Lifestyle Związek

Miłość nie może być ciągłym patrzeniem sobie w oczy, w miłości trzeba stale do siebie wracać

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
5 lutego 2021
Fot. iStock
 

Wokół rozpadają się związki. Znajomi rozwodzą się po dziewięciu latach małżeństwa. Dziewięciu! Nie wiem, czy próbowali swój związek jakoś ratować, ale wydaje się, że oboje rozwiązują tę relację z ulgą. Nie, nic nie wskazywało na to, że taki będzie koniec. Zawsze wydawało mi się, że świetnie się rozumieją, że są dla siebie stworzeni. I nagle jej słowa, że miłość się wypaliła, że nie ma już między nimi pasji. Że nie ma co  w nieskończoność podgrzewać letniej herbaty. Inna para, którą znałam całe swoje dorosłe życie, rozstała się na początku roku. Podobno był to efekt pandemii. Okazało się, że nie jest łatwo być ze sobą cały czas, w zdrowiu i w chorobie.

Byłam na ich ślubie. Widziałam ich szczęście, nadzieję, miłość. Widziałam jego radość, gdy dowiedział się, że będzie ojcem. Widziałam ich jako świetnych kumpli, przyjaciół, który lubią ze sobą spędzać czas. Czas mijał, oni trwali. Ciągle razem, ciągle blisko. Niemożliwe było spotkać się z nią na kawę, jeśli on nie miał akurat czasu. Nazywała to pielęgnowaniem związku i mówiła, że byłoby mu przykro, gdyby przyszła sama. Jesteśmy takie papużki nierozłączki – mówiła ze śmiechem. Razem spędzali wszystkie urlopy, wakacje i święta. Kiedy założyli rodzinę, prawie kompletnie wycofali się z życia towarzyskiego. Na Facebooku migały mi czasem ich zdjęcia. Pierwsze kroczki ich córki, pierwszy wyjazd nad morze, kolejne rocznice ślubu, Boże Narodzenia… Czas płyną, oni trwali. Stale blisko, stale razem.

Potem wyjechali na dwa lata z kraju, bo Rafał dostał kontrakt w Austrii. Ewa dbała o dom, wychowywała dziecko, szlifowała język i pisała do szuflady. Z czasem założyła bloga, na którym opisywała swoją codzienność. Uśmiechnięta, piękna, spełniona – taki obraz wyłaniał się z jej

Kiedy wrócili, Ewa zaczęła pracę w redakcji poczytnego portalu, Rafał dalej realizował się zawodowo. Spotykaliśmy się sporadycznie u znajomych, a oni zdawali się być jeszcze bardziej w siebie wpatrzeni, jeszcze silniejsi w swoim związku. To było budujące – wiedzieć, że są pary, którym naprawdę się udało.

O ich rozwodzie dowiedziałam się kiedy zadzwoniłam z życzeniami urodzinowymi. Ewa podziękowała i powiedziała, że zaczyna nowy etap w życiu. I że nie będzie w nim Rafała. Nie spytałam co się stało. Pomyślałam, że pewnie takich pytań ma już dość. Ich przyjaciele, z którymi miałam kontakt nie wiedzieli, co się stało.

Po kilku kolejnych miesiącach spotkałam Ewę przypadkiem na ulicy. Zmieniła się, zeszczuplała, ubrana była też inaczej niż zwykle. Ale wciąż była to ta sama Ewa – zabiegana, uśmiechnięta, otwarta. Sama zaczęła mówić. Że wie, że to był szok. Że pewnie większość znajomych uważa, że nie potrafiła docenić wspaniałego męża. Słowa popłynęły szybko, jakby chciała się usprawiedliwić. On chciał mieć drugie dziecko, a ona, po dwóch latach spędzonych w domu zapragnęła zająć się swoimi zawodowymi planami. Bo przecież tak się umówili, prawda? Mała poszła do przedszkola, praca w redakcji przynosiła Ewie satysfakcję. A Rafał pragnął tylko, by za dużo się nie zmieniło. OK, pracuj, jasne. Ale nie wychodźmy z tej naszej bezpiecznej rutyny.

Nie wiedziałam już kim jestem, czego chce. Czy moje marzenia są jego marzeniami? Czy w ogóle jeszcze jestem odrębnym człowiekiem? Wszędzie byliśmy razem, wszystkie decyzje podejmowaliśmy wspólnie. Złapałam się na tym, że wychodząc po dziecko do przedszkola nie kupowałam sobie kawy w pobliskiej cukierni, bo nie chciałam żeby było mu przykro. Od lat nie byłam sama u moich rodziców, nie rozmawiałam w cztery oczy z własną matką… Krok po kroku dochodziło do mnie, że się duszę, że nie mam własnej przestrzeni. Próbowałam o tym z nim porozmawiać, ale za bardzo go to bolało. Uznał, że skoro potrzebuję przestrzeni, przestałam go kochać. Bo jeśli kochasz, to chcesz być razem 24 godziny na dobę, prawda? A ja zrozumiałam, że miłość nie może być ciągłym patrzeniem sobie w oczy, w miłości trzeba stale do siebie wracać. Nie miałam okazji wracać, nie miałam możliwości zatęsknić. Przestałam czuć ciekawość…  Ale przede wszystkim, zapomniałam, że mogę chcieć czegoś innego. 

