Seks

Kochanek doskonały, to nie playboy z okładki. O presji udanego seksu w związku

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
15 czerwca 2016
Fot. iStock / AntonioGuillem
 

Presja udanego (za wszelką cenę! ) życia seksualnego, gdy nakładamy na siebie same i naszych partnerów coraz większe oczekiwania (również takie, które pozornie dotyczą naszych wspólnych spraw „poza łóżkiem”) to dla związku prawdziwe wyzwanie. Jak tu kochać się namiętnie, spontanicznie i czule, gdy głowa pełna ograniczeń, lęków, niepewności, a myśli uciekają w stronę nierozwiązanych problemów i nierozstrzygniętych konfliktów? Jak tu być dla siebie kochankami doskonałymi kiedy miłość, owszem jeszcze jest, ale brak już sympatii i ciekawości drugiego człowieka?

Udany czyli jaki?

Seks nigdy nie będzie lekiem na związkowe kłopoty, zwłaszcza gdy między partnerami brak zaufania, gdy nie ma poczucia bezpieczeństwa. Ciało nie oszuka twojej głowy, jego reakcje pokażą bezbłędnie tłumione głęboko emocje i uczucia. Kobieta nie otworzy się na swojego partnera i nie da ponieść namiętności, a mężczyzna nie stanie na wysokości zadania, bo oboje gdzieś głęboko czują, że są w tej chwilowej bliskości nieprawdziwi. Cóż więc nam po naszej gotowości do eksperymentowania w łóżku i naszej otwartości na nowinki i gadżety, gdy serce krzyczy „nie mogę, nie rób mi tego”. Niewielu z nas potrafi tak starannie oddzielić emocje i uczucia od pożądania i chęci spełnienia w miłości fizycznej, by dać w łóżku siebie drugiej osobie na 100 procent.

Udany seks w związku nie musi więc oznaczać gotowości do eksperymentowania i imponującej częstotliwości sypialnianych zbliżeń. Udany seks wynika przede wszystkim z porozumienia na dwóch płaszczyznach: emocjonalnej i fizycznej. Kiedy potrzeby emocjonalne obojga partnerów są zaspokojone, a problemy (bo przecież zawsze jakieś się w końcu pojawią) nie zagrażają stabilności relacji, bliskość fizyczna dostaje od nas zielone światełko. Ciało nie spina się już nerwowo pod wpływem jego dotyku, bo jest to dotyk, który zapewnia twojemu sercu psychiczny komfort. Można się zapomnieć, można dać się ponieść.

Kochanek doskonały

Mężczyzna, partner „dobry w łóżku” to nie hojnie wyposażony przez naturę, umięśniony i opalony chłopak z okładki. Według badań amerykańskich naukowców, panowie oceniani jako tak zwani „playboye” rzadko kiedy okazują się wymarzonymi kochankami. O tym kto zasługuje na tak zaszczytny tytuł decyduje kilka cech, które sprawiają, że u jego nagiego boku, naga czujesz się wyjątkowo.

Nie ocenia

Rzecz niby banalna, niby wiadoma. W sytuacji intymnej stajemy przed sobą bez możliwości zafałszowania rzeczywistości. Twoje ciało jest jakie jest, tobie dobrze znane, przez niego ciągle odkrywane (w końcu jest kochankiem doskonałym). Nie usłyszysz teraz nic prócz słów czy szeptów zachwytu, dającego ci poczucie akceptacji. Jak mawiała Bridget Jones: „On kocha mnie taką jaka jestem”. Bo dla niego jesteś doskonała. On nie porówna cię bezlitośnie do poprzedniej partnerki, nie zasugeruje bezmyślnie w najmniej odpowiednim momencie, że „pora zrzucić parę kilo”.

Szanuje swoją partnerkę

Wie, że słowo „nie” nie jest próbą zbudowania większego napięcia, ani drażniącym przekomarzaniem się. Rozumie, że możesz czegoś nie chcieć, że nie jesteś na coś gotowa. Nie zrobi ci z tego powodu wyrzutów i nie zaszantażuje twoich emocji, wymuszając bliskość, której wcale nie pragnęłaś, albo zabierając cię tam, gdzie wcale nie chciałaś się znaleźć.

Odrzuca egoizm

Ten, który nie pozwala mu dostrzec potrzeb partnerki. On potrafi się na nich skoncentrować, chce się ich uczyć. „Oddaje” siebie naprawdę, jest bacznym obserwatorem twoich reakcji.

