Związek

Kochana, przestań walczyć o kogoś, kto cię nie kocha. Kochaj tych, którzy godni są twojej miłości

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
22 maja 2019
Fot. iStock / mammuth
 

Kochana, przestań walczyć o kogoś, kto cię nie kocha. Idź dalej, przestań ranić się miłością, która nigdy nie nadejdzie. Miej godność, odetnij się od tej emocjonalnej dyktatury, krótko – przy samych korzeniach. Bądź odważna i powiedz: „Odchodzę od ciebie, ponieważ kocham siebie”.

Oczywiście, że wiem, że to nie jest takie łatwe. Zdaję sobie sprawę, że nasz mózg nie ma przycisku „reset”, nie ma wyjścia awaryjnego ani nawet okna, które można by było otworzyć, by wpuścić świeże powietrze i przewietrzyć swoje smutki. Mózg jest uparty, metodyczny i wytrwały. Walczy o przywiązanie do emocjonalnych wspomnień, ponieważ pozostawiają one ślad twojej tożsamości.

Mówią, że kochanie kogoś, kto nigdy nas nie pokocha, jest jak próba zapalenia świecy w pomieszczeniu, pełnym światła – niczego nie wnosi, niczego nie daje, nikt nawet nie zwraca na tę samotną świecę uwagi. Ale my w to brniemy, zastanawiamy się, co jeszcze mogłabym zrobić, żeby mnie kochał, zauważał, żeby traktował mnie z tak wielkim zaangażowaniem, jak ja jego?

Miłość nie jest jednak automatem. Tutaj nie możesz włożyć monety, nacisnąć przycisku i dostać to, czego chcesz. Czasami trzeba po prostu zanurzyć się, zapomnieć o wszystkich fałszywych nadziejach i przestać zabijać się o kogoś, kto poszedł swoją drogą nie zauważając wszystkich wokół.

Wiem, że kochając kogoś, kto cię nie kocha, nie możesz go po prostu wyrzucić z umysłu. Dlaczego tak trudno zawalczyć o siebie i być silnym, gdy wiemy, że nie jesteśmy kochani? Oto przykład. Powiedzmy, że masz naprawdę dobry czas, bo w końcu opuściło cię poczucie, że za chwilę się rozpadniesz. Jednak pewnego popołudnia mijasz na ulicy kogoś, kto ma na sobie ten sam zapach lub kolor koszuli, jak tamten mężczyzna. I nagle ogarnia cię paraliżujący smutek i doprowadza do łez.

Antoine Bechara, neurobiolog z Uniwersytetu Kalifornijskiego, nazywa to „konfliktem mózgowym”. Choć zostaliśmy porzuceni, nasz mózg nadal kojarzy ze sobą pewne bodźce, obrazy i wspomnienia. Sieć neuronowa odpowiedzialna za ten intymny, ale potężny związek znajduje się między hipokampem a ciałem migdałowatym, które rządzą i koordynują emocjonalne wspomnienia. To wszystko jest wytłumaczalne, dlatego każde doświadczenie w związku zostało spalone w twojej głowie, a jego prochy są bodźcem, który wyzwala pamięć…

Kiedy czujesz zapach perfum, widzisz zdjęcie, ubranie jesteś w miejscu, w którym często bywaliście, aktywujesz neuroprzekaźniki i prawie uzależniasz się od niemożliwej miłości. Nie jest niestety łatwo załamać te skojarzenia i zarządzać konfliktem mózgowym.

Anatomia odrzucenia i porzucenia jest brutalna, głęboka i złożona. Jednak neurolodzy wyjaśniają, że z czasem te powiązane wspomnienia są aktywowane coraz rzadziej. Połączenia neuronalne, które doprowadziły do negatywnych emocji, stopniowo tracą na swojej sile, aż w końcu stają się echem smutnej i odległej melodii, która jest coraz mniej bolesna.

Czas, który płynie i którego zatrzymać się nie da umożliwia ci pójście naprzód, jeśli tylko chcesz przezwyciężyć stan, w którym się znajdujesz.

Kochana, jeśli on cię nie kocha, pamiętaj, aby kochać siebie ponad wszystko. To najważniejsze zadanie, jakie masz do wykonania. Zapamiętaj, że miłość nie jest ofiarą. Nikt nigdy nie powinien myśleć, że jak się bardziej postara, jak się zmieni, jak da więcej, to może zostanie pokochany. To tak nie działa. Nie popełniaj emocjonalnego samobójstwa, nie upokarzaj się, nie podpalaj jedynej rzeczy, która daje ci siłę: twojego poczucie własnej wartości.

