Psychologia

Sześć sytuacji, w których nie powinnaś mieć wyrzutów sumienia. Absolutnie i nigdy!

Redakcja
Redakcja
27 września 2021
fot. Kayoko Hayashi/iStock
 

Życie w zgodzie ze sobą wymaga odwagi. Boimy się być postrzegani jako egoiści, dlatego wolimy poświęcać siebie, własne marzenia, życiowe plany. Nadużywamy sił witalnych, naszego zdrowia psychicznego. Dlatego warto uwolnić się od niepotrzebnych wyrzutów sumienia. Inaczej stale będziemy sfrustrowani, będziemy żałować albo wiecznie gdybać o tym, co mogłoby się wydarzyć, gdybyśmy zawalczyły o siebie…

1. Jeśli zmieniłaś zdanie

Zdarzyło ci się obiecać komuś, że coś zrobisz, a potem gdy głębiej i na spokojnie zastanowiłaś się… No właśnie! Doszłaś do wniosku, że nie masz na to najmniejszej ochoty i że zgodziłaś się pod wpływem emocji lub impulsu. Bez zastanowienia! Nawet jeśli kogoś zawiedziesz, a nie jest to sprawa życia i śmierci, masz prawo zmienić zdanie. Również w ostatniej chwili. Po prostu powiedz, że przemyślałaś sprawę i teraz uważasz inaczej i niestety nie będziesz mogła spełnić obietnicy. Zmiana zdania to przecież nie jest grzech! 🙂

2. Jeśli nie poszłaś na ważne spotkanie towarzyskie

Zmuszałaś się kiedyś do tego, bo iść na przyjęcie do najlepszej przyjaciółki, bo przecież jej obiecałaś i ona jest najważniejsza ze wszystkich kobiet dla ciebie pod słońcem i liczy, że będziesz ją wspierać? Zmuszałaś się, by nie sprawić jej przykrości? A tego wieczora akurat padałaś na twarz, ale nie potrafiłaś jej zawieść, więc szłaś. Pamiętaj, zawsze jest cena, którą trzeba zapłacić za działanie wbrew sobie i ponad własne siły. Może nią być tylko to, że będziesz musiała zmuszać się do uśmiechu przez cały wieczór, co oczywiście jest męczące. Ale może też być tak, że nie zważając na własne zasoby sił, przeholujesz, osłabisz swoją odporność i za trzy dni wylądujesz z grypą w łóżku. Jeśli organizm mówi ci: „Stop, nie mam siły” warto mu po prostu zaufać.

3. Jeśli powiedziałaś „nie”!

Do pracodawcy: „Nie, nie jestem w stanie pracować po godzinach”. Do syna: „Nie nie mogę dać ci wyższego kieszonkowego w tym miesiącu”. Do męża: „Nie, nie zgadzam się, byś nie pomagał mi w sprzątaniu, bo tego nie lubisz”. Do matki: „Nie nie jestem w stanie akurat dziś przyjechać i zrobić ci zakupy”. Pisząc te zdania już czuje się mało komfortowo. 😉 Bo wiadomo, od razu w tyle głowy kołaczą się myśli, że szef się wścieknie, że synowi należy się podwyżka, a mąż na serio nie znosi odkurzania, zaś matka naprawdę może mieć pustą lodówkę. Tylko wyobraź sobie, co stanie się z tobą, jeśli każdego będziesz próbowała zadowolić i każdemu powiesz „tak”. Nie dasz rady! Musisz swoim wyraźnym „nie” dbać o siebie. By mieć siły, by mieć dobry humor. By nie stracić swojego potencjału na mówienie ochoczego „tak” – pracodawcy, synowi, mężowi, matce. Ale pod warunkiem, że już będziesz miała na to energię i ochotę.

4. Jeśli nie podpowiedziałaś na wiadomość natychmiast

Dziś komórki brzęczą nam bez przerwy. Różni ludzie co chwilę czegoś od nas chcą. Dobijają się mailem, messengerem, SMS-em, WhatsAppem. Masakra! Nie ma takiego obowiązku, by odpisywać w sytuacjach towarzyskich na każdą wiadomość. Teraz! Natychmiast! Nie odebrałeś? Widocznie nie mogłaś! Trudno, miałaś ważniejsze sprawy. Oddzwonisz, gdy znajdziesz chwilę. A ci, którzy ze swoimi smartfonami się nie rozstają na sekundę, powinni pamiętać, że choć może myślą inaczej, nie mają prawa wywierać presji na znajomych, by czytali wszystkie wyskakujące na ekranach powiadomienia. Dajmy sobie trochę luzu.

