Lifestyle

„Ruszacie po prostu dalej zdobywać świat, choć osobno to i tak razem”. PRZYJACIÓŁKI

Poli Ann
Poli Ann
6 grudnia 2019
Fot. iStock
 

Jak to jest? Że PRZYJAŹŃ MIĘDZY KOBIETAMI nie zawsze opiera się na codziennych spotkaniach i rozmowach? Czasem jest taka pozorna. Uśmiechy, komplementy i szpilki, nie na stopach, tylko wbijane po cichu, niewinnie, przypadkiem przecież. Tak żeby dowalić, poczuć się lepiej i zmiażdżyć rywalkę. A tak, ry-wal-kę. Bo niektóre kobiety tak postrzegają te inne. Zawierają z nimi złudne znajomości, na których się spalają. Tylko po to, żeby udowodnić, która jest lepsza. 

A pewnego dnia, odzywa się przyjaciółka ze szkoły i choć niewidziana tyle lat, jest tak cholernie bliska. I piszesz z nią o życiu. O dupie Maryni, makijażu, rodzinie i milionie problemów, z jakimi musicie się mierzyć. Po pięciu minutach masz wrażenie, że widziałaś ją wczoraj. Jakby czas stanął w miejscu.
Ona nic Ci nie zazdrości. Ty jej też nie. Jest taka piękna i szczerze ją komplementujesz. Ona Ciebie także. Tak po prostu, bo jesteś przecież śliczna. A ona tak piekielnie seksowna. Rozmawiacie bez cienia szyderstwa. Nie ma żadnego pojedynku i szpilek. Ona gratuluje Ci Twoich sukcesów, a Ty cieszysz się z jej zwycięstw. Szczerze. Do samego szpiku.
Widziałyście się rok temu. Piszecie rzadko, bo jesteście zabiegane, ale jedno jej zdanie i jesteś gotowa jej pomóc. Nie macie tajemnic. Wspieracie się w drodze na szczyt i gdy któraś z Was odbija się od dna. I już wtedy wiesz, że na tym polega przyjaźń. Nie zawsze na codziennej rozmowie, kawusi i fałszywych komplemencikach. Ani na na porównywaniu, która co lepiej zrobiła lub jak wyglądała. Nie musicie. Bo znacie się jak łyse konie i wiecie, ile jesteście warte. I piszesz jej tak bezpośrednio, bo przecież nie musisz się przy niej hamować:
Mała! Poprawiamy korony, zakładamy uśmiechy i szpilki, i za***my!
Ruszacie po prostu dalej zdobywać świat, choć osobno to i tak razem. 

Lifestyle

„TE” rozmowy małej i dużej kobiety

Poli Ann
Poli Ann
27 grudnia 2019
Fot. iStock / MStudioImages
 

Dobrze, że będzie córka. Ty będziesz z nią rozmawiać na te tematy – powiedział mój chłop, kiedy to akurat w rocznicę ślubu dowiedzieliśmy się, że w moim niedużym brzuchu mieszka sobie jednak dziewczynka. Czemu jednak? Bo mnie przekonywał (chłop, nie brzuch), że wiedział co robi i że na pewno będzie potomek płci męskiej. A tu niespodzianka w rodzaju żeńskim:)) Długonoga, co widać już było na USG i śliczna, co zobaczyłam zaraz po porodzie. Mądra, o czym przekonuję się każdego dnia.

Mnie tam było to wtedy obojętne, jakiej płci dziecko noszę pod sercem, bo przecież matce zależy na tym, by latorośl była zdrowa i szczęśliwa. Ale po cichu liczyłam sobie, że za lat dwadzieścia będę miała trochę córkę, trochę przyjaciółkę, z którą będę mogła sobie pogadać na różne tematy. Te tematy przez duże T też. Nie przypuszczałam jednak, że podejmiemy je (absolutnie nie z mojej inicjatywy) tak szybko. 

