Lifestyle

9 ponadczasowych ubrań, które warto kupić na wyprzedaży

Klaudia Kierzkowska
Klaudia Kierzkowska
23 sierpnia 2021
fot. PeopleImages/iStock
 

W szafie każdej kobiety powinno znaleźć się kilka ponadczasowych ubrań i dodatków, dzięki którym można skomponować dziesiątki różnych stylizacji. By stworzyć modną szafę, wcale nie trzeba wydawać majątku. Wystarczy przyjrzeć się ofercie wyprzedażowej, by znaleźć prawdziwe perełki za połowę ceny. Jakie ponadczasowe ubrania warto kupić na wyprzedaży?

1. Marynarka

Klasyki nigdy za wiele, dlatego podczas wyprzedaży warto upolować marynarkę, która będzie świetnym dopełnieniem wiosennej lub jesiennej stylizacji. Oprócz stonowanych, ciemnych odcieni warto postawić na odważne kolory, które ożywią stylizację. Najlepiej wybierać modele o klasycznym, ponadczasowym kroju, na który moda nigdy nie przeminie. Marynarka świetnie skomponuje się z sukienką, spódnicą, jeansami czy eleganckimi spodniami.

Marynarka garniturowa z modalu, MANGO

2. Mała czarna

To absolutna klasyka, która nigdy nie wyjdzie z mody – na randkę, do teatru czy na rodzinną uroczystość. Uniwersalną, a przy tym bardzo elegancką sukienkę, można wzbogacić ciekawymi dodatkami. Mała czarna efektownie prezentuje się za równo w codziennej, jak i wieczorowej odsłonie. Można łączyć ją z delikatnymi szpilkami, sandałkami na szpilce, a jesienią czy zimą z wysokimi kozakami.

3. Skórzana ramoneska

Trudno wyobrazić sobie jesienną stylizację bez skórzanej, krótkiej kurtki. Na szczególną uwagę zasługują proste, ciemne modele, które nie potrzebują specjalnych dodatków, by prezentować się efektownie. Ramoneska podkreśli wcięcie w talii i pięknie wymodeluje figurę. Świetnie będzie prezentowała się z jeansami z wysokim stanem, plisowaną spódnicą czy małą czarną.

4. Jeansy z wysokim stanem

Dobrze dobrane do sylwetki jeansy z wysokim stanem, nigdy nie wyjdą z mody. Najlepiej sprawdzą się proste fasony w granatowym lub niebieskim odcieniu. Podwyższony stan wymodeluje sylwetkę, optycznie wysmukli talię i wydłuży nogi. Jeansy można zestawić z kozakami, balerinami, szpilkami czy trampkami. Idealne spodnie będą wyjściem awaryjnym w sytuacji, w której nie wiemy co na siebie założyć.

5. Biała koszula

To absolutny i ponadczasowy must have damskiej garderoby. Uniwersalna, a przy tym bardzo kobieca koszula sprawdzi się nie tylko w biurze, ale i w oversiz’owych wiosennych stylizacjach. Połączenie z krótkimi szortami i trampkami nada jej bardziej sportowego charakteru.

6. Kaszmirowy sweter

Swetry, w szczególności te kaszmirowe, nigdy nie wyjdą z mody. Gładki, w warkocze, z dekoltem czy z golfem? Wybór jest naprawdę ogromny. Kaszmirowe swetry nie należą do najtańszego elementu garderoby, dlatego w szczególności warto polować na nie podczas wyprzedaży.

7. Płaszcz

Trudno wyobrazić sobie fajną, jesienną stylizację bez beżowego lub granatowego płaszcza. Płaszcz wykonany z ciepłej tkaniny z dodatkiem wełny lub kaszmiru to ponadczasowy klasyk, który będzie na czasie niezależnie od obowiązujących w danym sezonie trendów. Płaszcz można zestawić z ulubionymi jeansami, spódnicą czy sukienką. Doskonale sprawdzi się w każdej stylizacji.

8. Torebka

W szczególności ta duża i pojemna jest obowiązkowym elementem kobiecej garderoby. Nie ma znaczenia na jaki model postawimy. Możemy wybrać skromną i delikatną, jak również z połyskującymi dodatkami lub srebrnym łańcuszkiem.

9. Baleriny

Skórzane, proste w formie i dobrze wykonane baleriny posłużą przez kilka kolejnych sezonów. Choć te beżowe, granatowe czy czarne cieszą się niesłabnącą popularnością, to może warto tym razem postawić na te w odcieniach pastelowych? Kolorowe buty dodadzą dziewczęcości i delikatności wiosennej stylizacji.

