Lifestyle

Wyjść, zamknąć za sobą drzwi i zniknąć. Dlaczego każda matka potrzebuje czasem powiedzieć „dosyć, nie ma mnie”

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
26 lutego 2018
1 z 1

Wyjść, zamknąć za sobą drzwi i zniknąć. Dlaczego każda matka potrzebuje czasem powiedzieć "dosyć, nie ma mnie"

Po to, żeby napić się z przyjaciółką po kieliszku wina i chichotać przez chwilę wspominając dawne miłości i wakacyjny kemping. Po to, żeby polatać po domu w samych majtkach i potańczyć wcześnie rano do ukochanej piosenki, takiej, której oni nie rozumieją i nie lubią.

Po to, żeby obejrzeć w domu film, którego przy nich nie mogłabyś obejrzeć, bo jest w nim dużo brzydkich słów albo bardzo ładnych obrazów, na które dla nich zdecydowanie za wcześnie, a dla ciebie jeszcze nie za późno.

Po to, żeby założyć coś innego niż dresy i tenisówki i pójść do teatru, żeby zobaczyć ulubioną sztukę.

Po to, żeby docenić siebie samą i wszystko, co codziennie robisz dla nich – dla swoich dzieci i zastanowić się w spokoju czy jesteś szczęśliwa.

Po to, żeby mieć całe łóżko dla siebie, a nie tulić się zmarznięta rano na samym jego brzegu, w bo w środku nocy ktoś postanowił, że w twojej sypialni śpi się zdecydowanie lepiej niż w dziecięcym pokoju.

Po to, żeby na koniec poczuć tęsknotę za moimi dziećmi i zrozumieć, że są najważniejsze na świecie. Ale ja też.

PoprzedniNastępny
Lifestyle

„Tego się nie robi”. Jak pewna pani „ukradła” drugiej męża i chciała go oddać

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
28 lutego 2018
1 z 1

"Tego się nie robi"

Fot. iStock/N

Niedługo potem składa pozew rozwodowy i głęboko oddycha. Jest „jako- tako”. Da się to wytrzymać, tę całą zdradę i jego odejście. Światełko w tunelu polega na tym, że zaczyna do niej docierać: odkąd go nie ma, jest spokojniejsza, mniej spięta, szczęśliwsza?

Pół roku później, Ewa dostaje maila. Nie jest to długa wiadomość, można ją streścić w kilku słowach: „bardzo przepraszam, że ukradłam pani męża, zwracam go jeśli jest pani jeszcze zainteresowana, wszystkiego dobrego, pozdrawiam”.  Ewa czyta tę wiadomość kilkadziesiąt razy i nadal nie rozumie. Jak to „ja pani zwracam”? Ona wcale a wcale nie ma ochoty na ten „zwrot”. No bo jak to? Już sobie wszystko poukładała – i w głowie i w życiu. Wie, że może liczyć na rodziców i załamanych zachowaniem syna teściów, na kilkoro przyjaciół, a przede wszystkim na siebie. Odzyskała spokój.

Odpisuje więc uprzejmie, że bardzo dziękuje, ale ona nie jest zainteresowana, poza tym jednym szczegółem, żeby mąż (wkrótce były) nie zapominał o alimentach na syna. I też pozdrawia. W odpowiedzi przychodzi łzawy, chaotyczny list z pretensjami, że Ewa męża „nie wychowała”, a w ogóle to on w domu nic sam nie potrafi zrobić, po seksie natychmiast zasypia i nie ma z nim żadnej rozmowy. „Tego się nie robi” – zaznacza na koniec „złodziejka”, sugerując, że żona powinna lepiej przygotować męża dla jego nowej wybranki.

Ewie robi się jej nawet żal, ale tylko przez chwilę. Ona już jest gdzie indziej, w innym punkcie swojej związkowej świadomości. Zamyka komputer i myśli o tym, że pewne rzeczy przychodzą z czasem.

Po kilku miesiącach mąż zostaje przejęty przez kolejną panią. Ewa ma nadzieję, że tym razem bezzwrotnie.

PoprzedniNastępny
Lifestyle

„Nie mogę spać, nie mogę jeść, myślę o tym, że mógłby teraz być z kimś innym”. Wykańcza ją obsesyjna zazdrość

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
9 lutego 2018
1 z 1

Strona 2

Problem nie leży w nim, w jego zachowaniu. Problem jest w niej. Ona nie wierzy w tę jego miłość, bo uważa, że nie jest jej godna. Bo sama siebie widzi, jako kogoś nieciekawego, brzydkiego, nudnego. Każda mogłaby zająć jej miejsce. Każda. Marta jest tak niepewna siebie, że wciąż musi udawać kogoś kim nie jest, kiedy wychodzą razem i poznają jego znajomych. Uśmiecha się, czaruje, ale kątem oka wciąż obserwuje. Spojrzała na tamtą, z tamą porozmawiał, śmiali się razem. Aha. Kiedy wsiądą do samochodu zamilknie trawiąc wciąż w środku i analizując to, co zobaczyła.

W zeszłym tygodniu K. wrócił do domu z informacją, że musi pojechać na firmową integrację. Od tego czasu Marta źle śpi. Przewraca się z boku na bok do późna, a kiedy już uda jej się zasnąć, budzi się z przyspieszonym biciem serca, z nieprzyjemnym napięciem.

Tam będą jego koleżanki, K. będzie z nimi rozmawiał, spędzał czas, wieczorem pewnie wypiją razem piwo albo kieliszek wina… Wyobraźnia podpowiada jej miliony scenariuszy.  W każdym K. oznajmia jej, że poznał kogoś (fajniejszego) i że to koniec.

K. zaczął coś zauważać, widzi, że jest inna – nieobecna, zamyślona. Więc Marta mówi mu, że ostatnio ma dużo pracy, że jest przemęczona, że dobrze by jej zrobiło kilka dni nad morzem. Rozpaczliwie wierzy, że on powinien rzucić wszystko i zamiast na integrację pojechać z nią na weekend.

Próbowała nawet go sprawdzić, zobaczyć, że on też jest zazdrosny. Niech poczuje to, co ona. Spotkała się z kolegą z pracy, kilka razy specjalnie do niego wydzwaniała przy K, pisała do siebie samej zmyślone SMS-y. Niby nic takiego, ale gdyby to K. je dostał, umierałaby z zazdrości. Eksperyment się z bardzo nie udał, bo on jej ufa, no i zależy mu, żeby miała wielu dobrych przyjaciół. Więc stwierdziła już na pewno, że jej nie kocha.

I rozważa skorzystanie z pomocy specjalisty, bo jest jej coraz gorzej, bo coraz bardziej boi się samej siebie. Bo nie umie już sobie z tą zazdrością, z tym lękiem poradzić. Może w ogóle powinna być sama?

PoprzedniNastępny