Związek

Jestem z nim na przeczekanie. Odejdę, gdy stanę na nogi

Listy do redakcji
Listy do redakcji
14 marca 2018
1 z 1

Jestem z nim na przeczekanie. Odejdę, gdy stanę na nogi

Fot. iStock/tatyana_tomsickova

Są takie dni, gdy wyrzuty sumienia nie pozwalają mi spokojnie zasnąć. Na przykład wtedy, gdy on wraca do domu z bukietem tulipanów. Co z tego, że kupił je przy kasie w Biedronce. To taki miły gest. Albo wtedy, gdy wieczorem czyta mojej córce bajkę przed snem. I wtedy, gdy odpowiadam „ja ciebie też kocham” i pozwalam mu snuć plany naszej wspólnej przyszłości.

Nie będzie ślubu. Nie będzie rodziny. Jestem z nim na przeczekanie. Muszę jakoś przetrwać ten ciężki okres w moim życiu, bo we dwoje po prostu jest łatwiej. Jeszcze kiedyś łudziłam się, że z czasem go pokocham, że swoją dobrocią serca rozpali we mnie uczucie. Ale nic takiego się nie dzieje. Jest dobrym człowiekiem, nie powinien chować urazy. Myślę, że zrozumie, co mną kierowało.

Doceniam wszystko, co dla nas robi. Bez niego nie mogłabym wrócić do pracy, bo nie starczyłoby mi na opiekunkę. Teraz na zmianę odbieramy moją córkę, siedzimy z nią, odrabiamy lekcje. Bez niego nie mogłabym rozwijać swojej pasji, jaką jest fotografia. Bez niego nie mogłabym też mieć szczęśliwego domu i dziecka, któremu niczego nie brakuje. Wbrew pozorom on też na tym korzysta. To my czekamy na niego, gdy wraca z pracy do domu. To my dwie składamy mu urodzinowe i świąteczne życzenia. To ja jestem jego przyjaciółką, kochanką, kucharką. W dzisiejszych czasach trzeba myśleć realnie. Związki to transakcja. Możesz albo wejść w dobry układ, albo być wykorzystywanym. To drugie już zaliczyłam. Teraz myślę o swoich interesach.

Nie myliłam się. Założenie było słuszne – trzeba znaleźć faceta, który cię pokocha. Nie warto szukać miłości i nią się kierować, bo miłość jest zwodnicza. Potrafi wyprowadzić na manowce, jest niczym kajdany, uniemożliwiające odejście od złego człowieka. Gdy nie kochasz, potrafisz logicznie analizować. Kiedyś odejdę od Mariusza. Tylko stanę na nogi.

PoprzedniNastępny
Związek

Karolina Ferenstein-Kraśko pokazała się bez makijażu. Mąż skomentował jej zdjęcie

Redakcja
Redakcja
14 marca 2018
Fot. Screen z Instagrama / Karolina Ferenstein-Kraśko
 

Większość z nas nie lubi swojego odbicia w lustrze bez makijażu. Każdego dnia już o poranku dokładnie nakładamy na twarz różne kosmetyki, żeby tylko wygładzić cerę, ukryć przebarwienia, zatuszować niedoskonałości skóry i podkreślić to, co nam się podoba – rzęsy, brwi, kości policzkowe, usta… Podobnie mają celebrytki, z tym, że one odczuwają jeszcze większą presję. A nuż trafią gdzieś na paparazzi, którzy tylko czekają, by zrobić im kompromitujące zdjęcie. Najlepiej właśnie bez makijażu, w rozciągniętych dresach. 

Niektóre gwiazdy mają jednak ogromny dystans do siebie. Taki, którego brakuje niektórym z nas. Są pogodzone z tym, że lata lecą, a ich wygląd zmienia się. Zamiast poddawać się licznym operacjom plastycznym, zabiegom medycyny estetycznej i skrzętnie ukrywać niedoskonałości cery, z przyjemnością pokazują się w pełnej krasie, czym jeszcze bardziej zdobywają sympatię fanów.

Jedną z takich celebrytek jest Karolina Ferenstein-Kraśko, która niedawno opublikowała na Instagramie swoje zdjęcie bez makijażu. Przytula na nim córkę, Larę. Podpis, który dodała pod zdjęciem świadczy o jej ogromnym dystansie do siebie. „Tyle zmarszczek, ile miłości” – czytamy.

Pod postem aż roi się od komentarzy. Fani są oczarowani wyglądem uczestniczki programu „Agent Gwiazdy 3”. „Piękne! Naturalne, bez makijażu, retuszu niepotrzebnych gadżetów.. czysta miłość i szczęście. Piękna dojrzała, świadoma i spełniona kobieta … Jestem zachwycona!” – napisała jedna z fanek i trudno się z nią nie zgodzić. Nie zabrakło także komentarza męża Karoliny Ferenstein-Kraśko. „Blondynki mojego życia” – napisał Piotr.

Można pozazdrościć! I wyglądu, i cudownego męża!


Związek

Luksus, jakim jest… czas dla samej siebie. Ja już wiem, jak go wykorzystać

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
14 marca 2018
Fot. iStock

Godzina 17:00. Teoretycznie największy sajgon powinnam mieć już za sobą – wyszłam przecież z pracy. Teraz tylko odebrać dziecko z przedszkola i wrócić do domu. Terefere. Robię ostatni, kontrolny rzut okiem do mojego kalendarza, który pęka w szwach. To notowanie już kilka razy uratowało mnie przed wpadką. Patrzę, czytam, analizuję. No tak, usiąść to ja dzisiaj wieczorem nie usiądę. 

