Psychologia

8 rzeczy, które powinnaś natychmiast przestać robić w swoim życiu

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
15 sierpnia 2016
Fot. iStock / freemixer
 

Kto stoi na przeszkodzie do naszego szczęśliwego życia? Oczywiście, że my sami. Co byśmy nie myśleli, kogo byśmy nie chcieli obarczyć winą za pasmo nieszczęść, które nas spotyka, to i tak na koniec tego całego łańcucha krzywdzących i raniących jesteśmy my sami. Bo sobie pozwalamy na to, by inny wpływali na nasze życie tym samym ograniczając sobie prawo do szczęścia.

Więc może czas najwyższy z tym skończyć? Bo przecież ile można czekać na szczęście, które nie nadchodzi i zazdrościć go innym?

Do tego, by w końcu być szczęśliwym niewiele trzeba, wystarczy przestać robić tych kilka rzeczy.

Przestań narzekać

Jesteśmy mistrzami narzekania, ale tylko dlatego, że jest to nasza cecha narodowa, nie znaczy, że ty musisz wpisywać się w ten schemat. Narzekanie to widzenie wszystkiego w czarnych kolorach, samych złych rozwiązań lub ich braku. Albo przestaniesz narzekać i zaczniesz widzieć pozytywy różnych sytuacji, albo pożegnaj się z myślą, że kiedykolwiek będziesz szczęśliwa. Poważnie.

Przestań się okłamywać

I zakładać rzeczy, które nigdy się nie zdarzą. Bądź szczera wobec siebie, pomyśl, co chcesz osiągnąć naprawdę, a nie tylko mówić, że dobrze by było coś zrobić. Przykładowo – chcesz awansować w pracy – i bardzo ci na tym zależy, to zacznij ciężko na ten awans pracować, a nie tylko mówić, jakby było super, gdyby się udało.

Przestań udawać

Przede wszystkim kogoś kim nie jesteś, tylko po to, żeby inni cię akceptowali, żeby dostosować się do czyichś wymagań. Hej, jeśli chcesz być szczęśliwa – bądź sobą. To wtedy będziesz mieć wokół siebie ludzi, którzy będą cię akceptować i kochać taką, jaką jesteś naprawdę. Nie musisz być taka, jaką chcą cię widzieć inni. Naprawdę. To twoje życie i twoje szczęście.

Przestań obwiniać innych

Za wszystkie swoje porażki i nieudane próby. Jeśli uważasz, że ktoś jest winny twojego nieszczęścia, to zastanów się, co jest w tobie takiego, że na to pozwoliłaś? A może łatwiej ci obwiniać innych niż zmierzyć się z własnymi błędami? A przecież tylko stając twarzą w twarz z tym, co robisz źle jesteś w stanie się rozwijać, czynić swoje życie lepszym wyciągając wnioski i ucząc się na błędach.

Przestań skupiać się na tym, czego nie chcesz

Ustal swoją listę priorytetów, tego, czego NAPRAWDĘ w swoim życiu chcesz, o czym marzysz i czego pragniesz. A teraz pomyśl, którą z tych rzeczy robisz? Do której dążysz? Często skupiamy się na tym, czego w ogóle nie chcemy wkładając w realizację celów całą naszą energię, co nas w ogóle nie uszczęśliwia. Czas z tym skończyć, poważnie. Szkoda życia.

Przestań stawiać siebie na ostatnim miejscu

Przestań się zastanawiać, co twój mąż chciałby dzisiaj robić, czy twoja teściowa zjadłaby na obiad. Pomyśl, co ty byś chciała i zrób to. Po prostu. Przestań stawiać swoje potrzeby gdzieś na szarym końcu kolejki. Szanuj siebie i twoje prawo do bycia szczęśliwą. Bo jak nie teraz, to kiedy?

Przestań myśleć o przeszłości

To już się stało i już nie wróci. Są tacy, którzy przez całe życie myślą, jak to kiedyś było im dobrze i porównują swoje życie z tym, co było kiedyś. Są też tacy, którzy w nieskończoność analizują, to co się wydarzyło, zastanawiając się, co by było gdyby. Żadna z tych dróg nie jest dobra. Przeszłość to coś, co już było, na co nie mamy wpływu, niczego nie zmienimy. To o czym możemy zadecydować dzieje się właśnie teraz. Czas to zrozumieć.

Przestań źle myśleć o sobie

„Jestem beznadziejna”, „Nic nie potrafię”, „Niczego nie osiągnę” – uwierz z takim nastawieniem trudno szukać szczęścia. To są twoje przekonania na swój temat, które czas najwyższy zmienić. To jest tylko w twojej głowie, to ty tak myślisz o sobie, a nie inni. Zmień swoje myślenie, mów sobie dobre rzeczy – to może wydać ci się sztuczne na początku, ale zobaczysz jak twoje życie zacznie się zmieniać. Trzeba tylko w to uwierzyć.