5. Jeśli nie dzwonisz do rodziców codziennie

O ile twój rodzic nie jest obłożnie chory, naprawdę nie musisz codziennie dzwonić do niego. Wiele moich znajomych czuje się jednak zobligowanych do takich telefonów, choć kompletnie nie mają na to ochoty. Lepiej spotkać się raz na tydzień lub zadzwonić w momencie, gdy mamy coś ciekawego sobie do opowiedzenia. A jeśli czujesz się szantażowania słowami: ”Obiecałaś! A ja mogę tak czekać do śmierci!”, postaraj się nie złościć, tylko spokojnie wytłumaczyć, że potrzebujesz przestrzeni dla siebie i chcesz mieć poczucie, że twoja mama czy ojciec mają własne życie, a nie wyczekują od ciebie telefonu, jakby był on najważniejszym punktem w ich rozkładzie dnia. To jest nie fair wobec ciebie.

6. Jeśli nie masz ochoty czegoś słuchać

Mistrzami w robieniu takich wyrzutów są… niestety rodzice. Mówią: „Powinnaś studiować medycynę, a nie iść na ASP. Co ty będziesz mieć za zawód po tych studiach? ” Pamiętaj, masz prawo kierować swoim życiem tak, by być szczęśliwym. Niestety często innym wydaje się, że wiedzą, co jest dla ciebie najlepsze. Jeśli jednak masz głębokie wewnętrzne przekonanie, że wybierasz dobrze, żyj konsekwentnie, realizując swój plan i uwolnij się od poczucia winy. Najbliższym jesteś winna szacunek. Nie swoje życie.


Psychologia

To skandynawskie rozwiązanie uratowało życie milionom mam po rozwodach. Genialne w swej prostocie!

Listy do redakcji
Listy do redakcji
27 września 2021
fot. gradyreese/iStock
 

Długo zastanawiałam się, jak to wszystko mam ułożyć. Zrobiłam to intuicyjnie, choć nie miałam pojęcia, że taki model rodziny od lat funkcjonuje już w krajach skandynawskich. W Polsce jest niezwykle rzadki, ponieważ wymaga dysponowania trzema mieszkaniami. Ale po kolei.

Moje dzieci zawsze były dla mnie na pierwszym miejscu

Absolutne numer jeden! Gdyby jakiś nowy facet powiedział mi, że cokolwiek w tej kwestii mu nie pasuje, natychmiast odkręciłabym się na pięcie i poszła w stronę Marianki i Jana. Długo szukałam człowieka, który zrozumie i zaakceptuje ten fakt i nie będzie chciał mnie mieć na co dzień tylko dla siebie. Słowo, spotykałam się z pięcioma, którzy odpadali po kilku tygodniach czy miesiącach. Bo dzieci miały katar, a on chciał iść na piwo. Bo musiałam z Marianką odrabiać matematykę, a on chciał wpaść wieczorem na seks. Albo nie mógł pojąć, dlaczego w weekend planuję się umówić z nim umówić, by pogadać… na placu zabaw.

W końcu trafiłam na portalu randkowym na Michała. O swoich dzieciach powiedziałam mu dopiero na trzeciej randce. On nie ma własnych, a informację o moich przyjął spokojnie. Dziś wiem, że jak między ludźmi pojawi się „coś prawdziwego”, to świat zaczyna im sprzyjać. Z tygodnia na tydzień czułam, że wszystko „toczy się” między mną a Michałem zadziwiająco spokojnie i gładko. Jak to się mówi… rzeczy same się układały.

Jak wyglądała codzienność mojej rodziny przez pierwszy rok spotykania się z Michałem?

Jeździliśmy razem na weekendy, bo oboje kochamy chodzić po górach. Ale traktowaliśmy to zawsze jako czas wyłącznie dla nas dwojga. Nigdy więc nie zabieraliśmy na te wypady dzieci, ani nawet wspólnych przyjaciół. Michał nigdy też u mnie nie nocował. Czasem wpadał z drobnymi prezentami dla córki i syna, pomagał im nawet odrabiać matematykę i fizykę. Zdarzało się, że oglądaliśmy jakiś film i on wychodził. Zazwyczaj tak właśnie wygląda wstęp do budowania rodziny patchworkowej, czyli do zamieszkania wszystkich razem. No właśnie, tylko że ja nie chcę, by Michał z nami kiedykolwiek zamieszkał!