Potrafi śmiać się z samego siebie

Nie traktuje namiętnych porywów ze śmiertelną powagą. Wie, że prawdziwy seks niewiele ma wspólnego z filmową fikcją. Potrafi rozładować niepotrzebne napięcie, rozluźnić atmosferę, sprawić, że oboje cieszycie się z tej intymnej bliskości.

Jest otwarty

To znaczy chce z tobą szukać tego, co jeszcze bardziej was do siebie zbliży w łóżku, tego co obojgu przynosi satysfakcję. Jemu nie wstydzisz się opowiedzieć o swoich fantazjach.

Jest uważny

Oprócz tego, że obserwuje, jest skupiony na tobie. Nie odrywa głowy w poszukiwaniu telefonu, nie nasłuchuje wyniku meczu. Jest dla ciebie.

Kocha

Seks bez miłości doskonały nie będzie. Może mieć wspaniały smak, może pachnąć w ekscytujący sposób, ale brak mu elementu spajającego te wszystkie gesty w całość. A czułość między dwojgiem ludzi będzie wtedy chwilowa, pusta.

Czy naprawdę trudno być kochankiem doskonałym?


Seks

To nie będzie zły dzień, o nie! Kilka recept na boski humor

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
16 czerwca 2016
Fot. Unsplash / CC0 Public Domain
 

Wydawać by się mogło, że kiedy za oknem słońce i ciepło, to już nic nas nie ruszy. Niestety, chandra nie wybiera, nawet w pozornie szczęśliwe miesiące może nas dopaść spadek nastroju.

Czasem dzieje się tak też dlatego, że za dużo od siebie wymagamy. Zbliża się lato, planujemy urlop i opiekę nad dziećmi. Jak na złość nic w szafie nie leży na nas jak powinno. Mąż chudnie i zdecydowanie wchodzi w swój najlepszy wiek, podczas gdy my z roku na rok powiększamy rozmiar i bikini zastępujemy kostiumem jednoczęściowym. Jak żyć ? I wtedy przychodzi on – TEN DZIEŃ.

Od rana budzik drażni uszy. Kawa nie smakuje jak powinna i nie pomaga jak powinna. Dzieci nie słuchają nas jakoś bardziej niż zazwyczaj, mąż niech lepiej zmyka szybko do pracy. Z szafy nic nie pasuje. W pracy klienci dzisiaj powariowali, a szefowi wyrastają diabelskie rogi.

W taki dzień najlepiej byłoby się zamknąć w domu, w pidżamce, z kubełkiem lodów, włączyć tv i tak dotrwać do wieczora. A potem zasnąć i przeczekać. Niestety nie zawsze się da…

Wybierz się na spacer

Nieważne gdzie, ważne, żeby wyjść z domu. Zmiana otoczenia skieruje nasze myśli na inne tory niż to, że akurat dziś czujemy się beznadziejnie. Zaczniemy skupiać się na otoczeniu, na tym gdzie idziemy, co widzimy po drodze. Pomoże nam to złapać nieco dystansu. Powiesz – kiedy mam to zrobić? Idź do pracy piechotą. Na zakupy idź spacerem, wyjdź z psem lub dziećmi. Nie wierzę, że nie znajdziesz w ciągu dnia 10 minut na to, by wyjść i po prostu się przespacerować po okolicy. Tonie musi być całodniowa wycieczka do lasu, chociaż taką też zaplanuj na wolny dzień – las w czerwcu pachnie cudownie!

Zjedz coś dobrego

Zajadanie emocji, wydawałoby się, nie jest najlepszym pomysłem. I nie, nie namawiam do całodziennego lub, o zgrozo, całonocnego obżarstwa. Ale zrób sobie małą przyjemność. Jeśli lubisz szparagi to ugotuj je na obiad, nawet jeśli planowałaś krupnik, bo to ulubiona zupa dzieci. Skup się na sobie. Pamiętaj, że posiłki powinny być lekkie. Napchana tłustym fast foodem poczujesz się gorzej, gwarantuję. Za to po daniu, które lubisz i które pozytywnie wpłynie na organizm uszczęśliwisz i duszę i ciało. A na deser, czekolada, taka 70% kakao najlepiej.

