Psychologia Związek

Kocham cię, ale musimy się rozstać. 5 nieoczywistych powodów, dla których kobiety odchodzą od mężczyzn, których nadal kochają

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
28 października 2019
Kocham cię, ale musimy się rozstać. 5 nieoczywistych powodów, dla których kobiety odchodzą od mężczyzn, których nadal kochają
Fot. iStock/SandraKavas
 

Do miłości nie ma instrukcji, jednej uniwersalnej definicji, jednego rozwiązania na pojawiające się w związku problemy. Miłość jest taka, jak ludzie, których łączy: jedyna, niepowtarzalna, za każdym razem inna. Miłość jest wymagająca: trzeba pracy i poświęcenia, żeby trwała i nie gasła. Miłość nie jest łatwa i wygodna. Czasem, mimo, że nadal się tli, trzeba odejść. Niekoniecznie z bardzo oczywistych powodów. Niektórzy uznaliby je wręcz za błahe. I niekoniecznie odejść na zawsze. Może nawet tylko na chwilę, żeby pozwolić sobie i swojemu partnerowi spojrzeć na nią z dystansem? Docenić, naprawić?…

5 nieoczywistych powodów, dla których kobiety odchodzą od mężczyzn, których nadal kochają

Samotność

Co za fanaberie – powiedzą niektórzy. Związek przechodzi przecież różne fazy, etapy. Nie zawsze możemy być razem, czasem oddalamy się od siebie, rodzą się dzieci, czasu mamy coraz mniej, coraz trudniej być „dla siebie” tak, jak na początku związku. I to wszystko prawda, ale… Jeśli kochasz, mimo przeciwności losu, okoliczności, życiowej rutyny – nadal chcesz być blisko, wiedzieć, że jesteś ważna, że się liczysz, że możesz liczyć na swojego partnera. Kiedy tego brak, rodzi się żal, frustracja, poczucie, że coś umiera…

Niektórzy mężczyzni mają tendencję do oddalania się (fizycznego i emocjonalnego), kiedy nie czują się komfortowo. Większość kobiet w związku zamyka cały swój świat. Gdy ogarnia nas poczucie samotności, ten świat się wali. Naturalną reakcją jest ewakuacja.

Brak chęci zrozumienia i wsparcia

Wszyscy tego pragniemy: być wysłuchani, poczuć, że ktoś nas rozumie, że stoi po naszej stronie, że jesteśmy z kimś jednością, że nas zaakceptowano, że jesteśmy godne szacunku. O ten szacunek i poczucie, że to, co mamy do powiedzenia jest ważne, bywa trudno. Ba, czasem nawet trudno o tak banalne i  proste akty komunikacji i miłości jak chęć dzielenia się obowiązkami domowymi. Kobiety odchodzą, bo ich mężczyznom nie chce się słuchać i uparcie traktują je jako „pewnik” w swoim życiu.

Brak namiętności

Bliskość fizyczna jest bardzo ważnym elementem miłości. Kiedy namiętność wygasa z zaniedbania, z przyzwyczajenia, z lenistwa, nie ma tu wytłumaczenia. Jest taki moment w życiu, kiedy zdajesz sobie sprawę, jak to, co dzieje się w waszej sypialni przekłada się na wasze codzienne relacje, emocje, na trwałość waszego związku. I nie chcesz już godzić się na „półśrodki”.

Zmiany i brak zmian

Doświadczamy ich stale, w mniejszym lub większym stopniu. Mamy swoje kryzysy, „górki i dołki”. Wszystkie doświadczenia pozostawiają w nas jakiś ślad. Zmieniamy się, choćby „tylko” wtedy, gdy pokonujemy problemy, przezwyciężamy życiowe tragedie i…  tracimy dotychczasową perspektywę. Nagle chcemy czegoś więcej, czegoś innego, nagle okazuje się, że inaczej definiujemy słowo „szczęście”. I że wcale nie jesteśmy tam, gdzie chciałybyśmy być. Zdarza się, że nasz partner nie potrafi zaakceptować tych zmian. Tylko, że my jesteśmy już zbyt daleko, by się zatrzymać, by wrócić do dawnego życia…

Badania dowodzą, że mężczyzni są o wiele mniej „elastyczni” jeśli chodzi o podatność na zmiany. Zdecydowanie bardziej wolą komfort jaki daje im przewidywalność, rutyna. Z wiekiem, rzadziej niż kobiety, odczuwają potrzebę ciągłego rozwoju. I może się zdarzyć, że przestają być dla nas partnerami do rozmowy.

