Lifestyle

Osiem rzeczy, które dostajemy do innych ludzi i o których powinniśmy zawsze pamiętać

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
27 sierpnia 2017
Fot. iStock/jacoblund
 

Bywa, że nie chcemy nikomu nic zawdzięczać, być niezależnymi. Kiedy, ktoś nas zrani pytamy samych siebie: „Po co mi właściwie inny człowiek? Przecież poradzę sobie sama. Sama. Sama. Sama. Zosia Samosia, która wszystkim chce udowodnić, że jest samowystarczalna.

Tymczasem im jestem starsza, tym bardziej doceniam ludzi, którzy są obok mnie. Bo wiem, że od tych ważnych dla mnie osób dostaję bardzo dużo, warto nauczyć się to brać, dostrzegać i być wdzięcznym.

Osiem rzeczy, które dostajemy do innych ludzi, a o których często zapominamy

Inspirację

Nic nie inspiruje nas tak bardzo jak drugi człowiek, prawda? Pomyślcie, ile historii znacie, ile usłyszeliście? Ile razy pomyśleliście „kurczę, okazuje się, że można”. Bardzo często zupełnie nieświadomie fakt, że ktoś że osiągnął swój cel, zrealizował marzenie sprawił, że sami też postanowiliśmy spróbować. W końcu nie mamy nic do stracenia, jeśli innym się udało, to czemu nam nie ma się to zdarzyć. Warto być ciekawym innych ludzi, bo często to oni są siłą napędową naszych własnych działań.

Wsparcie

Jasne, że spotykamy tych, którzy nas jedynie krytykują, ranią, są energetycznymi wampirami. Ale im jesteśmy starsi, tym staranniej dobieramy tych, których mamy blisko siebie. Naturalne jest, że pewne osoby odsuwamy od siebie, pewne relacje przestają być dla nas ważne. Zostajemy z tymi, którzy są dla nas wsparciem, na których naprawdę możemy liczyć w różnych sytuacjach. To jest wartość nie do przecenienia, to poczucie, że zawsze jest ktoś, do kogo możemy się zwrócić.

Pomoc

Oprócz wsparcia tak samo ważna dla nas w relacji z drugim człowiekiem jest realna pomoc. Świadomość, że jest ktoś, do kogo możesz zadzwonić w środku nocy i kto przyjedzie choćby się waliło i paliło i pomoże ci w kłopotach. Trudno jest żyć nie prosząc o pomoc, bo w życiu każdego z nas trafia się sytuacja, kiedy najchętniej złapalibyśmy za telefon pytając: „Pomożesz?”

Doświadczenie

Nie jesteśmy w stanie przeżyć wszystkiego, przewidzieć różnych sytuacji. Bardzo często doświadczenie innych pokazuje nam, czego moglibyśmy się spodziewać, jak można było się zachować, postąpić inaczej. Jasne, że nie chodzi o to, żeby uczyć się na błędach innych, ale często te błędy mogą nas ustrzec przed naszymi własnymi. Dlaczego z tego nie skorzystać?

Naukę o nas samych

Obserwując siebie w relacji zdobywamy największą wiedzę na temat nas samych – oczywiście jeśli tylko chcemy nad tym popracować. To jedna z największych wartości – przyglądanie się sobie, swoim emocjom, reakcjom w relacji z drugim człowiekiem. Odpowiadanie sobie na pytania: dlaczego tak reaguję, dlaczego akurat w relacji z tą osobą zachowuję się w ten, a nie inny sposób. Bez ludzi niewiele byśmy dowiedzieli się o sobie.

Zabawę

Jak się dobrze bawić bez ludzi, którzy mają podobne poczucie humoru, z którymi lubimy wyjść na imprezę, umówić się na tańce. No nie da się. Wyobrażacie sobie imprezę w pojedynkę? Tak rzadko przez pryzmat zabawy patrzymy na innych ludzi, a przecież to też istotna część naszego życia. Super mieć znajomych, z którymi możemy umówić się na weekend, żeby spędzić czas na dobrej zabawie. Prawda?

