Psychologia

„Kocham cię”, „Jesteś dla mnie ważna” lub „Dzięki tobie jestem szczęśliwy”. Dlaczego faceci mają kłopot z wyznaniem miłości?

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
19 sierpnia 2021
fot. olegbreslavtsev/iStock
 

Kiedy mężczyzna słyszy od kobiety „Kocham cię”, bardzo się na to cieszy, choć nie daje tego po sobie poznać, mówi terapeuta Krzysztof Bąk. Dlaczego faceci mają kłopot z wyznaniem miłości?

Wiele moich koleżanek twierdzi, że ich partnerzy nie chcą, nie lubią, unikają mówienia: „Kocham cię” i innych romantycznych i ciepłych słów.

– Tak rzeczywiście jest. Pani koleżanki wcale nie przekłamują rzeczywistości, bo fakty psychologiczne są takie, że mężczyźni w tej sferze czują się po prostu mniej pewni.

Dlaczego więc mają problem z mówieniem o uczuciach?

– Historia rozwoju jest taka, że mniej więcej w trzecim roku życia chłopcy powoli zaczynają budować swoją męską tożsamość i wtedy muszą zaprzeczyć własnym pragnieniom bliskości i zależności od matek. Przez pierwsze trzy, cztery lata życia chłopcy są blisko związani z matkami, podobnie jak dziewczynki, a potem to zaczyna się zmieniać. Chłopiec musi wypiąć tę swoją dziecięcą pierś i powiedzieć: „Teraz już chcę radzić sobie sam”.

Bo bycie mężczyzną w naszej kulturze oznacza bycie kimś, kto potrafi sprawnie rywalizować z rówieśnikami. Kiedyś bardziej chodziło o siłę fizyczną, teraz już pewnie o takie kompetencje sprawnego umysłu. Nie mniej cały czas jest to ten sam kontekst – rywalizacji, zwycięstwa i czucia się pewnie w chłopięcej grupie rówieśniczej.

Potem taki trzylatek przechodzi pod kuratelę taty, którego zachowania bacznie śledzi. Co się wtedy z nim dzieje?

– Najlepiej, gdy w trzecim roku życia ojciec bierze syna za rękę, zabiera go ze sobą na rower, na boisko, na wycieczki i uczy go swojego męskiego świata. Choć muszę powiedzieć, że dziś mężczyźni bardzo się zmieniają i chętniej wchodzą w role opieki wczesnotacierzyńskiej. Widać to wyraźnie w rozmowach w moim gabinecie terapeutycznym – ojcowie w sytuacji rozwodu głębiej niż na przykład piętnaście lat temu – przeżywają sytuację rozdzielenie z małym dzieckiem.

Czego uczy się chłopiec, obserwując ojca i dziadka?

– Ciekawy temat. Od drugiej wojny światowej minęło ponad 70 lat, a ja cały czas słyszę w opowieściach mężczyzn historie, które można wyjaśnić tylko cofając się do doświadczeń jego dziadka. Historia wojenna cały czas w nas wszystkich jest bardzo żywa. Wojna, podczas której mężczyźni czuli lęk zagrożenia życia, nie była czasem, w którym mogli mieć kontakt z miękką, emocjonalną częścią swojej natury. Wtedy głównie liczyła się sprawność działania i pragmatyzm życia codziennego.

Taki wzór funkcjonowania jest nieświadomie przekazywany pokoleniowo: chłopiec wychowywany przez ojca, który zaprzeczał delikatnej stronie swojej natury, najczęściej staje się podobny i w ten sam sposób wychowuje syna. Dziadek nie mówił żonie „kocham cię”, więc często dziś jego wnuk też tego nie potrafi. Chociaż trzeba powiedzieć, że wojna też mocno wpłynęła na kobiety. Przecież „matki wojenne” zostawały z dziećmi same i więcej obowiązków na nie spadało, a to spowodowało, że przyzwyczajały się do samowystarczalności.

Co dalej dzieje się zatem z chłopcem, który dzięki ojcu poznaje męski świat?

