Psychologia Związek

Pozwalamy na to, godzimy się, a często też o to prosimy. Jak kochać i nie tracić siebie?

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
29 stycznia 2016
Fot. Unsplash / Chris Sardegna / CC0 Public Domain
 

Jak kochać i nie tracić siebie? To chyba temat, z którym najczęściej ostatnio spotykam się w pracy z kobietami. „Mam wrażenie, że przestałam się liczyć, moje potrzeby są kompletnie zaniedbane” albo „Kiedy odszedł, musiałam zmierzyć się z wielką pustką. Okazało się, że straciłam przyjaciół, nie mam do kogo zadzwonić” lub też „Nawet nie mam pomysłu, co zrobić, gdy go nie ma. A przecież byłam tak aktywną osobą?”.

Najczęściej też słyszę, że to jego wina. „Zabrał mi to, zabrał mi tamto, nie mogę przez niego…”, jest egoistą, który myśli tylko o sobie, gdybym była sama, to zrobiłabym tyle rzeczy, byłabym zupełnie gdzieś indziej. Myślę wtedy (czasami nawet to mówię) „To zrób. To bądź. To idź.”. Nie jest przecież prawdą, że ktoś może nam tyle zabrać, gdy tego nie chcemy. Pozwalamy na to. Godzimy się. A często też o to prosimy.

Gorzka prawda, wiem. Ale zatracanie się w relacji, oddawanie siebie – to proces, który dzieje się w nas, nie w nim, nie w samej relacji. Należy do nas i zależy od nas – zrozumienie tego wyzwala w nas początkowo złość: „Co pani mówi?! To cholerny egoista?”. Trudno jest przyznać się do tego, że mamy wpływ na nasze „nędzne” życie, na to kim jesteśmy w tej ofiarnej postawie i… co z tego czerpiemy.

Właśnie. To kolejne pytanie, które zadaję. „Co byś robiła, gdybyś nagle przestała tyle dawać? Opowiedz mi. Wymyśl przykładowy dzień z twojego życia”. Hmmm? „No nie wiem. Nie mam pojęcia, ale byłabym bardzo szczęśliwa”. Kolejna iluzja. Świat samoistnie zmieniłby się od jego zniknięcia, a ty stałabyś się kimś zupełnie innym.

I dalej „Muszę odejść, by siebie odzyskać”, „Nie mogę tak dalej żyć, musimy się rozstać”, „Wracam do siebie, to moja walka o siebie”. Czy naprawdę musimy odejść od kogoś kogo kochamy, by być ze sobą jednocześnie? By istnieć w związku, by spełniać swoje potrzeby, by stanowić same o sobie?

Spójrzmy na to też z drugiej strony: czy mężczyzna tego naprawdę oczekuje? Pełnego poświecenia, wyłączności, ekskluzywności, bycia na każde skinienie kosztem twojej osoby? Czy może z jego punktu widzenia traci kogoś, w kim się zakochał, kobietę pełną energii, pasji, autonomiczną, wolną? Mężczyźni często powtarzają „Wydawało mi się, że ma tyle zainteresowań, jest aktywna, a potem przestała wykazywać jakąkolwiek inicjatywę”. Albo też „Zamieniła się w kogoś innego. Na pytanie, na co masz ochotę, odpowiadała, że nie wie”. W skrajnych przypadkach wyglądało to jak scena z filmu „Książę w Nowym Jorku”, gdy wybrana przez rodziców kandydatka na żonę, zaszczekała, bo książę (Eddie Murphy) ją o to poprosił. Smutne, wiem. Takie też stajemy się w relacjach, gdy zapominamy o sobie.

Kobiety, które kochają za bardzo – lubimy to określenie, bo zawiera w sobie ten pierwiastek poświęcenia, coś, co nie jest toksyczne, jest dobre, ale jest tego za dużo. Bo czy nadmiar miłości może być oceniany jako coś złego? Nie. Dlatego czytamy poradniki, w których ktoś włącza nas schemat kochającej za bardzo i radzi jak żyć. A ja powiedziałabym, że problemem nie jest za bardzo (bo kochać bardzo to piękna rzecz); problemem jest kochać za mało. SIEBIE.

