal nie rozumie. Jak to „ja pani zwracam”? Ona wcale a wcale nie ma ochoty na ten „zwrot”. No bo jak to? Już sobie wszystko poukładała – i w głowie i w życiu. Wie, że może liczyć na rodziców i załamanych zachowaniem syna teściów, na kilkoro przyjaciół, a przede wszystkim na siebie. Odzyskała spokój.

Odpisuje więc uprzejmie, że bardzo dziękuje, ale ona nie jest zainteresowana, poza tym jednym szczegółem, żeby mąż (wkrótce były) nie zapominał o alimentach na syna. I też pozdrawia. W odpowiedzi przychodzi łzawy, chaotyczny list z pretensjami, że Ewa męża „nie wychowała”, a w ogóle to on w domu nic sam nie potrafi zrobić, po seksie natychmiast zasypia i nie ma z nim żadnej rozmowy. „Tego się nie robi” – zaznacza na koniec „złodziejka”, sugerując, że żona powinna lepiej przygotować męża dla jego nowej wybranki.

Ewie robi się jej nawet żal, ale tylko przez chwilę. Ona już jest gdzie indziej, w innym punkcie swojej związkowej świadomości. Zamyka komputer i myśli o tym, że pewne rzeczy przychodzą z czasem.

Po kilku miesiącach mąż zostaje przejęty przez kolejną panią. Ewa ma nadzieję, że tym razem bezzwrotnie.

PoprzedniNastępny
Związek

W życiu każdej z nas przychodzi moment prawdy, czas na zmianę. To już, to teraz, nie zmarnuj tej szansy

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
5 marca 2018
1 z 1

Jaka jest twoja prawda?

Albo w pracy, znów ktoś inny dostał „twój” awans. Przychodzisz do domu przygnębiona, zła, wypominając sobie, ile energii, czasu, nerwów włożyłaś w ostatni projekt. Nie doceniono tego. To ty stale stoisz w cieniu, ktoś inny błyszczy. Ale tym razem jest inaczej. Wiesz, że to twoja wina. Że niewystarczająco zawalczyłaś o siebie, nie pokazałaś wszystkim jak wiele pracy kosztował cię ten firmowy sukces. Że to tobie należy się butelka szampana i kilka złotych więcej na koncie. A przede wszystkim satysfakcja.

Wróciłaś do domu, usiadłaś na kanapie i spojrzałaś mu prosto w oczy. Wielkie jak groch łzy kapią ci z oczu na wasze pięknie haftowane poduszki i satynową narzutę. Nie szkodzi, nigdy jej nie lubiłaś. Udawałaś tylko, że ci się podoba, bo to prezent od jego matki. Tak naprawdę masz ochotę zrobić w tej narzucie kilka dziur i przetrzeć nią podłogę w kuchni. Może wreszcie zacznie się błyszczeć.

Spojrzałaś mu w oczy i uświadomiłaś sobie, że cokolwiek się stanie nie wybaczysz mu, nie zaufasz ponownie. A przede wszystkim, że nie jesteś już w stanie go pokochać. Że ten etap jest już dla ciebie skończony.

Przeżyłaś to? Wiesz, o czym mówię? Jaka była twoja prawda?

PoprzedniNastępny
Związek

Wyjść, zamknąć za sobą drzwi i zniknąć. Dlaczego każda matka potrzebuje czasem powiedzieć „dosyć, nie ma mnie”

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
26 lutego 2018
1 z 1

Wyjść, zamknąć za sobą drzwi i zniknąć. Dlaczego każda matka potrzebuje czasem powiedzieć "dosyć, nie ma mnie"

Po to, żeby napić się z przyjaciółką po kieliszku wina i chichotać przez chwilę wspominając dawne miłości i wakacyjny kemping. Po to, żeby polatać po domu w samych majtkach i potańczyć wcześnie rano do ukochanej piosenki, takiej, której oni nie rozumieją i nie lubią.

Po to, żeby obejrzeć w domu film, którego przy nich nie mogłabyś obejrzeć, bo jest w nim dużo brzydkich słów albo bardzo ładnych obrazów, na które dla nich zdecydowanie za wcześnie, a dla ciebie jeszcze nie za późno.

Po to, żeby założyć coś innego niż dresy i tenisówki i pójść do teatru, żeby zobaczyć ulubioną sztukę.

Po to, żeby docenić siebie samą i wszystko, co codziennie robisz dla nich – dla swoich dzieci i zastanowić się w spokoju czy jesteś szczęśliwa.

Po to, żeby mieć całe łóżko dla siebie, a nie tulić się zmarznięta rano na samym jego brzegu, w bo w środku nocy ktoś postanowił, że w twojej sypialni śpi się zdecydowanie lepiej niż w dziecięcym pokoju.

Po to, żeby na koniec poczuć tęsknotę za moimi dziećmi i zrozumieć, że są najważniejsze na świecie. Ale ja też.

PoprzedniNastępny