– Mężnieje i staje się mężczyzną w rozumieniu naszej zachodnioeuropejskiej kultury, która promuje: zaradność, spryt, sukces w pracy, wspinanie się po szczeblach kariery i stabilność finansową. Ale cały czas jest to budowane na stłumieniu tej emocjonalnej potrzeby, która w świecie dorosłych nazywana jest „miłością”.

Moje koleżanki skarżą się, że mężczyźni w odpowiedzi na zarzut: „Czemu nie mówisz mi, że mnie kochasz?”, słyszą od partnerów: „Ależ przecież ja dziś umyłem ci samochód!” Dlaczego tak jest?

– Bo mężczyźni, choć nie potrafią często tego nazwać, boją się poczuć swoją silną wewnętrzną potrzebę miłości i czułości. Wyobraźmy sobie, że jak chłopiec jest trzylatkiem, to zaczyna budować tamę, która ma zatrzymać to „pragnienie miłości”. Kiedy ma dwadzieścia lat i zakochuje się, to w jego wyobrażeniu ta tama musi zostać przerwana. Pojawia się więc fantazja, że cały rwący strumień tłumionych emocji, może nagle go przytłoczyć. Chłopiec to wszystko przecież powstrzymywał wiele lat. To jest dla niego „ziemia nieznana” i na jej obszarze czuje się niepewnie. A jeśli w dodatku już obudzi w sobie te pragnienia, to jeszcze będzie musiał skonfrontować się z odpowiedzią kobiety. Czy wtedy na pewno pojawi się odwzajemniona miłość?

Ale czemu nasi partnerzy wolą umyć samochód albo naprawić komputer, niż powiedzieć: „Kocham”?

– Mężczyzna jest przecież uczony, że powinien sprawdzać się w świecie działania i zadań, to jest coś konkretnego, co on zna i co rozumie. W tym czuje się bezpieczniej niż w świecie deklaracji emocjonalnej, w którym ogarnia go przerażenie.

Mój przyjaciel twierdzi na przykład, że nie lubi nadużyć słowa „kocham”, bo ono często powtarzane staje się puste i rutynowe. On mówi „kocham” w chwilach wyjątkowych.

– Jeśli mężczyzna musi zrobić wysiłek emocjonalny, by z jego ust padła „deklaracja uczuć”, to ona ma dla niego ogromne znaczenie. To nie jest coś codziennego. Kiedy zaś widzi kobietę, której łatwo przychodzą te słowa, zaczyna się zastanawiać: „No to, jak to jest? Ona mówi to cały czas, że mnie kocha. Ale czy to aby na pewno jest prawda?”. Stąd ta dewaluacja romantycznych słów. Jednak przecież ta łatwość mówienia o emocjach nie oznacza, że kobieta nie ma w sobie uczyć, tylko po prostu, że nie ma problemu z ich okazywaniem.

Dlaczego nam jest łatwiej okazywać uczucia?

– Ponieważ u kobiet rozszczepienie rozwojowe pomiędzy „pragnieniem miłości”, a „sukcesem społecznym” nie musi się zadziać. U kobiet łatwiej się to integruje, a ponieważ jesteście oswojone z ekspresją emocjonalną, to potraficie bardziej spontanicznie i swobodnie o tym mówić. Ja jednak myślę, że mężczyzna, który słyszy „Kocham cię”, to wewnątrz bardzo się na to cieszy, choć często stara się nie dać tego po sobie poznać.

Mam wrażenie, że panowie, którzy zaprzeczają, że tego nie lubią, robią to nie do końca świadomie. To jest rodzaj gry. Mają z tego przyjemność, a jednocześnie krygują się. Zaryzykowałabym jeszcze jedno stwierdzenie, że mężczyźni rzadziej wyznają miłość, ponieważ oni tej czułości i „deklaracji miłości” bardziej potrzebują.

Jestem absolutnie zaskoczona tym stwierdzeniem. Dlaczego bardziej potrzebują czułych słów?

– Ponieważ męski głód w tym obszarze, przez lata zaprzeczony, jest większy niż u kobiet. Z mojego doświadczenia terapeutycznego wynika, że desperacja i męskie tragedie związane z perturbacjami miłosnymi są dużo głębsze.

