Zdrowie

Co zamiast kawy? 5 napojów, które pobudzą cię równie dobrze jak „mała czarna”

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
25 maja 2021
1 z 5

Yerba mate

Fot. iStock

Yerba mate jest określeniem coraz popularniejszego napoju, który zaparza się z suszonych liści drzewa z rodziny ostrokrzewów. Ostrokrzew paragwajski, który naturalnie rośnie w Ameryce Południowej, tradycyjnie służy Indianom do parzenia pobudzającego napoju. Yerba mate jest świetną alternatywą dla kawy. Zawiera w składzie minerały takie, jak wapń, magnez, fosfor i potas. Dostarcza witaminy C i E, witaminy z grupy B ( (B1, B2, B3, B5, B6, B7 i B9), które są naturalnymi antydepresantami. Napój parzony z ostrokrzewu pobudza skutecznie, ponieważ poprawia krążenie krwi, a zawarta w nim kofeina, teobromina i teofilina sprawiają, że po wypiciu yerby stajemy się dłużej pobudzeni, niż w przypadku kawy. Napój dodaje sił, poprawia koncentrację oraz zwiększa wydajność pracy umysłowej.

Aby zaparzyć yerbę, należy wsypać susz do wysokości 2/3 kubka. Liście przesypuje się na jedną stronę, następnie wkłada bombillę (rurkę), a w pozostałą przestrzeń uzupełnia się wcześniej zagotowaną wodą o temperaturze ok. 70 – 80 °C.

Należy pamiętać, że wpicie yerby nie jest wskazane dla kobiet ciężarnych oraz osób z chorobą wrzodową.

PoprzedniNastępny
Zdrowie

Trzy rzeczy, które uratują każdy związek. Zapiski z terapii małżeńskiej

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
25 maja 2021
Photo by Adriana Velásquez on Unsplash
 

On miał kochankę, ona traktowała go jak ojca. Czy ten związek miał jeszcze szansę? Nie byłam przekonana Najpierw zadzwonił on. Powiedział, że musi jak najszybciej umówić z żoną na terapię małżeńską, bo ich związek wisi na włosku. Są razem 20 lat, poznali się w liceum, teraz myśli o rozwodzie, zakochał się w innej kobiecie. Problem jednak w tym, że jego żona nie pracuje, nie jest więc zdolna do samodzielnego utrzymania.

„Musimy popchnąć to w jakąś stronę” rzucił. Zaproponowałam sesję na skypie w czwartek o 19.00. „Nie wiem, czy ona o tej godzinie nie będzie u przyjaciółek! Czy pani zdaniem to normalne, że kobieta zamiast pracować, spędza czas z koleżankami?!” W jego głosie znów zabrzmiała nuta pretensji. Nie skomentowałam, ale czułam, że mężczyzna jest bardzo zły na partnerkę.

Czwartek 19.00 po raz pierwszy. Dialog to podstawa

Zawsze wolę spotykać ludzi osobiście. Szczególnie pary. Już nawet samo wejście do gabinetu wiele mówi o dynamice związku. Kto gdzie usiądzie, jak się zachowuje. Para milczy, uśmiecha się, jedno przejmuje pałeczkę, drugie próbuje ukryć skrępowanie. Tak, zawsze jest skrępowanie, jedni przez to są bardziej zamknięci, drudzy weselsi, rozmowni, chcą wypełnić przestrzeń, nie dopuścić do ciszy.

Marcin i jego żona Ewa mieli koło 36 lat. Mimo, że widziałam ich tylko na ekranie, wyczuwałam ogromne napięcie. Autorem tego napięcia był on. Roznosił sobą całą przestrzeń, dużo mówił, gestykulował. Ewa była cicha, skrępowana. Chciałam, żeby poczuli się bezpiecznie, poprosiłam więc, żeby opowiedzieli, jak się poznali.

„Znamy się od liceum, jesteśmy razem od drugiej klasy” zaczął historię Marcin. Ewa wyraźnie się rozpromieniła, gdy spytałam o przeszłość. Ale, gdy próbowała wtrącić się do opowieści, mąż machał ręką i przerywał. Po kilku takich sytuacjach sama poczułam zdenerwowanie. Dynamika tej relacji nie była trudna do odgadnięcia, to on w tym związku zarządzał. Zaczęłam zastanawiać się, od jak dawna się nie słyszą, i od jak dawna ze sobą nie rozmawiają. Układ był taki: on mówi, ona wypełnia polecenia.