Baleriny LAUREN RALPH LAUREN, eobuwie.pl

 

 

Marta Pożarlik

Tekst powstał we współpracy z:

Martą Pożarlik, czyli Pani od Wizerunku. Od trzech lat współpracuje ze złotymi tarasami. Gościnnie udziela porad modowych w Dzień Dobry TVN. Stylizuje sesje zdjęciowe. Pracuję nad wizerunkiem celebrytów i aktorów. Jest osobistą stylistką Małgorzaty Ohme. Prowadzi liczne szkolenia wizerunkowe dla firm, doradza klientom biznesowym i indywidualnym. Napisała darmowego e-booka „Jak nie zdziadzieć w domu”. Martę znajdziecie na Facebooku i Instagramie. 


Lifestyle

„Kazały przystawiać małego jak najczęściej, ale on nie chciał. A ja już chciałam po prostu, żeby moje dziecko było najedzone”

Redakcja
Redakcja
23 sierpnia 2021
fot. Vasyl Dolmatov/iStock
 

Karmisz dziecko piersią? To pytanie, które najczęściej zadaje się młodej mamie. Jednak mleczna droga nie dla wszystkich kobiet jest oczywista i bezproblemowa, szczególnie na początku. Są sytuacje, które sprawiają, że kobiety muszą zawalczyć o laktację, zanim odnajdą w karmieniu wiele radości i satysfakcji. Przedstawiamy trzy różne historie mam, którym udało się utrzymać laktację z udziałem pomocnika – laktatora.

Agnieszka lat 27

Kiedy byłam już na końcówce ciąży, planowałam, że będę karmić synka piersią. Ponieważ rodziłam przez cesarskie cięcie – wiedziałam, że będę mieć trudniejszą drogę do pokonania – by zawalczyć o wywołanie laktacji. Stres, ból po cięciu – nie ułatwiały osiągnięcia sukcesu. Maluch denerwował się przy piersi – ponieważ mleko nie chciało z niej lecieć, a on płakał i był głodny. Bardzo mnie to frustrowało.

W szpitalu, w którym rodziłam – niemile widziane było dokarmianie dziecka butelką. Położne mówiły, że jak dam mu zasmakować picia z butelki – to już nie będzie chciał piersi. Jednocześnie jednak nie bardzo potrafiły mi pomóc, bym osiągnęła sukces w karmieniu piersią. Kazały jedynie przystawiać małego jak najczęściej, ale on nie chciał ssać dłużej, tylko płakał zdenerwowany i głodny. A ja już chciałam po prostu, żeby moje dziecko było najedzone. I faktycznie prawie się poddałam – już dzwoniłam do męża, żeby kupił butelki i mleko i przywiózł je do szpitala.

Wtedy zadzwoniła koleżanka i poradziła mi, żebym spróbowała rozkręcić sobie laktację laktatorem. Stwierdziłam, że warto spróbować – i traktowałam to jako ostatnią deskę ratunku przed podaniem dziecku mleka modyfikowanego. I to była świetna decyzja! Faktycznie po kilkukrotnym, regularnym odciąganiu mleka – laktacja ruszyła. To wystarczyło, żeby zachęcić synka do ssania – i dalej już on sam regulował moją laktację. A ja byłam szczęśliwa, że jednak będę mogła karmić synka piersią.

Magda lat 28

Moje doświadczenia z karmieniem piersią były trudne, już w ciąży zastanawiałam się jak to będzie i czy będę miała pokarm. Miałam spore obawy, głównie dlatego, że przez wiele miesięcy źle się czułam, dokuczały mi mdłości, później złe wyniki badań, anemia, totalny brak sił. Mimo wszystko wierzyłam, że pokarm wytworzy się instynktownie jak maleństwo będzie już na świecie.

Niestety trudny, wielogodzinny poród, utrata dużej ilości krwi, stres a w konsekwencji depresja poporodowa spowodowały, że jeszcze w szpitalu musiałam maleństwo dokarmiać mlekiem modyfikowanym. Walka o laktację trwała – konsultacje z doradcą laktacyjnym, częste przystawianie maleństwa do piersi, a w międzyczasie w każdej wolnej chwili praca na wyczekiwanym szpitalnym laktatorze i odciąganie pokarmu. Po wyjściu ze szpitala walka trwała jeszcze kilka miesięcy, w pewnym momencie nie miałam już siły i odpuściłam. Bardzo to przeżyłam.