To znów mnie pan zaskoczył! W jakim sensie pan to mówi?

– Znacznie zdrady, zawodu miłośnego, ale nawet taki fakt, że kobieta przez tydzień nie odpowiada mu na SMS-a, kiedy tworzy się nowa relacja, bardzo mężczyznę boli. On z tego powodu przeżywa często wielkie dramaty.

Na koniec chciałam spytać, co my matki możemy zrobić dla swoich synów, by potem mówili żonom: „Kocham”?

– Powinnyście zaprosić ojców do współpracy w wychowaniu. Bardzo ważne, by dziecko widziało rodziców, którzy mówią do siebie czule i ciepło odnoszą się do siebie. To może być pocałunek, pogłaskanie, gest niekoniecznie nawet definiowany słowami. To wszystko pokazuje chłopcu, że w ramach męskości mieszczą się też takie zachowania. Jest jeszcze druga sprawa: taki stereotyp, że mama jest od przytulenia, a tata od wyzwań sportowych. Gdyby te role zaczęły się zrównywać, byłoby idealnie.

Jeśli chłopiec zobaczy na meczu swoją mamę, która gorąco mu kibicuje i tatę, który po przegranej rozgrywce go przytuli, to łatwiej mu będzie integrować obszar miłości i rywalizacji. Dobrze, by on czuł, że te światy się nie wykluczają. Myślę, że wtedy jego przyszła żona będzie słyszała częściej słowa: „Kocham cię”, „Jesteś dla mnie ważna” lub „Dzięki tobie jestem szczęśliwy”.


Krzysztof Bąk, psycholog kliniczny, psychoterapeuta psychoanalitycznym i analityk grupowy. Studiował na Wydziale Psychologii UW, ukończył podyplomowe czteroletnie szkolenie z psychoterapii w Instytucie Analizy Grupowej Rasztów i Niemieckim Instytucie Psychoanalitycznym w Heidelbergu. Od 9 lat prowadzi własną praktykę psychoterapeutyczną, rozszerzoną o usługi doradztwa psychologicznego w obszarze rozwoju osobistego, zarządzania zespołami i kultury organizacyjnej. Jest współautorem dwóch książek: „Człowiek i Psychologia”, oraz „Psychoterapia Analityczna. Procesy i Zjawiska Grupowe”.

Krzysztof Bąk, fot. Anna Kubiak


Psychologia

7 powodów dla których warto być optymistą!

Redakcja
Redakcja
19 sierpnia 2021
fot. ipopba/iStock
 

21 sierpnia obchodzimy Międzynarodowy Dzień Optymisty. Święto to zostało zainicjowane w… Polsce, a jego celem jest budowanie świadomości nt. wpływu pozytywnego myślenia na nasze życie. Mówiąc wprost – bycie optymistą po prostu nam się opłaca. Poznajcie 7 powodów, dla których warto patrzeć na życie optymistycznie. Opowiada o nich mgr Alina Zyber-Sochacka, psycholog z Centrum Medycznego Damiana.


Optymista to osoba, która potrafi znaleźć pozytywne aspekty niemal w każdej sytuacji. Ponadto jest przekonana, że negatywne doświadczenia nie będą stanem permanentnym, dlatego należy aktywnie poszukiwać skutecznych rozwiązań. Dodatkowo nie skupia się na rozpamiętywaniu problemów, tylko skupia się na działaniu, które pozwala pokonać przeszkody. Wykorzystując znane powiedzenie można stwierdzić, że optymista zawsze widzi „szklankę do połowy pełną”. Jakie korzyści wynikają z takiego podejścia do życia?

1. Optymiści są mniej narażeni na stres

Osoby z nastawieniem optymistycznym, w związku ze swoim sposobem myślenia, żyją w mniejszym poczuciu zagrożenia, a co za tym idzie reakcje fizjologiczne w ich organizmach są bardziej charakterystyczne dla stanu bezpieczeństwa niż lęku. Ciało nie jest nadmiernie, czy niepotrzebnie mobilizowane do pracy, działania, reagowania, a przez to nie jest tak bardzo obciążone hormonami stresu, takimi jak adrenalina czy kortyzol.

