Psychologia

Dlaczego kobiety nie potrafią o siebie walczyć? Wszystko zaczyna się w głowie, powiedzcie to waszym córkom

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
5 marca 2021
Fot. iStock/SergeyNivens
 

Jeśli chodzi o poświęcanie się, nie mamy sobie równych. Niesiemy pomoc w najbardziej beznadziejnych (nie tylko męskich) przypadkach, nie zważając na koszty własne: ani te emocjonalne, ani materialne. Ale… rzadko kiedy oczekujemy tego samego z zamian, dla siebie. Czyżbyśmy uważały się za mniej ważne, mniej kompetentne, mniej zasługujące na poczucie spełnienia? Przegrywamy życie u boku niewłaściwego partnera, bojąc się odzyskać wpływ na swoją codzienność. Zostajemy przez lata w pracy, w której nas nie doceniają, godząc się na wynagrodzenie nieodzwierciedlające ani naszych obowiązków, ani umiejętności, ani odpowiedzialności, jaką ponosimy. W życiu zawodowym i tym osobistym, przyjmujemy jedynie to, co nam dają. Dlaczego?

Dlaczego kobiety nie potrafią o siebie walczyć?

Nauczono nas, że skromność to najlepsza, „kobieca” cecha

Kiedy mężczyzna chwali się swoimi sukcesami, jest zdobywcą, królem życia, fighterem, wygranym. Kiedy to kobieta mówi o tym co osiągnęła, częściej niż brawa, dostaje podejrzliwe i kpiące spojrzenia, zwłaszcza od tych, którym się „nie udało”, albo nie mają w sobie siły, ani motywacji, by cokolwiek zmienić. Kobieta sukcesu ciągle nam się jeszcze, bardzo stereotypowo, kojarzy z „twardą babą”, kimś wynaturzonym, a nie osobą, która ciężką pracą zasłużyła na uznanie, prestiż i pieniądze. Uczmy nasze córki (i synów też), że sukces jest naturalną konsekwencją ciężkiej pracy i umiejętnego wykorzystania swoich zdolności. Należy się każdemu, kto te cechy posiada.

Nie daje nam się prawa wyboru

„Zostajesz z dziećmi, czy oddajesz je do żłobka?”” „Zmieniasz pracę, bo czujesz, że się wypaliłaś? Nie przesadzaj, dlaczego ryzykujesz?”. „Chcesz od niego odejść, daj spokój, tyle lat byliście razem…”.  Takimi komentarzami odbiera nam się prawo do samodzielnego podejmowania decyzji. Zupełnie, jakbyśmy same nie umiały dobrze wybrać, nie wiedziały, co nas uszczęśliwia. Nie pozwalajmy innym, na ocenianie naszych własnych, osobistych wyborów. Jesteśmy wystarczająco kompetentne i mądre by decydować o swoim życiu. Wiemy, co jest najlepsze dla nas i tych, za których jesteśmy odpowiedzialne. Dlaczego więc dajemy innym, nawet najbliższym, podważać nasze kompetencje, kwestionować nasze wybory? Zaszczepmy w naszych córkach poczucie odpowiedzialności za własne życie, przekonanie, że same potrafią nim pokierować.

Wychowano nas w poczuciu niskiej samooceny, a nie wiary we własne możliwości

Uczymy się najlepiej, pracujemy najciężej, ale ciągle uważamy, że nie jesteśmy wystarczająco dobre. To wina tego, jak nas wychowano. Idziesz na spotkanie o pracę i nie potrafisz zaprezentować pełni swoich kompetencji. W głębi duszy wiesz, że świetnie sobie poradzisz na tym stanowisku, ale boisz się to udowodnić. Mężczyźni? Oni działają „na odwrót”. Brak kompetencji nadrabiają pewnością siebie, przekonaniem, że nieistotne to, czego jeszcze dziś nie umieją, bo przecież wszystkiego można się nauczyć. My wycofujemy się, zamykamy w sobie, nie podejmujemy wyzwania. Pozwalamy życiowym szansom przejść nam koło nosa.