Przez pierwsze spotkanie próbowałam wyciągnąć z Ewy, czego ona potrzebuje w tym związku. On oczekiwał, że ona pójdzie do pracy i stanie się niezależną i samowystarczalną osobą. Ale nie miałam pojęcia, czego pragnie ona.

Romans Marcina nie był tajemnicą. Przyznał się do tego, co więcej, ze szczegółami opowiadał jaka tamta jest. Ambitna, na wysokim stanowisku, sprawcza. Miałam wrażenie, że opowieść o tamtej dobijała Ewę jeszcze mocniej.

Od początku ustaliłam zasady. Na czas terapii Marcin musi przestać widywać się z kochanką. Niezależnie od tego, jak potoczy się dalej małżeństwo Ewy i Marcina, teraz muszą być sami. Poprosiłam też Marcina, żeby dał swojej żonie pięć minut na mówienie, bez przerywania jej. Ludzie nie zdają sobie sprawy, jak bardzo siebie nie słuchają. Są przekonani, że wiedzą, co ta druga osoba chce powiedzieć, albo chcą ją poprawić, bo uważają, że mówi źle, myli fakty. Zapominają, że związek to nie fakty. To emocje. Historię każdy ma własną.

Ewy historia była taka: zakochała się w Marcinie, bo był pewnym siebie liderem, wyróżniał się na tle chłopaków z klasy. Ona była z kolei najlepszą uczennicą. Oboje poszli na zarządzanie, już na studiach Marcin znalazł pomysł na biznes. Ewa na początku bardzo mu pomagała. Miałam wrażenie, że byli zgranym teamem. Gdy firma zaczęła przynosić duże dochody, zdecydowali się na kupno działki i budowę domu. Ewa została oddelegowana do urządzania „gniazdka”, Marcin został w firmie, do której później Ewa już nie miała powrotu.

Czwartek 19.00 po raz drugi. Konieczna jest świadomość obciążeń, z którymi weszliśmy w związek

Nie byli szczęśliwi. To przyznali oboje. On jej nie szanował, ona się go bała. Próbowałam więc zrozumieć, co ich tak bardzo ze sobą trzyma, chciałam też, żeby oni się tego dowiedzieli.

Drugą sesję poświęciliśmy rodzinom, z których pochodzili. Pytałam o relacje z dzieciństwa, najważniejsze zdarzenia. Okazało się, że oboje pochodzą z rodzin alkoholowych. U Marcina alkoholiczką była matka, u Ewy ojciec. Ojciec Ewy był też przemocowy, despotyczny. Moja klientka doskonale więc umiała wpasować się w związek, gdy ktoś nią „zarządzał”. Oczywiście Marcin nie był taki, jak jej ojciec. Miał dużo dobrych cech: opiekował się nią, zapewniał utrzymanie, miał wiedzę i mądrość, która imponowała. Ewa czuła się przy nim bezpieczna. „Jak dziewczynka przy dobrym ojcu” przeszło mi przez myśl. Bo tak było. Marcin zaspokajał potrzeby, których w dzieciństwie nie zaspokoił ojciec. Nawet podczas spotkania za każdym razem patrzyła na niego, jakby oczekiwała aprobaty.

Marcinowi kiedyś imponowało to, że jest dla ukochanej kobiety punktem odniesienia. W końcu poczuł się tym obciążony. Jednak nie do końca. Sam czuł się bezpiecznie w ramionach Ewy, była tak inna od jego niestabilnej matki. Ewa zaspokajała też jego potrzebę władzy, kontroli. I nie musiał się przy niej bać– była cała jego.

Problemem w ich związku szybko stał się brak seksu. Ona nie mogła przecież pragnąć bliskości z kimś, kto miał być ojcem. On szukał partnerstwa, pragnął też mieć kogoś, komu raz na jakiś czas odda kontrolę – tę funkcję spełniła kochanka.

Czwartek 19.00 po raz trzeci. Oboje muszą być gotowi na zmianę

Ewa zaczęła opowiadać, że Marcin bojkotuje każdy jej pomysł pracy. „Bo ona wymyśla jakieś idiotyzmy! A to, że zostanie behawiorystką zwierząt, a to, że założy hodowlę psów rasowych! Albo że będzie robić i sprzedawać biżuterię kobiecą” wyrzucał. Marcin więc chciał, żeby Ewa pracowała, jednocześnie wyobrażał ją sobie tylko w korporacji, na określonym stanowisku. Nie rozumiał, że to jest dla jego żony ograniczające. Pracowaliśmy więc nad tym, żeby zmienił swoje przekonania. Jeśli pragnie, żeby Ewa była wolna i niezależna, musi jej na to pozwolić.