Cały ten temat musiałam poukładać w swojej głowie, a dokładnie dwa lata później spróbować zawalczyć ponownie z drugą córeczką. Byłam pozytywnie nastawiona, przygotowana psychicznie i fizycznie. Idealnie spakowałam torbę do szpitala, wzięłam ze sobą laktator i wszystkie najpotrzebniejsze akcesoria. Wiedziałam, że tym razem nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć i mamy duże szanse na to, aby tym razem wszystko się udało.

Joanna lat 32

Kiedy na świecie pojawił się mój pierwszy syn, wszystko przebiegało książkowo. Od razu po urodzeniu przystawiłam małego do piersi, a on nie miał żadnych problemów z jedzeniem. Nie miałam stresu, który spotyka wiele mam na początku ich drogi z karmieniem.

Kiedy po kilku latach starań dowiedziałam się, że jestem w drugiej ciąży, nie obawiałam się, że może pójść coś nie tak. Niestety już pod koniec trzeciego miesiąca ciąży okazało się, że jej utrzymanie może być problemem. Leżałam kilka miesięcy, uważałam na siebie i czekałam na pomyślne rozwiązanie. Antoś urodził się siłami natury dwa tygodnie po terminie. Kiedy wzięłam go na ręce, byłam bardzo szczęśliwa, że jest z nami, że wszystko skończyło się dobrze… Minęło kilka godzin od porodu i przy pierwszym obchodzie pediatry, usłyszałam słowa, które do dziś sprawiają, że łzy same płyną mi po policzkach: „Pani Asiu, niestety wyniki badań krwi Pani synka są złe, nie możemy jeszcze dać jednoznacznej diagnozy. Musimy zrobić mu szereg badań”. To był wielki szok dla mnie! Ale jak to, przecież syn urodził się zdrowy i dostał 10 punktów?

Kiedy otrzymałam dokumenty i informacje jak wiele badań mały musi przejść – byłam przerażona. Na dodatek synek został mi zabrany i trafił na oddział neonatologii. I wtedy pojawiło się wiele obaw o jego życie oraz o laktację. Zastanawiałam się, jak będę go karmić… Położna powiedziała mi, że mały przez kilka pierwszych dni może być karmiony tylko butelką. Wiedziałam, że to, co mogę dać mu najlepszego, to będzie podawanie mojego mleka, bałam się jednak, że kiedy nie mogę go karmić sama, może okazać się, że stracę pokarm. Musiałam coś zrobić, aby utrzymać laktację. I wtedy przypominałam sobie, że w szkole rodzenia położna polecała nam, aby do szpitala spakować laktator. Wbiegłam do swojej sali, otworzyłam torbę wyciągnęłam laktator i zaczęłam odciągać pokarm. Potem w butelce zaniosłam go położnej, aby nakarmiła Antosia. Mały był jednak tak słaby, że bardzo mało jadł.

Ale ja się nie poddawałam, odciągałam mleko laktatorem co 3-4 godziny i stosowałam metodę 7 5 3. Metoda ta polega na naprzemiennym odciąganiu mleka w systemie 7 minut jedna pierś, następnie 7 minut druga, następnie wracamy do pierwszej i przez 5 minut odciągamy ponownie z niej mleko, i z drugiej znowu 5 minut. Wracamy znowu do pierwszej i przez 3 minuty odciągamy, i znowu druga przez 3 minuty.

Kiedy kończyłam – biegłam na oddział neonatologii, oddawałam mleko położnej, a ona podawała je maleństwu. Po kilku dniach, gdy synek mógł już być ze mną i kiedy przystawiałam go do piersi, a on ssał – wiedziałam, że moja determinacja i pomoc laktatora pomogły mi utrzymać laktację. Mogłam już cieszyć się bliskością z małym. Czułam dumę i wielkie szczęście, że wszystko skończyło się dobrze! Dziś mały jest zdrowy i radosny, a chwile, kiedy przystawiałam go do piersi zapamiętam na zawsze.

***

Ile kobiet, tyle historii związanych z laktacją. Dlatego wybierając się do szpitala warto, aby w torbie każdej mamy znalazł się laktator, który pomoże jej w chwilach kryzysu. Jednak, aby osiągnąć dobre rezultaty, najlepiej do odciągania pokarmu używać dobrego i sprawdzonego laktatora elektrycznego. Easy & Natural firmy Canpol został stworzony z myślą o maksymalnym komforcie odciągania mleka. Doskonale sprawdza się po porodzie fizjologicznym, jak i po cesarskim cięciu. Dzięki silikonowej nakładce masującej zapewnia wysoki komfort, także podczas długotrwałego odciągania. Jest intuicyjny i łatwy w obsłudze – posiada aż 18 ustawień siły i rytmu ssania, dzięki czemu można dopasować jego pracę do potrzeb i preferencji kobiety karmiącej.