I nie chodzi tu tylko o życie zawodowe. Przyjmujemy gości i naszym największym zmartwieniem jest to, czy ciasteczka będą wystarczająco dobre, czy rozmowa wystarczająco błyskotliwa, atmosfera wystarczająco miła. Zdecydowanie brak nam męskiego luzu i przestrzeni na spontaniczności. A w miłości? Przejmujemy ciężar „utrzymania” związku za wszelką cenę, mimo, że z jego strony brak: szacunku, dobrej woli, chęci i miłości. Ale przecież, męża się nie zostawia… Powiedzmy naszym córkom, że zasługują na wszystko, co najlepsze, że są więcej niż „wystarczająco dobre”.

Umniejszamy sobie, żeby „on się lepiej poczuł”

Zaczyna się już w dzieciństwie. Pobłażanie wobec chłopców, oczekiwania dla dziewczynek. Potem kontynuujemy to w dorosłym życiu. „Jaki on wspaniały, wstaje w nocy do dziecka, a przecież w końcu, to facet…”. „Jak ty to świetnie robisz, ja tak nie potrafię”. „Bez ciebie, nie dam sobie rady, nie potrafię”… Łechtamy męskie ego, hurtowo i detalicznie, nadając prozaicznym gestom znaczenie heroiczne. Nie wymagamy tak, jak wobec siebie.

Jest jeden, jedyny sposób, by to zmienić. Uświadomienie sobie, że w życiu, nie tylko w relacji w partnerem, ale również na rynku pracy, w sytuacjach społecznych, mamy takie same prawa jak mężczyźni. Proste? Dlaczego w takim razie odczuwamy poczucie winy, jeśli wybieramy się na weekend ze przyjaciółką, po całym tygodniu pracy w domu, mając dość opieki nad dziećmi? Dlaczego, kiedy jesteśmy chore, przemęczone, nie kładziemy się na kilka dni do łóżka, tylko dalej dajemy z siebie wszystko, dalej funkcjonujemy na najwyższych obrotach, bo przecież „kto to wszystko ogarnie”. Pomyślmy o naszych córkach – przecież nie tego dla nich chcemy.

Zmiana zaczyna się w naszych domach, w doborze słów, w naszym braku przyzwolenia na lekceważący stosunek do pasji i wiedzy małych dziewczynek. W świadomości naszych partnerów i naszym przekonaniu, że naprawdę zasługujemy na to, co najlepsze. Zupełnie tak, jak mężczyźni. Wszystko zaczyna się w głowie, powiedzmy to naszym córkom.

#Niewidzialne to akcja, którą zaczynamy rok wsparcia kobiet. W marcu będziemy mówić o tym, jak stać się widzialną dla siebie, dla bliskich, dla otoczenia. Zapraszamy Was do tej akcji, piszcie do nas na [email protected] dzieląc się swoimi spostrzeżeniami, historiami i problemami. Wierzymy, że nauczymy się stawać widzialne! Partnerem akcji jest Avon – inicjator kampanii „Niech Cię usłyszą!”, której celem jest zwrócenie uwagi na głos kobiet i ich wsparcie w walce o lepsze życie.


Psychologia

Nie wszyscy muszą brać ślub, nie wszyscy muszą mieć dzieci. Ważne, by mieć świadomość tego, co nas uszczęśliwia

Redakcja
Redakcja
5 marca 2021
Fot. iStock/franckreporter
 

Nigdy nie przypuszczałam, że to się wydarzy. Biorąc ślub, byłam przekonana, że to na dobre i na złe. Że na zawsze. Inaczej nie byłoby sensu go brać, prawda? Decyzja o małżeństwie była naszą wspólną, miłości nie brakowało, naciski ze strony bliskich nas nie dotyczyły. Nie byliśmy za młodzi, nie mieliśmy większych problemów. I oto jesteśmy dwa lata po ślubie, składając pozew o rozwód. Za porozumieniem stron.

Nie uważam tego rozwodu za moją życiową porażkę. Cieszę się, że udało nam się dojść do porozumienia w sprawie rozstania. Nie przestałam kochać mojego męża. Po prostu uważam, że małżeństwo nie jest dla mnie. Że w ogóle nie jest dla wszystkich. Tak jak decyzja o dziecku – nie każdy nadaje się na rodzica, nie każdy nadaje się by być mężem lub żoną.

