Psychologia

Znany psychiatra daje prostą receptę na szczęście. 10 reguł szczęśliwej i żyjącej w harmonii osoby

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
11 lutego 2018
1 z 1

2

7. Kiedy nie masz żadnego celu, nic nie widzisz. Cel wyostrza wzrok

Czy zauważyłeś, że kiedy musisz kupić coś konkretnego, zaczynasz zauważać to wszystko absolutnie wszędzie? Nawet jeśli tego już nie potrzebujesz, zdajesz sobie sprawę, że wciąż tego szukasz. To samo dotyczy twoich celów. Cel jest podobny do ustawienia ostrości w kamerze: jeśli źle ją ustawisz, nie zobaczysz tego, czego naprawdę potrzebujesz.

8.  Jeśli chcesz komuś coś udowodnić, oznacza to, że żyjesz dla tej osoby, a nie dla siebie samego

Jeśli chcesz być szczęśliwy, przestań próbować udowodnić innym, że masz rację. Pomyśl o zasadności jakiegokolwiek dowodu: jest próbą zmiany czyjejś opinii na jakiś temat. Dlaczego tego potrzebujesz? Jeśli żyjesz dla siebie, nie ma sensu udowadniać komukolwiek czegokolwiek.

9. Umiejętność kochania i akceptowania samotności jest oznaką emocjonalnej dojrzałości. Robimy najlepsze rzeczy, gdy jesteśmy sami

Tylko ludzie, którzy nienawidzą siebie, nie mogą znieść samotności. Próbują dołączyć do grupy innych ludzi myśląc, że dzięki temu poczują się lepiej. Osoba, która jest dojrzała psychicznie, wykorzystuje „samotny czas” do samorozwoju i gromadzenia informacji, którymi później może dzielić się z innymi ludźmi. Ważną częścią każdej komunikacji jest nie tylko przyjmowanie, ale także dawanie czegoś, co może być interesujące dla innych.

10. Szczęście jest wtedy, gdy to, czego chcesz, co możesz i musisz zrobić, jest jednym i tym samym

Ludzie są często rozdarci w tych trzech kierunkach: muszą, ale nie chcą; chcą, ale nie mogą… Jedyne, co naprawdę musi zrobić człowiek, to się rozwijać. Reszta jest „bonusem”. Uporządkuj swoje cele i wartości.

 

PoprzedniNastępny
Psychologia

Jakie to ma zresztą znaczenie czym zamartwiam się na codzień? Nawet na rajskiej wyspie można wszystko nagle stracić

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
11 lutego 2018
1 z 1

2

….

26 grudnia 2004 roku 10 metrowe fale tsunami wywołane przez silne trzęsienie ziemi na Oceanie Indyjskim, dwukrotnie uderzyły w Wyspę Ko Phi Phi Don.

Tego poranka nagle wszystko zniknęło.

Wstałam pierwsza. Z tarasu naszego domku widać było lazurowe morze. Zeszłam na dół po kawę. W Polsce w tym czasie był środek nocy. Tutaj morze szumiało jak zawsze. Piłam kawę i w głowie układałam sobie jakiś nowy tekst. Przypłynęła pierwsza łódka.

Nagle zniknęła również uliczka w pobliskiej turystycznej wiosce. Bambusowe budki, straganiki, ich wielofunkcyjność przyprawia o zawrót głowy.
Można tutaj kupić wszystko. Zupkę Tom Yum, smażone krewetki i inne robale, kokosa z przepyszną wodą w środku, rejs łodzią z podwodnym nurkowaniem, klapki Louis Vuitton, gumowy ponton, masaż i dziewczynę do towarzystwa.

Zastanawiam się czy Tajowie lubią rozmawiać o tsunami. To był rok 2004. A przecież mój syn urodził się w 2003. A ja wszystko pamiętam z tego czasu.

Muszą zatem pamiętać.

….

Jest koniec stycznia 2018 roku.
Rajskość naszej wyspy poraża. Piję wino przy barze. Para gejów zapamiętale dyskutuje.

Pola biegnie w moją stronę:
– Mamo, mamo znowu ugryzła mnie ta żółtka rybka.
Ostatnia rzeczy jakiej się tutaj spodziewam to tsunami.

Chciałbym być osobą odważną i żeby świat tak mnie postrzegał. Ale nie do końca jestem. Boję się nurkowania, białaczki, wężów, ortodoksyjnych poglądów i żeby najbliższym mi kochanym osobom nic się nie stało. A czasem całkiem znienacka różne straszne myśli wywołują u mnie nagły oblanie potem.

Jakie to ma zresztą znaczenie czym zamartwiam się na codzień ?

Nawet na rajskiej wyspie można wszystko nagle stracić.


Katarzyna Szota-EksnerKatarzyna  Szota – Eksner prowadzi szkołę jogi Yogasana, współtworzy Sunday is Monday oraz gliwicki Klub Książki Kobiecej. Jak Polska długa i szeroka namawia kobiety do szukania (mimo wszystko!) siły w sobie. Dziewczyna ze Śląska, wegetarianka, felietonistka i feministka.

 

PoprzedniNastępny
Psychologia

„Daj mi szansę, a jeśli się nie uda, będziesz wolna” – mówisz. Ale ja już w to nie wierzę

Listy do redakcji
Listy do redakcji
10 lutego 2018
1 z 1

2

Mówisz: „to egoistyczne, chcieć rozwodu, ja teraz nie będę miał po co żyć”.

A ja myślę, że nie odchodzę „po prostu”. Odchodzę po kilku latach walki i miłości, bardzo trudnej, choć silnej. Miłości do kogoś, kto ma ze sobą mnóstwo problemów, na które ja nie potrafię być lekarstwem. Twoje: „jeśli nie dasz mi szansy nie mam dla kogo żyć” jest tylko kolejnym szantażem, kolejną próbą zagrania na moich emocjach. Bo wiesz, że wciąż cię kocham, że taka miłość nie znika jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Cierpiałam. Bardzo. Płakałam miesiącami zbierając siły na to odejście. Odważyłam się i wciąż walczę o siebie.

Obiecujesz mi, że się zmienisz, że będziesz się starał, że będzie zupełnie inaczej.

A ja myślę, może będzie, przez chwilę. A potem wróci tamto stare, dobrze znane. To, przed czym uciekłam. Krzyk i mój strach i niepewność, czy mi znów czego się nie zabierzesz, czy mnie wpuścisz do mojego własnego domu. Nie umiem ci już zaufać. Nie proś mnie o kolejną szansę.

PoprzedniNastępny

Zobacz także

Myślisz, że nie jesteś szczęśliwa? Na pewno? Sprawdź listę 10 rzeczy, których potrzebujesz do szczęścia

„Nie tylko ty masz problemy”. Czego nie wolno mówić osobie, która ma depresję?

Ile jest prawdy w przeczuciach i czy można im ufać?