Tu nie chodzi o to, że on jest w jakimś stopniu zagrażający dla moich dzieci, czy że nie nadawałby się na ojczyma. Michał naprawdę jest bardzo fajnym, zrównoważonym, ciepłym, spokojnym, cierpliwym facetem. Marianka i Jan polubili go, bo się nie mądrzy, nie próbuje im ojcować, nie narzuca się i… co tu dużo mówić, zawsze przynosi jakieś drobne prezenty. Tylko, że ja po prostu nie chcę, by moja córka czuła się skrępowana, kiedy on wychodziłby z łazienki. Nie chcę też, by mój syn w jakiś sposób zaczął z Michałem rywalizować. Nie chcę, by kłócili się w trójkę o coś na wakacjach i żebym czuła się odpowiedzialna za godzenie wszystkich z poczucia winy, bo przecież to ja zafundowałam im tę sytuację? Myślicie, że przesadzam?

Oczywiście, nie wszystko w tym naszym układzie przebiegało… idealnie. Pamiętam, że po roku takiego spotykania się, jak przyjechałam do Michała, on nagle powiedział, że już tak dalej nie może, że tęskni i że potrzebuje więcej rozmów ze mną! Więcej seksu! Więcej mnie! Chciał się rozstać, bo nie widział perspektyw, naszej przyszłości. Wystraszyłam się, płakałam i nie miałam pomysłu, jak to rozwiązać. Nie potrafiłam sobie wyobrazić, jak miałabym przeprowadzić taką życiową rewolucję ze względu na moje dzieci. Nagle przed oczami stanął mi obraz konieczności pozałatwiania wszelkich formalności. Musiałabym dogadać się z byłym mężem, by sprzedać dom, w którym mieszkałam z synem i córką, a który formalnie należał do jego matki. By wprowadzić się z dziećmi do Michała, musiałabym zmienić im szkoły. Musielibyśmy wszyscy gnieździć się w dwóch pokojach. Nie wyobrażałam sobie, że znajdę na to wszystko siły. Marianka i Janek na sto procent nie chcieliby zrezygnować ze swoich przyjaciół i przeprowadzić się na drugi koniec miasta. Co to byłaby za walka z nimi! Ile łez! Ile krzyków!

Pamiętam, że tej naszej „ostatniej nocy” rozmawialiśmy do północy, a potem długo kochaliśmy się. Michał zasnął szybko, a ja z otwartymi oczami leżałam i patrzyłam w sufit do świtu. Rano wyszłam od niego przekonana, że to koniec i że w ten oto sposób straciłam wspaniałego faceta. Może stchórzyłam? Zmarnowałam jedyną szansę daną przez los? Oczywiście zrobiłam to dla swoich dzieci! Ale już czułam, że za rok czy dwa pewnie będę tego okropnie żałować. Bo takich facetów jak Michał… to ze świecą szukać.

Na szczęście porozmawiałam o tym z mamą i ona wpadła na genialny pomysł. Dziś wiem, że wtedy intuicyjnie wymyśliłyśmy coś, co się nazywa skandynawskim modelem opieki „gniazdowej”. Polega on na tym, że dziecko mieszka na stałe w jednym mieszkaniu, a rodzice są „dochodzący”. To było dla mnie jak olśnienie. Coś idealnego! Dzieci mieszkają w jednym domu, w tych samych pokojach, nie muszą stresować się, u kogo z rodziców zostawiły podręcznik od geografii, czy spodenki od wuefu. Mają poczucie stabilności. To przecież nie ich wina, że rodzice się rozwiedli. Dlaczego więc to one miałyby ponosić ciężar tej decyzji? Biegać pomiędzy domami, żonglować własnym czasem, przyjaciółmi itp.

Jak teraz funkcjonuje nasza rodzina?

Mieszkam z Michałem dwa dni w tygodniu. Po prostu we wtorki i czwartki jadę do niego prosto z pracy. W tym czasie dziećmi zajmuje się mój były mąż. Po pracy wprowadza się do domu i odrabia z Marianką i Jankiem lekcje, przygotowuje im kolacje, rano „wyprawia” do szkoły. A następnego dnia już ja jestem z nimi. Staramy się też z Michałem co jakiś czas spędzać weekendy razem, tylko we dwoje. Czy mu odpowiada taki związek? Mówi, że tak. A mnie się wydaje, że owszem… to jest dla niego kompromis, ale taki, który daje mu też korzyści. Michał jest osobą spokojną, nieśmiałą, raczej wycofaną. Opowiadał mi, że kiedy był w poprzednim związku, uciekał w góry, by mieć ciszę i spokój. Teraz ma takie dni tylko dla siebie, podczas których – jak czasem się śmiejemy – „żadna baba mu nie truje”.

Czy uda nam się tak funkcjonować długo?