Przed ślubem byliśmy ze sobą cztery lata, decyzja o zawarciu małżeństwa pojawiła się naturalnie. Przecież to tylko papierek, co miałoby się radykalnie zmienić? Zmienił się mój mąż. To nie tylko wrażenie, że coś przestało być takie jak dawniej. Zmianę odczułam fizycznie – on po prostu przestał się starać o utrzymanie naszego związku. Wydaje mi się, że dla niego małżeństwo było ostatnim etapem relacji, celem samym w sobie. Skoro już obiecaliśmy sobie, że będziemy na zawsze razem, to po co wkładać w ten związek wysiłek? Nie dostawałam już kwiatów bez okazji, ani zaproszeń na kolację, spędzaliśmy czas monotonnie, przed ekranem, oglądając kolejne seriale na Netflixie i rozmawiając o tym, kiedy jest najlepszy czas na dziecko.

Dla niego było to ucieleśnienie marzeń: po latach beztroskiego życia i prawie nieograniczonych możliwości, nadszedł czas na ustatkowanie się. I to dosłownie. Skończyły się wyjścia ze znajomymi i spontaniczne wypady na weekendy. Stawałam się elementem jego układanki, ale wbrew mojej woli. Przed ślubem rozmawialiśmy o tym raczej na spokojnie, bez pośpiechu. Nie czułam presji, umówiliśmy się, że dziecko nie jest priorytetem. Właściwie wciąż nie wiedziałam, czy w ogóle chce być matką i on to akceptował. Czułam, że chodzi mu przede wszystkim o mnie, o nas.

Ślub zmienił jego postrzeganie naszego związku. Przestało być zabawnie, na luzie. Zaczęło się planowanie, na bardzo poważnie. No więc dziecko za rok, bo jeszcze musimy odłożyć trochę pieniędzy. Przedtem remont albo odświeżenie mieszkania. I musimy przedyskutować kwestię twojej pracy- będziesz chciała wrócić do niej od razu po urlopie macierzyńskim? Zatrudnimy nianię, czy twoja mama będzie opiekowała się dzieckiem? Przerażało mnie to, zaczęłam panikować. Czułam się zle, psychicznie i fizycznie, za każdym razem gdy on zaczynał rozmowę o przyszłości naszego związku. Nie rozumiałam dlaczego tak bardzo pragnął czegoś, co jeszcze kilka miesięcy temu zdawało mu się obojętne.

Wkrótce pojawiły się pierwsze konflikty, kłótnie. Staraliśmy się ze sobą rozmawiać, ale jasne stało się, że oboje chcemy czegoś innego. I ta świadomość bardzo mnie raniła. Wiedziałam, że im bardziej on będzie naciskał, tym bardziej ja będę się bronić, uciekać, zamykać w sobie. Atmosfera w naszym związku stawała się coraz trudniejsza do zniesienia. W końcu postanowiliśmy się rozstać. Najpierw na chwilę, na jakiś czas, żeby w spokoju zastanowić się nad tym, czy uda nam się określić jakieś wspólne cele dla naszego związku.

Ten moment wyciszenia bardzo mi pomógł. Zrozumiałam, że nie chcę tak tradycyjnego związku, jakiego pragnął mój mąż. Nabrałam sił i energii, żeby rozmawiać z nim o tym bez emocji. Rozstaliśmy się w zgodzie, ale nie bez emocji. Miłość nie wygasła, ona wciąż się tli.

Dziś nie mamy ze sobą bliskiego kontaktu, ale życzymy sobie wzajemnie jak najlepiej.

 


Psychologia

10 powodów, by zaakceptować to, że nie wszyscy cię lubią. Nie jesteś zupą pomidorową

Redakcja
Redakcja
4 marca 2021
Fot. iStock/PeopleImages

Wszyscy lubimy być kochani, szanowani, podziwiani… Wszyscy lubimy dobrą atmosferę wokół swojej osoby i nie przepadamy za krytyką. Tymczasem w naszym życiu od czasu do czasu pojawiają się osoby, które za nami nie przepadają. (I często jest to uczucie odwzajemnione). Nie ma w tym nic nienaturalnego, ani dziwnego – po prostu nie nadajemy na tej samej fali.

