Lifestyle Psychologia

6 zachowań toksycznych ludzi

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
27 sierpnia 2017
4 z 6

Mają swoją strefę VIP

Fot. iStock

Do której wstęp mają tylko oni. Ty powinieneś czekać za czerwonym sznurkiem i korzystać z łaski, że możesz na nich popatrzeć. Tak, oni potrafią zmanipulować tobą tak, że czekasz za linią i podziwiasz. Przegadają każdego. Dla toksycznych ludzi przerywanie komuś w pół zdania to nie powód do zakłopotania – to oczywistość. Przecież to,co sami mówią zawsze jest w ich mniemaniu lepsze i bardziej wartościową.

PoprzedniNastępny
Lifestyle Psychologia

Co dobrego czeka mnie w Polsce? W Niemczech kręci się moje życie

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
27 sierpnia 2017
fot. iStock/Eva Katalin Kondoros
 

Choroba dzisiejszego polskiego społeczeństwa? Emigracja. Na chwilę, na stałe, na długo czy krótko, wyjeżdżamy z Polski na potęgę. Jedni wracają, ale zdecydowana większość zakorzeniła się już w nowym kraju i ani myśli wracać do Ojczyzny. Nie zachęci ich bardziej prestiżowe stanowisko w kraju, bo najczęściej na o wiele niższym za granicą zarobią dwa, o ile nie trzy razy więcej. Trzydziestoletnia Flawia pochodząca z Gdańska, wyjechała do Freiburga za marzeniami, choć bardziej prozaicznym wytłumaczeniem były studia. W tym roku mija jedenaście lat i ani myśli wracać do Polski.

Dlaczego akurat Niemcy? W liceum chodziłam klasy dwujęzycznej z niemieckim. Dzięki temu miałam dyplom językowy, który uprawniał mnie do studiowania u naszych zachodnich sąsiadów. Tak naprawdę na wyjazd zdecydowałam się już w czasie licealnej wymiany. Pojechaliśmy do Freiburga i naprawdę, od razu się zakochałam. Kiedy przyszła pora na wybieranie uczelni, nie wahałam się ani chwilę. Dostałam się w pierwszej grupie i pojechałam w nieznane.

Przed wyjazdem do Niemiec naprawdę wierzyłam, że to moje miejsce. Zgadnijcie, co było dalej! Tak, oczywiście – przez cały tydzień ryczałam, że nie dam sobie rady. Bo tu za trudno z mieszkaniem, tu z ludźmi. No i jeszcze te studia. Niby przyjechałam tu właśnie po to, żeby studiować, a byłam cholernie nieogarnięta. W Niemczech nie dostajesz gotowego planu semestru. Sama musisz sobie dobrać zajęcia, tak żeby pasowały do ogólnego regulaminu studiów. Przez szukanie mieszkania byłam w czarnej dupie z planem zajęć. Na szczęście miałam świetnych profesorów, którzy dbali o nas, studentów zagranicznych i tłumaczyli jak krowie na rowie.

Na początku finansowali mnie rodzice. Nie powiem, było to bardzo wygodne. W pewnym momencie powiedziałam sobie dość i zaczęłam szukać pracy. Zostałam barmanką. To chyba najpopularniejsze zajęcie wśród studentów w Schwarzwaldzie. I tak dni mijały mi na łączeniu studiów z pracą. Aż w końcu pewnego dnia, studia zeszły na dalszy plan. Dlaczego? Powód był tak banalny, że aż boli. Regulamin uczelni pozwala tylko dwa razy podejść do zaliczenia. Wyleciałam ze studiów z hukiem. Płakałam mocno, ale pomimo tego chciałam zacząć nowy kierunek. Myślałam nawet o studiowaniu w Polsce! Złożyłam papiery, ale nie dostałam się na wybrany kierunek. Efekt jest taki, że teraz rzygam na samą myśl o uczelni. To cholernie ogranicza, jakkolwiek zły to przykład dla młodszych.

fot. iStock/Eva Katalin Kondoros

fot. iStock/Eva Katalin Kondoros

Rodzice chcieli mnie koniecznie ściągnąć do Gdańska, ale ja za bardzo cenię swoją niezależność. Skupiłam się na pracy. W pierwszej pracy, tej którą łączyłam ze studiami, szef zabierał nam napiwki. Był naprawdę męczącym człowiekiem. Wytrzymałam dość długo, ale w końcu zaczęłam szukać czegoś innego. W końcu trafiłam do ogródka piwnego, w którym teraz pracuję już siódmy sezon. Zastępuję szefa na urlopie, organizuję. Dwie pierwsze zimy nie miałam drugiego etaty, więc było ciężko i potrafiłam po zapłacenia rachunków wyżyć za 5€ tygodniowo. Nieźle, co? Na szczęście potem zaczęłam pracować w drugiej knajpie czy też raczej w barze studenckim u tego samego szefa, co w ogródku. Najpierw dwa lata w szatni, potem za barem, ale teraz jestem kierownikiem zmiany. Awans, człowieku! Było mi mało, więc od trzech lat pracuje przy imprezach kulturalnych i naukowych. Naprawdę jest dobrze.