Mała moja sama je inicjowała w różnych miejscach i okolicznościach. A że od zawsze włazi do łazienki nieproszona to i stawia czoła nagim faktom. I to dosłownie. Jak jej tatuś, a mąż mój, zapomniał kiedyś zamknąć drzwi  to Mała wparowała tam z impetem, kiedy to ręcznika żadnego nie miał na podorędziu i zszokowana pyta A cio to? – wskazując na przyrodzenie, które to właśnie ją poczęło. Ja zamiast ratować sytuację, najpierw wybucham śmiechem. Nie ma co, wykuta na blachę psychologia właśnie poszła się bujać. Resztkami zdrowego rozsądku reaguję i tłumaczę małej, że chłopcy i dziewczynki inaczej robią siku, na co Mała nieco później rezolutnie mi powie, że już woli siadać na sedesie niż przy nim stać i celować. Poza tym mama to chyba niezbyt wygodne jak coś tam majta między nogami, nie?

No tak. – brzmi moja odpowiedź, bo jako, że nic mi tam także nie wyrosło to porównania nie mam. 

Ale żeby sprawiedliwości stało się zadość, Mała też mi weszła do sypialni, kiedy to stałam jak mnie Pan Bóg mnie stworzył. O istnieniu piersi moje dziecko wie, więc myślę sobie, że tych oto nie skomentuje. No przecież tyle razy je widziała. Ale nie. Pewnego razu przygląda się mi bacznie i wypowiada te słowa: 
Wiesz mamuś, też chcę mieć takie małe cycuszki jak ty

I rozbraja mnie uśmiechem, a ja nie wiem czy się śmiać czy płakać i cieszyć się, że dziecko chce wyglądać jak matka czy martwić rozmiarem swoich piersi. Duża jednak ze mnie dziewczynka i postanawiam wybrać opcję pierwszą. Póki córka widzi w matce wzór, to chyba powód do radości?

Innym razem znów moja Mała bacznie obserwując, jak zakładam rajstopy stwierdza: 

Ale masz grube uda. 
I nie byłoby w tym nic zaskakującego gdyby nie fakt, żem bardzo szczupła o wadze wręcz piórkowej i grube to ja mam tylko włosy. No ale muszę wziąć na klatę, że może jednak te uda chude nie są:))) Przeżyję to jakoś!

W miejscach publicznych moje dziecię także miewa trafne spostrzeżenia. Zawsze wchodzi ze mną do toalety i tu też pada pewnego dnia pytanie zadane na cały regulator:

Mamusiu, a  ten sznureczek to do czego?

O żesz cholera jasna i co tu powiedzieć, że to ładowarka czy włącznik/wyłącznik, kiedy obok są inni ludzie i już słyszę niemal jak wstrzymali oddech w oczekiwaniu na moją ripostę.

To tampon. – odpowiadam ze spokojem, choć serce mi wali jak młot – W domu ci wyjaśnię, bo tu kolejka i trzeba się pospieszyć. 

Mała w domu nie odpuszcza i pyta, no mamo to co to ten tampan. Wie co to miesiączka od dawna, bo przecież największą atrakcją w ciągu dnia było zaglądanie do sedesu, żeby sprawdzić co tam mamusia wyprodukowała zanim oczywiście zdążyła spuścić wodę. I ze łzami w oczach zapytała, czy umieram, bo krew mi leci. I czy ona też umarnie. Nie miałam więc wyjścia jak trzylatce wyjaśnić, jak to funkcjonuje ciało kobiety. Na jej poziomie oczywiście. Grunt, żeby dzieciak się nie bał, że oto niedługo wykrwawi się na śmierć. Tampon zaś to już wyższa szkoła jazdy. No cóż, dałam radę i tu, na co mój chłop tylko uśmiecha szczęśliwy, że on dziecka uświadamiać nie musi. 

Moja działka zaś wprowadzania w arkana tych tematów dopiero się powiększa. Póki co Mała tamponów nie akceptuje i mówi, że używać będzie te opaski. Nie zamierza też przytulać się z chłopakiem, ale jak najbardziej cieszy się na noszenie stanika i stringów. Takich koronkowych. O czym zresztą zdążyła mnie poinformować, pytając czy jak umarnę to może sobie moje wziąć:)

Lifestyle

„Brakuje jej czasem powietrza. Walczy o każdy oddech, łapczywie łyka każdy gram powietrza i ma wrażenie, że waży ono tonę”. BEZ TCHU