U Ewy ważne było zbudowanie poczucia własnej wartości. Niezależnie od sytuacji. Jest dorosła, nie musi oczekiwać akceptacji Marcina w każdym działaniu.
Ewa miała zrobić krok naprzód, on krok do tyłu.Zrozumieli też, że dynamika ich związku jest przemocowa, ale to działa w obie strony. Ewa często wycofywała się, ustępowała, a potem płakała w ukryciu. W jakimś sensie sama wchodziła w rolę ofiary, godziła się na nią. Pracowałyśmy więc też nad tym, żeby umiała
reagować inaczej, stawiać granice. Na początku „nie” przychodziło jej z trudem. Potem zobaczyła, że za każdym razem czuje się silniejsza. Owszem, wbrew pozorom Marcinowi było trudno z tym nagłym „nie” Ewy. To budziło jego niepokój. Wracaliśmy więc do jego pierwszej potrzeby, pragnął przecież w związku partnerstwa. A partnerstwo polega też na tym, że ktoś odmawia.

Z Ewą i Marcinem rozmawiałam na skypie ponad pół roku. Nie rozwiedli się. Marcin rzucił kochankę. Oboje twierdzą, że ich związek przeżywa teraz renesans.

Konsultacja Marlena Kazoń

Marlena Kozoń

Jest psychoterapeutą par i małżeństw, psychoterapeutą traumy EMDR i Brainspotting.
Ukończyła studia doktoranckie na wydziale psychologii w Polskiej Akademii Nauk w Warszawie, oraz podyplomowe studium psychoterapeutyczne realizowane przez MABOR Centrum Psychologiczno-Medyczne i Centrum Doradztwa i Szkoleń, atestowane przez European Association of Psychotherapy, zaakceptowane przez Polskie Towarzystwo Psychiatryczne, oraz podyplomowe studia z zakresu psychoonkologii w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. Od 2009 r. prowadzi psychoterapię indywidualną, rodzinną oraz psychoterapię par i małżeństw.
W pracy psychoterapeutycznej integruje metody i techniki różnych szkół terapeutycznych, dobierając je pod względem specyfiki problemów pacjenta oraz jego potrzeb i możliwości.
Swoje wsparcie psychoterapeutyczne kieruje do osób, które borykają się z trudnościami emocjonalnymi, cierpią w swoim związku, zmagają się z chorobą, niepłodnością lub kryzysem życiowym i bardzo chcą lepiej poznać i zrozumieć Siebie oraz zaakceptować Swoje własne ograniczenia.
Wierzy w leczący wpływ kontaktu między dwojgiem ludzi, opartego na akceptacji i szacunku oraz w siłę leczącej bliskości.
Prywatnie jest żoną ciekawego mężczyzny i mamą Kostka i Klementyny.

Zdrowie

Czy stare jeszcze powróci? Co zmieniła w nas pandemia?