Wiele osób pyta, czy nie czuję się gorzej traktowana przez to, że jestem Polką. Jasne, zdarza się, ale myślę sobie, że mogłabym się z tym spotkać także kiedy komuś nie spodoba się, co mam na sobie albo sposób w jaki chodzę. Raz tylko pamiętam sytuację, w której poczułam się naprawdę poniżona. Pani w dziekanacie zasugerowała, że nie zdałam, bo moje umiejętności związane z językiem niemieckim nie były wystarczające. Cóż, niech myśli co chce!

Czy tęsknię? Jasne! Za rodziną, przyjaciółmi, za moim kochanym Gdańskiem. Na szczęście mam kombinację norweską, która pomaga mi w tej tęsknocie. Jeżdżę na zawody, a polski team to ten, z którym trzymam się najbardziej. Z resztą nie ma co ukrywać, jednym z powodów mojego zakochania w Schwarzwaldzie była cudowna skocznia narciarska w Hinterzarten. Stąd mam naprawdę blisko na każde zawody.

Rzeczą, której nauczyłam się od mieszkańców Freiburga jest to, że zawsze i wszędzie da się dojechać na rowerze! Poważnie! Tutaj nie ma znaczenia, jaka jest pogoda, czy masz lat 6 czy 96. Niby Niemcy tacy surowi, a tutaj jest tyle pozytywnej energii. Te rowery to tylko jeden z przykładów. Uwielbiam tu być, ot tak! Nie wiem, co przyniesie życie, ale naprawdę chciałabym tu zbudować swoje życie. I nie, to wcale nie jest tak, że nie chcę wracać do Polski. Chciałabym, ale jak mam to zrobić? Tutaj zarabiam o wiele lepiej. Stać mnie na wszystko, mogę się spokojnie utrzymać, nawet jeżeli moja praca nie jest jakaś szczególna. No i tu mam ten komfort, że mogę iść do lekarza i nie bać się, że będę czekać kilka miesięcy na wizytę. Przykład?Kiedy dorobiłam się mononukleozy, do specjalisty umawiał mnie mój lekarz pierwszego kontaktu. Kilka godzin później miałam był u specjalisty, żeby potwierdzić diagnozę. Ja wiem, w Polsce pewnie też są tacy lekarze, ale umówmy się – trzeba mieć ogromne szczęście, żeby na nich trafić.

Cokolwiek wydarzy się dalej, zawsze będę dumna ze swojego pochodzenia. Jednak to tutaj, w Niemczech kręci się moje życie. Spędziłam tu 11 lat mojego życia, a w Polsce na pewno nie byłoby mi łatwiej. Mam nadzieję, że coś się jeszcze zmieni.


 

 

wysłuchała: Agnieszka Sierotnik


Lifestyle Psychologia

Osiem rzeczy, które dostajemy do innych ludzi i o których powinniśmy zawsze pamiętać

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
27 sierpnia 2017
Fot. iStock/jacoblund

Bywa, że nie chcemy nikomu nic zawdzięczać, być niezależnymi. Kiedy, ktoś nas zrani pytamy samych siebie: „Po co mi właściwie inny człowiek? Przecież poradzę sobie sama. Sama. Sama. Sama. Zosia Samosia, która wszystkim chce udowodnić, że jest samowystarczalna.

Tymczasem im jestem starsza, tym bardziej doceniam ludzi, którzy są obok mnie. Bo wiem, że od tych ważnych dla mnie osób dostaję bardzo dużo, warto nauczyć się to brać, dostrzegać i być wdzięcznym.

Osiem rzeczy, które dostajemy do innych ludzi, a o których często zapominamy

Inspirację

Nic nie inspiruje nas tak bardzo jak drugi człowiek, prawda? Pomyślcie, ile historii znacie, ile usłyszeliście? Ile razy pomyśleliście „kurczę, okazuje się, że można”. Bardzo często zupełnie nieświadomie fakt, że ktoś że osiągnął swój cel, zrealizował marzenie sprawił, że sami też postanowiliśmy spróbować. W końcu nie mamy nic do stracenia, jeśli innym się udało, to czemu nam nie ma się to zdarzyć. Warto być ciekawym innych ludzi, bo często to oni są siłą napędową naszych własnych działań.

