Go to content

„Jestem bibliotekarką, po nocach piszę porno”. Matka i żona o klubach dla swingersów i grupowym seksie

odważny seks nocą
Fot. iStock/sakkmesterke

– Początkowo sądziłam, że do opisania domu uciech wystarczy mi wyobraźnia i porządny, wirtualny research. Ale w trakcie… ten temat coraz bardziej mnie wciągał i pomyślałam, że może Wisłocka miała rację, że „ślepy o kolorach nie napisze”. Zaczęłam rozmawiać o tym z mężem. Był w takim samym stopniu podekscytowany, co przerażony wizją ewentualnej wizyty w klubie dla swingersów– mówi Maya Frost, autorka gorących erotyków.

Kim jest dziewczyna, która pisze o klubach dla swingersów?

Ta dziewczyna jest grubo po trzydziestce, ale faktycznie czuje się wciąż jak dwudziestolatka. Poza tym jest mamą dwójki kilkulatków i żoną inżyniera. Dużo jeździ na rowerze, pracuje w bibliotece, więc całymi dniami ukrywa się za stosami książek, nosi okulary, swetry i koszule zapinane pod samą szyją. Nie zauważyłabyś jej między regałami, a już na pewno nie wpadłabyś na to, że ta dziewczyna pisze po nocach gorące i bardzo dosadne książki erotyczne.

Erotyki pisze się nocą?

W moim przypadku tak, ale  to chyba bardziej kwestia logistyki. Mam rodzinę, więc po powrocie z pracy i odebraniu dzieci z przedszkola i szkoły, zajmuję się w pierwszej kolejności właśnie nimi. Mamy takie swoje małe rytuały. Po obiedzie idziemy z psem na spacer, potem najczęściej gramy w planszówki. Dopiero kiedy chłopcy idą spać, a usypia ich przeważnie tata, chyba że sam dużo pracy, ja siadam do pisania. Niestety odbywa się to kosztem innych spraw, typu pranie, prasowanie czy w ogóle sprzątanie. Prasowaniu dałam spokój dawno temu, a kiedy piszę książkę, nasz dom wygląda jak pobojowisko. Mój mąż stara się to wszystko ogarniać, ale przy dwóch chłopcach to syzyfowa praca, więc najczęściej odpuszczamy. Śmiejemy się, że po prostu zrobimy remont, kiedy dzieci wyjadą na studia.

Byłaś z mężem w klubie dla swingersów? Albo sama? Z koleżanką?
Początkowo sądziłam, że do opisania domu uciech wystarczy mi wyobraźnia i porządny, wirtualny research. Ale w trakcie… ten temat coraz bardziej mnie wciągał i pomyślałam, że może Wisłocka miała rację, że „ślepy o kolorach nie napisze”. Zaczęłam rozmawiać o tym z mężem. Był w takim samym stopniu podekscytowany, co przerażony wizją ewentualnej wizyty w klubie dla swingersów. Od razu oboje byliśmy pewni, że jeśli tam trafimy to tylko jako obserwatorzy, ale i tak bardzo się stresowaliśmy. W końcu się wybraliśmy i okazało się, że jak to zwykle bywa, strach ma wielkie oczy. To nie jest tak, że od wejścia jesteś epatowana golizną i scenami z kamasutry, że wszyscy się na ciebie rzucają. Taki lokal na wejściu niczym się nie różni od zwykłego klubu. Siedzisz przy barze, pijesz drinki, możesz rozmawiać z ludźmi, możesz nie rozmawiać. W końcu ktoś proponuje ci przejście w dyskretne miejsce, ale przecież nie musisz się zgadzać.

A ty się zgodziłaś?

Nie. Nie złamaliśmy tej zasady i nawet nie mieliśmy ochoty, bo jak na pierwszy raz, to było i tak dużo emocji. Przeszliśmy za to do pomieszczenia, w którym mogliśmy obserwować inne pary. Przyznam, że to było bardzo silne doznanie. Ściskałam męża tak mocno za rękę, że dopiero w domu zauważyliśmy, że ma na grzbiecie dłoni ślady po moich paznokciach. Muszę przyznać, że później to była dla nas bardzo gorąca i pamiętna noc.

