Listy do redakcji

„Spójrz na mnie tak, jak 10 lat temu…”. 💌 Akcja „List do męża”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
2 grudnia 2016
Fot. iStock / Solovyova
 

Mężu mój,
Ostatnio między nami nie układa się najlepiej. Więcej nas dzieli niż łączy. Tak wiele wypowiedzianych przykrych słów utworzyło między nami mur.

I pogubiłam się trochę…

Wiem, że to ja dolewam oliwy do ognia. Ja się czepiam, ja szukam dziury w całym. Nie czuje się już sobą… Kiedy patrzę na siebie widzę nieatrakcyjną i bezwartościową kobietę. Najchętniej potłukłabym wszystkie lustra żeby nie patrzeć na ten obraz nędzy i rozpaczy. Długo walczyłam o nas. Starałam się. Dbałam o to, żeby w domu było czysto i ciepło. Żebyś chętnie do niego wracał.
Nie wiem czy to brak czasu, czy rutyna sprawiała, że szybko przestałeś zauważać te wszystkie rzeczy… I chociaż jesteśmy razem, to mam wrażenie, że tylko obok siebie.

Ty masz swoje życie i swoje sprawy.

Czas spędzany wspólnie ogranicza się tylko do podziału obowiązków… Ja sprzątam i nadrabiam zaległości  z całego dnia, a Ty w tym czasie zajmujesz się dzieckiem.

Kochany mój! Powalczmy o nas! Proszę!

Spójrz na mnie tak, jak 10 lat temu, kiedy to pierwszy raz pojawiłeś się w moim życiu! Spraw abym poczuła się tak cudownie jak w dniu ślubu lub wtedy, kiedy dowiedzieliśmy się, że będziemy rodzicami! Znajdźmy choć chwile tylko dla siebie. Pójdźmy na spacer… Kiedyś tak bardzo to uwielbialiśmy…

Jesteś wspaniałym, wartościowym człowiekiem. Kiedy patrzę na Ciebie czuje wdzięczność za to, że pojawiłeś się w moim życiu, że razem mamy wspaniałego synka…

Tak bardzo Cię kocham… I boje się, że Cię stracę! Że ta moja frustracja, brak wiary w siebie doprowadzi Cię do granic wytrzymałości… Że po raz kolejny w swoim życiu stracę poczucie bezpieczeństwa.. Że przestanę być potrzebna…

Kochany mój, kocham Cię najmocniej na świecie! I co by się w naszym życiu nie stało pamiętaj, że jesteś dla mnie wszystkim!

Twoja na zawsze K.

linia 2px

AKCJA „LIST DO MĘŻA”

ZADANIE KONKURSOWE: Napisz list do swojego męża partnera o tym, jak bardzo go kochasz i wyślij na adres [email protected] dołaczając oświadczenie:

Oświadczam, że jestem autorem nadesłanej pracy konkursowej oraz wyrażam zgodę na jej publikację przez portal Oh!me.
Wyrażam zgodę na wykorzystanie i przetwarzanie przez Organizatora swoich danych osobowych uzyskanych w związku z organizacją Konkursu, wyłącznie na potrzeby organizowanego Konkursu, zgodnie z przepisami Ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2002 r., Nr 101, poz. 926 z późn. zm.).

NAGRODY:

5 autorów najpiękniejszych listów nagrodzimy świątecznymi zestawami kosmetyków „Dla niego” i „Dla niej” marki Eveline.

5 x zestaw „Dla niej” składający się z:

SKIN ACTION BOOSTER Serum – koncentrat 12% bioaktywna witamina C

P_piel_sab_serum

SKIN ACTION BOOSTER – Lekki hydro-krem intensywnie nawilżający 30+

P_piel_sab_krem 30

Oils of Nature – LUKSUSOWY SUCHY OLEJEK + SERUM ODMŁADZAJĄCE DO TWARZY I CIAŁA

P_piel_OILS-OF-NATURE_suchy-olejek_serum_odmladzajace

 5x zestaw „Dla niego” składający się z:

MEN X-TREME  – MULTIFUNKCYJNY KREM EKSTRAMALNIE NAWILŻAJĄCY

P_piel_mxt_krem nawilzajacy_200 ml

MEN X-TREME – NAWILŻAJĄCY ŻEL PO GOLENIU

P_piel_mxt_zel po goleniu

MEN X-TREME – ŻEL POD OCZY ROLL-ON

P_piel_mxt_roll-on

Konkurs potrwa od 23.11.2016 do 07.12.2016 roku, a wyniki ogłosimy do 17. 12. 2016 roku.

