Psychologia

Nie traktuj spokojnych chwil jak pustych naczyń, które trzeba napełnić efektami produktywności

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
5 lipca 2022
fot. gremlin/iStock
 

Przypomnij sobie, kiedy ostatnio zdarzyło ci się rozwiązać problem albo uporać się z czymś, co cię dręczyło. Czy udało ci się to natychmiast? Czy przyszło ci się nad tym napocić? Czy może zdarzyło się to przy okazji? Podczas zamiatania podłóg, obierania ziemniaków, spoglądania przez okno? To nie był przypadek. Właśnie w taki sposób ludzki mózg przechodzi w stan spoczynku”, twierdzi Brooke McAlary autorka książki „Dbaj. Jak czule, życzliwie i mądrze zaopiekować się sobą”, Wydawnictwo Literackie. Brooke namawia nas do tego, byśmy nauczyli się odpuszczać, bo dzięki temu rośnie nasz potencjał, nie tylko kreatywności.

„Bez wątpienia większość z nas widziała coś takiego w filmie albo serialu telewizyjnym, ponieważ scenarzyści znają to zjawisko. Bohaterka nie może rozwiązać problemu, zapewne poważnego. Trudzi się, krzywi, odgarnia włosy z twarzy, sprawia wrażenie znękanej i zestresowanej. Wzdycha, siada, wypuszcza powietrze i nieruchomieje. Wygląda przez okno, chwyta jakiś przypadkowy drobiazg z biurka albo tylko patrzy niewidzącym wzrokiem. I nagle… Całkiem znienacka… Siada prosto, jakby przeszył ją prąd, i uśmiech rozjaśnia jej twarz, na której pojawia się wyraz olśnienia. Eureka! Wszystko staje się jasne. Hermiona Granger, Eloise Bridgerton czy Katniss Everdeen (albo jakakolwiek ze wskazanych przez ciebie postaci) wpada na pomysł, który ratuje sytuację i pozwala rozpocząć kolejny akt”, twierdzi australijska pisarka.

Autorka radzi nam, byśmy postarali się zwolnić tempo. Wprowadzić do naszej codzienności niespieszność, nie bali się sennych marzeń i błądzących myśli. Namawia: „Patrzymy przez okno, wykonujemy prozaiczne czynności, nie robiąc przy tym hałasu, bezczynnie siedzimy w pociągu, idziemy na spacer bez celu, siadamy w kawiarni i przyglądamy się ludziom wokół nas. Rozsiadamy się w słońcu, aby na moment pogrążyć się w kontemplacyjnej nicości”.

Warto zaakceptować bezczynność i pogodzić się z la dolce far niente. Warto przestać traktować spokojne chwile jak puste naczynia, które trzeba napełnić efektami produktywności. Brooke McAlary stara się uczyć dostrzegać, że prawdziwym błogosławieństwem tych „luźnych chwil” jest przestrzeń, którą one dają, abyśmy mogli się rozwijać i poznawać siebie.

A jeśli już trochę podszkolimy się w sztuce nicnierobienia, przekonamy się, że leniwe chwile leniwego przynoszą mnóstwo korzyści:

Jeśli masz trzy minuty

  • Rano, zaraz po przebudzeniu poleż trzydzieści sekund, wsłuchując się w dźwięki wokół ciebie.
  • Pozwól myślom błądzić podczas wykonywania prozaicznych czynności, takich jak zmywanie naczyń albo pielenie w ogrodzie.
  • Popatrz przez okno między jedną a drugą rozmową telefoniczną.
  • Kiedy ogarnie cię nuda, oprzyj się pokusie, aby chwycić za telefon, i zamiast tego wsłuchaj się w swoje myśli.
  • Popatrz na zdjęcie albo pamiątkę stojące na twoim biurku i przekonaj się, jakie przywołają wspomnienia.
  • Postój w słońcu i poczuj jego ciepło na plecach.

Jeśli masz pół godziny

  • Usiądź w kawiarni i popatrz na ludzi, podsłuchuj ich i pozwól myślom błądzić.
  • Zdrzemnij się.
  • Poleż na łóżku, nic nie robiąc.
  • Zaparz herbatę i wypij ją na dworze, bez telefonu i książki. Tylko ty, herbata i twoje myśli.
  • Patrz, jak światło przemieszcza się po ścianie salonu w czasie zachodu słońca.
  • Włącz muzykę, usiądź i po prostu słuchaj.
  • Połóż się na trawie i obserwuj chmury.
  • Rozpal ognisko i wpatruj się w płomienie.
  • Posiedź w milczeniu w towarzystwie kogoś, kogo kochasz.

