Lifestyle

Kryzys po czterdziestce? Nie, to raczej zupełnie nowy rozdział

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
19 listopada 2021
Fot. iStock / Sadeugra
 

Kryzys po czterdziestce kojarzy nam się z mężczyzną, który nagle zaczyna flitować z młodszą kobietą, kupuje nowy samochód i ma potrzebę, by poczuć się królem życia. Ale my, kobiety, też go przeżywamy. Co prawda może nie rzucamy się w ramiona młodszego kochanka (przynajmniej nie tak często), ale nasza osobowość się zmienia. Jak? Najpierw patrzymy w przeszłość, robimy bilans, czasem dużo w nas lęku. I coś, co było okej dziesięć lat temu, teraz nas drażni. To mieszanka wybuchowa, bo z jednej strony czujemy, że coś się skończyło, z drugiej jest w nas ogromna determinacja i siła.

Po czym rozpoznać, że wchodzimy w kryzys wieku średniego?

Zaczynamy myśleć o swoim zdrowiu

Niektóre z nas zmusza do tego rzeczywistość. Gorzej się czujemy, gdzieś coś pyka, kłuje. Nagle badamy tarczycę, robimy krzywą cukrową, zapisujemy się na usg brzucha. Już nie odwołujemy ginekologa, czy okulisty, bo praca. Wiemy, że każde zaniedbanie ma swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Nieprzespana noc równa się cienie pod oczami i gorsze samopoczucie, zła dieta, puchniemy. Za dużo alkoholu– boli nas głowa. Zaczynamy zdrowo się odżywiać, częściej chodzić na spacery.

Nie chudniemy już tak szybko. Odpuszczamy sprawę albo wreszcie decydujemy się na radykalne działania

Chcemy (tak samo jak mężczyźni), żeby nasze ciało wyglądało zdrowo. Przestajemy powtarzać sobie: „Od jutra”. Po prostu poszukujemy sposobów, by wciąż być atrakcyjnymi kobietami. Zaczynamy ćwiczyć jogę, idziemy na siłownię, biegamy, choć kiedyś nienawidziłyśmy tego robić.

Zresztą to nie tylko chodzi o urodę. Nie mamy już złudzeń, my też się starzejemy, boimy się niedołężności i wiemy, że to ostatni dzwonek, żeby jej zapobiec.

Czasem odpuszczamy i myślimy: już za późno, trzeba to olać. Ten moment jest bardzo niebezpieczny. Nie, nie jest za późno!

Porównujemy się z innymi

To nie chodzi o zawiść, czy obsesyjną zazdrość. Bardziej o to, że patrząc na znajomych, przyjaciół widzimy siebie. Porównujemy nasze życia. Marzyłam, w wieku 20 lat, o domu? Dlaczego nie spełniłam tego marzenia tylko jeżdżę do przyjaciółki cieszyć się ogrodem? Marzyłam o własnej firmie? Dlaczego jej nie mam, skoro koleżanka ma i mówi, że to nic trudnego. Dlaczego? Dlaczego? Tak, wracamy do siebie i swoich planów. Czasem dzięki innym.

Uwierają nas rzeczy niewygodne

Nieważne, czy chodzi o pracę, czy związek. Czujemy, że nie chcemy żyć bez sensu. Praca jako źródło finansów schodzi na dalszy plan, bo zastanawiamy się często, czy akurat ta praca przynosi nam satysfakcję. Ma sens? Jest spełnieniem naszych marzeń? A może już nie działa i marzymy o innej drodze?
Podobnie ze związkiem, robimy podsumowania i jeśli coś zgrzyta, czujemy w trzewiach, że coś nie tak, analizujemy, myślimy o zmianach.
Nie zawsze mamy odwagę na te zmiany, ale jeśli czujemy, że nie żyjemy, jak chcemy, możemy wpadać w złe nastroje, czuć się smutne.

Popadamy w stany depresyjne

Choć eksperci wskazują, że ludzie w wieku średnim rzadziej chorują na depresję, to jednak jej epizody dotykają nas, kiedy na nowo poszukujemy swojej tożsamości, kiedy pojawia się poczucie pozornej straty tego, co było – młodości, szaleństwa. To może zmienić chemię naszego mózgu, jeśli do tego dołożymy niefortunne zdarzenia, istnieje prawdopodobieństwo, że pojawić się mogą objawy depresji.