Emocjonalna nieobecność

Kiedy nasz związek przeradza się w taki dziwny twór, gdy już jedynie „trwamy” obok siebie, pojawia się uczucie pustki, którą coraz trudniej wypełnić. Teoretycznie można żyć razem, będąc właściwie osobno, nie szukając porozumienia. Tylko, że choć w związku jesteśmy w stanie znieść wiele, obojętność naprawdę boli. Potrzebujemy partnerstwa, współpracy w tworzeniu relacji, wzajemnego dbania o siebie, ciekawości drugiego człowieka.

Powiecie: rutyna, samotność to jeszcze nie dramat. Są rzeczy dużo gorsze: przemoc, zdrada. To prawda. Żyjemy jednak w takich czasach, kiedy mamy coraz większą świadomość tego, jak ważne jest dla nas poczucie osobistego spełnienia, szczęścia. Kiedy nie ma między nami szacunku, połączenia emocjonalnego i intelektualnego, namiętności, intuicyjnie czujemy, że lepiej nam będzie osobno.


Źródło: powerofpositivity.com

 



Psychologia Związek

To nieprawda, że żeby zniszczyć związek trzeba dwojga i że wina zawsze leży po środku

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
28 października 2019
Fot. istock/Marco_Piunti

„Wina leży pośrodku”. „Nigdy nie jest tak, żeby tylko jedna strona była winna”. Jak często słyszeliście te zdania? Wydaje nam się, że dzieląc odpowiedzialność za rozpad relacji na pół, zachowujemy zdrowy rozsądek i obiektywność. A jednak bywa przecież, wcale nierzadko, że by zepsuć związek, potrzeba tylko jednej, samolubnej osoby.

Ona i On. Związek prawie idealny, na zewnątrz. Bo tak naprawdę, oboje wiedzą, że wszystko się psuje. Ona czuje się zaniedbana, cierpi, ale nie mówi o tym głośno. On pracuje coraz więcej i coraz mniej ma czasu na budowanie tej miłości. Dziwi się, że kobieta, którą kocha, ciągle płacze. Ona jest samotna, on jest zajęty. Coraz gorzej się rozumieją, coraz rzadziej rozmawiają. Coraz ich mniej. Gdyby spytać, czy się nadal kochają, odpowiedzą, że tak, że oczywiście, że nie ma mowy o kimś innym. Ale związek się rozpada.  Po której stronie leży wina? Po jego, bo zaniedbuje ukochaną osobę, czy po jej, bo pozostaje bierna, nie mówi o swoich uczuciach? Czy można mówić o wspólnej odpowiedzialności? Czy to jego egoizm niszczy ten związek czy jej duma?

Oczywiście, każdy jest w jakimś stopniu egoistą, zwłaszcza w miłości. Wszyscy pragniemy być najważniejsi dla ukochanej osoby, najpiękniejsi, najwspanialsi. Wszyscy chcemy być „numerem jeden”. Ten rodzaj egoizmu jest czymś naturalnym. Ale egoizm, który rujnuje najpiękniejszy związek, bo ignoruje potrzeby, pragnienia i uczucia drugiej osoby, ten jest cichym zabójcą miłości.

Ona i on, małżeństwo z dwójką dzieci. Ona się zakochuje, zdradza, ale nie chce odejść, bo boi się, że skrzywdzi męża i dzieci.  Ale on czuje, że coś jest nie tak, że coś się zmieniło w jej stosunku do niej. Odkrywa prawdę. Cierpi, czuje się oszukany, szaleje w bólu. Obwinia ją, ale szuka winy także w sobie. Znajomi mówią: „Chyba zwariowałeś, przecież to tylko i wyłącznie jej wina”. A on ma wątpliwości. Bo skoro szukała miłości gdzie indziej, to znaczy, że nie była z nim szczęśliwa, że coś zrobił źle. Tyle lat małżeństwa, tyle wspomnień, dobrych chwil. Ale jednak, gdzieś ją zawiódł. Czy to słuszny tok rozumowania?