A na samym początku odpowiedz sobie szczerze na pytanie, czy chcesz być szczęśliwa? Jeśli chcesz, zacznij zmieniać swoje życie. Naprawdę, szkoda marnować czas! Powodzenia!


Psychologia

Czy kiedykolwiek zastanawiałaś się, co twoja prababcia nosiła w torebce?

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
15 sierpnia 2016
Fot. Screen z Youtube/ MODE
 

Kobieca torebka to zagadka dla każdego mężczyzny. Zmieści wszystko, od tych najpotrzebniejszych rzeczy po młotek, wiertarkę i wkrętarkę. Czarna dziura to nic przy naszych torebkach!

Telefon, ogromny portfel z kartami kredytowymi, kosmetyczka i mnóstwo papierów – to mniej więcej standardowe wyposażenie torebki w XXI wieku. Ale czy kiedykolwiek zastanawiałaś się, co w swoich torebkach nosiły nasze babcie, może nawet prababcie?

Mode.com kolejny raz postanowiło zabrać nas w ekspresową podróż przez całe 100 lat. Tym razem skupili się właśnie na kobiecej słabości do wszelkiego rodzaju codziennego bagażu.

A jak przez lata zmieniała się zawartość twojej torebki?


Psychologia

Samotność niesamotna… Wierzę, że ktoś się jeszcze pojawi, bo w moim sercu nadal jest miejsce na wiele rodzajów miłości

Małgorzata Mueldner
Małgorzata Mueldner
14 sierpnia 2016
Fot. iStock / KML_Creative_Group

– Tęsknisz czasem za byciem z mężczyzną? – pyta mnie mój znajomy, który od lat jest kawalerem.

– Chyba tak, ale tylko czasem – odpowiadam i zastanawiam się jak jest z tą tęsknotą.

Bywają chwile, wieczory, weekendy, kiedy rzeczywiście tak bardzo nie chcę być sama. Kiedy marzeniem jest przytulić się do męskiego ramienia, a raczej być przytuloną i tak sobie trwać bezpiecznie. Bywają noce, kiedy chciałabym ogrzać o kogoś zmarznięte stopy – o matko! Te noce dopiero przede mną, wszak póki co jest lato i potrzeba ciepła na szczęście  mniejsza. Ale za to pachnące wieczory, wypełnione magią dźwięków grających świerszczy, ciepłe i tak piekielnie romantyczne, same w sobie budzą naturalną potrzebę bliskości i intymności.  Więc chyba już lepsze te zimne noce i poranki – wszystkie tęsknoty można pokonać zakładając skarpetki i ciepłą flanelową piżamę.

No właśnie, mogę sobie spać, w czym tylko mi się podoba i w misie piżamę też posiadam. Nie przejmuję się zbytnio swoim wyglądem o poranku, a bywa on ostatnio coraz bardziej zaskakujący. Ale co tam – nikt mnie nie ogląda, dom śpi. Poprawiam włosy próbując im nadać jakiś ludzki kształt, ziewam i powoli docieram do kuchni. Przed spiżarnią spotykam kudłate towarzystwo wpatrzone wymownie w drzwi. „ Po prostu je otwórz… najpierw drzwi, a później puszkę” – taki jest jasny przekaz. Zanim jednak nakarmię kocią rodzinę, pokonam sen nastolatka i namówię, by powitał dzień nieco wcześniej niż w południe, pojawia się on. On bez względu na to, jak mało powabna jest moja piżama i powłoka cielesna, zawsze sika na mój widok. Ciekawa jestem, czy jakiś facet tak właśnie na was reagował? Na mnie tylko mój pies.

W każdym razie lubię te swoje „samotne” poranki, z kubkiem kawy, której nikt mi nie przyniósł do łóżka – ile wtedy ominęłoby mnie atrakcji na korytarzach własnego domu! Siadam z tą kawą i cieszę się faktem, że salon zastaję w takim stanie, jak go opuściłam wieczorem, bez porozwalanych gazet i innych szpargałów, że w łazience na podłodze panuje ład, bo syn buduje stosy z ubrań jedynie w swoim pokoju, że nie słyszę ciężkich kroków na deskach wydeptanych w złości w poszukiwaniu czegoś, co „ten ktoś” położył nie wiadomo gdzie i teraz piekli się od rana. Mam spokój, a spokój w pewnym momencie życia, to bardzo cenne zjawisko.

No dobra – z tym spokojem to trochę przesada, bowiem życie pod dachem z nastolatkiem przypomina niekiedy jazdę kolejką górską. Zdarza się, że wrzeszczę w poczuciu bezsilności i wtedy doceniam, że od sąsiadów oddziela mnie nie tylko płot, ale także fosa w postaci rowu i jeszcze szutrowy dukt. Jestem zupełnie niedoskonałą matką, a on jest maksymalnie denerwującym dzieckiem – czyli jesteśmy normalni na ten moment jego i mojego życia. I chociaż kłócimy się straszliwie, to zawsze do siebie wracamy – to jest miłość bezwarunkowa i najcenniejsza.