Poli Ann
Poli Ann
6 grudnia 2019
Fot. iStock

Brakuje jej czasem powietrza. Ma wrażenie, że nie może złapać tchu, choć wszyscy dookoła oddychają pełną piersią? A ona nie wie, czemu coś zaciska jej na szyi pętlę i nie pozwala normalnie westchnąć. Walczy o każdy oddech, łapczywie łyka każdy gram powietrza i ma wrażenie, że waży ono tonę. Zasysa ją od środka. Żołądek przywiera do kręgosłupa wcale nie z głodu. Całe ciało jest pozbawione życia. Serce niby bije. Krew krąży. Ale to wciąż nie to…

Magda tak się czuje. Od razu, gdy wchodzi do pracy i widzi wzrok szefowej. Nie wie, wtedy czy ma się czołgać, bić pokłony czy przepraszać, że żyje. Nigdy nie wiadomo w jakim będzie humorze. Szefowa, bo Magda od jakiegoś czasu jest mdła. Zapomniała co to zły i dobry humor. Odcięła wszelkie emocje. Chodzi na wdechu. Jest tak spięta, że w pracy nie jada, ma problemy z wypróżnieniem i coraz częściej się myli. Najgorzej jest, gdy Natalka się rozchoruje. Wówczas głos szefowej i to jej pytanie Znowu? ściska żołądek Magdy do granic możliwości. Wtedy znów nie może nabrać powietrza. Łka po cichu w łazience wieczorami modląc się o nową pracę. Szuka, wysyła CV, ale rynek jest już nasycony. Nie tak łatwo coś znaleźć, a Magda z mężem mają kredyt. Bez jej pensji będzie trudno, a tu nieźle zarabia. Tylko kurczy się każdego dnia. Niedługo stanie się chyba beztlenowcem, bo na tym wdechu spędza połowę dnia. Czeka na jakiś podmuch wiatru. Może i burzę. Cokolwiek, co ją rzuci w inne miejsce, by już mogła spokojnie oddychać.

Beata. Powietrze zasysa, gdy słyszy zgrzyt klucza w drzwiach. To Paweł wraca z pracy. Mąż. Wchodzi uśmiechnięty i już Beata ma nadzieję na miłe popołudnie, gdy wzrok Pawła zatrzymuje się na….Dziś akurat na stole. Co tu taki syf? Coś ty robiła? – pyta już zimnym głosem, a oczy jego stają się granatowe. I nieważne, że dzieci właśnie zjadły obiad i chciały, by ułożyła z nimi puzzle. To zostawiła wszystko, bo przecież dzieciaki ciągle słyszą zaraz, nie teraz, za moment, bo zawsze czymś jest zajęta. I niby stara się nie reagować na przytyki męża. Tłumaczy mu, że to tylko rzeczy, ale jest jej przykro i tak cholernie niewygodnie. Dusi się we własnym domu, bo ciągle coś jest nie tak. A jak nie daj Boże niechcący ruszy jego konsolę do gier, to już w ogóle nie ma czym oddychać. Wczoraj z bezsilności się popłakała. Spieszyła się, przestawiała drukarkę i kabel od niej nieświadomie położyła na czymś od konsoli. Nawet nie wie jak to urządzenie się nazywa. Nie dotyka, nie używa, bo to jego i tyle forsy kosztowało. Afera była na cały wieczór. Ty chyba nie myślisz? – skwitował i czym prędzej ruszył konsoli na ratunek. Opatrzył, pogładził niczym Pan Kleks chore sprzęty. O tak, tam by się Paweł nadał. W Akademii Pana Ambrożego świetnie by się odnalazł.

Beata miała odwagę mu powiedzieć, że to tylko przedmiot, nic się nie stało, bo kabel jest lekki.

Puknij się w głowę! – usłyszała jak cedził te słowa patrząc na nią jakby z obrzydzeniem. I w tym momencie poczuła jak ją zasysa i że we własnym domu się dusi. Z każdym dniem staje się coraz bardziej obojętna. Zastyga w bezdechu i tak wegetuje w miejscu, gdzie choć zapuściła już dawno korzenie, to czuje się jak chwast. Brzydki, suchy i nikomu niepotrzebny. A wystarczy przecież tylko ciepłe słowo, wspólna kawa o poranku czy uśmiech serdeczny po całym dniu pracy, by kobieta rozkwitła najpiękniej jak to możliwe.