Regulamin konkursu znajdziesz TUTAJ.

 


Listy do redakcji

12 filmów, które zmienią twój sposób patrzenia na życie

Karolina Krause
Karolina Krause
2 grudnia 2016
12 filmów, które zmienią twój sposób patrzenia na życie
For. iStock/gilaxia
 

Są takie filmy, które kryją w sobie tyle prawdy, że zmieniają nasz sposób patrzenia na życie. Rewidujemy wtedy nasze poglądy i dochodzimy do wniosku, że może coś należałoby zmienić, naprawić, docenić? A wspólne spędzanie czasu razem przed telewizorem, pozytywnie wpływa na nasze relacje z bliskimi. Jeśli więc nie macie jeszcze planów na dzisiejszy wieczór, może zainspiruje was, któraś z naszych filmowych propozycji:

„Captain Fantastic” (2016)

W roli tytułowego kapitana zobaczymy Viggo Mortensena, który wcielił się w rolę ojca sześciorga dzieci. Samotnie wychowuje je z dala od zgiełku cywilizacji, jednocześnie wymagając od nich bardzo wiele na polu fizycznym i intelektualnym. Gdy zostaje zmuszony do opuszczenia domu, udaje się w podróż, która podważy jego pomysł na bycie rodzicem i przyniesie mu sporo wątpliwości w tej kwestii. To przepiękny film o relacjach między ojcem a dziećmi, o wciąż aktualnych problemach, o trudach rodzicielstwa XXI wieku. Naprawdę warto go obejrzeć, może nawet z całą rodziną? Choć oficjalnie film przeznaczony jest dla dzieci powyżej 16 roku życia, z opinii wielu rodziców wynika, że mogą go obejrzeć nawet dzieci w wieku 11/12 lat. Wszystko zależy od tego jak podejdziemy do sprawy. A co najważniejsze skłania do międzypokoleniowej dyskusji na temat wielu kluczowych w naszym życiu kwestii. Takich jak edukacja, śmierć bliskiej osoby czy seksualność.

„W pogoni za szczęściem” (2006)

Na szczęście trzeba czasem bardzo zapracować, a ten film jest na to żywym dowodem. To, oparta na faktach, opowieść o ciężkiej pracy, zaangażowaniu i miłości do syna. Historia borykającego się z przeciwnościami losu Chrisa Gardnera (w tej roli nominowany do Oscara Will Smith) i jego rodziny. Kiedy Linda (Thandie Newton), matka 5-letniego Christophera (Jaden Smith) ugina się pod ciężarem finansowych trudności i opuszcza rodzinę, mężczyzna musi poradzić sobie ze znalezieniem dobrze płatnej posady oraz zapewnieniem dziecku dachu nad głową. Po wielu próbach Chris otrzymuje propozycję odbycia stażu w prestiżowej firmie brokerskiej. Okazuje się, że praca stażysty nie jest płatna, mimo tego postanawia wszystko zaryzykować….

„Choć goni nas czas” („The Bucket List”, 2007)

„The Bucket List” to wzruszający film o jednym ważnym przesłaniu: Żyje się tylko raz, więc jeśli musisz odejść, zrób to w dobrym stylu! I to właśnie postanawiają zrobić dwaj chorzy na raka faceci, którzy poznali się w szpitalnej sali – wybuchowy miliarder (J. Nicholson) oraz mechanik (M. Freeman). Gdy dowiadują się swoim losie, układają listę rzeczy, które chcą zrobić zanim kopną w kalendarz. I wyruszają w podróż dookoła świata, aby przeżyć przygodę swojego życia. Dwie wielkie gwiazdy ukazując serce, duszę  i dobry dowcip, udowadniają, że najlepszy czas na wszystko jest właśnie teraz.