Myślimy o śmierci i przemijaniu

Coraz częściej zdarza nam się zastanawiać nad starością. Czasem to wynika z tego, że widzimy, jak starzeją się nasi rodzice, czasem dlatego, że choruje i umiera ktoś wśród znajomych. Zresztą my sami jesteśmy dowodem na to, że wszystko przemija, a jakbyśmy z tym nie walczyli, wchodzimy w etap, w którym każdego roku jesteśmy bliżej do końca niż dalej.

Niektórzy ludzie zaczynają nas męczyć

Szczególnie ci, którzy naruszają nasze granice, stosują wobec nas jakąkolwiek przemoc. Nawet jeśli nie umiemy się jeszcze przeciwstawić, nasze ciało mówi nam, gdzie i z kim nie chcemy być.

Ten moment kryzysu może być dla nas trudny. To tak jakby męczyła nas stara skóra, chcemy ją zrzucić i pójść dalej.
I to w sumie od nas zależy, co zrobimy. Udamy, że nie widzimy, że coś nas uwiera, czy zaczniemy powoli coś zmieniać. Tak, czterdziestka to genialny czas na zmiany. Nawet jeśli nie gwałtowne, spektakularne, to jakieś. Dobrze jest wykorzystać moment, bo jeśli dobrniemy do pięćdziesiątki niezadowolone z życia, smutne to kolejny kryzys, dużo trudniejszy, mamy jak w banku.


Lifestyle

Homeschooling, czyli świadome nauczanie w domu

Redakcja
Redakcja
19 listopada 2021
fot. Fabio Principe/iStock
 

Homeschooling, czyli edukacja domowa, to zjawisko, którego namiastki wielu uczniów i rodziców doświadczyło w minionym roku szkolnym. Rodzice i dzieci mogli przekonać się, jak wygląda edukacja prowadzona w domu. Dla niektórych okres ten był dużym wyzwaniem, jednak są i tacy, dla których stał się impulsem do podjęcia decyzji o uniezależnieniu edukacji swojego dziecka od szkolnej ławki. Jakie są zalety i wady takiej formy nauczania, kto może się na nią zdecydować oraz jak ciekawie i efektywnie prowadzić homeschooling?

Wielu rodziców pierwszy raz zetknęło się z “domową szkołą” w marcu 2020 roku, kiedy placówki oświatowe zostały zamknięte w związku z wybuchem pandemii. Jednak ta forma edukacji swój prawdziwy rozkwit przeżywała już w XIX wieku. Wtedy to co zamożniejsze rodziny zatrudniały tzw. guwernerów, czyli prywatnych nauczycieli, którzy spędzali czas na indywidualnej nauce z dzieckiem. Obecnie rozwinięta technologia, łatwy dostęp do wielu ciekawych pomocy naukowych jak np. wirtualne galerie i muzea, nagrania audio czy tematyczne kanały edukacyjne, jak również coraz liczniej powstające obiekty, w których można uczyć się przez doświadczenia zmysłowe, ułatwiają rodzicom przejęcie roli nauczyciela swojego dziecka.

Mniej formalności na start

W polskim prawie od 30 lat funkcjonują zapisy, które umożliwiają wprowadzenie domowego nauczania każdemu. W związku z tym rodzice nie muszą kończyć specjalistycznych studiów bądź kursów, ani też starać się o jakiekolwiek certyfikaty. Do tej pory zabiegający o zgodę na edukację domową musieli m.in. uzyskać opinię poradni psychologiczno-pedagogicznej, jak również przypisać swoje dziecko do szkoły lub przedszkola w tym województwie, w którym mieszka. W lipcu br. te dwa wymagania zostały na stałe zniesione. Obecnie wystarczy oświadczenie o zapewnieniu dziecku warunków do nauki oraz o przystępowaniu co roku przez dziecko do egzaminów klasyfikacyjnych. To zdecydowanie wpłynęło na zwiększenie zainteresowania rodziców tą formą nauki. Obecnie korzysta z niej w Polsce już prawie 20 tysięcy uczniów.

Czy warto?