Spotkaj się z przyjaciółką

Otaczaj się pozytywnymi ludźmi na co dzień, nie tylko w chandrę. Wtedy, w takie dni, kiedy dopadnie cię spadek nastroju, będziesz wiedziała do kogo zadzwonić. Pozytywni, szczerzy i oddani przyjaciele, działają lepiej niż niejeden psychoterapeuta. Ludzie, przy których czujemy się swobodnie, nie wstydzimy się swoich uczuć i możemy bez skrępowania się otworzyć, są na wagę złota. I nie, nie potrzebujesz ich wielu. Wystarczy jedna oddana przyjaciółka lub przyjaciel. Taka relacja jest równie ważna jak relacja miłosna.

Wkręć się w coś!

Znajdź chwilę na swoje pasje lub postaraj się znaleźć coś w co się wkręcisz. Lubisz jeździć na rowerze? Pływać? Tańczyć? Zaplanuj chwilę na to zajęcie. Nie musisz od razu zapisywać się na kurs tańca, chociaż czemu nie. Ale wystarczy, że włączysz ulubioną muzykę i potańczysz w domu, kiedy nikt nie widzi. Albo z dziećmi. Albo jeszcze lepiej z partnerem. Tańczcie tak jakby was nikt nie widział. Czy to nie brzmi wspaniale? Ten dzień od razu staje się lepszy.

Zrób coś dla ciała

Popularna kosmetyczka lub fryzjer. Brzmi banalnie, wiem. Ale cóż na to poradzisz, że to działa. Kup sobie coś, co chciałaś. Może nowy kosmetyk do pielęgnacji, albo nowy kolor lakieru do paznokci? Oddaj się zabiegom pielęgnacyjnym w salonie lub sama zrób sobie wieczór z maseczką i wanną pełną aromatycznych soli. Unikaj jednak radykalnych zmian, których możesz żałować np. przed obcięciem długich włosów na jeża daj sobie kilka dni 🙂

Odpocznij

Bywa tak, że nasze organizmy są tak przeciążone, że po prostu padamy z nóg. Zamiast udowadniać sobie i innym, że damy radę, czasem lepiej po prostu zawinąć się w ten kocyk i przespać. Sen regeneruje, oczyszcza nasze umysły i ciała, pozwala nam nabrać perspektyw i sił do pracy. Dbaj o higienę snu i wysypiaj się na co dzień. Coś w tym jest, że jak człowiek niewyspany i głodny to zły.

Poznaj swój emocjonalny cykl

Istnieje coś takiego jak emocjonalna sinusoida. Z łatwością ją zauważysz, jeśli tylko przeanalizujesz swoje nastroje. Działamy wszyscy na zasadzie fali. Mamy dni kiedy nic się nie dzieje, jest stabilnie, nudno wręcz. A potem albo górka albo dołek. Podczas górki, w naszym życiu zaczyna się coś rozkręcać, padają intratne propozycje, życie towarzyskie nabiera tempa, jest super. Wydawać by się mogło, że ten stan powinien trwać wiecznie. Niekoniecznie. Taki stan emocjonalnego haju, tylko pozornie jest dobry. Zazwyczaj kończy się to dołkiem. Bo po prostu dogania nas szarość życia codziennego. Wtedy z gorszego dnia, przechodzimy w fazę stabilizacji, rutyny i znów czekamy na falę. To zupełnie naturalny stan we wszechświecie i nie pozostaje nam nic innego jak to zaakceptować. Dbaj o rutynę dnia codziennego, wpleć w swój dzień zajęcia, które uszczęśliwiają.

Zmień coś!

Pozytywna zmiana to coś czego potrzebujesz. Jeśli nie wystarcza zmiana w wyglądzie po wizycie u fryzjera, znajdź w swoim życiu element, który wymaga zmiany. Może chciałaś zawsze zmienić zawód, tylko brakowało odwagi? Zrób coś w tym kierunku. Nie musisz od razu pisać wypowiedzenia, ale np . przejrzyj oferty pracy, zobacz czego oczekują pracodawcy. Może zapiszesz się na kurs doszkalający? A może wystarczy zmienić układ mebli w salonie? Albo zaplanować dekoracje w kuchni? Cokolwiek co sprawi, że poczujesz przypływ świeżości w życiu jest bardzo na tak.

Obejrzyj coś wzruszającego

Wiem, nie każdy lubi wyciskacze łez. Jednak filmy, które prowokują nas do uzewnętrznienia emocji, działają na zasadzie katharsis – pomagają nas uwolnić od tłamszonych emocji. Wzruszenie oczyszcza. Łzy powodują, że odpuszczamy to co tak mocno utknęło w naszych sercach, a pozwalamy wszystkim uczuciom na swobodny przepływ. Czasem po prostu taki wieczór z chusteczką jest potrzebny, każda z nas ma go pewnie za sobą i to nie raz.