Co zrobić, by tak się nie stało?

  1. Przede wszystkim nie traktuj związku jako terapii, która uleczy urazy z dzieciństwa, zastąpi brak ojca lub matki, podniesie ci samoocenę i sprawi, że będziesz kochać siebie bardziej. Nie. To zadanie twoje, moje, ale nie związku, nie partnera. Dzięki dobrej miłości, fakt, będzie ci się lepiej żyć, nada to kolor twojemu życiu, dodatkowy sens (dodatkowy, nie główny!), będziesz szczęśliwsza. Praca nad deficytami jest jednak pracą, którą musisz wykonać sama. Wysoka samoocena, harmonia z sobą samą – będzie buforem, granicą, dzięki której nie poniesiesz kosztów tak wysokich, jak teraz.
  2. Związek nie może też być ZAMIAST. Przyjaciół, rodziny, pasji, rozwoju. On towarzyszy tym wszystkim aktywnościom, ale nie może ich zastąpić. W jakimś sensie oczywiście relacja z drugim człowiekiem może być pełna pasji, przyjaźni, może sprawiać, że się rozwijasz. Ale nie może być twoim jedynym źródłem. Bo niektóre związki się kończą, a poza tym rozwój własny to coś, co ty wnosisz także do wymiany, która nieustannie toczy się między tobą a partnerem.
  3. Zmień myślenie. Poświęcenie nie jest, tak jak mówisz, jednostronną korzyścią. On dostaje, ale ty też. Zastanów się, co ty czerpiesz z tego, że dajesz za dużo, jak się czujesz wtedy, gdy kogoś obdarowujesz, czy być może wtedy twoja samoocena nie rośnie gwałtownie? A więc dalej, co czujesz, gdy tego nie robisz? Gdy ktoś próbuje dać coś tobie? Jak było w związkach, w których ktoś być większym dawcą niż ty? Czy przypadkiem nie czułaś się wtedy niepotrzebna, nieważna, bezwartościowa? A może odrzucałaś takie relacje, uznając czyjeś dawanie za nieatrakcyjne? Dlaczego bycie obdarowywaną nie sprawia ci przyjemności?
  4. A więc zmień zachowanie. Wycofaj swoją ofiarność. Zrób przestrzeń dla niego. Może okaże się, że jednak potrafi: ugotować zupę, posprzątać, zrobić zakupy, ba, sprawić ci niespodziankę? Wciąż powtarzasz „zrobię to lepiej, zrobię szybciej, zrobię to za ciebie”. Jak więc możesz oczekiwać, że ktoś przebije twoje chcenie? Ile razy słyszę od kobiet, że wpuszczenie go do kuchni kończy się sceną,w której po kuchni przewinęło się tornado. Co z tego? Może jednak przyjemnie jest zjeść jego makaron, nawet jeśli przez chwilę zostanie po tym bałagan? W sumie to dość przyjemny bałagan.
  5. Mów o swoich potrzebach (jeśli ci trudno, napisz). Nie oczekuj, że się domyśli, czego od niego potrzebujesz, gdy nigdy o tym nie wspominasz. Prawdopodobnie nie ma nawet takiego odruchu, bo go tego skutecznie oduczyłaś. Powiedz „dziś twoja kolej z kolacją”. Albo „miło by mi było, gdybyś czasami o mnie pomyślał i zorganizował nam wieczór”.
  6. Planuj swoje przyjemności. Nie wpisuj ich w jego kalendarz, nie uzależniaj od jego planów. Masz ochotę coś zrobić, zaplanuj to, nawet jeśli to jest sobota wieczorem. Jak będzie miał ochotę, dołączy.