W mojej „samotności” zaraz po tej miłości jest jeszcze jedna. Wypełnia ją mnóstwo śmiechu, jest bezpieczna i bez niej nie potrafiłabym istnieć. Każda kobieta zasługuje na to, żeby mieć chociaż jedną bliską przyjaciółkę, która wesprze ją zawsze, o każdej porze dnia i nocy. Macie kogoś takiego wokół siebie?  Ja mam, najlepsze na świecie, w tym – jedną, jak siostrę.  Bez nich po prostu wyraz „samotność” musiałabym pisać bez cudzysłowu.

Moja A, chociaż mieszka tak daleko, zawsze jest blisko. Mogę popełniać błędy w życiu, mogę się miotać i co gorsza trwać w głupocie, a ona spokojnie powie: – Nie popieram, ale akceptuję. A później wysłucha po raz kolejny tej samej historii i setny raz powie: – On na ciebie nie zasługuje. To sk*rwiel i dupek. Na ciebie czeka wszystko, co najlepsze, a teraz dasz radę, jak zwykle. Moja A kilka dni później zadzwoni i powie: – Czy nas coś opętało, na stare lata? I będziemy śmiały się do łez, bo oto popełnia te same bzdury, co ja. Moja A napisze wiadomość: „Kocham cię” tak po prostu, bo przeczytała mój tekst i znalazła w nim tyle „mnie”.

„Hej Lalunia! Rowery dzisiaj?” – To moja J. na messangerze, od rana. Na rowery czasem pójdziemy, a czasem nie, bo utkniemy na kanapie.  Ale, kiedy w głowie mamy mentlik, to zawsze idziemy na spacer. Maszerujemy 6, 12 km i wszystko przegadujemy od początku, od punktu wyjścia, który już dawno powinien zostać zamknięty. Zapominamy na chwilę, że jesteśmy mamami, klniemy okropnie i dużo się śmiejemy – zawsze. Ja mówię: – Chyba się zabiję, rzucę z okna sypialni.  J odpowiada: – Masz parterowy dom. Naprawdę nie wiem, jak to dłużej zniosę.

Ale J. zawsze wszystko znosi. Więc dalej rozmawiamy o utraconych miłościach, o bezsensownych romansach, o wielkich planach i małych krokach, ku ich realizacji. A później ona powie: – Przynieś tu koc i śpij na kanapie, obok, bo ta noc jakaś straszna. No i rzeczywiście straszna ta noc, przemykamy się do furtki wyciągamy kluczyk i uciekamy do domu. Straszna ta noc, bo pies nawet nie chce wyjść do ogrodu.

– Wiesz, nie jestem gotowa na żaden związek, chyba wybieram „samotność” – mówi zakopana pod kocem J..

– Jesteś, przekonasz się,  jak przyjdzie – odpowiadam i dodaję – tylko to musi być prawdziwa miłość.

A ona spokojnie zasypia przywalona… moim psem i otumaniona dymem z szałwii, który ma przegonić złe duchy i złe pomysły.

To niezawodny sposób M. na oczyszczenie atmosfery. M. znalazła też sposób na walkę z kamyczkami w przydomowym trawniku. Nie wiem, co ją ostatnio napadło, ale w kółko tylko te kamyczki! Czyści, segreguje i układa. Myślę, że jeśli jeszcze raz usłyszę o cholernym żwirku, to nie wytrzymam. Prawda jest jednak taka, że M jest jedną z mądrzejszych kobiet, jakie znam.  M. jest dobra i ciepła, ma mnóstwo empatii i tak mało wiary w siebie. Jest naprawdę wzorową matką i wielce wyrozumiałą żoną. Podziwiam ją, ale bywa, że nie rozumiem, jak może pozwalać sobie na wszystkie humory męża. Ale M. jest po prostu mądrą kobietą… i być może najsilniejszą z nas wszystkich, tylko sama o tym nie wie.

– A ty tęsknisz za życiem z kobietą? – pytam mojego znajomego.

– Brakuje mi fizyczności kobiety, ale długo jestem sam, przywykłem i lubię ten stan. Widzisz, jesteśmy do siebie podobni – mówi.

– Nie. Nie jesteśmy. Ja wierzę, że ktoś się jeszcze pojawi, bo w moim sercu nadal jest miejsce na wiele rodzajów miłości.

Ważne jest tylko to, żeby ta miłość, która pojawi się zupełnie nowa, lub wróci utracona nigdy nie wyparła i zdominowała wszystkiego, co sprawia, że „samotność” piszecie w cudzysłowie. 


Zobacz także

Dlaczego mówimy „Wszystko w porządku”, choć świat nam się wali?

„Cierp, bo zasłużyłeś” – dlaczego cieszą nas porażki w związkach byłych partnerów?

Poranne treningi i miliony spalonych kalorii. Podsumowanie akcji head & shoulders „Zacznij dzień z czystą głową”