Są sytuacje w życiu, których nie jesteśmy w stanie przewidzieć – ale możemy zrobić wiele, żeby się na różne ewentualności odpowiednio przygotować. Planując karmić piersią, warto mieć pod ręką odpowiednie wsparcie, które pomoże uratować laktację, jeśli będzie zagrożona. Pakując torbę do szpitala, nie powinno zabraknąć w niej laktatora, który pozwoli mieć spokój w głowie w wielu kryzysowych sytuacjach.


Lifestyle

Owoce czarnego bzu – warto je mieć w domowej apteczce. Możesz przygotować z nich sok, nalewkę, dżem, lub po prostu ususzyć

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
23 sierpnia 2021
Owoce czarnego bzu - sok, nalewka, dżem, suszone owoce
Fot. iStock

Czarny bez to krzew, który wydaje kwiaty i owoce doceniane w ludowej medycynie. Ich lecznicza sława ma swoje uzasadnienie, ponieważ dziki bez kryje w sobie wiele wartościowych dla zdrowia składników. Kiedy można zbierać owoce dzikiego bzu, jak zrobić z nich sok, nalewkę, dżem, lub ususzyć na zimę, by wzmocnić organizm?

Czarny bez — charakterystyka

Czarny bez (Sambucus nigra), zwany także bzem dzikim lub lekarskim, jest pospolitym krzewem dorastającym do 8-10 m, który można spotkać praktycznie wszędzie. Ma charakterystyczny wygląd — szczególnie gdy kwitnie lub owocuje, trudno go pomylić z innymi krzewami. Najpierw pojawiają się na przełomie maja i czerwca niewielkie białawe kwiatki zebrane w baldachy. Wydzielają one silny, słodki zapach. Z kwiatów, w okolicy sierpnia i września, wykształcają się niewielkie owoce kryjące w sobie dużą ilość silnie brudzącego soku. Zarówno kwiaty jak i owoce są popularnymi surowcami wykorzystywanymi w medycynie naturalnej.

Owoce czarnego bzu można spożywać jedynie po wcześniejszej obróbce termicznej. Niedojrzałe oraz surowe owoce dzikiego bzu zawierają duże ilości sambunigryny, oraz prunazynę, których spożycie może powodować uczucie osłabienia, mdłości i wymioty. Sposobem na zneutralizowanie szkodliwych substancji jest obróbka termiczna (gotowanie, suszenie), podczas której szkodliwe substancje się ulatniają. Prawidłowo przygotowane do spożycia owoce czarnego bzu są skarbnicą cennych dla zdrowia substancji i warto mieć je w domowej apteczce.

Owoce czarnego bzu - sok, nalewka, dżem, suszone owoce

Fot. iStock/Owoce czarnego bzu

Owoce dzikiego bzu — działanie

Owoce czarnego bzu zawierają dużą ilość działających prozdrowotnie jak antocyjanów, flawonoli, kwasów fenolowych, kwasów organicznych, garbników, pektyn. Są źródłem witaminy C, witamin z grupy B, oraz składników mineralnych, takich jak żelazo, potas, glin, sód i wapń. Można je zachować na zimę pod postacią suszonych owoców, galaretki, syropów, soków oraz nalewek. Obecność w owocach dzikiego bzu wielu wartościowych substancji sprawia, że jest on chętnie wykorzystywany jako surowiec w medycynie naturalnej.

Owoce dzikiego bzu od dawna stosowane są leczniczo w przeziębieniu i grypie oraz podczas gorączki, jako środek napotny i przeciwbólowy. Zaleca się stosowanie owoców już przy pierwszych objawach choroby (uczucie rozbicia, katar, dreszcze, gorączka) i kontynuowania jego przyjmowania przez ok. 5 dni. Działając napotnie, a także moczopędnie, przyspieszają usuwanie gromadzących się toksyn z organizmu. Flawonoidy obecne w owocach czarnego bzu mogą działać przeciwwirusowo i przeciwbakteryjnie. Często można trafić na owoce czarnego bzu jako składnik mieszanek ziołowych, które regulują pracę układu trawiennego, wątroby, nerek, oraz układu immunologicznego.