„Wszystko za życie” (2007)

Wspaniała, zainspirowana prawdziwymi wydarzeniami z życia Christophera McCandlessa (Emile Hirsch), osobista podróż młodego chłopaka. Chris właśnie ukończył studia. Od dawna czekał na tę chwilę. Na możliwość oderwania się od zaplanowanej dla niego przyszłości – dalszej nauki, pracy, pogoni za pieniądzem. Bowiem Chris wcale tego nie pragnie. Jedynym, czego oczekuje od siebie i życia, to swoboda. Dlatego wyrusza w podróż swojego życia, aby odnaleźć prawdziwego siebie. Żeby zobaczyć, kim tak naprawdę jesteśmy bez telefonu, komputerów, zwierzaka czy papierosów. Jest to opowieść, o prawdziwym człowieczeństwie. O nas samych.

„Kochankowie z Księżyca” (2012)

To film zdecydowanie dla całej rodziny. Jest w nim bowiem magia postrzegania świata oczami dziecka, ale też tło powoli rozpadającej się rodziny, której mniejsi widzowie mogą nie dostrzec. Sama historia ma miłą dla oka, nostalgiczną oprawę: wydarzenia toczą się w roku 1965, kiedy to dwoje nastoletnich kochanków ucieka z domu, aby chwilę dłużej pobyć razem. Ruszają więc na wspólną wyprawę przez łąki i lasy wyspy, na której mieszkają. Biwakują, słuchają Francoise Hardy z winyla i wędkują (czyli robią dużo trochę staroświeckich rzeczy, których dzisiejsze dzieci już raczej nie wykonują z entuzjazmem). Choć miejscami możemy mieć wrażenie, że akcja przypomina teatr dla lalek, jeśli dobrze się przyjrzymy odkryjemy co autor stara się nam przekazać. W niegroźny sposób unaocznia nam powody dla, których dzieci uciekają z domu i jak działa umysł dziecka niezrozumianego przez dorosłych.

„Poradnik pozytywnego myślenia” (2012)

Były nauczyciel, Pat Solitano (Bradley Cooper), znalazł się na życiowym zakręcie. Po tym jak stracił pracę, dom oraz żonę, ostatnie osiem miesięcy spędził w szpitalu psychiatrycznym. Po zwolnieniu ze szpitala, zamierza wrócić do swojej żony Nikki (Brea Bee). Nie jest to łatwe, ponieważ mężczyzna ma sądowy zakaz zbliżania się do kobiety. Wszystko jednak komplikuje się na nowo, kiedy spotyka na swojej drodze tajemniczą i samotną nieznajomą Tiffany (Jennifer Lawrence). Film Davida O. Russella przypomina, że miłość ma wiele odcieni i trzeba poznać niejeden, żeby poczuć się w tym stanie szczęśliwym i spełnionym. W mistrzowski sposób konfrontuje nasze mroczne emocje związane z zakochaniem z tymi bezwarunkowymi, czyniącymi nas lepszymi ludźmi.

„Idealne matki” (2013)

„Idealne matki” to historia dwóch dojrzałych kobiet, które przyjaźnią się od dzieciństwa, mieszkają obok siebie od lat, dzielą ze sobą popołudnia, wieczory i sekrety, mają także synów w tym samym wieku. Wszystko w tej relacji wydaje się być idealne, symbiotyczne. Do czasu, kiedy jedna z przyjaciółek dowiaduje się, że druga ma romans… z jej synem. Co ciekawe historia jest oparta na faktach, a właśnie takie opowieści zastanawiają najbardziej. Film prowokuje nas do postawienia sobie wielu pytań o rozmywanie się granic, ludzkie słabości i problemy z przemijaniem, na które sami sobie musimy odpowiedzieć. W życiu bowiem każdego z nas zdarzają się bowiem tak zaskakujące sytuacje, że nie da się na nie jednoznacznie odpowiedzieć.