Zaakceptuj to, że nie wszyscy cię lubią, a wiele zyskasz. Świadomość, że nie wszyscy widzą cię w tym samym, pozytywnym świetle:

1. Pozwala ci być sobą

Największą krzywdą, jaką możesz sobie wyrządzić, jest dopasowywanie się, aby zadowolić swoją „publiczność” w danej chwili. Jest to wyczerpujące  i, co ważniejsze, bezcelowe. Nikt nie będzie wiedział, kim naprawdę jesteś- nawet ty.

2. Daje ci siłę, by powiedzieć „nie”

Wierzę, że ludzie mają dobre serce. Kochają jednak sprawdzać granice wytrzymałości innych. Możesz i powinieneś powiedzieć „nie”, kiedy tylko tego potrzebujesz.

3. Sprawia, że czujesz się bardziej komfortowo odkrywając swoje emocje

Czy nie jest dobrze być tam, gdzie właśnie jesteś, bez udawania kogoś innego? Nie chodzi o to, by nie kontrolować silnych emocji, ale o to, by mieć ich świadomość i akceptować je.

4. Twoja szczerość może pomóc innym ludziom

Kiedyś zrobiłam laleczkę voodoo dla mojego nauczyciela z gimnazjum, który był dla mnie surowy. Mimo to, zapamiętałam go jako osobę, która na zawsze zmieniła moje życie, bo była do bólu szczera. Często to właśnie ci, których się boimy lub których nienawidzimy mobilizują nas do tego, żeby starać się bardziej i rozwijać się. Więc nie bój się wyrażać niepochlebnych opinii, o ile są one szczere, oczywiście.

5. Możesz swobodnie wyrażać swoje myśli

Jedną z najwspanialszych rzeczy, jakie możesz zrobić dla kogoś innego, jest wysłuchać go, bez oceniania. Zasługujesz na tę samą życzliwość, ale nie zawsze ją otrzymujesz. Czasem, kiedy będziesz mówić, ludzie będą formułować opinie na twój temat. Rozmawiaj z nimi mimo wszystko. Jesteś wolny

6. Uodpornisz się na stres

Im bardziej się otwierasz, tym więcej uwagi otrzymasz, zarówno pozytywnej, jak i negatywnej. Akceptacja faktu, że możesz być nielubianym pomaga radzić sobie ze stresem.

7. Uczy cię okazywania życzliwości i współczucia bez oczekiwania wzajemności

Nie jest trudno okazywać współczucie komuś, kto traktuje cię z szacunkiem i życzliwością. To, co jest cenniejsze dla twojego rozwoju osobistego, to umiejętność robienia tego, co słuszne, ponieważ jest właściwe, a nie dlatego, że otrzymujesz coś w zamian.

8. Możesz inspirować innych ludzi

Pokaż innym, że można żyć w zgodzie ze swoimi przekonaniami, z szacunkiem dla innych i dla samego siebie. Osoby, które nie rezygnują z siebie i realizują swój własny plan na życie mimo dezaprobaty otoczenia, są bardzo inspirujące.

9. Możesz mądrze wykorzystać swój czas

Jeśli chcesz być lubiany przez wszystkich, istnieje prawdopodobieństwo, że zbytnio się rozpraszasz, próbując uszczęśliwić swoje otoczenie. Musimy rozsądnie wykorzystywać nasz czas, aby się rozwijać i spełniać swoje marzenia, zamiast martwić się o to, jak nas postrzegają inni. Nie marnuj dni, miesięcy i lat. Działaj!

10. Jesteś szczęśliwy

Życie zawsze będzie pewnego rodzaju balansowaniem na krawędzie. Naucz się balansować w spokoju, z czystym sumieniem, z przekonaniem, że postępujesz w zgodzie z samym sobą, że twoje decyzje nie są podejmowane pod wpływem, czy naciskiem innych, ale wypływają z głębi ciebie, z twoich potrzeb.


Zobacz także

http://www.lapjaja.pl/

Trzymaj się mocno i regularnie! #łapjaja

Uczucie pustki w życiu. Jak sobie z nim poradzić?

Uczucie pustki w życiu. Jak sobie z nim poradzić?

10 bardzo brzydkich nawyków, które świadczą o wysokiej inteligencji