Pamiętajmy, że każdy z nas ma wybór. To, jak kształtuje się nasze życie i relacje z innymi sprowadza się do naszych decyzji i osobistych wyborów. Choć wiele ścieżek może nam się wydać interesujących, kuszących, wspaniałych, nie na każdą wstąpimy, ze względu właśnie, na naszą miłość, na tę drugą osobę. Wchodząc w związek z drugim człowiekiem, składamy sobie deklarację, że przetrwamy, że będziemy o siebie nawzajem dbać. Że będziemy lojalni. Zdrada wszystko to przekreśla. I jasne, są takie sytuacje, gdzie można ją jakoś usprawiedliwić. Ale tam, gdzie, mówiąc brutalnie, partner w żaden sposób sobie na nią nie zasłużył, trudno dzielić odpowiedzialność za rozpad związku na pół.

Terapeuci par wyróżnili listę rzeczy, które może zrobić rzeczywiście tylko jedna osoba, by zniszczyć związek. Znalazły się na niej:

  • traktowanie partnera z pogardą
  • zdrada
  • częste okłamywanie partnera
  • brak dbałości o jego o uczucia
  • prowadzenie podwójnego życia
  • uzależnienia
  • wykorzystywanie partnera (fizycznie, emocjonalnie, słownie, finansowe, seksualne itp.)
  • partner nigdy nie mówi „przepraszam”.

Na liście grzeszków jednego z partnerów, za które nie możemy obciążyć go za rozpad związku, jako jedynego odpowiedzialnego, znalazły się natomiast:

  • walka z chorobami psychicznymi, takimi jak depresja, lęki, zaburzenia dwubiegunowe
  • niechlujność
  • popełnianie błędów
  • nieumiejętność gotowania / prowadzenia domu /wykonywania obowiązków domowych
  • problemy z wyglądem lub poczuciem bycia atrakcyjnym
  • ciągłe tycie lub utrata wagi
  • zapominalstwo lub bycie „nieobecnym” w związku.

Wiecie na czym polega różnica? Na pierwszej liście znalazły się rzeczy, które wypływają z naszych osobistych decyzji. Na drugiej te, które są związane z naszą osobowością. Istnieje zatem wyraźna różnica między typami zachowań partnera, który niszczą związek a tymi, które nie. To sprawa charakteru. Ludzie pozbawieni empatii i uczciwości są kiepskimi partnerami życiowymi. Brak im dojrzałości i współczucia, aby utrzymać długotrwałe, zdrowe relacje z ukochaną osobą. Nie są w stanie zrozumieć uczuć innych – a to podstawowy element pozytywnego, udanego związku.

Charakter to jakość osobista, rozwijana w czasie, zawierająca wartości, przekonania i postawy wobec siebie i innych. Terapia par nie poprawi wad charakterystycznych dla naszego partnera, może pomóc pracować nad jego zachowaniami i decyzjami.  I tak, czasami potrzeba jednej osoby, aby zniszczyć związek. Nie, to nie twoja wina,  jeśli nie jesteś właśnie tą osobą. To, że padłaś ofiarą manipulacji, nie oznacza, że przyczyniłaś się do rozpadu tego związku. Najlepszą rzeczą, jaką możesz zrobić, jest zaakceptowanie rzeczywistości –  odpowiedzialność ponosisz jedynie za własne wybory i zachowania.


Zobacz także

Odeszłam od męża. Chciałabym powiedzieć ci tylko tych kilka rzeczy

Kobiety, które potrafią zrobić sobie dłuższą przerwę od związków są szczęśliwsze

Co jesteśmy winni naszym rodzicom, jeśli nie dostaliśmy od nich dobrego dzieciństwa