Nie wiem. Nie mam pojęcia. Na razie cieszę się tym, co mamy. Co będzie później? Nie wykluczam, że coś zmienimy. Dzieci rosną, stają się bardziej samodzielne, z roku na rok mniej mnie potrzebują.

Po co napisałam ten list do redakcji Oh!me

Z jednej przyczyny. Chcę dać nadzieję wszystkim samotnym mamom, że szczęście się czasem do nas uśmiecha i że wszystkie nawet najtrudniejsze kłopoty i przeszkody można jakoś poukładać i pokonać. Jeden warunek, trzeba trafić na faceta, który naprawdę się zakocha. Ja szukałam długo. Przyrzekam! Znalezienie Michała zajęło mi pięć lat błędów i pomyłek. Były fatalne randki z Tindera, stracone nadzieje, nieprzespane noce i łzy. Ale udało się. Teraz odpukuję w niemalowane drewno i Tobie czytelniczko też życzę szczęścia. A Ty, nie dziękuj. Wierzymy razem, że się spełni.


Psychologia

Najpierw zadbaj o siebie, potem o innych. 8 pomysłów, jak się nauczyć traktować siebie z większą empatią i miłością

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
27 września 2021
fot. Deagreez/iStock

Usłyszałam kiedyś taką opowieść o człowieku, który starał się wszystkim pomagać, być dla każdego dobrym i uczynnym, że zapominał o własnych potrzebach. Rozdawał więc innym pieniądze, pomagał znaleźć pracę, dla każdego znajdował czas i dobre słowo. No po prostu człowiek ideał!

Tyle że on zapominał o sobie, o własnych marzeniach, odpoczynku dla siebie i ładowaniu swoich baterii. Nic do niego nie trafiało. Ani napominania żony, by się opamiętał, ani nawet fakt, że podupadał na zdrowiu. Dlaczego to robił? Żona twierdziła, że to wszystko, całe to dobro wobec świata, jakie jej mąż miał w sobie, wynikało z jego niskiego poczucia wartości. W środku ten człowiek czuł się niewiele wart i miał niską samoocenę. Robił więc różne rzeczy, by ludzie myśleli, że jest taki wspaniałomyślny i dobry. Po to, by nie czuć się beznadziejnym. A przecież gdyby ten człowiek zadbał o siebie, jego „kubeczek” zawsze byłby pełny. Każdy mógłby się z niego nieco napić. A tak… „kubeczek” w końcu był pusty. Wyczerpały się zasoby i siły tego człowieka. Nikt już się nie mógł z niego napić. Ani bliscy, którzy tego potrzebowali, ani nawet on sam.

Ta historia tak bardzo do mnie przemawia, że odkąd ją usłyszałam, sama pilnuję bardzo, by mój „kubeczek” wewnętrznych zasobów był zawsze przynajmniej do 3/4 zapełniony. Kiedy czuję, że jest w nim za mało sił i energii, staram się go zapełnić. Jak to robię?

1. Jeśli przeczucie mówi mi, że coś jest nie tak, zawracam z tej drogi!

Jeśli wewnętrzne podszepty mojego serca wysyłają sygnały, że droga, którą podążam, jest niewłaściwa, staram się wsłuchać w ten głos. Nie ignoruję go. Wierzę, że racjonalny rozum nie zawsze przynosi mi logiczne rozwiązania. Staram się ufać intuicji. Ona czasem wie lepiej, co powinnam zrobić.

2. Mówię dokładnie to, co mam na myśli

Niestety ludzie nie zawsze chcą usłyszeć, co do nich mówisz. Dlatego warto mówić wprost, bez zbędnych: „Jeśli nie sprawiłoby ci to trudności…”, „Chciałabym, byś zwróciła uwagę…”, „Ja nie chcę sprawiać kłopotu, ale…” Oczywiście to nie oznacza, że masz stawiać sprawy na ostrzu noża, wykłócać się, krzyczeć. Po prostu mów wprost: „Oczekuję, że… ”, „Potrzebuję, byś…”. Nie dostajesz odpowiedzi? Spróbuj jeszcze raz! Ludzie często unikają niewygodnej dla nich odpowiedzi, bo liczą na to, że się poddasz, że spasujesz, że głupio ci będzie prosić o coś jeszcze raz. Chcą wpędzić cię w poczucie winy, byś myślała: „Skoro mi nie opowiada, nie jestem wiele warta i na to nie zasługuję”. Masz dwa wyjścia: nie poddawaj się lub uciekaj od tego człowieka gdzie pieprz rośnie.