Owoce czarnego bzu – sok

Owoce czarnego bzu dojrzewają w sierpniu i we wrześniu. Najlepiej  zbierać je z krzewów oddalonych od dróg, aby uniknąć nagromadzenia  zanieczyszczeń w owocach. Czarny bez doskonale nadaje się na sok. Jego przygotowanie jest szybkie i proste.

Owoce czarnego bzu - sok, nalewka, dżem, suszone owoce

Fot. iStock/Sok z owoców czarnego bzu

Owoce czarnego bzu – składniki na sok:

  • 1 kg owoców czarnego bzu bez szypułek,
  • 0,5 kg cukru
  • 1 szklanka wody

Owoce czarnego bzu – przygotowanie:

1. Owoce czarnego bzu umyj, przełóż do garnka, zalej szklanką wody, wsyp cukier i podgrzewaj na niewielkim ogniu tak długo, aż puszczą sok.
2. Sok zlej do ciemnych wyparzonych butelek lub słoików, które należy trzymać z daleka od słońca.

Owoce czarnego bzu — nalewka  

Nalewka z owoców czarnego bzu to wysokoprocentowy dodatek do herbat rozgrzewających dla osób dorosłych, jak i po prostu trunek spożywany dla smaku i zdrowia.

Owoce czarnego bzu - sok, nalewka, dżem, suszone owoce

Fot. iStock/Nalewka z czarnego bzu

Czarny bez nalewka – składniki:

  • 700 g owoców czarnego bzu
  • 900 ml spirytusu,
  • 0,5 l wody.

Czarny bez nalewka – przygotowanie:

Nalewkę z owoców czarnego bzu przygotowuje się w dwóch etapach.

  1. Najpierw przyrządź sok z owoców pozbawionych szypułek. Umyte owoce trzymaj na ogniu przez kilka minut w 0,5 l wody, aż do chwili zagotowania. Gotowy sok ostudź i odcedź, następnie zmieszaj z 900 ml spirytusu, przelej do dużego naczynia. Odstaw nienasłonecznione miejsce.
  2. Po upływie tygodnia dodaj do nalewki wystudzony roztwór cukru rozpuszczonego w wodzie (1 szklanka cukru na 0,5 szklanki ciepłej wody). Tak przygotowaną nalewkę rozlej do ciemnych butelek lub słoików, i zostaw do leżakowania co najmniej 3 miesiące w ciemnym miejscu.

Owoce dzikiego bzu — dżem

Owoce czarnego bzu - sok, nalewka, dżem, suszone owoce

Fot. iStock/Owoce czarnego bzu

Przygotowanie dżemu z owoców dzikiego bzu nie jest trudne. Potrzeba to tego zadania:

  • 1 kg owoców
  • 400 g cukru,
  • sok z cytryny
  • nieco wody

Owoce dzikiego bzu należy umyć i usunąć z nich zielone części, po czym zagotować z cukrem i sokiem z cytryny do odpowiedniej konsystencji. Można nieco podlać wodą, by owoce nie przywierały do dna garnka. Jeśli komuś przeszkadzają pestki w przetworach, wystarczy je krótko zagotować bez cukru i przetrzeć przez sito. Dopiero po tym mus należy zagotować z cukrem do pożądanej konsystencji i przełożyć do słoiczków.

Owoce czarnego bzu suszone

Owoce czarnego bzu - sok, nalewka, dżem, suszone owoce

Fot. iStock/Owoce czarnego bzu

Jest jeszcze jeden, mniej popularny sposób na zachowanie właściwości czarnego bzu na zimę, czyli suszenie. Po zbiorze dojrzałych owoców  delikatnie je umyj, osusz, nie usuwając zielonych części baldachów, aby owoce nie traciły soku. Dziki bez rozłóż na papierze do pieczenia, następnie wstaw do piekarnika rozgrzanego maksymalnie do 60-70 ºC. Susz przez kilka godzin, koniecznie przy uchylonych drzwiczkach piekarnika. Dopiero po wysuszeniu oderwij owoce od gałązek.

Z suszonych owoców dzikiego bzu można przyrządzić  zdrowotny napar.  Wystarczy łyżeczkę suszonych owoców zalać szklanką wody i gotować 15 minut. Pić raz dziennie. Większe ilości podziałają przeczyszczająco.


źródło:  dietetycy.org.pl 

Zobacz także

Droga Matko mojej córki, dziękuję, że ją oddałaś

Nie wypada życzyć „smacznego”. To po prostu gafa

Zaprojektowane przez dzieci dla dzieci. Nowa kolekcja pluszaków IKEA wspiera prawo najmłodszych do zabawy i rozwoju