Rafał nie zrozumiał. Uniósł się honorem, przez chwilę podejrzewał żonę o zdradę. Chciał być jeszcze bliżej, zaczął ją kontrolować. Negatywne emocje w ich związku zaczęły wpływać na małą Polę. W końcu Ewa zdecydowała, że chce wziąć rozwód. Pandemia znacznie opóźniła wszelkie urzędowe formalności, dała im też czas na ewentualną zmianę decyzji. Ale Ewa chce tego rozstania, a Rafał zamknął się w sobie. Rozstali się bez awantur, krzyków, ale i bez zrozumienia. Większość znajomych nie wie, dlaczego.

 

 


Lifestyle Związek

Być z kimś, a dzielić z nim życie to dwie różne rzeczy. Bądź dla ukochanej osoby pewnością, że nie znikniesz, gdy będzie cię potrzebować

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
19 lutego 2021
Fot. iStock/iTref
 

Znacie to uczucie, kiedy spotykając kogoś zaczynacie myśleć, że tym razem jest inaczej, że teraz się uda, że razem stworzycie coś trwałego? Radość, szczęście, podekscytowanie mieszają się z lękim. Na serio, pierwszy raz boicie się, że ukochana osoba zniknie z waszego życia. Że jej miłość się skończy, wypali. Że jeśli pozna nas lepiej, rozczaruje się i odejdzie. Że nie zechce dzielić z nami naszego życia…

Żeby stworzyć z kimś głęboki związek, żeby mieć do siebie pełne zaufanie, być prawdziwym wobec siebie, musimy przeżyć razem coś głębszego. Znam pary, które ze sobą bywają – na weekendy, na urlopy, na wyjścia do znajomych i do kina… Ale kiedy jedno choruje, ma spotkanie rodzinne lub inne zobowiązania, rozdzielają się, wracając do swoich światów. Czy to jest relacja trwała? Wiem, bywa, że takie związki trwają latami. Są ludzie, którzy kochając się całe życie, nigdy ze sobą nie zamieszkali na stałe, nie związali się wzajemną obietnicą, zobowiązaniem, dochowując jednak sobie wierności. Nie powiedzieli sobie: jesteśmy ze sobą w dobrych i złych chwilach, nie wzięli za siebie i swoją relację pełnej odpowiedzialności. Nigdy nie zdecydowali się na to, by być ze sobą w szczęściu i smutku, w zdrowiu i w chorobie.

I wcale nie mówimy tu o ślubie, o konieczności zalegalizowania związku. Małżeństwo nie gwarantuje nam przecież trwałości relacji. Ono z całą pewnością rozwiązuję całą masę spraw organizacyjnych. Ale naprawdę nie jest gwarancją miłości po grób. Tę gwarancję, tę chęć i wolę musimy mieć w sobie. Tylko wspólne życie, dzień po dniu pokazuje nam siłę i wartość uczucia.

Decydując się na dzielenie ze sobą życia, zdejmujemy maski. Wspólna codzienność odziera nas z aury tajemniczości, niedostępności. Pokazuje nie tylko siłę i piękno, ale i słabość. Widzimy siebie takimi, jakimi jesteśmy naprawdę. Czasem bywamy zmęczeni, zdenerwowani, reagujemy bezmyślnie, impulsywnie. Choroba, choćby chwilowa niedołężność, pot, brudne włosy… Nie zawsze jesteśmy atrakcyjni i pociągający, prawda? Trudne momenty obnażają prawdę o naszej miłości. Czy jest ona wygodna, łatwa, powierzchowna? Czy starczy jej cierpliwości i determinacji, gdy będzie ciężko? Czy wybaczy, jeśli zdarzy się nam zbłądzić?…

Może boimy się tej prawdy o naszej miłości. Boimy się przekonać, że ona nie jest niczym więcej jak chwilowym zauroczeniem.


Lifestyle Związek

Dlaczego faceci zrywają związki przez SMS-y, czyli „jestem na to zbyt wrażliwy”

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
2 lutego 2021
Fot. iStock

Kasia nie podejrzewała niczego. Wstała, jak zwykle nieco później niż jej mąż. Na blacie w kuchni zostawił kawę, jeszcze ciepłą, ale tym razem nie postawił obok kubka dla Kasi. Pewnie zapomniał, ostatnio taki zmęczony, zabiegany… Wysłała mu wiadomość, chciała wiedzieć, czy bezpiecznie dotarł do pracy, bo pogoda tego dnia była naprawdę paskudna. Odpowiedz przyszła prawie natychmiast: Jestem, dotarłem. Nie wrócę do domu na noc. Myślę, że powinnismy się rozstać.