I zastanów się, czy naprawdę musisz tak ciężko pracować na miłość? Czy musisz być wciąż „bardziej i lepiej”? Czy to ma związek z innymi twoimi relacjami? Czy któreś z nich także były warunkowe? Czy to jaka jesteś nie wystarczy, by kochać cię bardzo? Przecież dlatego cię wybrał, nie mając pojęcia o pakiecie, który mu teraz serwujesz.

Wróć do początków…

Wystarczyła kawa w kawiarni i rozmowa. Twój urok i osobowość. To naprawdę nie miało nic wspólnego z nadmiernym dawaniem. Był na tobie skupiony, słuchał cię i podał ci płaszcz jak wychodziliście (może). Zapytał, czy cię podwieźć do domu, a jeśli palisz podpalił ci papierosa. Zadzwonił potem, a jak nie odbierałaś, zadzwonił znów. Poprosił o kolejne spotkanie i znów wypiliście kawę. Niewiele musiałaś robić, by był oczarowany. Byłaś tylko ty przecież. Zrozum, że nie musisz robić więcej.


Psychologia Związek

STOP! To już koniec myślenia o sobie w kategorii kury domowej. Przekonaj się kim naprawdę jesteś!

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
30 stycznia 2016
Fot. iStock/Kladyk
 

„Jestem kurą domową” – myślisz i mimo początkowej euforii wobec wizji siedzenia w domu z dziećmi, teraz określenie kura domowa dołuje cię jak nigdy wcześniej. W głowie rozbrzmiewa: „Tak, wiem, marnuję swój czas, mogłabym tyle innych rzeczy zrobić”.

Patrzysz na koleżanki, które pracują, wydają się być zadowolone z życia, ich dzieci szczęśliwie chodzą do żłobka i frustrujesz się jeszcze bardziej. A myśl o powrocie do pracy po kilku latach spędzonych w domu z dziećmi przyprawia cię o mdłości ze stresu.

Koniec z tym! Przyjrzyj się sobie uczciwie i zobacz, jak wiele jesteś warta, jak rozwijasz się i poszerzasz swoje także zawodowe kompetencje. Tak, tak – to o tobie mowa, kuro domowa. Zacznij myśleć o sobie inaczej.

Nazewnictwo

Na początku zacznijmy od określenia „kura domowa”, które niestety ma dość pejoratywne zabarwienie. Bo kim jest kura – chodząca po domu, sprzątająca, gotująca, zajmująca się dziećmi, i gdakająca ups – zrzędząca, która zamknięta w czterech ścianach domu w swoich własnych oczach traci na wartości i pewności siebie.

Gdyby jednak przyjąć, że „kura domowa” to jedynie etykieta i zadać sobie pytanie: jak ja na tę etykietę reaguję? Czy ona naprawdę mnie określa? Czy sama ją sobie przypięłam? Co dla mnie znaczy być kurą domową? Jest to dla mnie uwłaczające, umniejszające moją wartość?

Więc gdyby tak zacząć od zmiany nazwy tej etykiety? Jeśli ona nam ciąży, jeśli w nas uderza i sprawia, że nie czujemy się komfortowo z tą przypisaną łatką, to może przestańmy nazywać się kurą, a zostańmy MANAGEREM OGNISKA DOMOWEGO. Śmiesznie, dziwnie? Że jak to managerem? Ci są tylko w poważnych firmach, a nie w domu między garnkami, praniem, a odkurzaniem.

Nawet nie wiesz, jak bardzo się mylisz.

Twórczy czas w domu

Spójrz na siebie z innej strony niż dotychczas. Zobacz, ten czas, który spędzasz w domu z dziećmi, jest tak naprawdę bardzo twórczym dla ciebie okresem. To moment zatrzymania się, wglądu w siebie. Ten czas można wykorzystać bardzo wartościowo, bo często w codziennej gonitwie brakuje nam chwili, by się zastanowić nad tym co tutaj robimy, w jakim miejscu swojego życia jesteśmy, dokąd zmierzamy.