2. Optymiści cieszą się lepszym zdrowiem

Pozytywne podejście do życia korzystnie wpływa również na nasze zdrowie. Optymiści zdecydowanie rzadziej zapadają m.in. na schorzenia układu krążenia (choroby serca, nadciśnienie tętnicze). Dodatkowo zmniejszają tym samym ryzyko zachorowania na cukrzycę oraz mają bardziej ustabilizowany poziom cholesterolu we krwi. Warto ponadto wspomnieć, że badania wykazały związek długotrwałego stresu (częstszego u pesymistów) z ogólnym obniżeniem odporności organizmu.

3. Optymiści częściej żyją w udanych związkach

Na pierwszy rzut oka trudno dostrzec korelację między optymizmem a życiem w udanym związku. Jednak życiowi optymiści wykazują większą chęć do rozwiązywania problemów, są bardziej skłonni do zgody, a dodatkowo w przypadku konfliktów aktywniej poszukują porozumienia i rozwiązania sporu.

4. Optymiści są bardziej zadowoleni z pracy i mniej narażeni na wypalenie zawodowe

Satysfakcja z pracy to jeden z ważnych elementów, których oczekujemy w trakcie aktywności zawodowej. I to kolejny dowód, że warto w życiu być optymistą. Osoby te bowiem mniej rozpamiętują ew. porażki czy niepowodzenia, traktując je jako wyzwanie oraz aktywnie poszukują rozwiązania i szans na „rehabilitację”. Ponadto wykazują mniejszą skłonność do narzekania na niedogodności w miejscu pracy.

5. Optymiści łatwiej nawiązują kontakty społeczne

To jedna z najprzyjemniejszych korzyści wynikających z bycia optymistą. Osoby te częściej posiadają zdolność łatwiejszego nawiązywania relacji. Ponadto są zdecydowanie bardziej lubiane w towarzystwie ze względu na pozytywne nastawienie do życia oraz większą otwartość. Dotyczy to również miejsca pracy, a sympatia współpracowników wpływa również na opisane powyżej zadowolenie z życia zawodowego.

6. Optymiści lepiej śpią

Pozytywne myślenie bezpośrednio przekłada się również na jakość snu.
Na pewno każdy z nas doświadczył w życiu sytuacji, gdy pod wpływem silnych emocji, nie mogliśmy długo zasnąć np. rozpamiętując negatywne zdarzenia w danym dniu. I teraz wyobraźmy sobie, że osoby, które pesymistycznie podchodzą do życia taki stan mogą przeżywać bardzo często. To sprawia, że nie tylko śpimy krócej, a także nasz sen jest często przerywany i płytki. W konsekwencji po nieprzespanej nocy nie regenerujemy odpowiednio organizmu, co z kolei negatywnie wpływa na nasze samopoczucie i aktywność w ciągu dnia – mówi mgr Alina Zyber-Sochacka.

7. Optymiści mają wyższe poczucie własnej wartości

Osoby, które wpisują się w definicję słowa „optymista” zazwyczaj posiadają wyższą samoocenę niż pesymiści. Wobec problemów lub niepowodzeń potrafią oni bowiem znaleźć skuteczne rozwiązanie, wykazują większą motywację do działania i lubią podejmować aktywności, które dodatkowo przynoszą im satysfakcję w codziennym życiu np. uprawianie sportu.

To tylko kilka najważniejszych korzyści z bycia optymistą. Dotyczą one zarówno naszego życia prywatnego i zawodowego, dlatego warto każdego dnia zmieniać nasze nastawienie i kształtować w sobie pozytywne myślenie.


Psychologia

8 wyborów, których musi dokonać każdy, kto chce dobrze żyć

Redakcja
Redakcja
19 sierpnia 2021
fot. Moyo Studio/iStock

Życie może być piękną podróżą, szaloną przejażdżką i wielką przygodą. Ale może być również prawdziwym koszmarem, ciągłą walka i twardym nauczycielem. Wszystko zależy od Ciebie. W każdej chwili wybierasz, po której stronie stanąć. Twoje wybory mają wpływ na twój umysł, ciało i duszę, twoją teraźniejszość i twoją przyszłość, osobę, którą się staniesz, a także na ludzi obecnych w twoim życiu. Oto niektóre z wyborów, których musisz dokonać, aby zobaczyć ten świat jako cudowne miejsce, pełne możliwości, życzliwości i miłości.