Dzieci u dziadków, a rodzice w domu schadzek?

Coś w tym stylu. Może to brzmi abstrakcyjnie, ale do klubów dla swingersów naprawdę przychodzą zwykli ludzie. Mają rodziny, zwykłe zawody. W tygodniu są księgowymi albo informatykami, zabierają dzieci do zoo, a w weekendy idą po prostu na imprezę dla dorosłych.

W takim razie nie muszę już pytać, skąd czerpiesz inspirację. Nawet wytrawne czytelniczki erotyków mówią, że czegoś tak odważnego i bezpruderyjnego, jak obie części „Klubu” jeszcze nie czytały.

Cieszę się, że udało mi się napisać coś świeżego w nurcie, w którym niby wszystko już było. Przyznaję, że spędziłam sporo czasu, główkując, czym zaskoczyć polskie czytelniczki. Wiedziałam, że fabuła osnuta wokół przybytku rozkoszy, w którym spełniane są najśmielsze fantazje gości, to będzie to. Seks, w którym biorą udział więcej niż dwie osoby, to u nas bardzo silne tabu, a jednocześnie coś, co pociąga, fascynuje. Fantazjujemy o tym, choć niekoniecznie chcemy wziąć w tym udział na serio. Czasami wystarczy sam widok innych osób, które uprawiają seks, a nawet opis tych scen, i to jest okej, bo doznania są tak silne, że trzeba je dawkować.

A jak się czujesz, gdy ktoś zarzuca ci, że piszesz „czyste porno”?

Jako komplement. To znaczy, że udało mi się sugestywnie oddać klimat klubu uciech. Poza tym, jeśli to jest porno, to z pewnością porno kobiece, a o to mi właśnie chodziło: pokazać świat erotyki od strony kobiecych pragnień, fantazji i doznań. Nie okłamujmy się, kobiety też oglądają porno, ale niestety ono w większości jest wymyślane przez i na potrzeby mocno przebodźcowanych mężczyzn, dla których seks to czysta fizjologia. Mięso. Czasem, kiedy oglądam takie sceny, mam wrażenie, że patrzę na jakąś jatkę. Kobiety traktowane jak półtusze wieprzowe, w rozmazanych makijażach, eksploatowane na wszystkie sposoby, krzyczące w niebogłosy. Okej, niektóre z nas lubią być w łóżku zdominowane, potraktowane ostro czy nawet sponiewierane, ale nie w taki sposób. To nadal musi być na naszych warunkach, musi być w tym jakaś zmysłowość, pewna gra z drugim człowiekiem. W „Klubie” jedna z bohaterek całkowicie odpuszcza jakiekolwiek hamulce i daje się zdominować kilku partnerom, ale to są jej zasady, jej wolność.

Skoro mowa o hardkorowych fantazjach, co sądzisz o słynnej scenie z „365 dni”, przez którą Blankę Lipińską posądzano o promowanie gwałtu? Czytałaś jej książki?

Przyznam szczerze, że czytałam tylko fragmenty, m.in. tę scenę. Obejrzałam za to cały film. No, może to złe słowo, bo większość przewinęłam, sceny kupowania ubrań mocno mnie znudziły, ale szanuję twórców i aktorów za odważne pokazanie seksu, tylko dlaczego musiałam na niego czekać pół filmu? Miałam wrażenie, że podczas gdy Massimo zdążył zostać zaspokojony kilka razy, Laurę zaspokojono jedynie zakupami. To mnie rozczarowało. Co do książkowej sceny ze stewardessą, nie sądzę, żeby była ona dobrze skonstruowana. Rozumiem zamysł Blanki, tak jak wiem, że są kobiety, które kręci fantazja o gwałcie. Ale to tylko fantazja, te kobiety nie chcą w niej uczestniczyć i nie ma to nic wspólnego z traumą, którą przeżywają ofiary gwałty. Dlatego na Blankę poleciały gromy. Bo stewardessa została zmuszona do seksu oralnego, a Massimo mimo wszystko pozostał amantem. Moim zdaniem zabrakło dystansu i trzeźwego spojrzenia redaktora, który to czytał.