Niewątpliwie tym, co może przekonać rodziców do homeschoolingu, jest większy wpływ na proces nauczania swojego dziecka, możliwość rozwijania jego konkretnych pasji i zainteresowań, a także wspólne spędzanie większej ilości czasu. Rodzice, obserwując postępy swoich dzieci, mogą sięgać po zróżnicowane metody, które zdecydowanie urozmaicają proces nauczania. Są jednak i tacy, którzy dostrzegają w nauce domowej pewne wyzwania. – Jedną z obaw, która odsuwa wielu rodziców od podjęcia decyzji o edukacji domowej jest utrudniona interakcja dziecka z rówieśnikami. W moim przekonaniu warto pokazywać uczniom, że w obecnych czasach można nawiązywać wartościowe relacje w dużo szerszym kręgu znajomych niż szkolna klasa. To niesamowicie uczy otwartości. Homeschooling umożliwia realizację programu nauczania z każdego miejsca na świecie i sprawia, że jesteśmy również bardziej elastyczni czasowo. Dzięki temu sprzyja np. częstszym rodzinnym podróżom i budowaniu relacji między rodzicami i dziećmi – mówi Anna Trawka, pedagożka i ekspertka internetowej szkoły języka angielskiego Novakid.

Nowe technologie pomagają

Webinary, konsultacje online, biblioteki internetowe, nagrania wykładów, różnorodne interaktywne quizy i testy, baza scenariuszy zajęć – wachlarz źródeł wiedzy jest w obecnych czasach niezwykle szeroki. Istnieją również zyskujące na popularności aplikacje wykorzystujące elementy rozszerzonej rzeczywistości, które ułatwiają płynne połączenie świata realnego i wirtualnego np. podczas górskich wycieczek. Ponadto przydatnymi narzędziami są platformy e-learningowe, także językowe, których treści dostosowane są do wieku dziecka. – Rodzice, którzy zdecydują się na nauczanie swojej pociechy w domu, nie muszą się już martwić, że nie mają idealnego akcentu, swobody językowej, a w związku z tym, że przekazują dziecku niewłaściwe wzorce. Dzięki programom edukacyjnym, opartym na interakcji z lektorem, można zainwestować w lekcje językowe z native speakerem, który od pierwszej lekcji wspiera dziecko w naturalnej nauce języka obcego, przebiegającej podobnie do przyswajania języka ojczystego – dodaje Anna Trawka, logopedka i ekspertka szkoły Novakid.

Podjęcie decyzji o przejściu na homeschooling niewątpliwie wiąże się ze znaczącą zmianą w funkcjonowaniu rodziny. Warto rozpatrzeć wszystkie jej aspekty, aby przekonać się, czy odpowiada to naszemu stylowi życia i czy jesteśmy w stanie wspierać dziecko w tej edukacyjnej przygodzie.


Novakid to internetowa platforma edukacyjna ESL (English as a Second Language – angielski jako drugi język), oferująca dzieciom w wieku 4-12 lat indywidualne lekcje z certyfikowanymi native speakerami. Szkoła Novakid jest zarejestrowana w USA i posiada uczniów na całym świecie. Podstawą edukacji na platformie jest komunikacja i metoda pełnego fizycznego reagowania (tzw. total physical response), polegająca na użyciu gestów i mimiki i odpowiadająca tym samym przyswajaniu języka ojczystego. Proces edukacji jest prowadzony w formie zabawy i wzbogacają go takie rozwiązania, jak: wirtualna rzeczywistość, interakcja i grywalizacja, by jak najbardziej uatrakcyjnić najmłodszym naukę języka.


Lifestyle

Paulina Młynarska o przejawach dręczenia kobiet. „Robicie to, panowie, odruchowo, z automatu i to jest tragiczne”

Redakcja
Redakcja
19 listopada 2021
fot. CC BY-SA 2.0/wikipedia, domena publiczna

Paulina Młynarska wytrwale i konsekwentnie punktuje bolączki życia społecznego. Odważnie punktuje nasze błędy. W najnowszych postach na Facebooku dziennikarka postanowiła uświadomić mężczyznom, jakie ich zachowania wobec kobiet są przemocowe. Lista jest długa i bolesna. Również ta komentarzy pod postami Młynarskiej.

Wszystko zaczęło się od felietonu, w którym Młynarska odniosła się do komentarzy, jakie pojawiają się w odpowiedzi na serial Netflixa „Sprzątaczka”, oczywiście głównie tych, które wyrażają mężczyźni. Przypomnijmy, to serial o młodej matce, która ucieka z małym dzieckiem od przemocowego partnera i zatrudnia się właśnie jako sprzątaczka.