Wsparcie

Jasne, że spotykamy tych, którzy nas jedynie krytykują, ranią, są energetycznymi wampirami. Ale im jesteśmy starsi, tym staranniej dobieramy tych, których mamy blisko siebie. Naturalne jest, że pewne osoby odsuwamy od siebie, pewne relacje przestają być dla nas ważne. Zostajemy z tymi, którzy są dla nas wsparciem, na których naprawdę możemy liczyć w różnych sytuacjach. To jest wartość nie do przecenienia, to poczucie, że zawsze jest ktoś, do kogo możemy się zwrócić.

Pomoc

Oprócz wsparcia tak samo ważna dla nas w relacji z drugim człowiekiem jest realna pomoc. Świadomość, że jest ktoś, do kogo możesz zadzwonić w środku nocy i kto przyjedzie choćby się waliło i paliło i pomoże ci w kłopotach. Trudno jest żyć nie prosząc o pomoc, bo w życiu każdego z nas trafia się sytuacja, kiedy najchętniej złapalibyśmy za telefon pytając: „Pomożesz?”

Doświadczenie

Nie jesteśmy w stanie przeżyć wszystkiego, przewidzieć różnych sytuacji. Bardzo często doświadczenie innych pokazuje nam, czego moglibyśmy się spodziewać, jak można było się zachować, postąpić inaczej. Jasne, że nie chodzi o to, żeby uczyć się na błędach innych, ale często te błędy mogą nas ustrzec przed naszymi własnymi. Dlaczego z tego nie skorzystać?

Naukę o nas samych

Obserwując siebie w relacji zdobywamy największą wiedzę na temat nas samych – oczywiście jeśli tylko chcemy nad tym popracować. To jedna z największych wartości – przyglądanie się sobie, swoim emocjom, reakcjom w relacji z drugim człowiekiem. Odpowiadanie sobie na pytania: dlaczego tak reaguję, dlaczego akurat w relacji z tą osobą zachowuję się w ten, a nie inny sposób. Bez ludzi niewiele byśmy dowiedzieli się o sobie.

Zabawę

Jak się dobrze bawić bez ludzi, którzy mają podobne poczucie humoru, z którymi lubimy wyjść na imprezę, umówić się na tańce. No nie da się. Wyobrażacie sobie imprezę w pojedynkę? Tak rzadko przez pryzmat zabawy patrzymy na innych ludzi, a przecież to też istotna część naszego życia. Super mieć znajomych, z którymi możemy umówić się na weekend, żeby spędzić czas na dobrej zabawie. Prawda?

Wspomnienia

Mam przyjaciółkę – od dzieciństwa, wczoraj z naszymi dziećmi oglądałyśmy zdjęcia, jak byłyśmy zupełnie małe. To cudowne mieć dobre wspomnienia z innymi, śmiać się z tego, jakim się było, co robiło. Wzruszać się na myśl o wspólnych przeżyciach. To są takie rzeczy, które rozumiecie tylko z tą drugą osobą. Nie musicie zbyt dużo tłumaczyć, mówić, łączą was rzeczy niewidoczne zupełnie dla innych.

Więź

Najbliżej nam do tych ludzi, z którymi mamy niewidzialną więź, z którymi łączy nas coś nieuchwytnego, co trudno nazwać, ale co sprawia, że nieustannie do siebie wracamy. To ci, z którymi możemy przez pół roku, a czasami nawet kilka lat się nie widzieć, nie rozmawiać, ale kiedy się w końcu spotykamy, jest tak, jakbyśmy widzieli się wczoraj. I zawsze niezmiennie nas to zadziwia i wdzięczni jesteśmy za to, że ktoś taki w naszym życiu jest. Kto przyjmuje nas takimi jakimi jesteśmy, akceptuje nas, przy kim nie czujemy się spięci, wręcz przeciwnie – wiemy, że nie dziwią go nasze dziwactwa.

Rozejrzyjcie się, zobaczcie, co dostajecie od innych ludzi, a może dzisiaj warto zadzwonić i umówić się z jedną z ważnych dla nas osób po prostu na kawę?


Zobacz także

Potrafisz rozwiązać tę zagadkę? Kto jest mordercą?

A może do mnie w tym roku Wielkanoc nie przyjdzie? Wam też brakuje na nią czasu?

perrfumy

Szukasz idealnych perfum ? Sprawdź, jak je kupować i który z zapachów do ciebie pasuje