Pobyt na urlopie macierzyńskim i wychowawczym daje nam możliwość wsłuchania się w swoje potrzeby, wartości i przekonania. To czas, kiedy łapiemy oddech i możemy skupić się również na sobie. Jasne, że obowiązków domowych mamy całą masę, ale powiedzmy sobie szczerze – ich nam tylko przybędzie, gdy wrócimy do pracy. Dlatego warto docenić czas nam dany.

Pomyśl, co ważnego możesz zrobić dla siebie. Może pójść na studia podyplomowe, zapisać się na warsztaty rozwojowe, o których zawsze marzyłaś , wrócić do swoich zapomnianych pasji – choćby szydełkowania,  pisania czy rysowania czy odważyć się na coś zupełnie nowego – fotografia, robienie biżuterii, nordic walking, joga  itp.  To jest ten czas, kiedy możesz też zadbać o siebie. Wyjść do ludzi. Poszukać klubów dla mam, otworzyć się na nowe środowiska, zawrzeć nowe znajomości i przyjaźnie, wymieniać się doświadczeniami z innymi na Facebooku, funpage’ach. Zastanowić się, co naprawdę chcę w życiu robić i odważyć się pójść w tę stronę. Wiele kobiet właśnie na urlopie macierzyńskim decyduje się na założenie własnej działalności,  poprowadzenie własnego bloga. Postanawia zadbać o własną niezależność i zabrać głos.

Poszerzanie własnych kompetencji

A czy ty w ogóle zdajesz sobie sprawę, jak cennych nabywasz umiejętności i kompetencji zajmując się domem i dziećmi? Na zachodzie rola kobiety w domu jest znacznie wyżej ceniona niż u nas, bo one same o sobie myślą inaczej dlatego też są pożądanymi pracownikami. A ty? Przyjrzyj się sobie. Podczas pobytu w domu edukujemy się, czytamy nowe książki, aktywnie bierzemy udział w dorastaniu naszych dzieci. Uczymy się jak rozmawiać, komunikować się z różnymi typami osobowości pod jednym dachem.

Jeśli rodzinę potraktujemy jak zespół, czy małą firmę, którą zarządzamy, to zobaczysz, jak świetnie potrafisz rozwiązywać konflikty, działać pod presją, z jak różnymi temperamentami sobie radzisz. Umiesz motywować, rozdzielać obowiązki, delegować zadania. Słuchać aktywnie, reagować na potrzeby, komunikować się. Zobacz, jak dużo empatii i uważności potrafisz dać. Wszystkie te umiejętności możesz spokojnie przenieść później na sferę zawodową. Mówi się, że w pracy zawodowej rozwijamy się przez pierwszy rok. A wychowując dzieci jesteśmy w ciągłym rozwoju, w nieustannej zmianie, która każe nam dostosowywać się do nowych warunków. Jesteśmy świetnie przygotowane, do funkcjonowania w zmianie.

Jeśli zrozumiesz i docenisz kompetencje, które nabywasz zajmując się domem i dziećmi, to z pewnością już nigdy nie dotknie cię etykieta „kury domowej”, bo będziesz znała swoją wartość. Przecież nie bez przyczyny mówi się, że kobiety są wielozadaniowe. Zobacz – osiągasz poziom mistrzowski w organizacji czasu – nie tylko swojego, w planowaniu – choćby zakupów, domowego budżetu. Dom i rodzina to bogate pole doświadczalne, tylko trzeba zobaczyć, że tak faktycznie jest.

Jeśli zmagasz się z etykietą kury domowej, warto odpowiedzieć sobie na kilka pytań:

  • Co ważnego zyskuję tworząc rodzinę?
  • Co wnoszę do domu?
  • Jakie moje cechy i umiejętności pomagają mi w pracy w domu?
  • Co zyskuję dzięki rodzinie?
  • Czy widzę siebie zrealizowaną w domu?
  • Czego potrzebuję, by taką siebie widzieć?
  • Czego potrzebuję będąc w domu?
  • Co więcej chciałabym usłyszeć, zobaczyć, czego doświadczyć będąc w domu?
  • Jakie mam zdolności zajmując się domem?
  • Jaką wiedzę i umiejętności zdobyłam spędzając czas w domu?
  • Czego się o sobie dowiedziałam, co nowego odkryłam na swój temat?