„Zeszłej nocy” (2010)

„Zeszłej nocy” to film o zazdrości, o kryzysie w młodym małżeństwie, o wątpliwościach, co do trwałości i ufności w relacjach damsko-męskich. Dla małżeńskiej pary rozpoczyna się długa noc pełna wyzwań, niepewności i wewnętrznego rozdarcia. Czy uda im się wytrwać w wierności i oprzeć się pożądaniu? Do końca filmu nie jesteśmy pewni…

„Dzikie historie” (2014)

Dzika komedia, produkcji Pedro Almodovara, przedstawia opowieść, w której sześciu na co dzień spokojnym ludziom nagle puszczą nerwy. Większość z nas żyje w stresie i napięciu. Co by się stało, gdybyśmy choć raz dali upust swoim emocjom? Niedoceniany muzyk, biznesmen, panna młoda, znany milioner, kelnerka oraz specjalista od materiałów wybuchowych powiedzą „dość!” i pokażą wszystkim swoje dzikie oblicze. W świecie, w którym liczy się tylko wydajność i sukces, przechytrzą system i będą walczyć o siebie, nawet jeśli będzie to wymagało przekroczenia cienkiej granicy między normalnością a szaleństwem. Koniecznie musicie to zobaczyć.

„Chłopiec w pasiastej piżamie” (2008)

Poruszająca opowieść o niezwykłej więzi, która nawiązała się między dwojgiem 8-letnich chłopców, w najokropniejszym czasie i miejscu na Ziemi – Holokauście. Czy ma ona szansę na pokonanie okrucieństwa wojny? I czy przyjaźń może być całkowicie szczera, niewinna i bezinteresowna? Odpowiedź na te pytania znajdziecie w tym filmie.

„Z dystansu” (2011)

Z dystansu to bardzo interesujący i złożony film, dla wszystkich tych, którzy sami chcieliby doszukać się płynących z niego wniosków. Wymyka się on bowiem jednoznacznym interpretacjom i każdy może odczytać go inaczej. Odnaleźć w nim coś dla siebie. Głównym bohaterem jest pan Barthes, nauczyciel na zastępstwo, którego traumatyczne przeżycia z dzieciństwa stają się powodem osamotnienia i pustki emocjonalnej. Symptomy takich samych przeżyć wydają się przejawiać wszyscy przebywający wokół niego ludzie – nauczyciele, uczniowie, rodzina, społeczeństwo. Stąd niedaleko do krytyki ustroju społecznego, dostrzeżenia wszechogarniającego ludzi niepokoju, poczucia życia w pułapce własnych ograniczeń, egzystencjalizmu…

„Nietykalni” (2011)

No i oczywiście klasyk, z kategorii tych najlepszych filmów o życiu, czyli „Nietykalni”. Oparta na prawdziwych wydarzeniach historia znajomości bogatego, sparaliżowanego mężczyzny z wyższych sfer oraz młodego ciemnoskórego chłopaka z paryskich bloków. Tych dwojga nie łączy prawie nic, ale daje to początek wspaniałej przyjaźni, bo jeden ma dokładnie to, czego drugiemu brakuje. Philippe odzyskuje radość i sens życia, dowiadując się, że świat widziany z wózka inwalidzkiego również może wyglądać pięknie. A Driss rozsmakowyje się w skarbach dostatniego życia i odbiera cenną lekcję dorastania. Z poczciwego złodziejaszka zamienia się w rozsądnego mężczyznę.

To wspaniała lekcja życia pozbawiona manieryzmu, kiczu i patosu. Prosta i ciepła opowieść z serii tych, po których od razu się człowiekowi robi lepiej. A uśmiech nie chce zejść z twarzy przez długie godziny. Jeśli jakimś cudem jeszcze nie widziałyście tego filmu – koniecznie musicie go obejrzeć


Listy do redakcji

Nie chciałam tego dla mojej córki, przestałam chcieć tego dla siebie. Oddycham, żyję, ale przede wszystkim – czuję

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
2 grudnia 2016
Czas mijał. Żyłam ze świadomością, że podejmując te trzy, najważniejsze decyzje, popełniałam błąd za błędem. Nie chciałam tego...
Fot. iStcok/Portra