Trzeba jeszcze odwiedzić pocztę i odebrać awizo. Potem wizyta w pralni – przecież oddałam do czyszczenia wiosenny płaszcz. Wypadałoby kupić prezent na sobotnią imprezę urodzinową koleżanki z przedszkola mojego syna i zrobić jakieś drobne zakupy. Tyle na mieście. A w domu? Oooo, tam na pewno znajdzie się zajęcie – coś ugotuję, pobawię się z dzieckiem, ogarnę pranie, które od kilku dni wisi smętnie na suszarce w salonie, położę dziecko. Jak dobrze pójdzie, około 22:00 powinnam mieć czas dla siebie. Trochę późno, ale przecież wszystkie dzisiaj tak żyjemy.

Czas stał się dobrem luksusowym. Na wagę złota są szczególnie te momenty, które możemy wykorzystać tylko dla siebie, a ponieważ najczęściej przypadają na wieczór, warto sprawić, by stały się pewnymi rytuałami, które wprowadzą nas w dobry nastrój, wyciszą i zrelaksują. Mój niezawodny sposób? Pielęgnacja całego ciała. Jeśli można połączyć przyjemne z pożytecznym, to czemu nie? Współczesne kobiety mają to już opanowane do perfekcji.

Oczyszczanie

Mam skórę suchą i wrażliwą, dlatego potrzebuję kosmetyku, który dokładnie zmyje makijaż, ale jej dodatkowo nie podrażni. Idealnie sprawdza się tutaj płyn micelarny marki Buna. Ekstrakt z aloesu koi i nawilża skórę wokół oczu, pozostawiając ją wolną od wszelkich zanieczyszczeń i resztek kosmetyków. Skóra na twarzy pozostaje miękka i aksamitna dzięki zawartości wody jaśminowej i alantoiny. Teoretycznie wystarczyłoby, ale przecież jest to czas dla mnie – dlaczego nie wykorzystać go na małe, domowe SPA?

Walka ze zmarszczkami

Teraz czas na maseczkę, a co! Wybieram tę przeciwzmarszczkową, która jednocześnie pobudza mikrokrążenie, dzięki czemu odżywia i ujędrnia skórę. Maseczka odmładzająca marki Buna zawiera ekstrakt z rozmarynu, który ma działanie rewitalizujące, a dodatkowo redukuje zmarszczki, pomagając zachować młodość. Uwielbiam ją przede wszystkim za to, że  przywraca naturalny koloryt skóry. Wystarczy wmasować ją w skórę twarzy i pozostawić na 15 minut. To dobry moment na relaksującą kąpiel. Kwadrans zdecydowanie wystarczy. Czasem po prostu zbieram nadmiar maseczki wacikiem. Dziś jednak chcę w pełni dopieścić moją skórę. Zmywam więc maseczkę wodą.

Nocna pielęgnacja

Czas na krem do skóry suchej i wrażliwej. Tu znów sięgam po produkt z aloesem. Krem marki Buna został dodatkowo wzbogacony o pięć drogocennych olejków: ostropestowy, oliwkowy, kukurydziany, sezamowy i makadamia. Takie połączenie zapewnia mojej skórze intensywne nawilżenie, wygładzenie i uelastycznienie. Kiedy ja będę spać, krem będzie robił to, co do niego należy.

Ciało! Byłabym zapomniała!

Wiem, czasem się nie chce, ale warto zadbać i o całe ciało. Żeby wprawić się w dobry nastrój przed snem, warto postawić na melisę – jej zapach ukoi skołatane nerwy i ułatwi zasypianie. Idealnie sprawdzi się tu balsam do ciała z melisą marki Buna. Kosmetyk ten łagodzi podrażnienia, redukuje zaczerwienienia oraz zmniejsza wrażliwość skóry – to efekt działania ekstraktu z melisy, nawilżającej gliceryny, alantoiny oraz pantenolu. Dla mnie rewelacja!

Kropka nad „i”

Moim ostatnim, wieczornym rytuałem jest pielęgnacja dłoni. Niestety, po zimie są wysuszone i podrażnione. Ponieważ w ciągu dnia wiele razy je myję, w nocy potrzebują regeneracji. Rewitalizująca maska do rąk z rozmarynem marki Buna to kosmetyk bazujący aż na jedenastu cennych składnikach aktywnych. Wystarczy wmasować go w skórę i pozostawić na całą noc. Dla wzmocnienia efektu warto założyć bawełniane rękawiczki. Rano aż trudno uwierzyć, jak aksamitna i gładka jest skóra, która jeszcze kilka godzin temu była sucha i podrażniona. To wszystko dzięki kompozycji opartej na ekstrakcie z rozmarynu, glicerynie, moczniku, alantoinie, naturalnej wazelinie, maśle shea, oliwie z oliwek, lanolinie, witaminach A, E i F oraz pantenolu.

A teraz, otulona ziołowym zapachem, zrelaksowana i odprężona mogę iść spać. Jutro kolejny, ciężki dzień.


 

Artykuł powstał we współpracy z marką Buna


Zobacz także

„Bądź twardy i ambitny. Miej klasę. Bierz się z życiem za bary. Tego mnie nauczyłeś, teraz rozumiesz, prawda?”. Toksyczna Kochanka

Jak rozpoznać dobrze dobraną parę

Jak rozpoznać dobrze dobraną parę? Wystarczy odpowiedzieć sobie na trzy pytania

Przepis na idealny związek? Może jest prostszy niż nam się wydaje