Nauka dobrego życia może być trudna. Jednak, zaczynając od tych ośmiu kroków, możesz odwrócić swoją perspektywę i zacząć żyć coraz lepiej każdego dnia. Zacznij i jak najlepiej wykorzystaj to, co dało ci życie.

1. Przeszłość zostaw za sobą

Nie będziesz w stanie iść naprzód i cieszyć się tym, co przynosi życie, jeśli utkniesz we wspomnieniach z przeszłości i wciąż będziesz roztrząsać to, co wydarzyło się dawno temu. Uwolnij się od ciężaru przeszłości – puść ją wolno, zostaw tam, gdzie jej miejsce, czyli… w przeszłości.

Często tym, co nas trzyma jest np. śmierć kogoś bliskiego, popełniony w związku błąd, coś co powiedzieliśmy w złości lub zrobiliśmy i to była zła decyzja. Jednak każda z tych rzeczy może dać nam lekcję, jak iść do przodu. Teraz, kiedy już wiesz, czego nie robić, żyj dalej.

2. Nie bierz wszystkiego do siebie

Mamy tendencję do rozkładania na czynniki pierwsze każdego najmniejszego szczegółu naszego dnia. Uważamy, że życie jest niesprawiedliwe, gdy tylko dzieje się coś złego. Ciągle pytamy „dlaczego”, gdy ktoś nas opuszcza. Zawodzimy i poddajemy się. Ale większości z tych rzeczy nie należy brać osobiście. Ludzie odchodzą, kłócą się lub są złośliwi, ponieważ mają własne problemy, są niezrozumiani lub po prostu już cię nie potrzebują. To nie twoja wina.

Popełniasz błędy i zawodzisz, tak. A piękno tego polega na tym, że możesz spróbować ponownie, już bardziej doświadczona i pewna siebie. Tak rodzą się liderzy. Nikt nie odnosi sukcesu od razu. Możesz spotykać złych ludzi, znajdować się w niezręcznych sytuacjach lub stracić coś ważnego. Naucz się patrzeć na wyzwania z poczuciem humoru i lekkością w sercu.

3. Bierz mniej zamiast więcej

W dzisiejszym świecie łatwo jest przesadzić, kupić za dużo, za dużo zjeść, wydać za dużo albo za dużo pracować. Pozbądź się niektórych rzeczy zaśmiecających twój dom, mów mniej, więcej słuchaj, jedz mniej lub zdrowiej i prościej się ubierać.

Wyeliminuj w swoim życiu ludzi, którzy tylko obciążają Cię negatywną energią, nie potrzebujesz ich. Skróć swoją listę rzeczy do zrobienia, skupiając się na najważniejszych rzeczach i porzuć wszystko, co tylko niepotrzebnie zajmuje ci czas, nie dając nic w zamian.

Ograniczając obszary, które czujesz, że mogą zostać ograniczone, możesz stworzyć przestrzeń dla swojego hobby, pasji i ważnych osób w twoim życiu. Więcej nie przegapisz tego, co ważne.

4. Doceń to, co masz

Wdzięczni ludzie żyją wspaniale. Każdego dnia są wdzięczni za to, co mają i są o wiele szczęśliwsi, ponieważ skupiają się na ludziach, których kochają, możliwościach, które są wszędzie wokół nich, rzeczach, które lubią robić, czasie, który mają, miejscu, w którym żyją i ludziach, którzy ich otaczają.

Bycie wdzięcznym nie oznacza ciągłego bycia szczęśliwym. Oznacza po prostu, że potrafisz rozpoznać, że po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój. Oznacza to, że widzisz dobro tam, gdzie nie widzą go inni. Jeśli nie jesteś mistrzynią wdzięczności, nie martw się! Są proste sposoby na rozpoczęcie pracy. Najłatwiej jest założyć dziennik wdzięczności. Zacznij od napisania każdego dnia tylko trzech rzeczy, za które byłeś wdzięczny. Mogą to być osoby, z którymi rozmawiałeś, pozytywne doświadczenie, które miałeś lub otrzymany prezent.