Możesz odpowiedzieć na te pytania w zaciszu swojego domu, w rozmowie z przyjaciółką lub skorzystać z coraz bardziej popularnej formy wsparcia, którą jest coaching.

Zadowolona mama

Pozostaje jeszcze jedna ważna kwestia. Będąc w domu nie możemy zapominać o sobie. Musimy dawać sobie choć trochę przyjemności, zostawić dzieci z tatą po południu czy wieczorem i wyjść do koleżanki, na basen, czy inne zajęcia. Niestety my kobiety mamy taką przypadłość, że najczęściej stawiamy siebie same na końcu kolejki potrzeb rodziny. Musimy zrozumieć, że jeśli zadbamy o siebie będzie to z korzyścią dla naszych najbliższych – będziemy bardziej życzliwe, uśmiechnięte, zmotywowane dla działania. Często mówimy: „I znowu minął cały dzień, a ja nic dla siebie nie zrobiłam”. Tylko tak może płynąć dzień za dniem. A co z tym głosem, wewnętrznego ja, które woła: „Halo, ja też jestem ważna”?! Więc jak to jest: wszystko naokoło jest ważne, a ja nie? Jest jeszcze jeden ważny argument. Zobacz jaki przykład dajesz swojemu dziecku, któremu później powiesz: „Powinieneś dbać bardziej o siebie”. Tylko pamiętaj, dziecko nie pójdzie za tym, co słyszy, tylko za tym, co widzi w domu. I jeśli my stawiając innych ciągle przed siebie,  nie pokażemy, jak dziecko ma o siebie dbać, to ono nie będzie zupełnie wiedziało, jak to robić.

I co teraz o sobie myślisz, kuro domowa? Zobacz, jak świetnym jesteś menadżerem, jak wartościowym możesz być pracownikiem po powrocie do pracy, jak bardzo rozwijasz się wychowując dzieci. Doceń to w sobie i ten szczególny czas. Spójrz na siebie w lustrze i powiedź: „Jestem świetna!”. Bo jesteś.


 

Tekst powstał dzięki dużemu wsparciu Doroty Wicik

Arch. prywatne

Arch. prywatne

Dorota Wicik – coach (ACC/ICF), trener rozwoju osobistego, jest założycielką reVision Coaching & Consulting i partnerem Bemowskiego Centrum Przedsiębiorczości w Warszawie (www.biznes.bemowo.waw.pl). Wspiera ludzi na drodze ku przedsiębiorczości. Organizuje warsztaty „Coachingowe inspiracje dla Biznesu” oraz Dwupunkt dla Kariery, Biznesu i Zdrowia. Od 15 lat działa w biznesie. Jest żoną i mamą 2 synów. Skorzystała z urlopu macierzyńskiego i wychowawczego, po czym otworzyła swoją praktykę coachingową. Dorota  Wicik zaprasza do kontaktu pod adresem dorota.wicik@re-vision.pl  i do skorzystania z nieodpłatnej konsultacji coachingowej, w formie osobistego spotkania lub via Skype oraz na najbliższy warsztat Dwupunkt dla Kariery, Biznesu i Zdrowia (poziom I – 16 lutego 2016; poziom II – 23 lutego 2016). Szczegóły na (www.biznes.bemowo.waw.pl).

 


Psychologia Związek

35 iluzji, które utrudniają nam życie. Wystarczy tylko przejrzeć na oczy

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
29 stycznia 2016
Fot. Picjumbo / Victor Hanacek / CC0 Public Domain

Pisze się o nich w poradnikach, mówią o nich mądrzy ludzie. A my nic. Potrzebujemy miliona (miliarda) kopów w tyłek. Potrzebujemy dorosnąć (cudownie, gdy to się dzieje wraz z upływem lat, a nie tylko pod wpływem strasznych życiowych doświadczeń).