Redakcja
Redakcja
25 maja 2021
Photo by he zhu on Unsplash
Pandemia i związane z nią obostrzenia sprawiły, że mniej się spotykaliśmy, ograniczając grono znajomych do minimum. Witając się, rzadko dajemy sobie buziaka – od ponad roku szczytem bliskości jest popularny „żółwik”. Nauczyliśmy się dokładnie myć ręce i z pewnością zastanowimy się dwa razy, zanim napijemy się po drugiej osobie z tej samej butelki. Przez ten czas powstały nowe nawyki i inne sposoby spędzania wolnego czasu. Czy stare jeszcze powróci? Co się w nas zmieniło?
Myjemy ręce i nie pijemy z jednej butelki
Z pewnością obecnie Polacy bardziej zwracają uwagę na kwestie higieniczne. Możemy się zastanawiać czy tak popularne kiedyś hasła, jak „daj łyka”, „mogę gryza” czy „daj spróbować” jeszcze powrócą? Wielu z nas jest zdecydowanie bardziej uważnych w tej kwestii i dlatego kosztowanie z cudzego talerza, które jeszcze dwa lata temu było powszechne wśród przyjaciół, dziś może być uznane za nietaktowny wybryk. Często też nie wyobrażamy już sobie wyjścia z domu bez płynu czy żelu do dezynfekcji. Podobnie możemy powiedzieć, że pandemia wygrała dla nas mydło i papier. Teraz nie ogłaszamy już, że w klubie czy na stacji benzynowej znowu nie było mydła – ten produkt w obecnej rzeczywistości jest uzupełniany na bieżąco we wszystkich publicznych toaletach.
Spotykamy się, ale na mieście
Pierwsze dni ponownego otwarcia gastronomii pokazały, że ludzie o wiele chętniej spotykać się będą na zewnątrz, pod tzw. chmurką, niż wewnątrz klubów czy restauracji. Takie miejsca są bezpieczniejsze pod kątem ewentualnej transmisji wirusa, dlatego z pewnością mając wybór, wielu z nas chętniej skusi się na spotkanie ze znajomymi na świeżym powietrzu, niż w zatłoczonym barze. Nauczyliśmy się także formować cywilizowane kolejki – czy obrazek ludzi przepychających się przy barze jeszcze powróci?
Warto zwrócić uwagę, że choć wiele miejsc na nowo się otwiera, to społeczeństwo nadal dba o zachowanie dystansu między sobą. Można zaobserwować, że mimo upragnionego powrotu do większej aktywności społecznej, wciąż unikamy tłumów i bardzo zatłoczonych miejsc. – Nie podlega dyskusji, że większość osób z utęsknieniem czekała na możliwość spotkania się z bliskimi w restauracji czy swobodnego poruszania się po mieście bez maseczek. Pewne jest jednak, że nie zapomnimy tak szybko o nawykach wykształconych podczas pandemii. Dystans społeczny, dezynfekcja rąk czy unikanie zatłoczonych miejsc i skupisk z pewnością będzie nam nadal towarzyszyć – komentuje Anna Grabowska, psycholog z nowo otwartego Centrum Zdrowia Psychicznego we Wrocławiu (ul. Włodkowica 1).
Zweryfikowaliśmy grono znajomych
W okresie zaostrzonych obostrzeń kontakty społeczne zostały ograniczone. Ciekawym zjawiskiem jest to, że podczas pandemii grono osób, z którymi się spotykaliśmy, było zdecydowanie mniejsze niż przedtem, a to w naturalny sposób zweryfikowało jakość naszych relacji. Nie zmienia to jednak faktu, że dla większości były to bardzo trudne miesiące. Rozmowy poprzez komunikatory społeczne dały nam wiele, jednak nigdy nie zastąpią rozmowy twarzą w twarz. Właśnie dlatego społeczeństwo jest spragnione kontaktu – uśmiechów, dotyku, pozytywnych emocji, które towarzyszą spotkaniom. Jednak czy wszyscy tęsknili za tym równie mocno?
Musimy pamiętać, że wśród nas są tacy, dla których mniejsza aktywność społeczna była swego rodzaju oddechem. Mówię o introwertykach, a szczególnie o osobach z fobiami społecznymi czy z agorafobią, którzy po niemal roku dużo spokojniejszego życia znów będą musieli przystosować się do tłumów, hałasów i zdecydowanie większej liczby bodźców, które często są dla nich źródłem ogromnego stresu. Z czasem powrócimy do etapu, w którym lokale  gastronomiczne są pełne, ulice gwarne a ludzi krzykliwi – wtedy weźmy pod uwagę, że nie każdy dobrze odnajduje się w takiej sytuacji – dodaje psycholog Anna Grabowska z Centrum Zdrowia Psychicznego (CM Damiana) we Wrocławiu (ul. Włodkowica 1).
Covid-19 i przebieg pandemii miały jeszcze jeden skutek. Ogromny stres, obawy o zdrowie i o przyszłość sprawiły, że więcej i bardziej otwarcie zaczęliśmy mówić o zdrowiu psychicznym. Korzystanie z pomocy terapeuty przestało być tematem tabu, dzięki czemu pojawiła się większa odwaga, by o problemach mówić głośno i nie wstydzić się ich. Z pomocą specjalisty zdecydowanie łatwiej jest poradzić sobie z trudną życiową sytuacją. Jeśli można mówić więc o jakichkolwiek plusach pandemii, to właśnie większa troska o zdrowie psychiczne jest jednym z nich.

Zobacz także

Pokaż mi swój talerz, a powiem ci czy jesteś szczęśliwa. Akcja „To lato jest Twoje. Pierwszy krok do zmian”

Jagody - właściwości dla zdrowia. Przepis na pierogi z jagodami

Jagody na dobry wzrok i problemy jelitowe. Dlaczego jeszcze warto włączyć jagody do diety?

Dieta „antystresowa”. 6 produktów, które uspokoją skołatane nerwy