Poćwicz, pobiegaj – daj sobie wycisk

Wycisk fizyczny działa podobnie. Dasz sobie w kość a wszystkie stresy dnia codziennego ulatują gdzieś w niebyt. Nasze ciało podczas treningu przechodzi oczyszczenie fizyczne i umysłowe. W mózgu wydzielają się hormony szczęścia, czujemy się zmęczone, ale zrelaksowane i szczęśliwe. Jeśli masz gorszy dzień – potrenuj. Wiem, wyjście na siłownię to ostatnie na co masz ochotę. Włącz Youtube, jest pełen filmów treningowych.

Zrób listę rzeczy, za które jesteś wdzięczna

Na koniec męczącego dnia, zrób coś, co pozwoli ci wstać z uśmiechem. Spisz na kartce kilka rzeczy za które jesteś w życiu wdzięczna. Dużo wymagamy od siebie i innych, ale czy dziękujemy za to co nas spotyka i za to co mamy? I czy dziękujemy same sobie? Jeśli skupisz się na tej liście zobaczysz, że masz w życiu za co dziękować. Nawet jeśli akurat ten dzień, nie był najlepszym w twoim życiu, to wiedz, że gdzieś ktoś ma gorzej. I nie są to oklepane frazesy. Po prosty bądźmy wdzięczni i dziękujmy każdego dnia, za wszystko.

Seks

Ostatni ale nie najmniej ważny 😉

Seks ma podobne profity jak trening czy robienie sobie drobnych przyjemności. Pozwala się oderwać od codzienności, skupić na ciele i po prostu wyłączyć myślenie. Seks poprawia nam nastrój, ale też pomaga rozładować stres i napięcie. Podczas uprawiania seksu uwalniane są hormony podobne do tych, uwalnianych podczas treningu. Czujemy się zrelaksowane, dotlenione, mamy dobry humor. No i cóż, nasza relacja z partnerem kwitnie. Same plusy.

linia 2px

karolina paradowska awatar

Karolina Paradowska

Trochę kobieta na krańcu świata, a trochę profesor. Lubi się pomądrzyć, ale nic  nie poradzi, że ma rację. Zazwyczaj. Z zawodu pedagog, z zamiłowania człowiek i matka.  Do życia podchodzi z dystansem i nutką złośliwości.

 


Seks

Podobno mądra i dojrzała matka powinna pozwolić odejść swojemu synowi, bla bla bla…Teściowa po polsku

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
15 czerwca 2016
Teściowa po polsku
Fot. iStock

Teściowe idealne? Pewnie istnieją, dla niektórych pewnie tylko w bajkach. Podobno mądra i dojrzała matka powinna pozwolić odejść swojemu synowi. Bla bla bla. Powinna zrozumieć, że w jego życiu pojawi się inna kobieta. Tak samo nieidealna jak ona.

Są różne (i tak, świadomie mówię tylko o tych złych). Zaborcze, zawistne, złośliwe i udające bezradne, i jeszcze wszystko wiedzące. Te teściowe, które niszczą nasze relacje rodzinne, które nie widzą w swoim dziecku wad, które za całe zło świata uważają swoje synowe nie widząc własnych błędów łączy jedno. Są przekonane o własnej doskonałości, o swoich dobrych intencjach i… niestety miały teściowe podobne do siebie. Tak, wiem – marne pocieszenie. Słucham różnych historii od czasu do czasu. Zawsze kończą się westchnieniem: „Ty się ciesz, że nie masz teściowej”.

Monika: Tak ja wiem, że te wszystkie stereotypy o teściowych to przegięcie. I tak wiem, że moje koleżanki mają fajne teściowe, lepsze, nijakie, ale nie szkodzące. I co z tego, że wiem, skoro moja jest rodem z kawałów o teściowych i to tych, które mnie już kompletnie nie śmieszą. Chcesz przykład?