 Czy ciebie, jako autorkę, spotkała jakaś krytyka?

Oczywiście, ale tylko ze strony czytelniczek, które wolą „waniliowe” romanse. „Klub pana G” okazał się dla nich za dosadny, na szczęście przy „Klubie pani M”, czytelnicy wiedzieli już, czego można się spodziewać. W każdym razie dostawałam nawet wiadomości z pogróżkami. Pewna kobieta wysłała mi stek wyzwisk i elaborat, który raczej mnie rozbawił. Pisała głównie o tym, że ona jako szczęśliwa i zadowolona mężatka nie musi pisać ani czytać o „takich rzeczach”, bo jej mąż ją zaspokaja. Ciekawe zatem, dlaczego sięgnęła po „Klub”.

Uważasz, że Polki nie są zaspokojone w łóżku?

Myślę, że spora część nie jest. W naszej polskiej mentalności seks to kompletne tabu. Kobieta z pragnieniami, fantazjami erotycznymi wychodzącymi poza pozycję „na jeźdźca” albo założenie sexy bielizny, marząca o różnych partnerach seksualnych, to ladacznica i czarownica. Dlatego udajemy grzeczne dziewczynki, karcimy same siebie za wyuzdane myśli albo sądzimy, że coś jest z nami nie tak. Seks musi być uświęcony, najlepiej węzłem małżeńskim, a przynajmniej uczuciem. Dziewczynki w znacznej mierze były i są wychowywane w kulcie cnót niewieścich, minister Czarnek tylko powiedział na głos coś, co wysysamy z mlekiem matki. Nikt nam nie mówi, że seks to może być świetna zabawa, radość z odkrywania siebie i drugiego człowieka. A szkoda.

Dlaczego?

Bo mogłybyśmy zdjąć z siebie brzemię grzesznicy. I z pewnością byłoby znacznie mniej złamanych serc z tego tytułu, że on chciał tylko seksu, a ona myślała, że będą potem ze sobą chodzić. A dlaczego my też nie możemy chcieć tylko seksu? Bo nam nie wypada.
Nie wypada też wypowiadać, takich słów, jak „cipka” albo „wulwa”?
Tak, „wulwa” wywołała sporo zamieszania w pierwszej części „Klubu”. Tak samo jak fallus. Nie wszystkim spodobały się te określenia. Dla mnie są normalne, bo miałam na studiach kulturę antyczną i tam było pełno „wulw” oraz „fallusów”. To fachowe określenia, a w dodatku mniej „lekarskie” niż np. pochwa czy prącie, a już na pewno lepsze niż „srom”, który sam w sobie oznacza „wstyd”. Rozumiem opory przed czymś nowym, jednak rolą pisarza jest ich przełamywanie. Nawet słowo „cipka” potrafi rozpętać burzę, co tylko potwierdza to, co powiedziałam wcześniej – same siebie karcimy i piętnujemy, nie potrafimy nawet nazwać głośno swoich narządów rodnych.

A co dopiero obejrzeć te narządy…

Wiesz, ile kobiet ma kompleksy związane z wyglądem swojej cipki? To znowu wina męskiego porno. Myślimy, że wszystkie wargi muszą być idealnie skrojone, małe i różowe. Tymczasem w tym temacie panuje duża różnorodność i chciałam, żeby moje bohaterki pokazały, że to normalne.

Skoro mowa o bohaterce. Czytelniczki mówią o Milenie: „Wreszcie postać, która nie jest potulną, wpatrzoną w faceta mimozą”.