Jeśli masz pół dnia

  • Wybierz się na długi spacer po okolicy, bez celu i telefonu.
  • Rozłóż koc w parku i spędź kilka godzin bez celu, jedząc, czytając, grając albo drzemiąc.
  • Poczytaj tomik poezji i za każdym razem zrób przerwę między jednym wierszem a drugim, rozmyślając o słowach, symbolice i temacie każdego wiersza.
  • Wybierz się na plażę i pospaceruj na mieliźnie.
  • Pojedź na biwak bez książek, gier i innych rozrywek.
  • Zrób użytek ze swojej wyobraźni i przekonaj się, dokąd cię zaprowadzi.

 


Psychologia

Remineralizacja szkliwa – kto i kiedy powinien ją stosować?

Klaudia Kierzkowska
Klaudia Kierzkowska
5 lipca 2022
fot. iStock
 

Pod wpływem szeregu czynników zęby w jamie ustnej ulegają uszkodzeniu. By zahamować ten proces dobrze jest przeprowadzić reminalizację w warunkach domowych. Jednak zdecydowanie lepszą i pewniejszą opcją jest wizyta w gabinecie stomatologicznym. Czym jest remineralizacja szkliwa i kto powinien z niej skorzystać?

Dlaczego szkliwo się niszczy?

Szkliwo to najtwardsza tkanka występująca w organizmie. Składa się ze składników nieorganicznych np. fosforanu wapnia, dzięki czemu jest właśnie tak twarde. Szkliwo to pewnego rodzaju tarcza ochronna. Pod wpływem szeregu różnych czynników szkliwo ludzkich zębów ulega zniszczeniu. Swoją stabilną strukturę traci między innymi pod wpływem kwaśnego pH panującego w jamie ustnej. Zęby narażone są na bakterie, które próbują przedostać się do ich wnętrza. Szkodliwe są również bodźce termiczne i chemiczne czyli kwaśne, słodkie i gorące składniki pożywienia. Wrogiem szkliwa są słodzone napoje gazowane, słodycze, a także mycie zębów po zjedzeniu cytrusów czy zbyt agresywne szorowanie szkliwa. Osłabione szkliwo jest bardziej podatne na próchnicę. Zęby stają się nadwrażliwe i bólem zaczynają reagować na zimne, gorące czy kwaśne potrawy. Taki stan wymaga wdrożenia jak najszybszego leczenia.

Czym jest remineralizacja szkliwa?

Remineralizacja szkliwa to wzmocnienie zębów przy pomocy specjalnych preparatów, w których składzie powinny znaleźć się substancje będące ważnym budulcem zębów tj. jony wapnia, jony fosforanowe i fluor. Remineralizacja jest procesem wiążącym jony wapnia i jony fosforanowe, w wyniki którego ubytki są uzupełniane, a rozwój próchnicy wstrzymany.

Remineralizacja szkliwa u dzieci

Dzieci, podobnie jak osoby dorosłe, narażone są na osłabienie szkliwa, co może doprowadzić do rozwoju próchnicy. Dlatego tak ważne jest, by już po pojawieniu się pierwszego zęba, kontrolować stan jamy ustnej. W przypadku dzieci z zębami mlecznymi do remineralizacja szkliwa można wykorzystać pasy do mycia zębów z fluorem. Dobrze by w składzie znalazł się również wapń. Wybierając preparaty do remineralizacji należy kierować się zaleceniami producenta i szczególną uwagę zwrócić na wiek dziecka.

Zobacz również: Jak prawidłowo dbać o higienę jamy ustnej?

Remineralizacja szkliwa u dorosłych

Tutaj nie ma większych ograniczeń. Warto rozważyć nie tylko zakup pasty odbudowującej szkliwo, ale i tej dokładnie oczyszczającej powierzchnię zęba i mającej działanie przeciwpróchnicze. Pasta do remineralizacji szkliwa powinna zawierać fluor o stężeniu od 1000-1500 ppm. W aptekach i drogeriach dostępne są także wyższe stężenia, zapewniające większą ochronę np. 5000 ppm.

By wzmocnić zęby można pokusić się o zastosowanie sztucznego szkliwa, czyli produktu w formie pasty, który zawiera składniki podobne do tych ukrytych w szkliwie oraz bioaktywne fosforany i wapń. Pastę nakładamy i dokładnie rozprowadzamy na powierzchni zębów. Pozostawiamy na zębach na około 5 minut – składniki aktywne uzupełniają ubytki w szkliwie. Naturalny proces remineralizacja warto wspomóc dietą bogatą w witaminę A i D, a także minerały takie jak fosfor, wapń i magnez. Biały cukier dobrze jest zastąpić jego zdrowszym odpowiednikiem tj. ksylitolem, który nie tylko umożliwia szybsze wchłanianie wapnia, ale i przywraca prawidłowe pH w jamie ustnej.

