Go to content

Pułapki intymności, czyli jak dobre intencje mogą niszczyć związek

fot. Photo by Rainier Ridao on Unsplash

Będąc małą dziewczynką wierzyłam, że spotkam kiedyś mojego księcia z bajki. Tego „jedynego”. Moją „drugą połówkę”. Miłość po prostu nam się przytrafi, a potem będziemy żyli długo i szczęśliwie i nic nie stanie na naszej drodze.

Teraz, kiedy o tym myślę, wiem, że miłość jest piękniejsza niż w bajkach. Ale też ubolewam nad każdą małą dziewczynką, która pewnego dnia będzie musiała skonfrontować się z rzeczywistością – księciem, który nie istnieje, księżniczką,którą nie jest i uczuciem, wymagającym ciągłej uwagi i pielęgnacji.

Tymczasem, bombardowani z każdej strony romantyczną wizją miłości, nawet w dorosłości dajemy się niekiedy uwieść przekonaniu, że związek, który wymaga od nas pracy, niekiedy poświęceń, to „widocznie nie jest TO”. To nieprawda. Każdy związek wymaga nieustannej pracy nad sobą, zrozumienia drugiej osoby i ciągłego budowania relacji. Co więcej, nawet związek z księciem z bajki może okazać się koszmarem, bądź zwyczajnie się przejeść, jeśli nie będziemy świadomi procesów, jakie zachodzą pomiędzy nami a naszym partnerem.

Opracowane przez znanego psychologa Bogdana Wojciszke tzw. „pułapki intymności” doskonale to ilustrują.

Pułapka dobroczynności

Wyobraź sobie, że Twój Książę z Bajki każdego dnia mówi Ci, że jesteś piękna (nawet wtedy, gdy Twoje włosy sterczą na wszystkie strony, oczy są tak opuchnięte z niewyspania, że patrzysz na świat przez małe szparki, a Twoja cera jest sino-zielona, bo dzień wcześniej czymś się strułaś). Czy kiedy usłyszysz to 365 raz, nadal będziesz tak szczęśliwa jak za pierwszym? Raczej nie. To staje się czymś oczywistym, a wręcz oczekiwanym. A jeżeli któregoś dnia Twój Książę powie zniesmaczony „jak Ty dziś wyglądasz, zrób coś ze sobą” – czy nie zaboli Cię to zdecydowanie bardziej? Pewnie tak. Kiedy doświadczamy od kogoś wyłącznie dobra, każdy cios staje się o wiele silniejszy.

Dzieje się tak, ponieważ z upływem czasu coraz trudniej jest sprawić przyjemność bliskiej osobie, zaś coraz łatwiej jest nam sprawić jej przykrość. Co więcej, badania pokazują, że im więcej zachowań nagradzających ze strony naszego partnera, tym bardziej dokuczają nam jego słabe strony. Rozpieszczeni przez drugą połówkę i przyzwyczajeni do braku jakichkolwiek przeszkód, reagujemy większą irytacją, gdy takowe się pojawiają. Na tej samej zasadzie jeden papierek w wymuskanym ogrodzie zwraca większą uwagę, niż ogólny bałagan na czyimś podwórku.

Tymczasem, na podobnej zasadzie, panowie często skarżą się na kobiety, które zamiast nich – dobrych i na każde zawołanie – wybierają „podłych łajdaków”. Być może właśnie dlatego: każdy drobny gest ze strony osoby, która o nas nie dba na co dzień, będzie znaczył o wiele więcej niż ciągłe objawy czułości. Oczywiście taki związek nie będzie funkcjonował na dłuższą metę. Warto więc znaleźć złoty środek – aby druga osoba czuła się przez Ciebie zadbana i kochana zawsze, ale także by czasem móc ją jeszcze czymś pozytywnie zaskoczyć. Swojemu partnerowi mów więc każdego dnia, jak bardzo go kochasz. Interesuj się jego przemyśleniami, pytaj o uczucia i emocje. Wspieraj zarówno w trudnych chwilach, jak i codziennych obowiązkach. Od czasu do czasu zaś, spontanicznie, przygotuj śniadanie do łóżka, kup kwiaty, włóż do kieszeni marynarki coś słodkiego. Pamiętaj jednak, by nie stało się to rutyną.

Pułapka bezkonfliktowości

Czasem, kiedy znajome opowiadają mi o swoich nowych partnerach, z którymi nigdy-ale-to-nigdy się nie kłócą, czuję dojmujący niepokój. Mam jakieś przeczucie, że związki te nie będę trwały długo. I – niestety – zazwyczaj mam rację.

Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ nawet jeśli masz przekonanie, że Twój mężczyzna, to Twoja idealnie dopasowana „druga połówka”, to – czy tego chcesz, czy nie – nadal jesteście dwojgiem zupełnie różnych osób. I chociaż wydaje się, że macie te same pragnienia, motywacje i zwyczaje, to z dużym prawdopodobieństwem kiedyś zdarzy się coś, co Was poróżni. Strategia unikania konfliktów wiąże się zaś z tym, że nie tylko nie rozwiążesz zaistniałego problemu, ale Twój partner nigdy się nie dowie, że ten problem istnieje! Co więcej, wszelkie negatywne emocje z tym związane nie znikną, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, gdy powiesz „wszystko w porządku” i przemilczysz bolący Cię temat. Złość, frustracja i poczucie niezrozumienia będą
się w Tobie kumulować, aż w końcu wybuchną. Dlatego też nawet na samym początku związku warto od razu przepracowywać sporne kwestie, jeśli tylko takowe się pojawią. Również z tego powodu, że łatwiej będzie Ci rozwiązać problemy, gdy wskażesz je od razu, niż gdy wcześniej parę razy ugryziesz się w język.

Terapeuci par zwracają uwagę, że najmniejsze szanse powodzenia mają nie te pary, które na terapii kłócą się zawzięcie, ale te, które nie mają sobie nic do powiedzenia.

Oczywiście nie chodzi też o to, by wieszać na swojej miłości psy i czepiać się o każde słowo. Ważne jednak, by rzeczy dla nas istotne wyjaśniać, zanim problem przemieni się w gigantyczny kryzys. Warto przy tym pamiętać, aby wszelka krytyka była konstruktywna – lepszy efekt przyniesie powiedzenie „było mi przykro, gdy zostawiłeś skarpetki na podłodze, bo czuję się wtedy, jakbyś nie doceniał mojej pracy”, niż „a ty jak zwykle oczywiście musisz robić bajzel w całym mieszkaniu”.

Pułapka obowiązku

Pisałam o tym, że każdy związek wymaga dużego zaangażowania – nawet ten idealny. Czy to oznacza jednak, że związek opiera się tylko na prawach i obowiązkach?

Niedobrze jest myśleć w tych kategoriach. Człowiek ma tendencję do upatrywania przyczyń swoich zachowań w czynnikach zewnętrznych, a to może okazać się zgubne. Świetnie ilustruje to ciekawy eksperyment na przedszkolakach – spośród wszystkich dzieci wybrano te, które lubiły bawić się kolorowymi mazakami i podzielono je na trzy grupy. Przedszkolaki z pierwszej grupy otrzymały informację, że za ładne rysunki dostaną specjalną odznakę. Dzieci z drugiej grupy nie dostały takiej informacji, ale i tak otrzymały odznakę. Dzieci z trzeciej grupy zaś nie dostały ani informacji ani w efekcie odznaki. Po jakimś czasie sprawdzono, ile czasu dzieci ze wszystkich trzech grup poświęcają na zabawę ulubionymi mazakami. Okazało się, że członkowie grupy, która oczekiwała wcześniej nagrody, spędzały aż o połowę mniej czasu bawiąc się w ten sposób, niż dzieci z pozostałych dwóch grup. Przykład ten pokazuje, że kiedy traktujemy coś w kategorii obowiązku, chęci zdobycia nagrody lub uniknięcia kary, przyczyny naszych zachowań uzasadniamy czynnikami zewnętrznymi. Dzieci, które oczekiwały nagrody, zaczynały myśleć na zasadzie „Aha! A więc rysuję, ponieważ chcę dostać odznakę – tak naprawdę nie lubię rysować”.

Tak samo dzieje się w związku – kiedy zbyt wiele rzeczy będziemy robić z poczucia obowiązku („muszę wstać rano i zrobić mu te kanapki”), a nie miłości i chęci sprawienia przyjemności drugiej osobie, sami w końcu zadamy sobie pytanie – robię to, ponieważ muszę, czy robię to, bo naprawdę go kocham? Jeśli zaś sami będziemy spostrzegać swoje uczucia jako słabsze, to czy nie staną się one słabsze w rzeczywistości?

Opisane przeze mnie pułapki stanowią przykład tego, jak skomplikowane są relacje międzyludzkie. Dlatego warto od czasu do czasu o chwilę refleksji – nawet w bajkowym związku.