Wspomnienia

Mam przyjaciółkę – od dzieciństwa, wczoraj z naszymi dziećmi oglądałyśmy zdjęcia, jak byłyśmy zupełnie małe. To cudowne mieć dobre wspomnienia z innymi, śmiać się z tego, jakim się było, co robiło. Wzruszać się na myśl o wspólnych przeżyciach. To są takie rzeczy, które rozumiecie tylko z tą drugą osobą. Nie musicie zbyt dużo tłumaczyć, mówić, łączą was rzeczy niewidoczne zupełnie dla innych.

Więź

Najbliżej nam do tych ludzi, z którymi mamy niewidzialną więź, z którymi łączy nas coś nieuchwytnego, co trudno nazwać, ale co sprawia, że nieustannie do siebie wracamy. To ci, z którymi możemy przez pół roku, a czasami nawet kilka lat się nie widzieć, nie rozmawiać, ale kiedy się w końcu spotykamy, jest tak, jakbyśmy widzieli się wczoraj. I zawsze niezmiennie nas to zadziwia i wdzięczni jesteśmy za to, że ktoś taki w naszym życiu jest. Kto przyjmuje nas takimi jakimi jesteśmy, akceptuje nas, przy kim nie czujemy się spięci, wręcz przeciwnie – wiemy, że nie dziwią go nasze dziwactwa.

Rozejrzyjcie się, zobaczcie, co dostajecie od innych ludzi, a może dzisiaj warto zadzwonić i umówić się z jedną z ważnych dla nas osób po prostu na kawę?


Lifestyle

6 zachowań toksycznych ludzi

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
27 sierpnia 2017
Fot. istock / Vizerskaya
Następny

Spotykasz czasem ludzi, którzy sprawiają, że czujesz się jak nic niewarty głupiec? Albo jak naiwne dziecko, które do pięt im nie dorasta. A może wcale ich nie spotykasz, mieszkają z tobą, pracują, dzień po dniu udowadniają ci jak niewiele jesteś wart?

Czujesz, że ucieka z ciebie życie i jesteś w pułapce, gdy ich spotykasz? Toksyczni ludzie to łowcy cudzych emocji. Myśliwi. Bez skrupułów, empatii. Z szeroko zamkniętymi oczami. Świat i ludzie istnieją tylko po to, by dobrze ich nakarmić.

Jak odbierają ci oręż do walki i pozbawiają wszystkiego, co w sobie lubisz i cenisz? Przeczytaj, jakie techniki stosują toksyczni ludzie.

Lifestyle

Biorcy po prawej, dawcy po lewej. Od nas zależy, po której stronie chcemy żyć

Redakcja
Redakcja
26 sierpnia 2017
Fot. iStock/AleksandarNakic

Ty ciągle taka naburmuszona, pełna pretensji, „gorycz wychodząca uszami” – jak to mawiała moja babcia. On wciąż powtarza ci: „czemu nie umiesz tak żyć, tak pełną piersią, myśleć o tym pięknie, o tym co tu i teraz. Dla ciebie szklanka jest zawsze do połowy pusta. Dziewczyno, wypuść powietrze”.

On zachwycający. Chodzący urok i czar. Spokojne kontemplowanie świata, zdrowy (?) egoizm, ma na wszystko przestrzeń i czas. – Świat ci sprzyja- mówisz mu kiedyś i zazdrościsz tej lekkości życia, tego wszechobecnego hedonistycznego łaknienia.

Ty wciąż w garach. Nie tak jak babka i matka, bo przecież jesteś współczesną wyzwoloną kobietą i masz zmywarkę i fajny modny kosz na zakupy, niezłym autkiem podjeżdżasz pod supermarket. Ale jakoś tak się dzieje, że ty właśnie musisz o tym myśleć, zaplanować, przygotować. Babcia ci zawsze powtarzała, że samo się nie zrobi.

Więc samo się nigdy nie robi, jeśli ty nie zrobisz. Nie lubi, gdy pytasz czy on mógłby coś zrobić (oj nie!), ewentualnie chociaż zaplanować, coś dla was razem, aby łatwiej ci było ustawiać wasze sprawy. Nienawidzi tych twoich konkretnych pytań, tego upierdliwstwa, które zatruwa mu życie, bo po co tak myśleć do przodu, czemu ty wciąż taka spięta, żyć nie potrafisz doprawdy.