Te iluzje tylko stopują i niszczą nas. Przejrzymy lepiej na oczy, po drugiej stronie jest lepiej, może czasem mniej bezpiecznie, ale stabilniej.

  1. W życiu jest wszystko albo nic (nie, kochanie, jest szarość też)
  2. Przyjaciele zawsze z nami będą (nie, kochanie, niektórzy)
  3. To moja wina (a weź, wypluj, nie ma nic gorszego niż samokrytyka)
  4. To wina innych (nie)
  5. Ludzie są głupi (nie, tylko ich nie rozumiesz)
  6. Ludzie są dobrzy i na pewno zrozumieją w końcu (no nie, każdy ma swoją prawdą)
  7. Prawdziwa miłość przetrwa wszystko (tylko pod warunkiem, że ludzie rozmawiają, ale nie końca też)
  8. Życie to jest obowiązek. Obowiązki to podstawa (nie, to tylko początek perfekcjonizmu)
  9. Dam radę (ze wszystkim na pewno nie. I zresztą po co)
  10.  Ludzie mnie używają (nie, tylko im pozwalasz)
  11. Ludzie są niewdzięczny (bywają, ale nie wszyscy)
  12. Istnieją zasady niepodważalne (naprawdę?)
  13. Miłość nie ma znaczenia (o rany, serio?)
  14. Wiem wszystko (hmmm…)
  15. Jestem lepsza od innych (oczywiście)
  16. Nie muszę się zmieniać, w końcu spotkam prawdziwą miłość (uff, jasne)
  17. Jeśli będę naprawdę dobra uniknę bólu (tak, a co to znaczy być naprawdę dobrą?)
  18. Cel jest najważniejszy (zdejmij te klapki, proszę)
  19. Do wszystkiego doszłam sama (jasne, a ci, którzy pomogli ci po drodze nie istnieją)
  20. Ludzie są jacyś. Ta nadwrażliwa, ten opieszały, tamta zła (nie, ludzie bywają różni. Ta sama osoba też się zmienia)
  21. Trzeba nazywać rzeczy po imieniu (hmm, głównie to trzeba odpuścić)
  22. Nie kochał mnie, nie będzie kochał tamtej (cóż… czasem ktoś naprawdę nie kochał nas. Zresztą każdy może dojrzeć do miłości)
  23. On/ ona w końcu zrozumieją, że popełnili błąd (może.  Ale jednak niekoniecznie)
  24. Ludzie pamiętają dobro, które im dałeś (pamiętają, najczęściej przed śmiercią albo gdy im źle. Poza tym mają się świetnie)
  25. To MUSI tak być (serio? Jednak nic nie musi)
  26. Nie dam rady (oczywiście, że dasz)
  27. Pieniądze nie są ważne (hmm…)
  28. Praca jest najważniejsza (oj nie)
  29. Mogę wszystko (nie, możesz wiele)
  30. Muszę udowodnić innym swoją rację (wręcz nie powinnaś)
  31. Decyzje trzeba podejmować pod wpływem emocji (auć)
  32. Mogę powiedzieć wszystkim co myślę (możesz, ale po co)
  33. Tylko ja pracuję w tym zespole, tylko ja się staram w tym domu  (to przestań i daj szansę innym)
  34. Nie mogę przyznać się do słabości (świetna droga do tego, by nikt cię nie rozumiał)
  35. Ludzie nie są warci, żeby im coś tłumaczyć (ludzie są warci wszystkiego, przynajmniej na początku)

Zobacz także

Hymn do miłości. Mylimy ją z pożądaniem, ze stagnacją, z przywiązaniem, z sympatią do kogoś

Dlaczego nie wychodzi ci w miłości, czyli jak przerwać złą passę w związkach

Porcja gimnastyki dla twojej głowy