Dzwoni do mnie i mówi: „Słuchaj, nie kupuj Majce sukienki, już dla niej mam” – chodziło o ślub mojego szwagra, brata mojego męża. Moje zdanie nie miało znaczenia. Mąż tylko rzucił: „Daj spokój, to tylko sukienka”. A to przecież nie o sukienkę chodzi. Mało? SMS: „Kupiłam Wojtkowi garnitur, także nie musisz już szukać, dzwoniłam, podjedzie przymierzyć, jak coś można wymienić”. Tjaa. To też tylko garnitur, który mieliśmy wybrać razem. Nawet się śmialiśmy, że to pierwszy od czasów naszego ślubu. No tak, niby nic. Ale tak jest ze wszystkim, mam wrażenie, że ona zawłaszcza sobie naszą czasoprzestrzeń. Takimi małymi kroczkami. Osacza mnie. „Kupiłam Majce śliczne sandałki” – zbiera mi się na wymioty. Nie chce afery, nie chcę się z nią kłócić ze względu na Wojtka, ale z drugiej strony czuję narastający wku*w. I zupełnie nie wiem, jak się zachować, nie chcę jej urazić… To tylko pierdoły, jak wytłumaczyć, że one składają się na coraz większy problem. Dla mnie problem, którego nie umiem rozwiązać…

Basia: Znasz ten kawał o tym ile zębów powinna mieć teściowa? Dwa, jeden żeby ją bolał, a drugim, żeby piwo otwierała. To o mojej teściowej. Mój mąż pił. Na początku oczywiście się krył. Ale na imprezach rodzinnych upijał się do nieprzytomności, nie miał granicy. Pił dopóki było co, a zresztą jak nie było, to robił tak, by się znalazło. Szedł, wymiotował i wracał do stołu. Ona mu na drugi dzień rosołek na śniadanie podawała mówiąc, że w lodówce już piwo zimne czeka. Później ja znajdowałam butelki pochowane w koszu na brudną bieliznę. Wychodził wyrzucić śmieci, a wracał coraz bardziej pijany. Prowadził samochód po pijaku. Długo trwało, nim powiedziałam, że mój mąż jest alkoholikiem. Chciałam mu pomóc. Dzwoniłam do jego matki. Zawsze słyszałam: „Przesadzasz, pewnie miał dużo stresu w pracy”. „Daj spokój, jest weekend, przecież musi mieć kiedy się wyluzować”. A kiedy mówiłam, że weekend przeciąga się nawet do wtorku, zmieniała temat, pytała o dzieci.  Aż w końcu powiedziała wprost: „Czy możemy rozmawiać o miłych rzeczach” dając mi jasno do zrozumienia, że nie chce złego słowa o swoim synku słyszeć. Rozwiedliśmy się, nie utrzymuję z nią kontaktów. Z byłym mężem też nie, wiem tylko, że na śmierć się jeszcze nie zapił.

Edyta: Dzwoni, że boli ją serce, że nie może oddychać. Dzwoni o każdej porze dnia i nocy. Że chyba coś nie tak z ciśnieniem, że noga jej spuchła. Że chyba ma kleszcza. Śmiejesz się, kleszcz był kilka razy. W rzeczywistości nigdy go nie było. Mieszka 10 minut drogi od nas. A my jesteśmy na każde jej wezwanie. To znaczy byliśmy. To znaczy, ja byłam. Jak zmarł teść było mi jej szkoda, to nie było jakieś idealne małżeństwo, ale wiadomo, docenia się tych, których już nie ma i wtedy się ich zauważa. Ale teść nie żyje cztery lata, a ona ciągle coś od nas chce. Dzwoni do Marcina, żeby kupił jej mleko i przywiózł, bo jej skończyło. Albo, że leki trzeba wykupić, a ona dziś taka słaba i nie ma siły iść do apteki. A on jeździ. Ja się zbuntowałam, po tym, jak wpadłam do niej z nowo kupionym ciśnieniomierzem, a ona właśnie zaśmiewała się z rozmawiając z sąsiadką. Chwilę wcześniej umierała, miała zawał… Marcin się łamie, wkurza, ale jednak częściej do niej jedzie, niż odmawia. Wyobraź sobie, znajomi w domu, fajna impreza, a on do mamy musi iść, bo ona ma chyba kleszcza. Jenyyy na samą myśl, krew mnie zalewa. Tak, wiem, niektórych to śmieszy, nie życzę, żeby musieli tego doświadczać.