Lubisz na niego patrzeć, te błyszczące zachwytem oczy, kochasz go do szaleństwa i nie jesteś w tym osamotniona. Twój ojciec był królem życia, więc dokładnie wiesz, jak wygląda życie z królem, twoja matka przecież nie dała rady, ale kochała do końca. Mocno. Szczerze. Bo ich się kocha miłością wyznawcy.

Więc ty jesteś w tej sekcie, często niezauważona, bo giniesz jakoś przy nim, stajesz się taka niewidzialna, sama umniejszasz się w swoich oczach i nie wiesz jak to jest możliwe, przecież ty taka atrakcyjna (mówią o tym inni), silna, błyskotliwa, masz też coś w sobie, co sprawia, że błyszczysz, ale nigdy przy nim, najjaśniej świecisz daleko, gdy jego blask nie przyćmiewa twojego.

Ale wracając, jesteś wciąż naburmuszona, taka sfrustrowana baba, co się obraża za duperele. Nie zadzwoniłeś cały dzień („daj spokój, przecież jestem”). Czuję się samotna („to twoja interpretacja, kochanie”). Nie czuję wsparcia, źle mi z tym („przecież zrobiłem obiad w tamten weekend, posprzątałem po śniadaniu”). Mam wrażenie, że jesteś nieobecny („muszę czasami się oddalać, potrzebuję przestrzeni dla siebie”). Tak rzadko się kochamy („rzadko? ty masz po prostu duże potrzeby”). I: „Nie umiesz się cieszyć tym co jest, kochana. W sumie to ci współczuję”.

Ty sobie też współczujesz. Zawsze gardziłaś takimi kobietami. W innych związkach nie byłaś taka ofiarna. Ale ta miłość wypełniła cię pragnieniami. Przede wszystkim jednym: ma być do końca. Pracujesz usilnie, by się spełniło. Ty pracujesz.

Więc wciąż czegoś chcesz. Wciąż się domagasz. Prosisz. Całe życie obiecywałaś sobie, że nie będziesz o nic się prosić, a tu proszę. Prosisz się o wszystko. Uwagę, miłość, seks, pewność. Chciałabyś przestać wreszcie prosić.

Więc przestań. Zrób listę. Precyzyjną, jakbyś szła na zakupy i miała wydać X złotych co do złotówki. Podziel kartkę na pół. Co zyskujesz, a co tracisz w tym związku. Po prawej te „obfitości”, po lewej ubytki. Po prawej, co sprawia, że jest ci w życiu lepiej, po lewej, co oddajesz jemu. Po prawej komplementy, uczucia, podarunki, pomoc, niespodzianki (to ci dopiero słowo!), po lewej to, co masz w tym temacie na minusie. Po prawej wieczory, gdy zasypiasz szczęśliwa, po lewej – gdy płaczesz w poduszkę.

Po prawej jesteś ty, a po lewej jesteś też ty. Wiem, wiem chciałoby się powiedzieć „nie, to nie ja, to ona! Obca baba, która we mnie siedzi”. Ale one obie to ty. Uruchamiają się, gdy ktoś stworzy im pole do działania. Ktoś to też ty. Jesteś nimi wszystkimi.

On ma podobnie. Pewnie trudno ci uwierzyć, że po jego lewej stronie jest dawca (gdzie on jest?!). Dlatego najczęściej w kolejnych związkach oni nagle potrafią zrobić wszystko („przecież on pralki nie umiał włączyć!”). Umiał i umie. Ale nie musi. U niego prawa strona to „róg obfitości”.

I tak było, jest i będzie póki świat się nie skończy. Będą biorcy i dawcy. Egoiści i reszta. Jest tylko jedno ALE: ci pierwsi nie istnieją bez drugich, a drudzy istnieją o niebo lepiej.

Właściwie… wtedy dopiero zaczynają istnieć.


Zobacz także

Deser – najlepszy trener zdrowego egoizmu. Akcja: Szybki kurs czerpania przyjemności z życia #4

Najbardziej kocham swoje dzieci, gdy… śpią u dziadków

Nowości w programie 500 plus – zobacz, jakie szykują się zmiany i od kiedy składać nowe wnioski

Sekielski pokazał, jak polski kościół stoi ponad prawem…