5. Przestań się martwić o przyszłość

Przez ciągłe myślenie o tym, co może się wydarzyć, tracisz chwilę obecną. Martwimy się o jutro, boimy się, że może się zdarzyć coś złego. Staramy się to przewidzieć, przygotowujemy się na wszystko i starannie planujemy. Pamiętajmy, że większość rzeczy w życiu po prostu się dzieje, a jedyne, co możemy zrobić, to cieszyć się tym w pełni i jak najlepiej.

Życie jest pełne niespodzianek i to dobrze. Oczekując najgorszego, komplikujesz je i utrudniasz. Więc odpuść sobie wszystkie te zmartwienia i potrzebę kontrolowania i przewidywania wszystkiego.

6. Uświadom sobie, że jesteś wystarczająca

Tak naprawdę nie potrzebujesz nikogo, aby poczuć się dobrze i zacząć żyć, więc przestań żyć w oczekiwaniu. To tylko kolejna wymówka, która powstrzymuje cię od radzenia sobie samodzielnie. Może być w tobie pustka, ale inna osoba jej nie wypełni. Najpierw musisz naprawić swój związek z samą sobą, wszystko po to, aby zacząć kochać, doceniać i akceptować siebie.

Wiele osób pozwala, by brak romantycznego związku powstrzymywał je od robienia różnych rzeczy, od wychodzenia z przyjaciółmi po wielkie wakacje, które planowali. A przecież wiele z tych rzeczy można zrobić w pojedynkę. Buduj swoją samoocenę i odwagę oraz zaakceptuj, że samotność i bycie sobą to wspaniały dar.

7. Bądź otwarta na nowe możliwości

Możesz naprawdę żyć życiem pełnym wrażeń, jeśli raz na jakiś czas zdecydujesz się wyjść poza swoją strefę komfortu. Podejmuj ryzyko, próbuj nowych rzeczy, rób to, czego się boisz i stawiaj sobie tyle wyzwań, ile tylko możesz. W ten sposób wzrastasz i czujesz się wolna i pełna życia.

Na początek spróbuj powiedzieć „tak” raz w tygodniu jeden nowej rzeczy. Jeśli twój przyjaciel zaprosi cię do wypróbowania tej nowej restauracji w centrum, powiedz tak. Jeśli twoja siostra chce iść do baru karaoke, idź tam i śpiewaj. Jeśli dostaniesz kupon na darmowe zajęcia taneczne, śmiało daj sobie szansę spróbować. Co masz do stracenia?

8. Bądź życzliwa

Bądź miła dla każdego, kogo spotkasz. Bez względu na to, jak cię traktuje, zawsze możesz być uprzejma, uśmiechać się i oferować pomoc. To prawda, że czasem przyczyniamy się do czyjegoś złego nastroju albo ktoś psuje go nam, ale w większości przypadków ta osoba już miała zły dzień. Bardziej niż czegokolwiek potrzebuje miłego słowa lub uśmiechu, a ty możesz jej to łatwo podarować.

Gdy zaczniesz oferować ludziom życzliwość, zdziwisz się, jak szybko wróci ona do ciebie. Nie tylko poprawisz czyjś dzień, ale i sama poczujesz się lepiej.

Postaw sobie za cel mówienie komuś jednej miłej rzeczy każdego dnia. Może to być wysłanie miłego SMS-a do mamy, komplementowanie stroju przyjaciela lub opowiedzenie dowcipu kasjerowi, aby go rozśmieszyć.

 


Zobacz także

3 etapy rozwoju chłopców, o których naprawdę warto wiedzieć, żeby nie być potem beznadziejną teściową. Albo teściem

Nieustannie się o coś martwisz? 10 nieoczywistych cech tych, którzy nadmiernie się zamartwiają

„Kochanie, nie mogę teraz, mama dzwoni”. Gdy matka jest „tą trzecią” w twoim małżeństwie