Kiedy zapytasz mnie dziś, w jakim jestem miejscu, co z tego życia zrozumiałam, a ile jeszcze się musza nauczyć, nie odpowiem ci jak kiedyś, że przecież mam i wiem już wszystko, że nie mogłabym być bardziej szczęśliwa. Jeszcze rok temu, żyłam iluzją, zaplątana w sieć złych decyzji, podejmowanych jedna po drugiej. Żyłam tak, jak tego chcieli inni, z przyklejonym, nie moim uśmiechem na ustach. Gdzieś w głębi, w środku mnie mała iskierka szeptała jednak coraz głośniej: Zobaczysz, kiedyś zostawisz to wszystko, odejdziesz, znikniesz. Przestaniesz żyć zgodnie z oczekiwaniami innych. Kiedyś będziesz szczęśliwa. Udało się.

Decyzja pierwsza: Miłość

Historia klasyczna. Młodzieńczy, licealny związek, który powinien był zakończyć się tam, gdzie się zaczął: w liceum. Ale nie zakończył się. Oboje pochodzimy z małego miasteczka, po maturze przyjechaliśmy więc razem do Warszawy na studia. Dla naszych rodziców to było oczywiste, że jesteśmy razem, że wyjeżdżamy razem, że po studiach weźmiemy ślub. Że życie ułożymy sobie razem. Dla mnie też. Tkwiłam w tym związku, bo myślałam: „tak musi być, tak wygląda miłość, spotykasz chłopaka, jesteście razem, już zawsze”. Wiedziałam, że tuż po mojej obronie pracy magisterskiej dostanę pierścionek zaręczynowy, wiedziałam, że powiem „tak”. Czy tego chciałam? Myślałam, że tak. Nasi rodzice byli szczęśliwi, znajomi uznali to małżeństwo za pewnik, oczekiwali go. Mieliśmy piękną uroczystość w rodzinnym mieście i wesele w najlepszej restauracji. I pierwszy seks w noc poślubną, ta myśl: „to tylko tyle, to wszystko?”. Odrzuciłam ją, odsunęłam. Nie chciałam jej zauważyć.

Byliśmy zgodnym małżeństwem. Nie kłóciliśmy się, byliśmy dla siebie wsparciem. Seks, jak w kalendarzu, raz w tygodniu, w sobotę. Bo z niedzieli na poniedziałek trzeba się wyspać. Miałam spokojne, poukładane życie, córkę. I pustkę w sercu. Nasz związek przestał mieć rację bytu już w momencie, kiedy przyjeżdżaliśmy na studia do Warszawy. Już wtedy byliśmy bardziej jak para przyjaciół. A jednak, brnęliśmy w to dalej.

Pięć lat temu zorientowałam się, że mój mąż prowadzi podwójne życie. Miał romans, z koleżanką z pracy, młodą, fantastyczną dziewczyną. Zabolało. Nie, nie dlatego, że kochałam. Dlatego, że czułam, że to godzi w ten układ, który zawarliśmy bez słów. Że jesteśmy razem. Że jesteśmy W TYM razem. Mimo, że już dawno nie czujemy do siebie tego, co powinni czuć kochankowie, mąż i żona. A jednak, milczałam. Zgodziłam się na ten romans, dałam mu swoje przyzwolenie. Żona nie odchodzi od męża. W mojej rodzinie nie było rozwodów. Byłam jak uśpiona, jak wyzuta z emocji. „Zdarza się” – myślałam. Nie potrafię tego dzisiaj zrozumieć. Przeżyłam tak cztery długie lata, coraz bardziej zapadając się w siebie, doprowadzając do początków depresji, tracąc wiarę we własną wartość i w swoje możliwości.

Decyzja druga: Studia

Wybrałam ekonomię, bo tak doradzili mi rodzice. Wybrałam ekonomię, bo mówili, że to pewny chleb. Wybrałam ekonomię, wbrew sobie. Rodzice się nie mylili się, po studiach dobrą pracę w dużej firmie znalazłam bardzo szybko. Staż, umowa, awans. Czego chcieć więcej? Satysfakcji z pracy, z wykonywanych przeze mnie obowiązków. Tego nie miałam. Lata mijały, a ja coraz bardziej czułam. Kiedy zaczęło mnie to przerażać, zrobiłam to, co zwykle. Odsunęłam, wyrzuciłam z głowy myśl, że mogłoby być inaczej.