Jeśli on ciebie krzywdzi, to znaczy, że cię nie kocha. To proste, choć okrutne. Jeśli jesteś niewidzialnym elementem na karuzeli niewierności, egoizmu i obelg, trzymaj się od tego z daleka. Po co robić się więźniem w emocjonalnej sali tortur? Jeśli uciekniesz, to zrozumiesz, że wolność jest najlepszym źródłem komfortu, a samotność mile widzianym schronieniem.

W miłości, w której tylko ty kochasz, ostatnią rzeczą, jaką tracisz, jest nadzieja. Kiedy zrozumiesz, że to, na co czekasz, o co zabiegasz i się starasz, nigdy nie nadejdzie, powinnaś wstać i wyjść tymi drzwiami, którymi weszłaś z podniesioną głową i sercem w jednym kawałku.

Myślisz, że to, że on cię nie kocha jest najgorszą rzeczą, jakiej doświadczyłaś w życiu? Są gorsze, a przynajmniej jedna – wyrzekanie się miłości do siebie dla kogoś, kto na ciebie nawet nie zasługuje. Bądź silna, mądra i pamiętaj, że kochać powinniśmy tylko tych, którzy godni są naszej miłości.


Związek

Siedem rodzajów depresji. Czy cierpisz na jedną z nich?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
22 maja 2019
Fot. iStock / MangoStar_Studio
 

Z czym zmagają się osoby cierpiące na depresję? Paradoksalnie z jej rozpoznaniem. Samo hasło „depresja” weszło do naszego języka nie oddając powagi problemu. „A, mam depresję”, „Jakaś depresja mnie dopadła” – mówimy, choć nasz obniżony nastrój daleki jest od tej choroby. Ci, którzy naprawdę chorują, często nie są świadomi, że powinni zwrócić się o pomoc do specjalisty. Wynika to z także z tego, że depresja ma wiele twarzy, które warto poznać.

Zaburzenie depresyjne

To najczęstsza forma depresji, definiowana jako choroba psychiczna i najbardziej znana, mająca objawy charakterystyczne dla niej samej, czyli skrajna apatia, niechęć do życia.

W skrajnych przypadkach ten rodzaj depresji może doprowadzić do „depresji katatonicznej”, kiedy bierność i bezczynność przejmuje kontrolę nad naszym życiem, gdy przestajemy nawet jeść i pojawiają się epizody majaczenia.

Trwałe zaburzenie depresyjne

Znane jako dystymia, której objawy nie są poważne tak, jak w przypadku „klasycznej” depresji. Niestety nadal wiążą się z apatią, beznadziejnością i poczuciem melancholii. Objawy tego rodzaju depresji mogą przez długi czas nie ulegać natężeniu, a wręcz zniknąć, bywa jednak, że doprowadzają do jeszcze głębszego stanu depresji.

Zaburzenie lękowo-depresyjne

Jest to inny rodzaj depresji (zdefiniowany przez dziedzinę psychiatrii), który dotyka wiele osób. Jego główną cechą jest doświadczanie mieszanki okresów depresji i okresów lęku. W tym przypadku depresja nie prowadzi do skrajnej bezczynności i apatii, a lęk nie powoduje poważnych kryzysów. Stan ten jednak trwa na tyle długo, że wydaje się nam integralną częścią tego, kim jesteśmy.

Nietypowa depresja

Czyli depresja z nietypowymi cechami. W tym przypadku twój nastrój może co jakiś czas ulegać poprawie. Ci, którzy cierpią na ten rodzaj depresji śpią lepiej i mają większy apetyt, niż w przypadku innych jej rodzajów. Mówią, że doświadczają nietypowej ciężkości ramion i nóg, jakby na swoich barkach nieustannie dźwigali jakiś ciężar, poza tym często mają poczucie odrzucenia przez innych.

Sezonowe zaburzenia afektywne

Jak sama nazwa wskazuje, główną cechą sezonowych zaburzeń afektywnych jest to, że kończą się i zaczynają w zależności od pory roku. Ten rodzaj depresji ma tendencję do rozpoczynania się pod koniec jesieni lub na początku zimy i ciągnąć się do wiosny, a nawet lata.

Zmiana z jednej fazy na drugą jest zwykle nagła. Zaczynasz czuć się wyjątkowo śpiąca, ciągle zmęczona i masz wielką ochotę na wszystko, co słodkie. Do tego doświadczasz smutku, apatii i ogólne niechęci do jakiejkolwiek aktywności.

Zaburzenie dwubiegunowe

Choroba afektywna dwubiegunowa jest podobna do zaburzenia lękowo-depresyjnego, ale ze znacznie bardziej nasilonymi objawami. Okresy depresji prowadzą do poważnych wahań nastroju i mają wszystkie cechy klasycznej depresji.

Tymczasem okresy lęku charakteryzują się manią i maniakalnym zachowaniem. Objawy to przyspieszenie procesów myślowych, euforia, nadpobudliwość, problemy ze snem, drażliwość i tendencja do kompulsywnych zachowań.