Emila: Urodziłam bliźniaki. Chłopców. Potrzebowałam pomocy. Byłam przerażona. Teściowa spadła mi z nieba. Prosiłam o pomoc w ogarnięciu domu, jakiś obiad, pranie. Przez pierwsze tygodnie. Nawet nie zauważyłam, kiedy weszłam w moje matczyne kompetencje. „Daj, ja go przebiorę”, „Usiądź, ja wykąpię”. No fajnie, jasne. Byłam ledwo żywa. Tyle, że jak zaczęłam już dochodzić do siebie, organizować się, to zobaczyłam, że nagle wszystko robię źle. Po trzech tygodniach bycia mamą bliźniaków: źle przebierałam, źle kąpałam, pewnie miałam zły pokarm, skoro płakali. Źle chciałam ubrać na spacer. Rozmawiałam z Bartkiem, ale on powtarzał: „Spokojnie, ona chce dobrze. Jeszcze tydzień i jej nie będzie”. Ale tydzień zaczął się wydłużać. Mówiłam jej, że chcę sama z chłopcami wyjść na spacer, na co ona strzelała focha i dzwoniła do Bartka, a ten do mnie, żebym dała spokój, że w końcu tyle nam pomogła. Najpierw moje wyrzuty sumienia. Tłumaczenie, że to pewnie jeszcze hormony, emocje. Wiadomo. „Mamo, jak chcesz, zostań jeszcze” – nie wierzyłam, że to mówię. I została. Zupę nie tak robiłam, nie tak odkurzałam i prasowałam rzeczy. W ogóle wszystko robiłam nie tak. Nie wytrzymałam. Powiedziałam jej, że to mój dom, moje życie, że jej dziękuję, ale teraz proszę, by określiła do kiedy zostaje. Na drugi dzień jej nie było. Bartek ją odwiózł. I mam wrażenie, że do dzisiaj mi tego nie wybaczył. Spotykam się z teściową na jakiś rodzinnych imprezach. Jest sztywno. Bartek sam z chłopcami do niej jeździ na weekend raz na jakiś czas. Ja złego słowa na nią nie mówię, po prostu odcięłam się. Tyle, że ona cały czas stoi twardo między mną a moim mężem… Nie wiem, czy to się uda poskładać. Mam nadzieję tylko, że nigdy nie będą taką teściową dla żon moich synów.

Iwona: Miałam udawać przed wszystkim, że między nami jest cudownie. Że jesteśmy kochającym się małżeństwem, chociaż on zdradzał i ona o tym wiedziała. Wiedziała, że chcę odejść, że już nic z tego nie będzie. „Proszę, jeszcze moje urodziny, przyjdź z nim, będzie mój brat, ciotka”. Szopka. Dla teściowej, żeby nikt nie mógł powiedzieć, że jej syn to kawał drania (delikatnie mówiąc). Prosiła, żebym nie odchodziła, że on się zmieni, że ona z nim jeszcze porozmawia. Nie, nie robiła tego w trosce o moje szczęście. Martwiła się tylko o opinię innych. Potrafiła zadzwonić: „Hej kochana, wpadnę z ciocią Ulką na kawę, wiem, że jesteś w domu”, a po kryjomu przysłała SMS-a, żebym tylko nic nie mówiła. Jego i tak nie było, a mi wszystko jedno. Zaliczyłam potężną depresję, głupkowato się uśmiechałam, przytakiwałam, że tak to zmęczenie, migreny. To ona wpędziła mnie w poczucie wstydu, że mój mąż mnie zdradził. To ona sprawiła, że chciałam przestać istnieć, udawać, że mnie nie ma, niż grać rolę dobrej żony i dawać kolejne szanse jej synowi…

Takich historii można by mnożyć. Mogłabym dorzucić tę, jak teściowa źle przy dzieciach mówi o ich mamie, jak one dzwonią, że chcą do domu, że nie chcą tego słuchać. Mogłabym napisać o teściowej, która wysyła SMS-y do swojego syna i zaprasza na niedzielne obiadki – samego. Mogłabym jeszcze o tej, która obraża się, bo za późno dzwonisz z życzeniami, bo nie pamiętałaś o rocznicy śmierci jej matki. I o tej, która poświęci nawet spotkania z jedynym wnukiem chcąc pokazać, jaka jest pokrzywdzona przez świat, ludzi, a przede wszystkim przez ciebie, choć ty nie masz pojęcia, o co jej chodzi, a ona unika konfrontacji.

Czekasz na puentę? Mogłabym napisać – spróbuj z tym żyć, zaakceptuj, postaraj się zrozumieć. Ale wiesz co, czasami miej to po prostu w d*pie i zadbaj o własne, a nie teściowej szczęście i dobre samopoczucie.


Zobacz także

Mówią, że jestem zimną suką. Uwielbiam to

Jak poczuć się sexy w łóżku i nie zrobić z siebie kretynki? Z pamiętnika żony

„Każdej młodszej kobiecie powiedziałabym: szukaj dobrej miłości”. Dziękuję za nią mojemu mężowi