Jeszcze w szkole kochałam fotografować. Kolekcjonowałam albumy ze zdjęciami Cartier-Bressona, a na gwiazdkę zamawiałam u rodziców analogowy aparat. Potraktowali to jako niegroźną zachciankę, ja – jako przepustkę do magicznego świata, w którym czułam się szczęśliwa. Do Warszawy nie zabrałam moich zdjęć, ani aparatu. – Nie będziesz miała na to czasu – mówili. Skup się na karierze i studiach. Posłuchałam.

Decyzja trzecia: Dom

Pieniądze odkładali na niego nasi rodzice. Dom to prestiż, to znak, że czegoś się w życiu drobiłaś – mówił tata. Moja mama prawie rozplanowała jego rozkład, teściowa podsyłała linki z propozycjami aranżacji. Od początku był bardziej „ich” niż nasz.

Zresztą, ja nigdy nie chciałam mieć domu, zawsze wolałam przytulne mieszkania, w cichych, rodzinnych dzielnicach.

– Zobacz, będziemy mogli przyjąć całą rodzinę w święta – mówił jednak mój mąż. Poszliśmy do banku i wzięliśmy kredyt na dom. Na ich wymarzony dom.

Po dwóch latach zamieszkaliśmy w nim. Od tej pory, rodzice, ciocie, kuzynki z mężami i dziećmi odwiedzali nas przynajmniej raz w miesiącu. Byliśmy jedną, wielką rodziną, bez swojej intymności, bez swoich rytuałów.

Przebudzenie

Czas mijał. Żyłam ze świadomością, że podejmując te trzy, najważniejsze decyzje, popełniałam błąd za błędem. Ale zamiast cokolwiek z tym zrobić, brnęłam w to dalej, tłumiąc w sobie żal, unikając konfrontacji ze swoimi uczuciami. I pewnie żyłabym tak i dziś, gdyby pewnego listopadowego wieczora moja jedenastoletnia córka nie przyszła do mnie zapłakana i nie powiedziała, że widziała tatę z inną kobietą. Nie potrafiłam jej okłamać, że nie wiem o romansie taty. Ale nie potrafiłam też wytłumaczyć dlaczego nic z tym nie zrobiłam, dlaczego pozwalałam nam na życie w kłamstwie. Jej spojrzenie było jak zimny policzek, jak lodowaty prysznic.

Otrzeźwiła mnie też wizja mojej córki, jako dorosłej kobiety w tym samym punkcie co ja teraz. Nie chciałam tego dla niej, przestałam chcieć tego dla siebie.

Spakowałam siebie i dziecko, pojechałam do przyjaciółki. Przyjęła mnie bez słowa. One popłynęła następnej nocy razem z dużą ilością wina. Oczyszczenie.

Tego samego wieczora napisałam do męża list, w którym opisałam wszystkie tłumione emocje. Napisałam, że wiem o jego miłości. I że nie ma jej już dawno między nami.

Zadzwonił. Pamiętam jak drżącą ręką odbierałam ten telefon. Ale powiedział tylko: dziękuję. Wiem, że sam nie zdecydowałby się odejść.

Trzy miesiące temu założyłam własną firmę. Wróciłam do zdjęć, zajmuję się ślubną fotografią. Oddycham, żyję. Ale przede wszystkim, czuję.

Z perspektywy czasu myślę, że przez ostatnie piętnaście lat dążyłam nieustannie do samodestrukcji. Nie wiem dlaczego żyłam jakby w uśpieniu, bojąc się poczuć coś, do doprowadziłoby mnie w końcu do zmian. Każdej kobiecie życzę jak największej świadomości swoich potrzeb, swoich emocji. Umiejętności podejmowania decyzji zgodnych ze swoim sumieniem. I odwagi.


Zobacz także

„Stworzyłaś mnie na nowo. Na lepsze”. Akcja #matko i córko

Bardzo chciałabym, aby mój Synek doświadczył magii Świąt

„Mój drogi popełniłam wiele błędów. Nikt w końcu nie jest idealny. I wcale nie chcę byś Ty był”. Akcja „List do dziecka”