„No i teraz są te komcie panów, facetów, chłopaków, pod postami na FB dotyczącymi serialu. Co w nich czytamy? Uderzająco dużo stwierdzeń, że „ta przemoc, od której ona uciekała to jakaś taka… nie tego. No, nie przemoc, gdyż nasza Alex wieje zanim zacznie się prawdziwe bicie. Wieje od wrzasków, rzucania szkłem w ścianę tuż obok niej, od życia w napięciu i permanentnym stresie, który odbiera rozum”

 

„Kiedy chodzicie pod domu jak gradowa chmura, rozsiewając wokół bierną agresję i terroryzując nią domowników, to jest przemoc. Kiedy podkur… podnosicie głos, wyzłośliwiacie się, dopieprzacie o szczegóły, werbalnie rozstawiacie dzieci i swoje partnerki po kątach, to jest przemoc. Kiedy oczekujecie obsługi niczym udzielni książęta, to jest przemoc. Kiedy na kacu, albo niedopici, albo na zejściu po czymś mocniejszym urządzacie werbalne jazdy nie wiadomo o co, to jest przemoc. Kiedy robicie sceny zazdrości, to jest przemoc. Kiedy kontrolujecie to jak partnerka się ubiera, to jest przemoc” – napisała.

To jednak dopiero początek tej bolesnej wyliczanki. Wyjaśnia, że przemocą są:

  • sprawowanie kontroli nad przyjaźniami kobiety
  • wydzieranie się
  • wymuszanie seksu
  • rzucanie przedmiotami i trzaskanie drzwiami
  • podcinanie skrzydeł zamiast w sparcia
  • wyśmiewanie ambicji i marzeń
  • mówienie: walnij się w tłusty łeb, jak ty wyglądasz
  • straszenie, że odbierzecie dzieci

Przyznała, że wielu takich zachowań doświadczyła osobiście. „Zbyt wielu z Was, panowie, żyje w niezauważalnym dla siebie przywileju – na tym polega patriarchat. Wielu z Was nawet nie ma pojęcia, że w ogóle dopuszcza się przemocy! Robicie to odruchowo, z automatu i to jest tragiczne. Przemoc emocjonalna, ekonomiczna i werbalna, to jest przemoc” – napisała.

Post poniósł się po Facebooku, komentarzy jest mnóstwo, głównie przyznających autorce rację. I choć wydawać by się mogło, że naprawdę trudno być przeciw, pojawiły się i takie głosy. To sprawiło, że pojawił się kolejny, w którym Młynarska pisze:

Wiedziałam, że tak będzie. Nie jestem zaskoczona, tylko jakoś zawiedziona, że zawsze, kiedy pisze się lub mówi o przemocy mężczyzn wobec kobiet i dzieci, pojawia się ten pieprzony symetryzm. „Ale kobiety też to robią”, „Przemoc nie ma płci!”. Co drugi komentarz mężczyzn jest odbijaniem piłeczki. Mnóstwo wypowiedzi kobiet zaś, opatrzonych jest asekuranckim „wiem, że kobiety też”. Bo rządzi nami paranoja, że nie wolno urazić męskiej miłości własnej”.

 

 

Paulina Młynarska przytoczyła też dane, które – wydawałoby się, że – wszystkie znamy. Okazuje się jednak, że przypominania nigdy dość.

Centrum Praw Kobiet podaje: Każdego tygodnia w Polsce z powodu przemocy domowej giną 3 Polki. Co 7 dni umierają 3 matki, które zwykle pozostawiają w osamotnieniu osierocone dzieci. Rocznie śmiertelnych ofiar agresji w rodzinie jest około pół tysiąca. Nieco ponad 80 tys. kobiet ma odwagę powiadomić służby o tym, że są maltretowane, wyzywane, bite i upokarzane przez najbliższych członków rodziny. Reszta woli milczeć i godzi się z tym, co je spotyka. Szacuje się, że ofiar przemocy w rodzinie jest około 100 tys. rocznie“.


Zobacz także

Intrygujące, czy irytujące? Co czujecie, gdy patrzycie na te animacje?

Pakowanie prezentów przestanie być udręką. Prosty i szybki sposób dla osób, którym nigdy nie wychodzi

40 rzeczy, których się nauczyłam przez 40 lat mojego życia