Na tym właśnie polega przemiana Mileny i może dlatego tyle kobiet się z nią utożsamia. Milena schowała się w dresie i w roli potulnej pani domu, która dla mężczyzny porzuciła swoje marzenia. Weszła w schemat, w który wchodzi wiele z nas. Nie chciałabym być źle zrozumiana. Sama jestem żoną i matką i spełniam się w tym. Co jednak, jeśli to małżeństwo okazuje się ciężarem nie do zniesienia, mąż jest tyranem, a dawne pragnienia dają o sobie znać? Nie każda z nas ma odwagę się wyzwolić. Milenie też zajmuje to sporo czasu.

No dobrze, ale nawet ona dopuszcza się nielojalności wobec męża dopiero wtedy, kiedy dowiaduje się o jego romansie. Dlaczego bohaterka musi mieć takie usprawiedliwienie?

Temat zdrady to również wielkie tabu, mimo że dotyczy lwiej części z nas. Spora grupa kobiet ma za sobą jakieś doświadczenie niewierności, czy to własnej czy ze strony partnera. Niektóre czytelniczki odsądziły mnie od czci i wiary tylko z tego powodu, że w ogóle poruszyłam ten wątek. Przyznaję, wiedziałam, że tak będzie, dlatego chciałam trochę Milenę usprawiedliwić. Zresztą kobiety rzadko zdradzają bez powodu, podejrzewam, że mężczyźni również. Oczywiście to nie jest najlepszy sposób na radzenie sobie z problemami w związku, ale zaskakująco powszechny i nie ma sensu udawać, że tak nie jest. Zdaję sobie sprawę, że bohaterowie „Klubów” i mój sposób opisania tej historii z jednej strony jest odważny, a z drugiej uwikłany w pewne kulturowe schematy. M.in. z tego powodu jedna scena nie znalazła się w książce.

Jaka?

W jednej z recenzji przeczytałam bardzo słuszną uwagę, że opisuję sceny seksu między kobietami, a milczę o seksie między mężczyznami. Dla mnie samej scena z udziałem dwóch mężczyzn byłaby bardzo smaczna i podniecająca, ale uznałam, że czytelniczki nie są na nią jeszcze gotowe. Może w kolejnych książkach? To na pewno będzie wyzwanie. I burza.

Pisanie scen erotycznych jest podniecające?

No pewnie! Dawno temu odkryłam, że lubię pisać o seksie, lubię fantazjować, wymyślać erotyczne sytuacje, dialogi, pozycje, sposoby, na które bohaterowie wzajemnie się uwodzą. „Klub pana G” napisałam w miesiąc i to był bardzo, ale to bardzo gorący miesiąc. Praktycznie non stop chodziłam podkręcona, co z uwagi na normalną pracę poza pisaniem i zwykłe domowe obowiązki, było czasem niekomfortowe. Za to mój mąż na nie narzekał.

Maya Frost – za dnia jest typową żoną, mamą i raczej niepozorną bibliotekarką. W nocy puszcza wodze fantazji i opisuje najdziksze pragnienia kobiet. Inspirację czerpie z… rozmów w klubie czytelniczym, który założyła. Praca w bibliotece to spełnienie jej dziecięcego marzenia. Kolejnym było wydanie własnej książki, choć to, co pisała, do tej pory trafiało do sekretnego folderu w jej laptopie. „Klub pani M.” to kontynuacja powieści „Klub pana G.” wydanej nakładem Lipstick Books w 2021 roku.
[OPIS WYDAWCY] Milena nie jest już ani znudzoną, ani zahukaną nudną mężatką. Po gorących przygodach w Klubie Nieziemskich Doznań, burzliwym zakończeniu romansu z Gabrielem i rozwodzie z Adamem otrzymuje szaloną propozycję prowadzenia ekskluzywnego klubu. Wspiera ją w tym przyjaciółka. Kobiety będą tam mogły spełniać swoje najdziksze seksualne fantazje. Zapowiada się, że będzie jeszcze bardziej gorąco niż w klubie pana G.