Remineralizacja u dentysty

Najlepsze i najszybsze efekty przynosi remineralizacja szkliwa przeprowadzona u dentysty, który za pomocą piaskowania dokładnie oczyszcza zęby, a dopiero później przeprowadza fluoryzację. Do wykonania zabiegu wykorzystuje się preparaty zawierające w składzie fluor, jony fosforanowe i jony wapnia. Kolejną metodą jest infiltracja polegająca na wypełnieniu ubytków na zębach żywicą, co zatrzymuje rozwój próchnicy.


źródło: medme


Psychologia

6 etapów powrotu do zdrowia po toksycznych związkach. Zobacz, czy przez wszystkie już przeszłaś

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
5 lipca 2022
Fot. iStock/dudyka

Kaytee Gillis, psychoterapeutka i autorka „Niewidzialnych siniaków”, która pracuje z osobami, które przeżyły traumę rodzinną i społecznością LGBTQ+ wyróżnia sześć etapów zdrowienia po toksycznych związkach, w których doświadczaliśmy przemocy fizycznej lub psychicznej.  Zobacz, czy udało ci się przez nie przejść, albo w którym momencie po rozstaniu teraz jesteś.

W 1969 roku Elisabeth Kübler-Ross opisała 5 etapów żałoby: zaprzeczenie, gniew, negocjacje, depresję i akceptację. Od tego czasu minęło ponad 50 lat, ale psychologowie nadal używają tego schematu, jako ramy do opisu wychodzenia nie tylko z żałoby, ale też z wielu traumatycznych wydarzeniach. Dziś wiemy jednak więcej – np. to, że te etapy mogą przebiegać w różnej kolejności. Niektóre osoby mogą coś pominąć albo powtarzać cykle. Wracanie do poczucia sensu i sprawczości zajmuje im znacznie więcej czasu niż innym.

1. Zwątpienie w siebie, czyli etap ”Czy ja oszalałam?”

Wiele osób wtedy zadaje sobie pytanie: „Czy ja oszalałam, że na to tak długo pozwalałam?”. Bo owszem uświadamiam sobie, że coś nie ma sensu, ale jeszcze nie posiadam wiedzy, co się dokładnie wydarzyło i dlaczego.

Marlena, jedna z moich bliskich przyjaciółek, przerabiała stan zwątpienia w siebie kilka razy. Ciągle męczyło ją pytanie: „Jakim cudem mieszkałam z facetem trzy lata i nie zauważyłam, że jest alkoholikiem? Marlena mówiła mi, że ludzie do niej dzwonili i informowali, że Tomek przychodzi do pracy pijany. A ona nie potrafiła im uwierzyć. Pytała, jak to możliwe, skoro pół godziny temu zamykała za nim drzwi w domu, a potem dzwonił jeszcze z samochodu i wydawał się absolutnie trzeźwy?

Ten czas charakteryzuje pewien dysonans: wiesz już, że coś jest nie tak, ale nadal czujesz potworną dezorientację. Dlatego pytasz siebie: „Czy odejście jest właściwym wyborem? A może tylko wyolbrzymiłam sobie wszystkie dziwaczne wydarzenia?”.

2. Uczenie się, czyli „Szukam odpowiedzi na sto pytań”

To jest etap, na którym starasz się zdobyć wiedzę. Rozmawiasz o tym, co się wydarzyło w twojej miłosnej relacji z przyjaciółmi, szukasz w internecie tekstów, które opowiadają o związkach podobnych do twojego. Pragniesz się uspokoić, pogodzić z myślą, że dobrze zrobiłaś odchodząc. Terapeuci twierdzą, że wtedy właśnie pacjenci często przychodzą do nich z gotowymi diagnozami. Mówią: „u nas odbywała się przemoc narcystyczna”, „jestem ofiarą przemocy psychicznej”, „mam traumę po tym związku”.

Marlena stwierdziła na przykład, że jej partner był notorycznym kłamcą, narcyzem i psychopatą. I dopiero przyjaciele stwierdzili, że samodiagnozowanie nie jest najlepszym pomysłem, że warto, by skorzystała z pomocy fachowca, czyli terapeuty.

„Kiedy coś wydaje się nie w porządku, twój instynkt podpowiada, aby spróbować nadać temu sens, spróbować zrozumieć. Takie zachowanie służy uzyskaniu jasności i zrozumienia, ale może również mieć dodatkowy korzyści płynące z samoukojenia”, twierdzi Kaytee Gillis w „Psychology Today”.