3. Stawiam czasem na własne interesy ponad potrzeby najbliższych

To może najtrudniejszy z wszystkich kroków. Dziewczynki od małego uczone są, jak być dobrymi dla innych. Rzadko pokazuje się nam, jak ważny jest zdrowy egoizm i jak opiekować się sobą. Jest takie ćwiczenie, często stosowane przez terapeutów. Wyobraź sobie, że jesteś dzieckiem, którym się sama opiekujesz. Co byś dla tego dziecka dziś zrobiła jako najczulsza matka? Może przygotowałabyś pyszną owsiankę i ozdobiła ją świeżymi aromatycznymi owocami i czekoladą? Może zabrałabyś na basen? A może utuliła w pachnącej czystej pościeli przed snem? Zrób coś dziś dla swojego wewnętrznego dziecka! Bądź dla niego dobra. Jak widzisz, tu nie trzeba wielkich gestów.

4. Przyjmuję komplementy i mówię o sobie dobrze

Kiedy przyjaciółka chwali twoją sukienkę, nie mów: „A to z lumpeksu, trafiła się przez przypadek”. Kiedy szef mówi, że świetnie wykonałaś zadanie, nie spuszczaj wzroku i nie opowiadaj: „Udało mi się”. Przyrzekam, że to jak o sobie mówisz, idzie dalej w świat. I choćbyś była nie wiadomo jak wspaniałą i zdolną sobą, a w słowach zaprzeczała temu, to ludzie będą wierzyć w to, co o sobie mówisz. Niestety! Dlatego, gdy ktoś cię chwali, powiedz: „Dziękuję” i spójrz mu w oczy, bo jesteś warta tych komplementów.

5. Nie boję się powiedzieć „nie”

Nie na wszystko musisz się zgadzać, tylko dlatego, że nie chcesz komuś zrobić przykrości. Pomagaj innym w miarę swoich możliwości, a nie kosztem siebie – swojego poczucia bezpieczeństwa, sytuacji materialnej, własnego zasobu sił. Łagodna asertywność to coś, czego powinniśmy uczyć się od najmłodszych lat.

6. Nie boję się powiedzieć „tak”

Przyjmowanie pomocy i życzliwości, to dla niektórych wielka sztuka. Nie umiemy tego, gdy czujemy, że nie jesteśmy tego warte. Jeśli przyjaciółka postanawia ci postawić w restauracji obiad, bo wie, że nie masz kasy, przyjmij to. Ludzie kochają być życzliwi i po prostu sprawia im to przyjemność, że mogą coś dla ciebie zrobić. Uwierz, jesteś tego warta. A przyjaciele, obdarowując cię, też coś dostają w zamian. Satysfakcję, radość, poczucie sparwczości. Nie czuj się zobligowana, by im natychmiast zadośćuczynić.

7. Odpuszczam to, czego nie mogę kontrolować

Warto umieć odróżnić rzeczy, na które mamy wpływ od tych, które są od nas kompletnie niezależne. Tymi drugimi, nie warto się tak bardzo przejmować. Nie masz najmniejszego wpływu na przykład na to, jak dalej potoczą się losy twojej firmy, która właśnie została sprzedana innej spółce. Masz wpływ natomiast na to, czy zdecydujesz się zostać w firmie, czy też poszukać nowej pracy. Nie trać więc energii na to, czego nie jesteś w stanie kontrolować. Wrzucenie w ten obszar lęku i złości oraz rozmyślania, to zwykła strata energii i zasobów do radzenia sobie ze sprawami, na które masz jeszcze wpływ.

8. Trzymam się z daleka od dramatów i negatywnych emocji

Możesz być empatyczna, ale nie daj się wciągnąć w to, co sprawi, że sama będziesz czuła się źle. Nie biegnij na pomoc całemu światu, nie daj się manipulować wampirom energetycznym, którzy szukają byle jakiego „wolnego słuchacza”, by zrzucić na niego cały ciężar swoich kłopotów. Ty próbujesz im coś radzić, a oni nawet tego nie słuchają. Tylko mówią: jak im źle, niedobrze, jak świat się przeciwko nim sprzysiągł. Widzisz, że to nie ma najmniejszego sensu?! Ludzie muszą radzić sobie sami ze swoimi problemami. Możesz pomóc, ale nie staraj się uzdrowić całego świata.


Zobacz także

Jak się robi „miłość”? Jak wielki gar zupy, z małych i całkiem niepozornych składników

Osiem rodzajów miłości. Poznaj je, by lepiej zrozumieć swojego partnera

Bo Polak nie powinien przed szereg wychodzić… to takie jest polskie, bo niestety amerykańskie to nie jest