Zaraz, co? To chyba jakaś literówka. Kasia próbuje znaleźć słowo podobne, które mogłoby zastąpić ten dziwny wyraz. Rozstać??? Lekko zaniepokojona dzwoni do męża. Ale numer nie odpowiada. Coraz bardziej zdenerwowana pisze SMS: Chyba klawiatura poprawiła ci wiadomość. Napisałeś, że chcesz się rozstać. Kilka minut pózniej na ekranie wyskakuje zdanie, którego nie zapomni do końca życia: To nie jest pomyłka. Chcę rozwodu. W tygodniu napiszę maila i wpadnę po rzeczy.

Rozstania przez SMS-y. Bezpieczna alternatywa dla konfrontacji z trudnymi emocjami. Sprytny sposób, by uniknąć odpowiedzi na niewygodne pytania. Telefon przecież zawsze można wyłączyć, prawda? Wiadomości można nie zobaczyć, nie przeczytać… Nie widać w nich łez, nie słuchać wyrzutów, krzyków, wyzwisk. Nie widać wyrazu oczu, w którym przeczytałbyś żal, smutek, ból i zaskoczenie. Nie trzeba się tłumaczyć. Nie trzeba przejmować gwałtownymi reakcjami.

Kasia parzy sobie melisę, pisze kolejny SMS: To chyba jakiś żart. Chcesz się rozstać po tylu latach i wysyłasz wiadomość? Nie stać cię na odwagę, by ze mną szczerze porozmawiać? Chyba należą mi się jakieś wyjaśnienia. Nic nie mówiłeś o rozstaniu.

Potem wpada do sypialni i zagląda do kieszeni jego koszuli. Szuka też w kieszeniach spodni, kurtki, marynarki i w plecaku? Czego szuka? Jakiegoś wytłumaczenia, argumentu, przyczyny. Chce zrozumieć.

Kasia dzwoni do pracy i prosi o wolny dzień. Przeprasza, że płacze i mówi nieskładnie, ale właśnie zostawił ją mąż. Jednym SMS-em. Szefowa jest pełna współczucia, dodaje tylko: Ciesz się, że tak wyszło. Moja siostra o rozstaniu dowiedziała się w momencie, kiedy listonosz przyniósł jej polecony z pozwem rozwodowym. Mąż był akurat w domy, skurczybyk, ale natychmiast zwiał. Trzymaj się!

Ona

O ukochanej męża dowiaduje się od wspólnych znajomych. Wszyscy wiedzieli, ona nie. Na początku płacze, dużo. Umawia się z przyjaciółkami na kawę, potem na wino. Zostają do rana. Kasia próbuje ochłonąć, ma spokojnie skontaktować się z mężem. Niech powie jej prosto w oczy, dlaczego od od osiemnastu miesięcy prowadzi podwójne życie. I jak był w stanie to wszystko pogodzić: pracę, dom, kochankę, żonę. Wymiana SMS-ów kończy się kłótnią, on blokuje jej numer na dwa tygodnie. Pod jej nieobecność zabiera z domu swoje ubrania, kilka książek, komputer. Kasi nie udaje się spotkać z Krzysztofem aż do momentu, gdy konfrontują się na sali sądowej. Ale wtedy nie ma już w stosunku do niego żadnych pozytywnych uczuć. Przez miesiące walczyła, prosiła o spotkanie. Nie potrafi zrozumieć tego, co się stało. Dziś chce tylko zapomnieć.

On

Zakochał się w koleżance z pracy półtora roku temu. Od tego czasu nie ma odwagi powiedzieć żonie, że chce, że musi odejść. Miota się między dwiema kobietami, między poczuciem obowiązku, a  nowym uczuciem. W końcu decyduje się zniknąć.  Jak najmniej konfrontacji, jak najmniej bezpośredniego kontaktu. Przecież ona w końcu się otrząśnie, znajdzie sobie kogoś. Przecież chyba nie będzie aż tak bardzo cierpieć z jego powodu. Jasne, przeżyli razem 10 lat, ale oboje są jeszcze młodzi, wszystko przed nimi. I nie mają dzieci. Ale nie mógłby jej tego powiedzieć wprost, nie mógłby na nią patrzeć. Nie lubi łez, histerii. To go rozkłada na łopatki, wszystko komplikuje. On nie lubi komplikacji.

Rozwód wzięli po roku od pamiętnego SMS-a. Nie było to łatwe przeżycie, tym bardziej, że w sądzie trzeba pojawić się osobiście. Krzysztof szlochał w chusteczkę, tłumacząc, że swoją decyzję przekazał żonie w taki, a nie inny sposób, bo „jest bardzo wrażliwy”. Rozstali się za porozumieniem stron. Niedługo potem nowa partnerka zniknęła z jego życia. Jeszcze się z tym nie pogodził, odeszła bez słowa wyjaśnienia.