Zobacz także: „Ja bym tak nie mogła”. Dopóki nie będziesz w złym związku, uwierz, nie wiesz nic

3. Początkowe zrozumienie, czyli „To nie moja wina”

W końcu trochę uspakajasz się, zwalniasz tempo poszukiwań zrozumienia i zaczynasz pomału rozumieć swoje doświadczenia. Nawet jeśli nadal pozostaje w tobie ból, smutek i uraza. Ten początkowy przypływ zrozumienia może być uwalniający i uspokajający, bo rzuca trochę światła na sytuację, która początkowo wydawała się bardzo zagmatwana. Zaczynasz czuć, że nie na wszystko miałaś wpływ i że jednak pewne rzeczy były poza twoją kontrolą.

Na tym etapie moja znajoma Marlena powiedziała: „Zaczęłam sobie wybaczać i rozumieć, że nie jestem w tym sama. Wiele kobiet opowiadało mi, że dały się zmanipulować alkoholikom i że podobnie jak ja nie widziały miesiącami problemu”.

4. Uwolnienie się, czyli „Chcę zadbać o siebie!”

To wtedy podejmujesz ostateczne kroki, aby zdystansować się i zerwać kontakt z osobą, która cię raniła. Bo chcesz dbać o swoje zdrowie i bezpieczeństwo psychiczne. To zwykle nie jest łatwe, ponieważ „serce nie sługa”, a partner jednak potrafi manipulować. Jeśli więc decydujesz się na definitywne zerwanie, staraj się rozmawiać z eksem tylko w sprawach naprawdę koniecznych.

Marlena twierdzi, że jej pomogło pisanie SMS-ów: bez emocji i krótko. Wtedy nie dawała się już wciągać w niepotrzebne gierki i pełne manipulacji i wzbudzania poczucia winy rozmowy.

5. Zapanowanie nad chaosem, czyli „Bo moje życie ma sens”.

Na tym etapie nagle zdajesz sobie sprawę z tego, że jedyny sposób na pełne uzdrowienie polega na spojrzeniu na sytuację szerzej i pozbieraniu puzzli, które porozrzucałaś w chaosie.

Marlena zaczęła wtedy odzywać się do przyjaciół, z którymi z powodu Tomka straciła relacje. Przeprosiła i na nowo zbliżyła się z siostrą i resztą dalszej rodziny.

Ważne, abyś umiała przyznać się, że jesteś tylko człowiekiem i masz prawo popełniać błędy. Jeśli znajdziesz osoby, które chętnie z tobą będą chciały spędzać czas, które zaproszą cię na wspólne wakacje, które wypiją z tobą kawę… jesteś uratowana! Bo to oznacza, że możesz się nadal rozwijać, iść do przodu, budować kolejne relacje.

6. Nadawanie znaczenia, czyli „Już wiem, dlaczego mi się nie udało!”

Eksperci, zajmujący się nadużyciami psychologicznymi, twierdzą, że znalezienie znaczenia w swoim doświadczeniu jest istotną częścią procesu leczenia, ponieważ pomaga zrozumieć, jak unikać błędów w przyszłości. Niestety wiele osób, które wchodziły w toksyczne i agresywne związki, powtarza te wzorce raz za razem. Mówią: „To beznadziejne, bo ciągle przyciągam ten sam typ faceta, który mnie dręczy i sprawia, że życie staje się nie do zniesienia”. Dlatego nadawanie znaczenia to etap finalnie najważniejszy, bo tylko dogłębna analiza pozwoli ci wyrwać się zaklętego kręgu.

Pamiętam, że Marlena w pewnym momencie powiedziała: „Teraz już mogę brać facetów w ciemno. Bo gorzej już nie będzie!”. Myliła się. Szybko poznała kolesia, który był hazardzistą i narkomanem. Dlatego wróciła do punktu wyjścia i dopiero po drugim rozstaniu zdecydowała się na przeżycie etapów żałoby i w końcu na terapię, na której dowiedziała się, jakie mechanizmy rządzą tym, że nieświadomie wybiera ludzi, którymi trzeba się opiekować i dlaczego to ją tak bardzo potem rani.

Dziś Marlena jest w zupełnie innym związku. Takim, który z pełną świadomością nazywa — dobrym! Z perspektywy czasu uważa, że niepotrzebnie tak bardzo się spieszyła. Czuła presję czasu, bo chciała szybko zostać mamą. Dlatego nie pozwoliła sobie na sensowne wnioski po pierwszym traumatycznym rozstaniu.


Zobacz także

Separacja - wygodne zaprzeczanie rzeczywistości czy szansa na naprawienie związku?

Separacja – wygodne zaprzeczanie rzeczywistości czy szansa na naprawienie związku?

Nigdy dość dobra… Dlaczego niekochane córki źle wybierają w miłości?

”No to kryzys Ci służy! Oby tak dalej, zazdroszczę!”