Cyklotymia

Największą cechą cyklotymii jest niestabilność nastroju. Chociaż jest ona podobna do choroby afektywnej dwubiegunowej i zaburzenia lękowo-depresyjnego, istnieją dwie główne różnice. Pierwsza: objawy są znacznie mniej intensywne. Druga: są też okresy „normalności”.

Zmiany przyczyn cyklotymii często pozostają niezauważone. Stajesz się nieco smutniejsza lub nieco bardziej maniakalna, ale nie na tyle, żebyś ty, a już w ogóle ktoś z zewnątrz to zauważył.


Związek

Śmierć rodzica zmienia nas na zawsze

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
22 maja 2019
Zorkownia powstała z czysto egoistycznych pobudek. Bardzo chciałam przychodzić do hospicjum, ale nie dawałam sobie rady z emocjami.
Fot. Unsplash / Peter Miranda / CC0 Public Domain

Śmierć rodzica jest jednym z najbardziej emocjonalnych i uniwersalnych doświadczeń ludzkich. Prawdopodobnie każdy z nas będzie musiał się uporać z tą traumą pewnego dnia. Ale fakt, że wszyscy musimy przez to przejść, niczego nie ułatwia. Śmierć rodzica jest nie tylko traumatycznym przeżyciem, ale także momentem przełomowym, który zmienia nas pod względem biologicznym i psychicznym. Może również doprowadzić do choroby.

Wiele zależy od okoliczności, w których odchodzi bliska nam osoba. Jeśli mamy czas i świadomość, by się do tego przygotować, zazwyczaj udaje nam się zapewnić sobie odpowiednie wsparcie. Jeśli jednak śmierć nadchodzi niespodziewanie lub jest wynikiem ostrej, ciężkiej choroby, dorosłe dzieci mogą długo pozostać w fazie zaprzeczania lub gniewu, a nawet poważnych zaburzeń depresyjnych. Nieumiejętność akceptacji tego, co się stało, ciągłe wypieranie blokuje nas emocjonalnie i uniemożliwia proces gojenia emocjonalnych ran. I jest bardzo destrukcyjna.

Nie ma badania, które mogłoby uchwycić, jak bardzo bolesny i potężny jest ten żal. Mimo to istnieje szereg badań psychologicznych, które pokazują skalę straty. Wszystko, co wiemy do tej pory w dziedzinie neurologii upewnia nas w przekonaniu, że żałoba wywołuje fizyczne cierpienie. Na dłuższą metę smutek stawia całe ciało w niebezpieczeństwie. Istnieje związek między żalem po stracie rodzica a nadciśnieniem tętniczym, problemami z sercem, zaburzeniami odporności organizmu, a nawet nowotworami.

Jak radzić sobie w zdrowy sposób z żalem po stracie rodzica? Przede wszystkim, należy przestać „gdybać”, że mogliby zrobić więcej, by uratować bliską osobę. Tego rodzaju myśli, jeśli pozostaną bezpodstawne, zazwyczaj powodują poczucie niskiej wartości własnej, niską samooceny, wstyd, głęboki smutek i chęć potępienia samego siebie. Z tych emocji możemy wychodzić latami, bywa, że bezskutecznie.

Z drugiej strony są jeszcze ci, którym śmierć rodzica uniemożliwiła naprawienie rodzinnych relacji. Jeśli nosiliśmy się z żalem o to, jak nas traktowano, a odejście matki czy ojca oznacza brak możliwości pojednania, zbliżenia i uzyskania przeprosin, naturalną reakcją są gniew i wściekłość. W takiej sytuacji szukajmy profesjonalnej pomocy, może nawet terapii, która pozwoli nam „przepracować” żale z przeszłości. Tu przecież chodzi o nas samych, o nasze dalsze życie i jego komfort.

Śmierć rodzica zmienia nas jednak na zawsze. Uruchamia taką lawinę emocji, które zmuszają nas do zmiany sposobu postrzegania naszych relacji, naszego otoczenia, a nawet całego dotychczasowego życia, że nic już nigdy nie jest takie, jak dawniej. Wpisane w cykl życia, to doświadczenie może być najważniejszą lekcją, która nam się przytrafia.


Na podstawie: fatherly.com


Zobacz także

Walizka już dawno w progu, gdy za drzwiami czeka ktoś inny. Gdy odchodzisz, żeby już nigdy nie wrócić

Jeśli rani twoje uczucia i czyści twoje konto - odejdź. Nie jesteś matką Piotrusia Pana

Jeśli rani twoje uczucia i czyści twoje konto – odejdź. Nie jesteś matką Piotrusia Pana

Stary, pozwól jej odejść. Zdobądź się na odwagę i zobacz, co zawaliłeś w tym związku. Jeśli to była prawdziwa miłość, ona wróci